Wyobrazić sobie niewyobrażalne cz. 6b

Nie wiem ile osób zwróciło uwagę na jedno drobne zdanie w moim poprzednim wpisie o Gesellu. To mianowicie, że wynikiem jego reform byłaby gospodarka rynkowa bez kapitalizmu. Już widzę powszechne zdziwienie. Co ja tu za bzdury wypisuję! Przecież kapitalizm TO JEST gospodarka rynkowa, a nawet wolnorynkowa! Nic bardziej błędnego! Są to dwie zupełnie odrębne rzeczy. Więcej, kapitalizm jest nawet wrogiem gospodarki wolnorynkowej! Teraz pewnie wszyscy myślą, że już zupełnie oszalałem. Nie dziwię się. Musimy jednak na chwilę zapomnieć o wszystkich „prawdach” wbijanych nam przez lata w szkole, na studiach i w mediach, podejść do nich krytycznie i zacząć samodzielnie myśleć. Nie jestem wielbicielem Wikipedii. Z zaufaniem możemy w niej podejść jedynie do haseł z zakresu nauk ścisłych. Ale nawet Wikipedia pisze wyraźnie : Błędem jest jednak używanie pojęcia „gospodarka rynkowa” w charakterze synonimu kapitalizmu, bowiem „rynki nie są (…) unikatowe dla kapitalizmu i nie ma w nich nic nieodłącznie kapitalistycznego”. Cytat ten pochodzi ze źródła zachodniego, z renomowanego amerykańskiego uniwersytetu w Stanford, więc trudno tu mówić o jakiejś lewicowości, ideologicznym zaślepieniu czy (tak powszechnie u nas widzianym) lewactwie. Mam nadzieję, że ziarno zwątpienia zostało już zasiane…

Ale dlaczego kapitalizm (we właściwym rozumieniu tego słowa!) jest wrogiem gospodarki wolnorynkowej? Ano dlatego, że koncentracja kapitału, spowodowana wykładniczym wzrostem dochodów kapitałowych, wymusza wręcz powstawanie monopoli, które są przeciwieństwem wszelkiej gospodarki rynkowej. Popatrzmy na światową gospodarkę. Wolny rynek istnieje w niej jeszcze jedynie w branżach, które powstawały w czasach, gdy koncentracja kapitału nie była tak duża. Nowo powstałe firmy musiały latami, powoli rozwijać się i bezsilnie patrzeć jak powstaje i rozwija się konkurencja. Ale obecnie i w tych branżach małe firmy upadają lub są przejmowane przez duże, dochodzi też do fuzji dużych firm – powstaje więc coraz więcej monopoli. Najbardziej jaskrawym przykładem jest branża komputerowo-internetowa, która powstała względnie niedawno (i nadal jeszcze powstaje). Powstała w czasach o dużej koncentracji kapitału. Czy jest to gospodarka (wolno)rynkowa? Absolutnie nie! Jaką konkurencję mamy w systemach operacyjnych, w oprogramowaniu biurowym, w bankach danych, w oprogramowaniu dla księgowości, w sklepach internetowych, w sieciach społecznościowych, w wyszukiwarkach internetowych, w… kończ waść, bo do jutra nie skończysz! Wszędzie mamy tu do czynienia z samymi monopolami. Jaka jest przyczyna tego stanu rzeczy? Oczywiście jest to w pewnym stopniu specyfika nowej branży i nowego działu gospodarki. Oprogramowanie dostępne jest od razu na całym świecie, ale najpierw trzeba je napisać, co wymaga ogromnych pieniędzy i czasu. W wielu wypadkach konieczna jest jednak infrastruktura, którą trzeba na całym świecie zbudować, i która także kosztuje bajońskie sumy. Proces ten przyspiesza koncentracja kapitału, będąca wynikiem wykładniczego wzrostu dochodów kapitałowych, w ostatnim czasie dodatkowo zwiększona przez banki centralne programami typu Quantitative Easing. Przez świat przelewają się obecnie niewyobrażalne wprost ilości kapitału poszukujące jakiejkolwiek inwestycji. W poprzednim wpisie o Gesellu wspominałem o Warrenie Buffecie, który nie wiedział, gdzie zainwestować 100 miliardów dolarów. Takie problemy mają teraz praktycznie wszyscy inwestorzy. Paradoksalnie, problemem jest w tej chwili nie brak kapitału, ale jego nadmiar! Jeśli na horyzoncie pojawi się jakaś nowa możliwość inwestycji, chociażby nawet złudna, natychmiast wszyscy się na nią rzucają i dosłownie zasypują kapitałem. Przykładem z ostatniego czasu jest Uber. Ile czasu potrzebował, aby stać się światowym monopolistą? Parę miesięcy! Dzięki kopniakowi w postaci ogromnej ilości kapitału, znalazł się na mecie, zanim konkurencja zdążyła nie tylko wystartować, ale w ogóle ustawić się na starcie! W prawdziwej gospodarce wolnorynkowej musiałby mozolnie budować swoją pozycję na rynku i konkurować z innymi firmami.

Przejdźmy teraz do następnego pojęcia, czyli kapitalizmu. Już raz pisałem o tym w moim wstępie. Teraz może rozwinę ten temat.

Może na początek weźmy pod lupę definicję z Wikipedii: „Kapitalizm – system gospodarczy oparty na prywatnej własności środków produkcji i w konsekwencji czerpania z nich zysku, oraz na swobodnym obrocie dobrami w ramach wolnego rynku; stąd też gospodarka kapitalistyczna nazywana jest również gospodarką wolnorynkową. Swoboda działalności na rynku przejawia się w postaci wolnej przedsiębiorczości, wolnego obrotu towarami i usługami, swobodnego obrotu prawami własności, istnienia sprawnych instytucji finansowych oraz na wolnej konkurencji pomiędzy podmiotami”. Nasz praszczur, pierwszy homo sapiens, nie znał jeszcze pojęcia własności, nie tylko prywatnej, ale własności, jako taka, ale nie zmienia to faktu, że zaostrzony kij, prawdopodobnie pierwszy środek produkcji, był jego własnością. Najprawdopodobniej, jeśli tym kijem wygrzebał tyle smakowitych korzonków, że mu one obrzydły, to wymieniał je z innym sapiensem na jagody, które tamten uzbierał, i na które nie mógł już patrzeć. Chyba wszyscy zgodzimy się, że w świetle powyższej definicji, był to kapitalizm i wolny rynek. Nie inaczej było w następnych wiekach, gdy drewniany kij zamienił się w kamienne narzędzia, potem narzędzia z brązu i w końcu z żelaza. Jeśli komuś powiemy, że panował wtedy kapitalizm, to popuka się w głowę. I będzie miał rację! No to może później, gdy powstały prywatne młyny, kuźnie i warsztaty tkackie? Gdy pojawiła się już praca najemna? Także wszystko było w zgodzie z definicją, ale znowu pukanie się w głowę. Ale przyjrzyjmy się jeszcze raz definicji, może coś przeoczyliśmy? Wszystkie występujące w niej elementy występowały już od początku istnienia człowieka, albo powstały w wiekach późniejszych, co do których wszyscy są jednak zgodni, że nie był to jeszcze kapitalizm. Za wyjątkiem jednego: istnienia sprawnych instytucji finansowych! Możemy zatem pominąć wszystkie inne elementy, gdyż nie są one wyłączną cechą kapitalizmu, i zostawić tylko ten jeden. Ten jeden element istnieje od względnie krótkiego czasu i paradoksalnie, jego istnienie zbiega się w czasie z powstaniem tego, co określamy jako kapitalizm. Czyżby zatem jedynie istnienie tylko tego jednego elementu jest warunkiem koniecznym i wystarczającym, żeby powiedzieć: teraz mamy kapitalizm?

Zanim odpowiemy sobie na to pytanie, zajrzyjmy do innego, trochę bardziej wiarygodnego źródła – encyklopedii PWN. Definicja kapitalizmu jest tam dużo obszerniejsza i znajdziemy tam: „kapitalizm [łac.], system społeczno-gospodarczy oparty na własności prywatnej, wolności osobistej i swobodzie zawierania umów; procesy gospodarcze w kapitalizmie, począwszy od rewolucji przemysłowej, są regulowane głównie przez rynki: dóbr i usług, pracy, kapitałowy; władza polityczna może być sprawowana w różnych formach: od dyktatury do demokracji; najważniejszą cechą kapitalizmu jest zdolność do ciągłego generowania i szybkiego upowszechniania zmian we wszystkich sferach życia społecznego; pojęcie kapitalizmu upowszechniło się w 2. połowie XIX w. w związku z pracami K. Marksa; do ekonomii wprowadził je W. Sombart”. Dalszy, obszerny tekst ma niewiele wspólnego z definicją definicji; jest raczej opisem efektów funkcjonowania kapitalizmu. Ale początkowa część, którą uznać możemy za definicję, też zawiera wyżej wspomniane elementy z prywatną własnością na czele. Definicja zawiera jednak pewne sprzeczności. Z jednej strony ma to być system oparty na wolności osobistej, z drugiej, może on funkcjonować także w dyktaturach. Przecież jedno wyklucza drugie! Podobnie jak w pierwszej definicji, znajdziemy tu także elementy, które istniały w czasach przed kapitalizmem: „procesy gospodarcze w kapitalizmie, począwszy od rewolucji przemysłowej, są regulowane głównie przez rynki: dóbr i usług, pracy, kapitałowy”. Rynki dóbr, usług i pracy istniały odtąd, odkąd ludzie zaczęli wymieniać się dobrami, a więc nawet nie od stu- ale od tysiącleci. Ale jeden rynek pojawia się równocześnie z kapitalizmem – rynek kapitałowy! I w jednej, i w drugiej definicji, mamy zatem ten sam element wspólny, który pojawił się wraz z kapitalizmem: rynek kapitałowy, prowadzony przez sprawne instytucje finansowe. Pozostałe elementy istniały praktycznie „od zawsze”, można je zatem spokojnie pominąć, gdyż nie są one charakterystyczne dla kapitalizmu.

Skupmy się zatem na tym elemencie. Co wyróżnia epokę rewolucji przemysłowej od poprzednich epok? Wielkość podmiotów gospodarczych. Jak to krótko i dosadnie ujął Marks: „Die Handmühle ergibt eine Gesellschaft mit Feudalherren, die Dampfmühle eine Gesellschaft mit industriellen Kapitalisten” – ręczne żarna to społeczeństwo feudalne, młyn z napędem parowym to społeczeństwo przemysłowego kapitalizmu (MEW, Bd. 4, S. 130).

Drobne wyjaśnienie. W Internecie nigdzie nie znalazłem pełnego polskiego wydania dzieł Marksa i Engelsa. Cytować więc będę z oryginału niemieckiego, obejmującego wszystkie dzieła Marksa i Engelsa, dostępnego tutaj. Moje tłumaczenia mogą odbiegać od wydania polskiego.

Ktoś może powiedzieć, że przecież w okresie feudalizmu nie istniała jeszcze maszyna parowa, więc to jej wynalazek uruchomił rewolucje przemysłową. To prawda, ale nie do końca. Jeszcze w okresie feudalizmu powstawały zakłady, które wielkością niewiele odbiegały od tych z okresu rewolucji przemysłowej. Różnica tkwi nie tylko w ich wielkości, ale w sposobie ich finansowania. W okresie feudalizmu inwestor musiał posiadać pieniądze potrzebne do budowy. Skok wielkościowy w okresie rewolucji przemysłowej umożliwił kredyt. „Ja nie mam nic, ty nie masz nic, on nie ma nic, to razem właśnie mamy tyle, w sam raz tyle, żeby założyć wielką fabrykę” – jak to określili bohaterowie „Ziemi obiecanej”. Ale przecież pieniądze pożyczano od zawsze, gdzie tu różnica pomiędzy epokami? Różnica znowu tkwi w wielkości. W poprzednich epokach pożyczano od kogoś, kto sam posiadał pieniądze. Rewolucję przemysłową umożliwiło powstanie właśnie instytucji finansowych i rynku kapitałowego. Instytucje finansowe najczęściej same nie posiadały potrzebnej ilości kapitału, zbierały go one od wielu ludzi – setek, a nawet tysięcy. Czyli na rynku kapitałowym. Tym, co zachęcało posiadaczy kapitału do jego zainwestowania, było oczywiście oprocentowanie. Instytucje finansowe, czyli najczęściej banki, były zatem pośrednikami pomiędzy wieloma posiadaczami kapitału, a potencjalnymi kredytobiorcami.

Tutaj znowu potrzebne jest wyjaśnienie. Czasem piszę pieniądze, czasem kapitał. Dlaczego? Tutaj znowu musimy sięgnąć do Marksa. „Geld als Geld und Geld als Kapital unterscheiden sich zunächst nur durch ihre verschiedene Zirkulationsform.” – pieniądze, jako pieniądze i pieniądze, jako kapitał, różnią się pomiędzy sobą sposobem cyrkulacji (w obiegu gospodarczym) (MEW 23, 161).
Die unmittelbare Form der Warenzirkulation ist W – G – W, Verwandlung von Ware in Geld und Rückverwandlung von Geld in Ware, verkaufen, um zu kaufen. Neben dieser Form finden wir aber eine zweite, spezifisch unterschiedene vor, die Form G – W – G, Verwandlung von Geld in Ware und Rückverwandlung von Ware in Geld, kaufen, um zu verkaufen. Geld, das in seiner Bewegung diese letzte Zirkulation beschreibt, verwandelt sich in Kapital, wird Kapital und ist schon seiner Bestimmung nach Kapital.“ – Główną formą obrotu towarowego jest T- P – T, zamiana towaru w pieniądz i powtórna zamiana pieniądza w towar, sprzedawać, aby kupować. Obok tej formy istnieje jeszcze inna, różna od niej forma P – T – P, zamiana pieniądza w towar i odwrotna zamiana towaru w pieniądz, kupować, aby sprzedawać. Pieniądze, opisane w drugim przykładzie, przekształcają się w kapitał, stają się kapitałem i ich przeznaczeniem jest bycie kapitałem (MEW 23, 162). Mówiąc inaczej, pieniądze, których przeznaczeniem nie jest konsumpcja, ale jedynie ich pomnażanie, są kapitałem.

Tutaj kolejna dygresja, konieczna, aby uspokoić wzburzonych czytelników. To wszystko jeszcze NIE JEST MARKSIZM!!! W odróżnieniu od krajów zachodnich, gdzie do Marksa i jego myśli, podchodzi się racjonalnie, u nas podchodzi się do niego histerycznie. Jakiekolwiek powoływanie się na Marksa, wywołuje u nas straszliwy jazgot i najgorsze wyzwiska. Czy nam się to podoba, czy nie, Marks wniósł ogromny wkład do myśli ekonomicznej i społecznej. Nikt zdrowy na umyśle nie ma prawa mu tego odmówić. Rzeczy, które dla nas są oczywistymi oczywistościami, w okresie życia Marksa nie były tak oczywiste. Marks żył w początkowym okresie rewolucji przemysłowej i początkach tego, co nazywamy kapitalizmem. To ON PIERWSZY opisał wiele elementów i procesów, stworzył też wiele pojęć opisujących nowy system. Pojęć, które dziś powszechnie używamy, których kompletnie z nim nie kojarzymy i przez myśl nam nie przejdzie, że on jest ich twórcą! Przykład? Proszę bardzo. Marks uważał, że praca jest towarem. Towarami handluje się na rynkach, więc stworzył pojęcie rynku pracy. Słyszymy to codziennie. Każdego, kto będzie wam pierdzielił o rynku pracy, możecie zwyzywać od marksistów! Tak na marginesie, w terminie „rynek pracy” jest tyle prawdy, co w powiedzonku, że „pieniądze pracują”. Pracują ludzie, a na rynku pracy nie handluje się pracą, ale tymi, którzy ją wykonują. Teraz pewnie wielu czytelnikom skoczyło ciśnienie. Nie chcę mieć nikogo na sumieniu, dlatego proszę otworzyć okno, usiąść wygodnie, zrobić parę głębokich oddechów, wypić szklankę wody (przez „o”, nie przez „ó”) i nie przerywać czytania, bo do krytyki Marksa i marksizmu zaraz dojdziemy.

Chyba ciśnienie opadło, więc jedziemy dalej…

Mam nadzieję, że teraz wszyscy zrozumieli, że rewolucja przemysłowa była możliwa dzięki szeregowi wydarzeń: wynalazkowi maszyny parowej, nowych metod wytopu stali i powstaniu instytucji finansowych, które z będących w obiegu pieniędzy utworzyły ich nową formę – kapitał, czyli pieniądze, których przeznaczeniem nie był zakup towarów lub usług, lecz jedynie obrót nimi. Ktoś powie na pewno, że przecież bankierzy istnieli już wcześniej i także dysponowali kapitałem. Tak, to prawda, ale był to jedynie ich własny kapitał, nie pośredniczyli w jego zbieraniu, ich działalność miała charakter lokalny i obracali względnie niewielkimi sumami. Różnica jest głównie w skali, sposobie działania i instytucjonalizacji, jako nowej (obok przemysłu) gałęzi gospodarki. Gałęzi, która umożliwiła finansowanie nowych zakładów przemysłowych, budowę linii kolejowych, dróg i mostów. Musimy sobie jasno powiedzieć, że rewolucja przemysłowa nie byłaby możliwa bez powstania nowych instytucji finansowych. Umożliwiło ją powstanie kapitału, czyli kapitalizmu. Teraz chyba rozumiemy, że kapitalizm nie tylko etymologicznie wywodzi się od kapitału.

Ale nowa gałąź gospodarki musi się czymś „żywić”. Ludzie, którzy ją tworzyli, bynajmniej nie byli altruistami, nie działali za „Bóg zapłać”! Zapłatą za ich działalność było (i nadal jest) oprocentowanie kredytów. Jak niszczycielska dla gospodarki, środowiska i społeczeństwa jest owa „zapłata”, dużo już pisałem. Nie będę się powtarzać. Miało być o Gesellu i o krytyce marksizmu, więc zostawmy na chwilę definicję kapitalizmu i przejdźmy wreszcie do tego.

Gesell był wielkim krytykiem Marksa. Wprawdzie przejął od niego laborystyczną teorię wartości i zgadzał się z nim w kwestii podziału społeczeństwa na bogatych i biednych, i podobnie jak Marks chciał ten podział zwalczyć. Jednak miał całkowicie odmienny pogląd na przyczyny tego podziału. Nietrudno się domyślić, że dla Marksa podział ten przebiegał na linii posiadania i nieposiadania środków produkcji. Dla Gesella na linii posiadania i nieposiadania kapitału. U Gesella, posiadacze środków produkcji byli po tej samej stronie linii podziału, co pracujący u nich robotnicy. Byli (i dalej są) zależni od kapitału. Przede wszystkim jednak, Gesell kompletnie odrzucał podejście Marksa do pieniędzy. Marks przejął je od klasyków i traktował pieniądze, jako doskonały ekwiwalent towarów i jako idealny środek wymiany. Nie miał pieniądzom nic do zarzucenia i nie kwestionował sposobu ich funkcjonowania w gospodarce. Pieniądze, same w sobie, nie stanowiły dla niego jeszcze kapitału i nie były zatem źródłem wartości dodatkowej. Tym źródłem była dla Marksa jedynie praca i środki produkcji, czyli procesy produkcyjne. Chociaż takie proste to też nie jest.

W swoim piśmie „Die Ausbeutung, ihre Ursachen und ihre Bekämpfung“ – Wyzysk, jego przyczyny i jego zwalczanie, Gesell krótko opisał różnice pomiędzy nim, a Marksem:
Zwei Theorien streiten heute um Anerkennung in den Kreisen der Ausgebeuteten:

  1. die Theorie, wonach im Privatbesitz an den Produktionsmitteln schlechthin der Grund der Ausbeutung zu suchen ist, und
  2. die Theorie, wonach die Ausbeutung eine Folge unseres fehlerhaften Geld und Bodenrechtes ist.

Nach der einen Theorie erfolgt die Ausbeutung direkt und ausschließlich bei der Arbeit, in der Fabrik, auf dem Felde. Nach der anderen erfolgt sie bei der Benutzung des Bodens und beim Tausche der Arbeitsprodukte mittels des Geldes, sowie bei allen Darlehen, wobei auch das Verhältnis des Arbeitnehmers zum Arbeitgeber als Darlehensverhältnis behandelt wird, ebenso wie das des Mieters und Vermieters.” – dwie teorie konkurują dzisiaj o względy wyzyskiwanych:

  1. Teoria, według której posiadanie środków produkcji jest źródłem wyzysku, i
  2. Teoria, według której wyzysk jest konsekwencją wadliwego systemu monetarnego i takoż wadliwego prawa do ziemi.

Według pierwszej teorii do wyzysku dochodzi wyłącznie w czasie pracy w fabryce i na polu. Według drugiej, w czasie korzystania z ziemi i przy wymianie owoców pracy przy pomocy pieniędzy oraz poprzez udzielanie kredytów, przy czym stosunek pracodawcy i pracobiorcy musi być widziany tak, jak stosunek kredytodawcy do kredytobiorcy, podobnie jak najemcy i wynajmującego (tłumaczenie moje).
Dalej precyzuje:
Die zuerst genannte Theorie fordert in folgerichtiger Anwendung die Abschaffung des Privateigentums, und damit auch die der Privatwirtschaft, der Selbstverantwortung. Die Verteilung der Produkte erfolgt durch den Staat, der die Produktion leitet. Die Grundsätze, nach denen die Verteilung erfolgen soll, werden gesetzlich geregelt.
Nach der anderen Theorie braucht es solcher Eingriffe nicht. Es genügt, wenn der Boden und das Geld «sozialisiert» werden. Das Übrige besorgt dann zwangsläufig, automatisch, die nun wirklich freie, zu ihrer Ordnung gelangte, den eigenen Gesetzen folgende Wirtschaft. Die Ausbeutung ist nach dieser Theorie ein Produkt gewaltsamer Eingriffe in die natürliche, von selbst sich ergebende Ordnung der Wirtschaft. Mit der Beseitigung dieser Eingriffe muß auch die Ausbeutung fallen.” – logiczną konsekwencją pierwszej teorii jest zniesienie własności prywatnej, i co za tym idzie odebranie prywatnej gospodarce prawa decydowania o sobie. Produkty są rozdzielane przez państwo, które kieruje także produkcją. Reguły tego rozdzielania uregulowane są ustawowo.
Według drugiej teorii taka ingerencja nie jest potrzebna. Wystarczy, że ziemia i pieniądze zostaną uspołecznione. Cała reszta zostanie automatycznie wymuszona poprzez, od tego momentu wolną, gospodarkę, kierującą się własnym, wewnętrznym porządkiem i prawami. Wyzysk, jest według tej teorii, wynikiem wymuszonej siłą ingerencji w naturalny, wynikający z samego siebie, porządek gospodarczy. Usuwając tę ingerencję, usunięty zostanie także wyzysk (tłumaczenie moje). Brzmi pięknie, ale ciarki przechodzą mi trochę po plecach, bo zdawanie się jedynie na „prawa rynku” (jakoby takowe w ogóle istniały!), za bardzo mi śmierdzi neoliberalizmem. No, ale Gesell nawet nie przypuszczał, że coś takiego jak neoliberalizm kiedyś powstanie.

Paradoksalnie Gesell wykorzystuje samego Marksa dla poparcia swoich tez:
Die Freigeldlehre geht ebenfalls bei ihren Untersuchungen über die Natur des Kapitals von der Marxschen Formel des Tausches aus. G-W-G’, d. h. Geld-Ware-Mehrgeld. Sie setzt aber nicht, wie Marx es tut, kritiklos voraus, daß das Geld ein vollkommenes Aequivalent der Waren sei, sondern findet in der von Marx selbst formulierten allgemeinen Gestaltung des Tausches den Beweis, daß das Geld mehr ist als ein Aequivalent. Die Marxsche Formel G-W-G’ ist für sie unmittelbarer Beweis, daß das Geld ein selbständiges Kapital ist, daß das G’ nicht Produkt einer ewig wiederholten Prellerei ist, sondern Ergebnis einer Ueberlegenheit des Geldbesitzers über den Warenbesitzer, also Produkt eines wirtschaftlichen Machtfaktors.” – Także teoria wolego pieniądza korzysta w swoich badaniach nad naturą kapitału z marksistowskiej formuły P-T-P’, czyli Pieniądze-Towar-więcej Pieniędzy. Ale inaczej niż Marks, nie zakłada ona bezkrytycznie, że pieniądz jest ekwiwalentem towaru, ale widzi, w sformułowanym przez Marksa procesie wymiany, dowód na to, że pieniądz jest więcej niż ekwiwalentem. Marksistowska formuła P-T-P’, jest bezpośrednim dowodem na to, że pieniądz jest samodzielnym kapitałem, że P’ nie jest wynikiem wiecznie powtarzanego oszustwa, ale wynikiem przewagi posiadacza pieniędzy nad posiadaczem towaru, czyli efektem siły gospodarczej (tłumaczenie moje). Za pieniądze kupowane są surowce i półprodukty, które poprzez wkład pracy zyskują na wartości i tworzą produkt końcowy, który można zamienić na większą sumę pieniędzy.

Ale Marks i Gesell najbardziej różnią się w kwestii podejścia do oprocentowania. Dla Marksa nie stanowi ono problemu. W trzeciej części Kapitału pisze on: „Geld – hier genommen als selbständiger Ausdruck einer Wertsumme, ob sie tatsächlich in Geld oder Waren existiere – kann auf Grundlage der kapitalistischen Produktion in Kapital verwandelt werden, und wird durch diese Verwandlung aus einem gegebenen Wert zu einem sich selbst verwertenden, sich vermehrenden Wert. Es produziert Profit, d.h. es befähigt den Kapitalisten, ein bestimmtes Quantum unbezahlter Arbeit, Mehrprodukt und Mehrwert, aus den Arbeitern herauszuziehn und sich anzueignen. Damit erhält es, außer dem Gebrauchswert, den es als Geld besitzt, einen zusätzlichen Gebrauchswert, nämlich den, als Kapital zu fungieren. Sein Gebrauchswert besteht hier eben in dem Profit, den es, in Kapital verwandelt, produziert. In dieser Eigenschaft als mögliches Kapital, als Mittel zur Produktion des Profits, wird es Ware, aber eine Ware sui generis. Oder was auf dasselbe herauskommt, Kapital als Kapital wird zur Ware” – pieniądze – tutaj rozumiane pod postacią wartości wyrażonej w pieniądzach albo w towarach – mogą być przekształcone w kapitał poprzez kapitalistyczny system produkcji i z danej wartości przekształcić się w ten sposób w samowykorzystującą i samopomnażającą się wartość. Wytwarzać zysk, to znaczy pozwalać kapitalistom na odebranie robotnikom i zawłaszczenie pewnej ilości niezapłaconej pracy, wytworzonego produktu i wartości dodatkowej. W ten sposób, oprócz wartości użytkowej, którą posiadają jako pieniądze, otrzymują dodatkową wartość, mianowicie zdolność funkcjonowania jako kapitał. Ich wartość użytkowa polega właśnie na zysku, który wytwarzają po przekształceniu się w kapitał. Poprzez możliwość stania się kapitałem, sposobem generowania zysku, przekształcają się w towar, ale w towar szczególnego rodzaju. Albo, co wychodzi na to samo, kapitał, jako kapitał, staje się towarem (MEW 25, 350) (tłumaczenie moje). Dalej następuje długi, a skomplikowany przykład, w którym Marks, przy założeniu rocznej stopy zysku w wysokości 20%, zakłada, że pożyczony kapitał w wysokości 100 Funtów, przyniesie 20 Funtów zysku. Z tej sumy dłużnik „odpala” wierzycielowi 5 Funtów. Marks wyjaśnia to w ten sposób: „Der Teil des Profits, den er ihm zahlt, heißt Zins, was also nichts ist als ein besondrer Name, eine besondre Rubrik für einen Teil des Profits, den das fungierende Kapital, statt in die eigne Tasche zu stecken, an den Eigner des Kapitals wegzuzahlen hat.” – Część zysku, którą mu płaci, nazywa się oprocentowaniem, co jest niczym innym jak specjalną nazwą, specjalną rubryką dla części zysku, który kapitał inwestycyjny, zamiast wkładać do własnej kieszeni, musi spłacić właścicielowi kapitału (MEW 25, 351) (tłumaczenie moje).

Wszystko to ładnie, pięknie, ale każdy, kto kiedykolwiek brał kredyt na jakąś inwestycję od razu powie, że w umowie nie było nic na temat części zysku. W umowie było jedynie oprocentowanie, które TRZEBA zapłacić niezależnie od tego, czy się jakiś zysk wypracuje, czy nie!

W tym momencie musimy sobie wyjaśnić różnice pomiędzy poszczególnymi formami inwestycji kapitałowych. Są ich dwie główne formy: kredyt, albo udziały. Udzielając kredytu, udzielamy go na określony czas i na określone oprocentowanie, które MUSI być zapłacone. Przynajmniej w teorii, nie nabywamy w ten sposób prawa do współzarządzania firmą. Stając się udziałowcem, także udzielamy kredytu, ale na niegraniczony okres czasu i nabywamy prawo do współdecydowania w firmie – stajemy się jej współwłaścicielami, ale ponosimy także związane z tym ryzyko. Zysk, będący oprocentowaniem tego kredytu, może nam być wypłacony, ale nie musi. Nie, nie pomyliłem się! Zysk, a dokładniej stopa zysku, jest niczym innym, jak wysokością oprocentowania kapitału własnego, czyli naszych udziałów w firmie. Właśnie przyszło mi do głowy, że w ten sposób można by zdefiniować wartość dodatkową – jako oprocentowanie, płacone przez pracowników. Niech się marksiści nad tym głowią. Mam nadzieję, że każdy zauważył wyższość kredytu nad udziałami. Kredyt i jego oprocentowanie MUSI być spłacone, dywidenda niekoniecznie.

Marks i marksiści kompletnie pomijają także funkcję pieniądza w gospodarce i jego możliwości wpływania na nią. Paradoksalnie Marks widzi to, ale kompletnie nie kontynuuje tego tematu. Pisze: „Es ist klar, daß der Besitz der 100 Pfd. St. ihrem Eigner die Macht gibt, den Zins, einen gewissen Teil des durch sein Kapital produzierten Profits, an sich zu ziehn. Gäbe er dem andern die 100 Pfd.St. nicht, so könnte dieser den Profit nicht produzieren, überhaupt nicht mit Beziehung auf diese 100 Pfd. St. als Kapitalist fungieren.” – jasne jest, że posiadanie owych 100 Funtów daje ich posiadaczowi władzę domagania się wypłaty części zysku, wypracowanego przez jego kapitał. Gdyby nie dał tych 100 Funtów do dyspozycji, nie mogłyby one wytwarzać zysku i nie mogłyby być traktowane, jako kapitał (MEW 25, 351) (tłumaczenie moje).

Marks mówi tu dokładnie o tym samym, o czym mówi Gesell!! Nie można przejść do porządku dziennego i pominąć nacisk kapitału na wypłatę odsetek. Jest to główny konflikt pomiędzy nie tylko gospodarką a kapitałem, ale także państwem i kapitałem, a co za tym idzie pomiędzy całym społeczeństwem a kapitałem! Obowiązujący obecnie neoklasyczny model ekonomii zaprzecza istnieniu takiego konfliktu, Marks, a za nim marksiści, praktycznie ignorują go. To wprost nie do wiary, ale w Kapitale Marksa znajdziemy zdania, które spokojnie mogłyby pochodzić z ruchu Occupy Wall Street albo podobnego: „Das Kreditsystem, das seinen Mittelpunkt hat in den angeblichen Nationalbanken und den großen Geldverleihern und Wucherern um sie herum, ist eine enorme Zentralisation und gibt dieser Parasitenklasse eine fabelhafte Macht, nicht nur die industriellen Kapitalisten periodisch zu dezimieren, sondern auf die gefährlichste Weise in die wirkliche Produktion einzugreifen – und diese Bande weiß nichts von der Produktion und hat nichts mit ihr zu tun. Die Akte von 1844 und 1845 sind Beweise der wachsenden Macht dieser Banditen, an die sich die Finanziers und stock-jobbers anschließen.” – System kredytowy, skupiony w rzekomo narodowych bankach, dużych firmach pożyczkowych i skupionych wokół nich spekulantach, jest ogromną władzą centralną i daje tej pasożytniczej klasie bajeczną moc, nie tylko okresowo dziesiątkować kapitalistów przemysłowych, ale w najbardziej niebezpieczny sposób interweniować w realną produkcję – a ta banda nie wie nic o produkcji i nie ma z nią nic wspólnego. Akty z 1844 i 1845 roku są dowodem rosnącej potęgi tych bandytów, do których dołączeni są finansiści i maklerzy giełdowi (MEW 25, 560) (tłumaczenie moje). Musiałem to dwa razy przeczytać, bo nie wierzyłem własnym oczom! Zdziwienie wywołuje fakt, że Marks spokojnie dalej pastwi się nad posiadaczami środków produkcji, a nie nad ich gnębicielami!!

Marks i Gesell różnią się także w poglądzie na to, co jest źródłem oprocentowania. Marks widzi go w wyzysku pracy najemnej. Gesell twierdzi, że nie jest to ani wyzysk pracowników ani właścicieli środków produkcji, ale po prostu przewaga pieniądza nad nimi. Przewaga, która nie ma nic wspólnego z własnością środków produkcji. Gesell pisze: „In Übereinstimmung mit obiger Anschauung müssen die Marxfreunde die Quelle des Zinses (Mehrwert) in der Fabrik, auf alle Fälle in der Trennung des Arbeiters von seinen Arbeitsmitteln suchen, und sie wähnen, sie auch dort festgelegt zu haben. Ich werde nun zeigen, daß der Zins völlig unabhängig vom Privateigentum an den Produktionsmitteln ist, daß er auch dort besteht, wo es keine besitzlose Menge (Proletariat) gibt und gab, und daß Sparsamkeit, Ordnung, Fleiß und Tüchtigkeit niemals den Zins entscheidend beeinflußt haben. Im Widerspruch zu dieser Kapitaltheorie werde ich zeigen, daß der Zins in unserem uralten, aus der Zeit der Babylonier, Hebräer, Griechen und Römer stammenden Gelde wurzelt und durch dessen körperliche oder gesetzlich erlangte Vorzüge geschützt ist” – Zgodnie z powyższym poglądem, zwolennicy Marksa muszą poszukiwać źródła oprocentowania (wartości dodanej) w fabryce, w każdym razie w oderwaniu pracownika od środków produkcji, i uważają, że tam je znaleźli. Pokażę teraz, że oprocentowanie jest całkowicie niezależne od prywatnej własności środków produkcji, że istnieje również tam, gdzie nie było wywłaszczonych mas (proletariatu), a oszczędność, porządek, pracowitość i solidność nigdy zdecydowanie nie wpłynęły na oprocentowanie. Wbrew tej teorii o kapitale pokażę, że oprocentowanie jest zakorzenione w naszych pieniądzach, wywodzących się ze starożytnych czasów Babilończyków, Hebrajczyków, Greków i Rzymian, a jego przywileje chronione są fizycznie i prawnie (Natürliche Wirtschaftsordnung, Strona. 245) (tłumaczenie moje).

Tutaj bym się z Gesellem nie do końca zgodził. Myli on tutaj proces tworzenia wartości (także wartości dodatkowej) i proces jej zawłaszczania. Posiadanie środków produkcji jest w tym wypadku warunkiem koniecznym do zawłaszczenia sobie części, wytworzonej w procesie produkcyjnym, wartości. Ale dotyczy to jedynie zysku, czyli oprocentowania kapitału własnego, w wypadku kapitału obcego, Gesell ma całkowitą rację.

Ale Gesell nie ignoruje wywłaszczenia pracowników ze środków produkcji. Idzie dalej. Marks jedynie stwierdza fakt, Gesell wyjaśnia przyczyny. Według niego pozbawienie pracowników środków produkcji, wynika z konstrukcji naszego systemu monetarnego:
Unser herkömmliches Geld hat also die für die Ausbeutungstheorie unentbehrlichen Proletariermassen geschaffen und diese gegen alle natürlichen Auflösungsmächte wirksam verteidigt. Um vollständig zu sein, muß darum die Ausbeutungstheorie noch einen Schritt weiter zurückgreifen und den Zins nicht in der Fabrik, im Privatbesitz der Produktionsmittel, sondern weiter zurück, beim Tausch der Arbeitserzeugnisse gegen Geld suchen. Die Trennung des Volkes von seinen Arbeitsmitteln ist nur eine Folge, nicht die Ursache des Zinses” – Nasz konwencjonalny pieniądz stworzył w ten sposób masy proletariackie, niezbędne dla teorii (mechanizmu) eksploatacji i skutecznie bronił jej przed wszystkimi naturalnymi siłami mogącymi ją zakłócić. Aby być kompletną, teoria eksploatacji musi iść o krok dalej i szukać oprocentowania nie w fabryce, w prywatnym posiadaniu środków produkcji, ale dalej wstecz, w wymianie produktów pracy za pieniądze. Oddzielenie ludzi od ich środków pracy jest tylko jedną z konsekwencji, a nie przyczyną oprocentowania (Natürliche Wirtschaftsordnung, Strona. 278) (tłumaczenie moje).

Można dalej kontynuować cytaty, byłyby ich dziesiątki, jeżeli nie setki. Mam nadzieję, że trochę wyjaśniłem różnicę pomiędzy Marksem i Gesellem. Dlaczego tyle piszę tutaj o Marksie? Powszechnie twierdzi się, że dla Marksa nie ma alternatywy. Albo marksizm, albo kapitalizm. Tertium non datur. Gesell postrzegany jest przez wielu krytyków Marksa i marksizmu, jako alternatywa. On sam widział się także, jako alternatywa.

W przedmowie do swego głównego dzieła Natürliche Wirtschaftsordnung, tak pisał o alternatywach dla marksizmu:
Entweder Eigen- oder Staatswirtschaft – ein Drittes gibt es nicht. Man kann, wenn man weder die eine noch die andere will, für die gesuchte Ordnung noch so anheimelnde und vertrauenerweckende Namen ersinnen: Genossenschaften, Gemeinwesen, Vergesellschaftung usw. – sie können die Tatsache nicht verschleiern, daß es sich im Grunde immer um denselben Schrecken, um den Tod der persönlichen Freiheit, Unabhängigkeit, Selbstverantwortung, d. h. um Behördenherrschaft handelt.” – Albo gospodarka własna, albo państwowa – nie ma czegoś takiego jak trzecia. Jeśli nie chcesz ani jednego, ani drugiego, możesz wymyślić budzące zaufanie nazwy: spółdzielnie, wspólnoty, uspołecznienie itp. – nie mogą one ukryć faktu, że są one w zasadzie zawsze tym samym horrorem, śmiercią wolności osobistej, niezależności, odpowiedzialności za siebie, czyli rządów biurokracji (Gesammelte Werke, Band 11, S. XX) (tłumaczenie moje).

Ale Gesell postrzegał się także, jako alternatywa dla kapitalizmu, w jego najgorszej postaci:
Die natürliche Wirtschaftsordnung wird nun durch Freiland und Freigeld von all den häßlichen, störenden und gefährlichen Begleiterscheinungen des Manchestertums befreit werden und alle Vorbedingungen für ein wirklich freies Spiel der Kräfte schaffen” – Naturalny porządek gospodarczy zostanie teraz, poprzez wolną ziemię i wolne pieniądze, uwolniony od wszystkich obrzydliwych, szkodliwych i niebezpiecznych skutków ubocznych kapitalizmu Manchesterskiego i stworzy wszelkie warunki dla prawdziwie wolnej gry sił (Gesammelte Werke, Band 11, S. XX) (tłumaczenie moje).

Poniższe zdania nie straciły nic ze swojej aktualności:
Mit den in dieser Schrift gemachten Vorschlägen stehen wir jetzt zum ersten Male am Scheideweg. Wir müssen wählen, uns entschließen. Gelegenheit zu solcher Wahl hatte bisher noch kein Volk. Jetzt zwingen uns die Tatsachen zur Entscheidung. Es geht einfach nicht weiter, so wie es ging. Wir haben zu wählen zwischen der Beseitigung der Baufehler unserer alten Wirtschaftsweise und dem Kommunismus, der Gütergemeinschaft. Ein andere Ausweg ist nicht da” – Dzięki propozycjom zawartym w tym dokumencie po raz pierwszy stoimy na rozdrożu. Musimy wybrać, zdecydować. Żaden naród nie miał jeszcze możliwości dokonania takiego wyboru. Teraz fakty zmuszają nas do podjęcia decyzji. Dotychczasowy stan nie może być kontynuowany. Musimy wybrać pomiędzy wyeliminowaniem błędów konstrukcyjnych naszej starej gospodarki, a komunizmem, wspólnotą dóbr. Nie ma innego wyjścia (Gesammelte Werke, Band 11, S. XX) (tłumaczenie moje).

 

Czy Gesell jest alternatywą dla Marksa? Na pewno. Czy jest alternatywą lepszą? Trudno powiedzieć. Z pewnością odezwą się głosy, że każda alternatywa jest lepsza od marksizmu. Problem w tym, że tak naprawdę idei Marksa nigdzie nie wprowadzono w życie i, niezależnie czy jest się ich zwolennikiem, czy przeciwnikiem, obiektywnie nie można powiedzieć, że się one nie sprawdziły. Po prostu tego nie wiemy. To, z czym mieliśmy do czynienia pod postacią „komuny”, niewiele miało z Marksem wspólnego. Osobiście nie wierzę w możliwość funkcjonowania marksizmu, ale uczciwość kazała mi napisać te zdania. Sądzę, że Gesell mógłby być lepszą alternatywą, chociaż nie jestem w pełni przekonany także do jego idei. W oprocentowaniu widzi on jedynie przeszkodę w swobodnym obiegu pieniądza. Nie dostrzega niszczycielskiego działania procentu składanego i wykładniczego wzrostu dochodów kapitałowych. Jego pomysł na „kurczący się” pieniądz rozwiązywałby ten problem jedynie dla dochodów wyłącznie kapitałowych, a więc „czystego” kapitalizmu, ale nie dla kapitału własnego, zawartego w środkach produkcji. Szczególnie razi mnie jego wiara w istnienie czegoś takiego jak „naturalne prawa rynku”. Prawa istnieją w naukach ścisłych, ekonomia się do nich nie zalicza. Coś takiego jak „prawa rynku” po prostu nie istnieje. Możemy mówić najwyżej o procesach zachodzących w pewnych ściśle określonych warunkach. O niczym innym!! Oczywiście, pomysły Gesella pochodzą z innej epoki i pod tym kątem trzeba na nie patrzeć. Ale nie można odmówić mu racji w stwierdzeniu, że głównym źródłem negatywnych zjawisk gospodarczych i społecznych jest konstrukcja naszego systemu monetarnego. Ale kto wie, może po wprowadzeniu jego „wolnej gospodarki” inaczej patrzylibyśmy na Marksa i na prywatną własność środków produkcji?

 

Dlaczego zatem tak mało, praktycznie nic, o nim nie wiemy? Dlaczego tzw. lewica nie wypięła się na Marksa i nie rzuciła się na Gesella? Powiedziałbym, że dlatego, bo jest zbyt niebezpieczny. To byłby dowód na to, że Gesell może mieć rację. Ale nie oszukujmy się, także dlatego, że jest za mało „chwytliwy”. Opowiadanie o zawiłościach systemu monetarnego, to najlepszy sposób, aby zanudzić wszystkich potencjalnych rewolucjonistów. Przekaz Marksa jest wyraźny: oni mają, my nie mamy – trzeba im zabrać! To dociera do każdego i ręce od razu rwą się, jeśli nie do karabinu, to przynajmniej do kostki brukowej.

 

Ale zaraz! Dalej nie wiemy co to jest kapitalizm! Myślę, że wszyscy dostrzegli, że oficjalnie obowiązująca definicja jest definicją marksistowską. Tych, którzy ją stosują, możemy zatem wyzywać od marksistów. Jak już wyżej wspominałem, Marks widział przewagę kapitału nad środkami produkcji, ale kompletnie ją zignorował. Widział, że spłata długów, a szczególnie spłata odsetek, ma priorytet nad zyskiem. Że system prawny to gwarantuje! Pytanie, dlaczego nie podążył tym tropem? Był o krok! Patrzył na to i nie widział? Trudno powiedzieć. Pewne procesy nie były w jego czasach jeszcze tak widoczne, jak dziś, więc jest to jakieś usprawiedliwienie. Spotkałem się kiedyś z teorią spiskową, że marksizm powstał na zamówienie. Że Marks był kajzerowskim agentem. Gdy to przeczytałem, wybuchnąłem śmiechem. Gdy się uspokoiłem, stwierdziłem, że coś mi tu nie pasuje. Nie pasowała mi osoba autora tej teorii. Był zbyt poważną osobą, żeby wypisywać takie brednie. Po kwadransie poszukiwań w Internecie odeszła mi ochota do śmiechu. Marks, potomek rodziny lwowskich rabinów, był na utrzymaniu żony-arystokratki, siostry kajzerowskiego szefa służb specjalnych. Engels był fabrykantem-milionerem. Trochę dziwna para, jak na autorów rewolucyjnych teorii, prawda? Nie daje mi to spokoju do dziś. Ciągle się nad tym zastanawiam. Natknąłem się na wiele faktów i dokumentów, które wskazywać by mogły na to, że autor tej teorii jednak nie miał racji, ale był na właściwym tropie. Musimy zrozumieć zachodzące wtedy procesy społeczne. Powstawała nowa klasa – fabrykanci, którzy byli zagrożeniem dla feudalizmu i arystokracji. Ale w rękach jakiej klasy, były wtedy pieniądze-kapitał? No właśnie, w rękach feudałów i arystokracji! Klasa fabrykantów własnego kapitału jeszcze nie zakumulowała. Starej klasie dawało to możliwość trzymać nową klasę za gardło (albo za coś innego). Moim zdaniem kapitalizm wykształcił się z feudalizmu. Klasa feudałów przepoczwarzyła się w klasę kapitalistów. Oczywiście był to proces stopniowy i długotrwały. Arystokracja zrezygnowała z bezpośredniego sprawowania władzy i prawa posiadania (także ludzi). Stwierdziła, że całą władzę sprawować może w sposób zupełnie niewidzialny i dla większości kompletnie niezrozumiały. Przy pomocy pieniędzy. Teorie Marksa nie były dla niej żadnym zagrożeniem. Wręcz przeciwnie! Przejęcie środków produkcji przez masy było nawet na rękę arystokracji! Nawet angielska rodzina królewska interesowała się Marksem i jego teoriami! Masami łatwiej się steruje, niż rosnącą w siłę, wykształconą, świadomą i zorganizowaną klasą fabrykantów, z którą w końcu trzeba będzie podzielić się władzą. Dochody kapitałowe są kompletnie niezależne od własności fabryk. Uspołecznione fabryki, także muszą brać kredyty i spłacać je z odsetkami. W pewnym momencie inaczej zacząłem patrzeć na wiele wydarzeń historycznych. Na to, dlaczego Marks tak zajadle zwalczał Proudhona, na teorie Mackindera, na wybuch pierwszej wojny światowej, na to, dlaczego rewolucja komunistyczna wybuchła akurat w Rosji, która w ogóle się do tego nie nadawała (Marks nienawidził Rosji), na co najmniej dziwne okoliczności jej wybuchu, na przyjazd Lenina do Rosji, na to jak zagadkową postacią był Trocki i dlaczego Stalin go ukatrupił, na „pomoc” kontrrewolucjonistom, która polegała na uniemożliwieniu im wygranej, na to, dlaczego Jerzy V nie uratował swego kuzyna, cara Rosji i na całą masę innych rzeczy. Było też miejsce na odzyskanie niepodległości przez Polskę (Marks był tego gorącym zwolennikiem!) i na okoliczności przejęcia władzy przez Piłsudskiego. Wszystko nagle zaczęło układać się w logiczny ciąg… Nie będę się tu dalej rozwodził, to temat na kilka książek. Zresztą brakuje mi jeszcze wielu elementów tej układanki. Nie jestem zwolennikiem teorii spiskowych, a tu sam zaczynam taką tworzyć! Wiążę z nią pewne plany (których pewnie i tak nie zrealizuję).

Wracając do definicji kapitalizmu. Ja dalej upieram się przy swojej, mówiącej, że kapitalizm to system polityczny, społeczny i gospodarczy, którego celem jest zapewnienie dochodów posiadaczom kapitału. Dochodów, które wynikają tylko z samego faktu posiadania owego kapitału.

P.S.

Właśnie zdałem sobie sprawę z tego, że moja definicja kapitalizmu powoduje powstanie pustki pojęciowej. To, co do tej pory definiowaliśmy jako kapitalizm, pozostaje bez nazwy. Ktoś może powiedzieć, że jest to jedynie semantyczne bicie piany, ale żeby o czymś mówić, musimy najpierw zdefiniować podstawowe pojęcia. Muszę się jeszcze nad tym zastanowić.

 

Reklamy

Dziwny był ten świat.

Już od około dwudziestu lat korzystam z Internetu. Nie potrafię już sobie wyobrazić, jak mógłbym pracować i funkcjonować bez niego. A przecież ponad dwa razy dłużej żyłem bez niego. I jakoś się dało. Nie było Internetu, smartfonów, tabletów, ale jakoś się komunikowaliśmy. Wydaje mi się, że 13 grudnia 1989 roku był całkiem niedawno. Wtedy na parę miesięcy wyłączono wszystkie telefony. Był to kłopot jedynie dla tych, którzy je mieli. Większość obywateli PRL-u i tak ich nie miała. Ale były nocne Polaków rozmowy a nie sms-y, a dziewczyna i chłopak w czasie randki zajmowali się sobą, a nie swoimi smartfonami. Zaiste, dziwne to były czasy…

Internet postawił na głowie cały nasz świat. Uruchomił procesy społeczne, o jakich się McLuhanowi nie śniło. Stworzył nowe działy gospodarki i zrewolucjonizował wiele istniejących. Stworzył też możliwości inwigilacji i manipulacji, przy których wizje Orwella, Huxleya czy Zamiatina są optymistycznymi bajeczkami [1], [2]!

Dopiero powoli zaczyna do nas docierać, jak niebezpieczne jest nasze nowe narzędzie. Internet, a właściwie protokoły komunikacyjne Internetu, powstały z myślą o usprawnieniu komunikacji w kręgu niewielkiej społeczności naukowców. Prawie w niezmienionej postaci zostały przejęte do komunikacji pomiędzy miliardami ludzi i niewyobrażalną ilością urządzeń. Przy powstawaniu Internetu nikt nie myślał o takich „drobiazgach” jak pewność, że połączyliśmy się z tym, z czym chcieliśmy się połączyć. Jest to podstawowy warunek np. przy bankowości internetowej. Tak naprawdę nadal nie mamy stuprocentowej pewności, czy przekazujemy polecenie przelewu naszemu bankowi, czy hackerowi. Nikt nie myślał o zabezpieczeniu przed podsłuchem, przed przechwytywaniem przesyłanych danych i o całej masie innych zagrożeń. W ogromnej większości niejasne są też ramy prawne, w których funkcjonują firmy internetowe. W dużej mierze jest to wolna amerykanka w domu wariatów – wszystkie chwyty są dozwolone i nikt nie zdaje sobie sprawy z ich konsekwencji. Jest to cyfrowa forma neoliberalizmu – wszystko reguluje rynek. Jedynie niewielka grupa ludzi zdaje sobie sprawę z tego, że TOWAREM, KTÓRYM HANDLUJE SIĘ NA TYM RYNKU, JESTEŚMY MY!! Do większości kompletnie to nie dociera! Na razie są to jedynie nasze dane. Najintymniejsze informacje o nas, o których błędnie sądzimy, że tylko my je znamy. Nietrudno przewidzieć jak będzie wyglądał następny etap rozwoju tego handlu. Ale wtedy ta większość będzie już tak ogłupiona, że uzna to za prawo natury.

Wygląda też na to, że Internet zaczyna naruszać także struktury panującej władzy. Widać to wyraźnie po panice, jaką wywołała informacja, że Facebook z grupą innych firm, chce „wyemitować” własną walutę cyfrową. Pisałem już o tym niedawno. Na razie nieznane są bliższe szczegóły całego projektu, ale ma on potencjał istnej bomby atomowej. Nie ma najmniejszej przesady w najbardziej fantastycznych scenariuszach. Wszystkie są jak najbardziej realne, i wszystkie mogą się sprawdzić. Po prostu na razie za mało wiemy, żeby móc powiedzieć, co się za tym kryje. Jedno jest pewne: nowe konsorcjum działa z pozycji siły. Nie wobec innych firm, ale wobec rządu i parlamentu największego mocarstwa na świecie!! To niewiarygodne!! Widać to wyraźnie po niedawnym przesłuchaniu szefa konsorcjum, Davida Marcusa, przed Komisją Usług Finansowych Izby Reprezentantów. Na pytanie, czy konsorcjum wstrzyma się z wprowadzeniem Libry do czasu, aż decydenci polityczni opracują zasady jej funkcjonowania, Marcus nie udzielił jednoznacznej odpowiedzi! Same pytania, jakie padły podczas tego przesłuchania, wskazują jednoznacznie, że członkowie Komisji także nie mają zielonego pojęcia, czym właściwie będzie Libra i całe konsorcjum!! Chyba najtrafniej rzecz całą przedstawił jeden z członków Komisji – Ed Perlmutter: „We all have this same question for you and that’s the resistance you’re feeling because we think you’re a bank, but you’re not quite like a bank.” – wszyscy mamy do pana jedno pytanie i przyczyną wyczuwanego przez pana naszego oporu jest nasze uczucie, że jesteście bankiem, chociaż nie wyglądacie jak bank.

Dzień wcześniej – 16.07.2019 – Marcus był przesłuchiwany przed Senacką Komisją Bankowości. Tam także nie spotkał się z miłym przyjęciem. Komentatorzy byli zgodni, że zjednoczony opór zarówno demokratów, jak i republikanów spowodowany był poczuciem, że konsorcjum działa z pozycji siły. Senator Kennedy ujął to dosadnie: „We can agree Facebook is not really a company anymore, it’s a country” – możemy być zgodni co do tego, że Facebook to już nie firma, ale państwo (cholera, chyba czytuje mój blog!).

W czasie tego przesłuchania Marcus powiedział także jedną rzecz, którą podejrzewałem od samego początku: „I believe that if America does not lead innovation in the digital currency and payments area, others will. If we fail to act, we could soon see a digital currency controlled by others whose values are dramatically different.” – Wierzę, że jeśli Ameryka nie będzie liderem innowacji w dziedzinie pieniądza i płatności cyfrowej, to będą nim inni. Jeśli nie podejmiemy działań na tym polu, to wkrótce będziemy mogli zobaczyć cyfrową walutę kontrolowaną przez innych, którzy kierują się wartościami diametralnie różnymi od naszych. Nietrudno się domyślić, że miał na myśli Chiny.

Ale nie tyko rząd USA nie jest zachwycony projektem Facebooka i spółki. Także grupa państw najwyżej uprzemysłowionych tzw. G7 i związanych z nią banków centralnych, także jest temu przeciwna.

Trudno powiedzieć, czy powszechna krytyka pomysłu na nową kryptowalutę, kłopoty techniczne (oficjalna wersja) czy jeszcze coś innego, o czym nie wiemy, spowodowało, że Facebook zaczyna ostrożnie wycofywać się ze swoich planów. [1], [2]. Czyżby, jak także podejrzewałem, faktycznie nadepnęli komuś na odcisk? To mogłoby tłumaczyć nieobecność banków w konsorcjum. Po prostu wiedziały, co się święci.

W wyniku zaniedbań, niewiedzy i wiary, że wszystko jakoś się (według praw rynku) ułoży, rząd USA stoi teraz przed niezłą zagwozdką. Zezwolić na wprowadzenie Libry, jako waluty światowej, to podkopać pozycję dolara.

W tym momencie musimy sobie wyjaśnić, na czym polega siła dolara. Jest to waluta, w której odbywają się rozliczenia pomiędzy wszystkimi krajami i ich walutami. Jeśli Niemcy kupują coś w Szwajcarii, to mimo tego, że oba kraje leżą obok siebie muszą najpierw przeliczyć swoje Euro na dolary a potem dolary na szwajcarskie franki. Cała ta operacja musi odbyć się na terytorium USA. Do tego celu powołany jest tzw. CHIPS – Clearing House Interbank Payments System. Jeśli jakiś kraj lub bank zostanie z niego wyłączony, to praktycznie staje się pariasem. Libra może ominąć ten system. Jeśli Kali na afrykańskiej sawannie zamówi sobie wino we Francji, to Libry z jego konta przelane zostaną bezpośrednio na konto sprzedawcy (prowadzone także w Librach).

Z drugiej strony znacznie gorzej będzie dla USA, jeśli Chińczycy, jako pierwsi, wprowadzą taką walutę. Wprawdzie na razie nic nie wskazuje, żeby mieli na to ochotę. Tam rząd ma wszystko pod kontrolą i bez jego aprobaty żadna z już działających tam kryptowalut nie „rozprzestrzeni” się poza Chiny. Kitajcy dobrze wiedzą, że byłoby to równoznaczne z wypowiedzeniem wojny dla USA, a do tego nie są jeszcze gotowi. Jeszcze nie…

Niewiele lepiej jest z innymi gigantami internetowymi. Ze względu na swoją wielkość, stały się już one zagrożeniem. Jeszcze niedawno wypowiedź amerykańskiego ministra finansów, że Amazon zniszczył handel detaliczny w USA, byłaby nie do pomyślenia! Dzisiaj jest rzeczywistością. Internetowi giganci coraz częściej będą musieli poddać się działaniom regulującym rządów [1], [2]. Pytanie tylko, czy nie jest już na to zbyt późno.

Poza tym właśnie wielkość i ogólnoświatowy zasięg tych gigantów, jest na rękę USA i sił korzystających z ich pomocy. Nie trzeba organizować kosztownych i kłopotliwych „kolorowych rewolucji”, jak w krajach arabskich lub na Ukrainie. Jak widzimy na przykładzie Brazylii, przy pomocy masowych fake news przesyłanych przez należącego do Facebooka Whatsappa, można znacznie prościej i taniej doprowadzić do władzy wygodnych (i posłusznych) sobie ludzi. Podobnie dzieje się w Afryce. Proszę zwrócić uwagę na jedno – pisze się o tym, nie ukrywa się tego, a nikogo to nie rusza. Brak reakcji. Opinia publiczna jest już tak ogłupiona, że nie reaguje na takie informacje!

Ustawodawcy w USA zareagowali za to na skandal, jaki wywołało przekazywanie danych o amerykańskich wyborcach firmie Cambridge Analytica. Facebook ma zabulić rekordową karę 5 miliardów dolarów. Tak naprawdę jest to kara za to, że dali się złapać! Jestem w 110% pewny, że współpraca ta jest kontynuowana, jedynie lepiej ukryta. Takie dane, a przede wszystkim umiejętność ich analizy i korzystania z nich, jest na wagę złota dla wszystkich rządzących i dla każdego wywiadu! O co chodzi i o efektach tej współpracy pisałem już wcześniej.

Nie podzielam natomiast opinii Josepha Stiglitza, który twierdzi, że jedynie głupek powierzy Facebookowi swoje pieniądze. Głupich nie sieją, sami rosną. Wystarczy popatrzeć ilu ludzi zawierza Facebookowi coś znacznie cenniejszego niż pieniądze – wszystkie informacje o sobie. Więc na pewno znajdzie się parę miliardów ludzi, którzy to zrobią. A w ilu domach są sławetne asystentki typu Alexa, Siri, Cortana czy jak one się tam zwą! Także trzeba być niespełna rozumu, żeby mieć coś takiego w domu a potem dziwić się i oburzać, że jest się podsłuchiwanym w czasie figli łóżkowych!

A już całkiem przerażającą informacją jest ta, o próbach podłączenia ludzkiego mózgu do komputera (albo odwrotnie). Nawet nie chcę myśleć o tym, w jakim kierunku się to rozwinie i do czego będzie wykorzystane. Z pewnością nie dla naszego dobra.

A już na pewno nie dla naszego dobra będzie urządzenie (o ile powstanie), które będzie w stanie czytać nasze myśli.

Giganty internetowe zaczynają się rozwijać naprawdę w przerażająco niebezpiecznym kierunku!

Ach! Gdzież te dawne, dobre czasy teczek UB!

 

Wyobrazić sobie niewyobrażalne cz. 6a

Obiecałem napisać więcej o osobie Silvio Gesella. Słowo się rzekło, trzeba go dotrzymać. Jak pewnie wszyscy się domyślają, litera „a” przy szóstce oznacza, że będzie kilka części, bo temat jest obszerny, ale ważny i ciekawy. O Gesellu już raz wspominałem, teraz pora na więcej. O Wikipedii nie mam dobrego zdania, ale wyjątkowo w tym wypadku mogę, jako wstęp, polecić tamtejszy wpis o Gesellu. Jest zaskakująco poprawny i obiektywny. Jedynym błędem jest status Argentyny, która była wtedy już niepodległym państwem, a nie hiszpańska kolonią.

Główną zasługą Gesella było odmienne podejście do wyjaśnienia kryzysów gospodarczych w kierującej się zasadami leseferyzmu gospodarce dziewiętnastowiecznej. Tak na marginesie, ci, którzy sądzą, że to już zamierzchła historia, powinni wiedzieć, że obecny, miłościwie nam panujący neoliberalizm, jest niczym innym, jak współczesną odmianą leseferyzmu i przyczyny kryzysów gospodarczych prawie się nie zmieniły – doszły jedynie nowe. Ludzkość nie wyciągnęła więc z obserwacji Gesella żadnych wniosków! Więcej, jego obserwacje były i są kompletnie ignorowane!

W okresie, gdy Gesell prowadził swoje obserwacje, panował na świecie standard złota. Złoto zastąpiło srebro, które od średniowiecza było używane jako środek płatniczy. Standard złota obowiązywał początkowo w Anglii i Portugalii, ale gdy pod koniec 19 wieku odkryto duże złoża złota w Kalifornii i Australii, upowszechnił się w większości krajów Europy i Ameryki. Jako duże nominały, w obiegu były wtedy banknoty i złote monety; bilon był wykonany ze srebra. Banknoty musiały mieć pokrycie w złocie i banki były zobowiązane na żądanie wydać odpowiednią ilość złota. Ilość pieniędzy w obiegu była więc ograniczona ilością złota, jakie dany kraj posiadał. Dodatkowo, ilość ta mogła ulec wahaniom w wyniku deficytu, lub nadwyżki w handlu zagranicznym – wyrównywano je wtedy poprzez przepływ złota pomiędzy krajami. Kraj mający deficyt handlowy, musiał go wyrównać, przekazując swemu partnerowi odpowiednią ilość złota. Powodowało to zmniejszenie ilości pieniędzy w obiegu w jednym kraju i powiększenie jej w drugim. Jak ognia unikano więc deficytu w handlu zagranicznym.

Gesell był kupcem, który prowadził swoje interesy najpierw w Niemczech, a od 1887 roku w Argentynie. Był to okres częstych zawirowań w systemie monetarnym. Zawirowania te spowodowane były z jednej strony przechodzeniem coraz to nowych krajów ze standardu srebra, na standard złota, z drugiej, odkrycia nowych złóż srebra i nowe techniki wytopu spowodowały, że wartość srebra w stosunku do złota, spadła o połowę w okresie od roku 1870 do 1900. Spowodowało to demonetyzację srebra. Towary krajów, które nie przeszły jeszcze w pełni na standard złota, stały się przez to dużo tańsze od tych, które już uczyniły ten krok. Dotyczyło to głównie żywności i surowców. Ich ceny znacznie spadły. Spadek cen w krajach z parytetem w złocie, doprowadził do spadku dochodów w sektorze rolniczym i surowcowym, a to z kolei uruchomiło procesy deflacyjne. Dodatkowo, odpływ złota spowodował zmniejszenie ilości pieniędzy w obiegu. Brak złota, przy konieczności posiadania jego zapasów dla pokrycia wartości emitowanych banknotów, zmniejszył możliwości kredytowe banków.

Argentyna, do której przybył Gesell, była młodym państwem. Nie posiadała jeszcze banku centralnego. Podobnie jak w większości krajów Ameryki, emisją pieniędzy zajmowały się banki prywatne. Oczywiście powodowało to spory chaos w systemie monetarnym. Mimo tego kraj rozwijał się szybko i stał się znaczącym eksporterem zboża i wełny. Sprzyjał temu fakt, że nie przeszedł jeszcze na standard złota. Wszystko zmieniło się, gdy rząd zdecydował się to zrobić. Argentyńskie towary eksportowe przestały być konkurencyjne i deflacja zawitała także tam.

Sytuacja, w jakiej znalazł się Gesell, zmusiła go do obserwacji tego, co się wokół niego dzieje. Jego obserwacje skierowały go w stronę pieniądza. Zaczął analizować jego rolę w gospodarce i doszedł do wniosku, że nie jest to element neutralny, służący jedynie do rozliczeń, ale ma on także możliwość kształtowania gospodarki. Równocześnie, już jako kupiec, starał się wykorzystać swoje informacje w prowadzeniu interesów. Szły one na tyle dobrze, że zgromadzony kapitał pozwolił mu w 1898 roku przekazać interesy najpierw młodszemu bratu, a potem swoim synom. W roku 1900 osiadł na nabytym przez siebie majątku ziemskim w Szwajcarii i poświęcił się samokształceniu z zakresu ekonomii i filozofii oraz pogłębianiu swoich obserwacji ekonomicznych i społecznych. Swoje poglądy zawarł w 18, wydanych częściowo na własny koszt, tomach. Jako, że wygasły już ich prawa autorskie, wszystkie są do swobodnego pobrania tutaj.

Fakt zgromadzenia dużego majątku w tak trudnych warunkach najlepiej świadczy o trafności spostrzeżeń Gesella. Przyjrzyjmy się im zatem.

Jak już pisałem we wspomnianym wyżej wpisie, Gesell zauważył związek pomiędzy koniunkturą i oprocentowaniem kredytów. Dlatego, według niego, wszystkie cykle koniunkturalne mają przyczyny nie gospodarcze (pomijając katastrofy naturalne), ale monetarne. W okresach dobrej koniunktury wszyscy inwestują, oczekują dużych zysków, gotowi są więc zapłacić wysokie oprocentowanie. Posiadacze kapitału reagują na to i chętnie udzielają kredytów. Sytuacja taka musi w końcu doprowadzić do nadprodukcji i przerostu bazy kapitałowej. Zaczyna dochodzić do przewagi podaży nad popytem – towar musi szukać klienta. Powoduje to nacisk na obniżkę cen i co za tym idzie spadek stopy zysku (patrz: Marks). Przekłada się to z kolei na nacisk na obniżkę kosztów kredytów – czyli ich oprocentowanie. Gdy spada ono poniżej oczekiwanej granicy (zwykle 2 – 2,5%), posiadacze kapitału zaczynają „strajkować” – przestają udzielać kredytów i kierują wolny kapitał w stronę spekulacji. Jest to zatem odpływ kapitału ze strefy gospodarczej. Powoduje to dalszy spadek popytu. Pracodawcy zaczynają reagować zwolnieniami, co powoduje spadek siły nabywczej społeczeństwa i nakręca spiralę deflacyjną. Uruchomiony zostaje mechanizm autodestrukcji kapitału. Dopiero, gdy gospodarka dochodzi „do dna” i następuje „odbicie” od niego, poprawia się koniunktura, rośnie konsumpcja, przybywa inwestycji i chętnych do wzięcia wyżej oprocentowanego kredytu. Nagle, w cudowny sposób, przestaje także brakować pieniędzy na kredyty. Zabawa zaczyna się od początku…

Uważny czytelnik mógłby w tym momencie powiedzieć: chwileczkę, coś tu k… nie gra! Przecież prawie wszystkie powojenne kryzysy związane były z okresami nie niskiego, ale wysokiego oprocentowania! I będzie miał rację. Gesell opisywał inny świat. Świat pieniądza opartego na złocie, którego stała ilość „krążyła” w gospodarce. Ilość ta związana była z ilością złota, posiadanego przez dany kraj. Jak wiemy, dzisiejszy pieniądz nie jest już związany ze złotem. Jest oprocentowanym długiem. Nie krąży w gospodarce, ale jest tworzony w miarę potrzeb i „znika” z obiegu, gdy dług zostaje spłacony. Jego ilość w obiegu jest zatem „dynamicznie” dostosowywana do potrzeb. Banki centralne (przynajmniej w teorii) sterują tą ilością właśnie poprzez wysokość oprocentowania – niską, dla pobudzenia koniunktury i wysoką, dla jej przyhamowania. Musimy też zdać sobie sprawę z tego, że prawie wszystkie powojenne kryzysy, były kryzysami świadomie wywołanymi – właśnie w celu przyhamowania nadmiernie rozpędzonej gospodarki lub wynaturzeń w pewnych jej działach, takich, jak na przykład bańki spekulacyjne. Wyjątkiem jest kryzys obecny. Nie ma on podłoża gospodarczego i nie został świadomie wywołany. Jest kryzysem SYSTEMOWYM!! Dlatego nie funkcjonują wszystkie obowiązujące teorie ekonomiczne. One ten kryzys wywołały!! Najlepszym zastosowaniem dla papieru, na którym je wydrukowano, byłaby przeróbka na papier toaletowy.

Ale proces, który opisywał Gesell jest nadal aktualny! Ma on miejsce na rynkach kapitałowych, na których obowiązują inne prawa. Pieniądze cyrkulują tam prawie tak samo, jak za czasów Gesella, a banki centralne mają niewiele do powiedzenia. Musimy sobie nieco wyjaśnić i przypomnieć, jak w chwili obecnej wygląda proces kredytowania gospodarki. Dzisiaj kredyty dla osób prywatnych udzielane są oczywiście przez banki. Inaczej wygląda to z firmami. Małe firmy oczywiście także kredytowane są przez banki. Duże, zaciągają kredyty w bankach jedynie na cele bieżące np. sieci sklepów na zakup towarów, zakłady produkcyjne na zakup surowców i półproduktów. Po sprzedaży kredyty zostają zwrócone. Zaciągane są one na krótki, najwyżej kilkumiesięczny, okres. Inaczej jest w wypadku „grubszych” inwestycji, gdy np. sieć sklepów wchodzi na nowy rynek lub firma buduje nową linię produkcyjną. Wtedy pieniądze pozyskuje się na rynkach kapitałowych. Robi się to poprzez emisję akcji (rzadko), najczęściej poprzez emisję obligacji. W takich przypadkach są to inwestycje długoterminowe i w grę wchodzą naprawdę duże pieniądze. Czasy, gdy banki miały monopol na udzielanie kredytów, a banki centralne sterowały tym procesem, już minęły. Pisałem o tym przy okazji filmu o banku centralnym Japonii, do którego dorobiłem napisy. Proces odebrania bankom monopolu kredytowego i przekazania go „rynkom” przebiegł w tym kraju chyba najboleśniej.

Na rynkach kapitałowych posiadacze kapitału sami decydują o tym, czy i gdzie zainwestują swoje pieniądze. Nie są brane pod uwagę żadne kryteria polityczne lub społeczne, którymi kierowały się kiedyś banki centralne, a w pewnym stopniu także banki komercyjne. Liczy się jedynie zysk. W sytuacji, gdy brakuje zyskownych inwestycji, kapitały są przetrzymywane – tak, jak opisywał to Gesell. Najlepiej widać to na przykładzie sławetnego Warrena Buffeta, który niedawno trzymał „pod materacem” 100 miliardów dolarów, z którymi nie wiedział, co zrobić! STO MILIARDÓW!!! Z pewnością jest to obecnie problem wszystkich inwestorów, ale nie afiszują się z tym, poza tym, Buffet jest celebrytą, ulubieńcem mediów, więc jego nazwisko gwarantuje zainteresowanie.

Ale wróćmy do Gesella. Gesell zauważył więc, że wbrew powszechnemu (i błędnemu) przekonaniu, pieniądz nie krąży swobodnie w gospodarce. Jego obieg jest sterowany, a w razie potrzeby hamowany.

Z tą obserwacją bezpośrednio związana jest druga, której do tej pory nie zauważała (i do dziś nie zauważa) oficjalna „nauka”, jaką jest ekonomia – ta mianowicie, że pieniądz nie jest żadnym neutralnym, służącym jedynie do rozliczeń, elementem gospodarki. Jest czynnikiem, który aktywnie na nią wpływa i posiada zdolność do jej sterowania.

Gesell wskazał także czynnik, który decyduje o tym, gdzie trafi potrzebny kapitał. Jest nim wysokość oprocentowania kredytów, jakie jest w stanie zapłacić realna gospodarka.

Ktoś powie, że to nic nowego, że to kolejne czepianie się oprocentowania kredytów, które ma swoją historię już od czasów Arystotelesa. W tym czepianiu się jest jednak jedna „drobna” różnica – wszyscy dotychczasowi krytycy koncentrowali się na stronie moralnej i od tej strony krytykowali oprocentowanie kredytów. Gesell, w swojej krytyce, prawie pomija stronę moralną. Właściwie, jako pierwszy koncentruje się i zwraca uwagę na gospodarcze i społeczne konsekwencje oprocentowania.

Gesell zadał sobie także pytanie, dlaczego nie skutkowały wszystkie dotychczasowe zakazy pobierania oprocentowania. Odpowiedź na to pytanie dostrzega w uprzywilejowanej roli pieniądza.

Do dzisiaj powszechnie przyjmuje się, że pieniądz jest w gospodarce elementem neutralnym, służącym jedynie do rozliczeń, że jest ekwiwalentem towarów i usług. Gesell zauważył jednak, że właściciel pieniędzy jest w uprzywilejowanej pozycji w stosunku do właściciela towarów. W przeciwieństwie do niego nie podlega naciskowi na szybką sprzedaż. Nie posiada konkurencji innych posiadaczy takiego samego, lub podobnego, towaru, nie musi ich kosztownie magazynować, martwić się, że ulegną zepsuciu lub po prostu wyjdą z mody. Może z ich wydaniem czekać na dogodny moment, a od tych, którzy jego pieniędzy potrzebują, wymusić ich zwrot – wraz ze zgodnym z jego oczekiwaniami – oprocentowaniem. Pierwszym, który zwrócił na to uwagę, był Pierre-Joseph Proudhon, którego obserwacje pokrywały się z obserwacjami Gesella.

W przeciwieństwie do innych krytyków oprocentowania, którzy ograniczali się jedynie do zakazów i potępiania, Gesell zadał sobie pytanie, czy nie da się rozwiązać tego problemu w inny sposób. Jako kupiec myślał kategoriami rynku i konkurencji, a jego pomysł był szalenie prosty: odebrać pieniądzom ich uprzywilejowaną rolę i spowodować, że ich posiadacze będą zmuszeni postępować podobnie jak posiadacze towarów. Doszedł do wniosku, że najlepiej byłoby, gdyby wartość pieniędzy, podobnie jak to jest z towarami, z upływem czasu malała. Tego spadku wartości można byłoby uniknąć „puszczając” pieniądze w obieg, czyli pożyczając je. Jako, że każdy, nawet posiadacz niewielkich sum, chciałby zrobić to samo, istniałaby konkurencja posiadaczy kapitału i ogromna presja na obniżkę oprocentowania. Sposób myślenia byłby podobny do tego, jaki zapanowałby, gdyby w chwili obecnej wprowadzić ujemne oprocentowanie oszczędności – wszyscy trzymaliby w domu gotówkę. Oszczędności nie byłyby wprawdzie oprocentowane, ale zerowe oprocentowanie jest zawsze lepsze niż ujemne. Gesell nie zamierzał więc ani całkowicie zakazać, ani też zlikwidować oprocentowania! Jego celem był (wolnorynkowy!) mechanizm, który samoczynnie obniżałby oprocentowanie, jeśli nie do zera, to przynajmniej do setnych części procentu. Ten, uwolniony od ciężaru oprocentowania, pieniądz, Gesell nazwał Wolnym Pieniądzem (Freigeld).

Ale Gesell nie ograniczył się tylko do zmiany sposobu funkcjonowania pieniędzy. Rozumiał, że wraz z pieniądzem, zmieni się także sposób gospodarowania. Przewidywania, jak nowy system monetarny będzie funkcjonować, zawarł w swoim głównym dziele „Die natürliche Wirtschaftsordnung” – Naturalny porządek gospodarczy.

Teoria wolnego pieniądza widzi w oprocentowaniu główną przyczynę wyzysku i transferu majątku w kierunku posiadaczy kapitału. Efektem tego jest postępująca coraz szybciej koncentracja zarówno w sferze kapitałowej, jak i produkcyjnej, czego efektem jest powstawanie monopoli, a coraz większa ilość pieniędzy gromadzi się w rękach coraz mniejszej grupy ludzi. Oprocentowanie powoduje także rozdzielenie „sfery kapitałowej” od sfery realnej produkcji dóbr i usług. Dzieje się to poprzez konieczność stałego, coraz szybszego wzrostu gospodarczego, połączonego z nadprodukcją towarów i usług, wymuszoną przez coraz szybszy przyrost bazy kapitałowej, poszukującej nowych inwestycji. W chwili obecnej kapitał jest świętością. Jeśli wzrost gospodarczy nie dotrzymuje kroku (wykładniczemu) wzrostowi dochodów kapitałowych, to nie powoduje to spadku tych dochodów, ale wręcz przeciwnie – następuje w coraz szybszym tempie, transfer pieniędzy ze sfery produkcyjnej do sfery kapitałowej, co w efekcie końcowym MUSI doprowadzić do obniżek płac, emerytur, świadczeń socjalnych, do wzrostu bezrobocia i zadłużenia państw. Wszystko to widzimy obecnie, ale nikt nie odważa się głośno powiedzieć o prawdziwych przyczynach tego zjawiska. Gesell, w swojej teorii, szuka zatem sposobów przezwyciężenia niszczycielskiej roli oprocentowania i odebrania mu statusu świętej krowy.

Teoria wolnego pieniądza, przewiduje odebranie kapitałowi możliwości wpływania na gospodarkę poprzez hamowanie obiegu pieniędzy i wymuszanie oprocentowania kredytów. Byłaby to zatem gospodarka rynkowa bez kapitalizmu! Pieniądz krążyłby wtedy w sposób niezakłócony. Banki centralne miałyby możliwość sterowania ilością pieniądza w obiegu i dostosowania jej do aktualnej sytuacji gospodarczej. Zjawiska takie jak inflacja czy deflacja przeszłyby zatem do historii. Produkowane byłoby jedynie to, co znajduje nabywców i jedynie w takiej ilości, jaką jest w stanie wchłonąć rynek nabywcy. Właśnie „rynek nabywcy”! Nie byłby to obecny rynek producenta, ale rynek, gdzie konkurencja wymusiłaby konieczność walki o klienta. Także wiele inwestycji i działów gospodarki, obecnie nieopłacalnych, gdyż nie są w stanie wygenerować zysków, które byłyby w stanie pokryć koszty ich działalności plus oprocentowanie, stałoby się nagle opłacalnymi. Ceny wszystkich towarów i usług, uwolnione od ciężaru oprocentowania kredytów, obniżyłyby się drastycznie. Realne stałoby się także pełne zatrudnienie. Przede wszystkim jednak, gospodarka zostałaby uwolniona od przymusu stałego wzrostu, który (w teorii) kompensuje obciążenie oprocentowaniem. Gospodarka funkcjonowałaby zatem stabilnie przy długotrwałym zerowym wzroście gospodarczym. Nawet jego spadek nie byłby większym problemem (poza społecznym, spowodowanym wzrostem bezrobocia), gdyż bank centralny musiałby jedynie ściągnąć z obiegu nadwyżkę pieniędzy.

Tak na marginesie… Gesell przewidywał przebudowę całego systemu bankowego, który do dzisiaj składa się z dwóch elementów: banku centralnego i banków komercyjnych. Przewidywał likwidację banku centralnego. Jego miejsce miał zająć urząd – „Reichswährungsamt” – Urząd Monetarny Rzeszy.

Ale Gesell przejął także poglądy innych. Od Marksa przejął laborystyczną teorię wartości (Marks z kolei przejął ją od Smitha). Kompletnie odrzucił natomiast marksistowską teorię pieniądza (o tym napiszę później). Paradoksalnie przejął neoklasyczną ilościową teorię pieniądza, mówiącą, że poziom cen jest określony przez krajowy PKB, prędkość obiegu oraz podaż pieniądza. Zmiany w podaży pieniądza znajdują odzwierciedlenie wyłącznie w zmianach poziomu cen. Gesell zauważył jednak, że w takiej ogólnej postaci, teoryjka ta jest bzdurą. Dowodem na to, są często powtarzające się w mediach wypowiedzi monetarystów, którzy także są wyznawcami tej teoryjki, straszących nas inflacją. Wychodzi im ona po podstawieniu danych do wzorków. Gdy jednak rozejrzymy się wokół nas, nijak nie możemy tej inflacji zobaczyć! Dostrzegamy za to deflację. Gesell zaznaczył, że teoria ta, ma zastosowanie jedynie do tej ilości pieniądza, która znajduje się w obrocie towarowym, i która odpowiedzialna jest za generowanie popytu. Tutaj mogę się z nim zgodzić. Kapitał, czyli ta część pieniędzy, która przez swoich właścicieli nie jest przewidziana do wydawania, ale jedynie do ich pomnażania, nie może być wrzucony do jednego worka razem z pieniędzmi przeznaczonymi na zakup towarów i usług! Dokładnie ten błąd popełniają monetaryści i dlatego nie sprawdzają się ich przepowiednie o grożącej nam inflacji.

Ale monetaryści mają jednak trochę racji. Niestety sami o tym nie wiedzą! W chwili obecnej zaobserwować można inne, bardzo ciekawe zjawisko, które kompletnie nie pasuje do wszystkich teoryjek o inflacji i deflacji. Przyjęło się stawiać znak równości pomiędzy wzrostem cen i inflacją. Po prostu wzrost ilości pieniędzy w obiegu towarowym (podwyżki płac) powoduje wzrost cen i ten wzrost jest miernikiem inflacji. Z deflacją jest na odwrót. Jednak obecny gwałtowny wzrost ilości pieniędzy w obiegu kapitałowym (Quantitative Easing) uruchomił procesy inflacyjne na rynkach spekulujących surowcami, ziemią i żywnością. Ten wzrost cen przełożył się na wzrost cen w obrocie towarowym. Mimo dalszego, coraz szybszego spadku dochodów pracowniczych, nie tylko zahamowany został deflacyjny spadek cen towarów i usług, ale ceny te wzrosły! Nie jest to jeszcze widoczne w naszym kraju, ale dostrzegalne jest w wielu krajach rozwiniętych. Najwidoczniej osiągnięto już dolną granicę, poniżej której nie da się już dalej ciąć kosztów. Wzrost cen surowców i energii, spowodowany inflacją w obiegu kapitałowym, wymusił więc konieczność podwyżek cen, podwyżek, które nie mają nic wspólnego z normalnymi procesami inflacyjnymi i w połączeniu ze stagnacją w dochodach większości społeczeństwa, doprowadzają do spadku popytu i w końcowym efekcie, do coraz bardziej już widocznej, recesji.

W tym momencie wróćmy do naszego Gesella. Przewidział on, że jego reforma pieniądza spowoduje ucieczkę pieniędzy do typowych celów spekulacyjnych: złota, ziemi i związanych z nią nieruchomości. Ceny złota, są dla społeczeństwa mało istotne, ale nie cena ziemi! Jej cena w drastyczny sposób przekłada się na ogólny poziom życia. Zwłaszcza ceny żywności i czynsze, na które cena ziemi ma największy wpływ, są szalenie ważne dla „normalnej” części każdego społeczeństwa.

Jest to odpowiedni moment, aby przejść do innego elementu reform Gesella – do reformy własności ziemi (Bodenreform). Gesell był przeciwnikiem prywatnej własności ziemi. Uważał ją za głęboko niemoralną. Uważał, że ziemia nie ma właściciela – należy do wszystkich! Był zwolennikiem uspołecznienia (nie upaństwowienia!) własności ziemi. W miejsce własności, przewidywał prawo do dzierżawy. Prawa tego nie można by było sprzedać, ale jedynie zrezygnować z niego. Mogłoby ono być jednak dziedziczone – tak jak dzisiejsze prawo własności. W przypadku zakończenia umowy dzierżawnej lub rezygnacji z niej, ziemia byłaby w drodze przetargu (a więc znowu według mechanizmów rynkowych!) wydzierżawiona komuś innemu. Pieniądze z opłat za dzierżawę miały być według niego przeznaczone dla kobiet, na swego rodzaju pensję za macierzyństwo (Mütterrente). Warto w tym momencie nadmienić, że Gesell nie przewidywał odebrania samej ziemi, ale jedynie prawa własności. Przewidywał nawet odszkodowanie za odbiór własności ziemi. Nie jednorazowe, ale w formie zwolnienia od opłat dzierżawnych na okres, w którym zsumowałyby się ono z wysokością przewidywanego odszkodowania.

Niewiele brakowało, a Gesell miałby okazję wprowadzić w życie część swoich pomysłów. Jesienią 1918 roku wybuchła rewolucja monachijska. W jej wyniku powstała Bawarska Republika Rad. Gesell został jej ministrem finansów. W szybki tempie opracował projekt reform, który przewidywał między innymi wysokie opodatkowanie dużych majątków oraz wprowadzenie Wolnego Pieniądza. Informację o tym, wraz z kopią swojego listu do Banku Rzeszy, przekazał prasie. Ta, całkowicie zafałszowała intencje Gesella, pisząc, że zamierza on skonfiskować wszystkie oszczędności w bankach i zlikwidować gotówkę. Wywołało to gwałtowne protesty społeczne, które doprowadziły do upadku rządu i przejęcia władzy przez komunistów. Po zajęciu Monachium przez Reichswehrę i objęciu władzy przez socjaldemokratów, Gesell został uwięziony pod zarzutem zdrady i osadzony w więzieniu. Wprawdzie sąd uniewinnił go, ale pobyt w więzieniu i proces, spowodowały, że w Szwajcarii uznany został za persona non grata i odmówiono mu powrotu do jego majątku.

Jak widzimy, fake news nie są dzisiejszym wynalazkiem! Nihil novi sub sole.

Informacyjny waterboarding

Żyjemy w okresie zalewu informacji. Z jednej strony spowodowane jest to chęcią zysku – każdy odbiorca oznacza zarobek. Z drugiej strony jest to działanie zamierzone, skierowane na ogłupienie społeczeństwa nadmiarem wrażeń i impulsów docierających do naszych mózgów. Nie są one już w stanie tego przerobić. Gdy jeszcze dodamy do tego modne obecnie „fake news”, czy postprawdę oraz szeroko rozpowszechnione, ale nierozumiane i przez to niezauważalne, psychologiczne metody manipulacji, to określenie „informacyjny waterboarding” będzie jak najbardziej na miejscu. Nie da się nawet od tego uciec! Od lat nie oglądam telewizji, krajowe media i strony internetowe prawie dla mnie nie istnieją, ale i tak, rykoszetem, dowiaduję się o najważniejszych wydarzeniach w naszym kraju, czyli kogo (poza kotem) Prezes akurat darzy łaskami i czy tak straszne przestępstwo, jak namalowanie tęczy nad głową Matki Boskiej należy ukarać spaleniem na stosie, czy jedynie ekskomuniką. Ja mam już z górki, przestało mnie już to wszystko podniecać, żal mi jedynie mego kraju i młodego pokolenia, które ma jeszcze jakieś plany i nadzieje.

Ale nie inaczej jest w innych częściach świata. Jest to wszechobecny trend. Dlatego staram się ograniczyć zakres moich zainteresowań do spraw najważniejszych. Pomijam tu informacje konieczne dla pracy zawodowej i dla życia codziennego. Nie wiem, mam nadzieję, że się mylę, ale uważam, że w chwili obecnej najważniejszym tematem jest kryzys, a właściwie kolaps naszego systemu monetarnego. Wszystkie inne wydarzenia w polityce i gospodarce są pochodną tego właśnie tematu. Kolaps ten w każdej chwili uruchomić może lawinę, która zniszczy cały nasz świat. Jest to pierwszy klocek domina, którego upadek uruchomi upadek dalszych. Ostatnim będzie odpalenie rakiet z głowicami jądrowymi.

Niestety, nie odnoszę wrażenia, że ludzie odpowiedzialni za kształt naszego systemu monetarnego zdają sobie w pełni sprawę z grożącego niebezpieczeństwa. Co gorsza brak jest rzetelnej analizy obecnej sytuacji, a przede wszystkim jej przyczyn. Wprawdzie robi się o wiele więcej niż w czasie Wielkiego Kryzysu z lat trzydziestych, ale dominuje łatanie dziur i podpieranie walącej się konstrukcji. Brak też badań nad alternatywami dla obecnego systemu. Wiedza o systemie monetarnym jest wśród społeczeństw całego świata na poziomie zerowym, dlatego też kompletnie nie istnieje oddolny nacisk na zmiany. Dominuje szwejkowskie podejście do problemu: „jak było, tak było, ale jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było”.

Nie oznacza to jednak, że w temacie tym panuje nuda. Dzieją się rzeczy naprawdę ciekawe. Oto parę z nich.

Zacznijmy może od CBDC – Central Bank Digital Currencies czyli walut cyfrowych banku centralnego. Pisałem już o nich [1], [2]. Dla niezorientowanych wyjaśnię w skrócie, że nie jest to nic nowego. Istnieją od dawna. Każdy bank centralny je emituje i są to jedyne, legalne środki płatnicze. W formie cyfrowej znajdują się one jedynie na kontach, jakie banki komercyjne mają w banku centralnym i używane są do rozliczeń międzybankowych. Może dla niektórych to już nudne, ale wyjaśnień nigdy za wiele: to, co znajduje się na naszych kontach bankowych, NIE JEST PIENIĘDZMI!! Jedynymi legalnymi pieniędzmi w każdym kraju są jedynie CBDC i ich „analogowa” forma, czyli gotówka! Na naszych kontach w banku jest jedynie zapis księgowy, mówiący ile tych prawdziwych pieniędzy bank jest nam WINIEN! Ale żaden bank na świecie nie posiada tyle CBDC i gotówki, ile znajduje się na naszych kontach. Zobowiązany jest posiadać jedynie rezerwę obowiązkową CBDC na swoim koncie w banku centralnym. Gdy wszyscy zechcemy podjąć gotówkę ze swoich kont (bank run) – banki nie będą w stanie nam jej wypłacić i zbankrutują. Najłatwiej jest zrozumieć, do czego służą CBDC, gdy dowiemy się jak wyglądają przelewy międzybankowe. Gdy zlecamy naszemu bankowi A przelanie 100 zł z naszego konta na czyjeś konto w banku B, to bank A zmniejsza stan naszego konta o żądaną sumę i zleca bankowi centralnemu przelanie tej sumy w CBDC ze swojego konta w banku centralnym, na konto banku B. Krótko przed północą następuje rozliczenie na kontach obu banków w banku centralnym. Z konta banku A, bank centralny przelewa 100 zł (czyli CBDC) na konto w banku B. W praktyce bilansuje się wszystkie operacje, czyli, gdy np. równocześnie ktoś w banku B zleca przelew 80 zł do banku A, to przelewa się jedynie 20 zł z banku A do B.

W całej tej wrzawie wokół CBDC chodzi o coś innego. Wszechobecny obecnie trend do rozliczeń bezgotówkowych i związana z nim demonetyzacja, czyli likwidacja gotówki, doprowadzi w końcu do paradoksalnej sytuacji, że będziemy pozbawieni dostępu do jedynego legalnego środka płatniczego! Aby temu zapobiec, wiele banków centralnych proponuje udostępnienie kont z CBDC dla wszystkich obywateli.

Nie jest to sprawa prosta, dlatego trwa ożywiona dyskusja, jak ma to wyglądać. Organizowane są międzynarodowe konferencje. Jedna, w Sztokholmie, zakończyła się parę dni temu. Nawet zastanawiałem się, czy się na nią nie wybrać (jedynie skok przez Bałtyk), bo lista prelegentów była bardzo ciekawa. Niestety, względy rodzinne nie pozwoliły. Mam zostać poinformowany, kiedy gotowe będzie opracowanie z wynikami końcowymi. Podobną konferencję organizuje kanadyjski bank centralny (tam nie pojadę, za daleko). Także RPA zainteresowana jest udostępnieniem CBDC. Poszukuje nawet doradców, którzy pomogliby w przeprowadzeniu tej operacji (nie zgłosiłem się, niech sobie sami radzą). Żarty mnie się trzymają!

Druga, bardzo ciekawa informacja, dotyczy Włoch. Włosi są zawsze na czele wszystkich sondaży dotyczących najbardziej lubianych nacji. Może dlatego, że kraju tego nikt nie traktuje poważnie. Jedyne, co w nim funkcjonuje, to mafia. Pewnie dlatego, w naszym kraju jedynie blogi i media „drugiego nurtu” doniosły o planach wprowadzenia przez Włochy „waluty równoległej” do Euro – czyli tzw. Mini-Bots. Cóż to takiego i o co w tym wszystkim chodzi. Nie jest tajemnicą, że Włochy są zadłużone po uszy. Dodatkowo, podobnie jak prawie wszystkie kraje strefy Euro, zmagają się z recesją, która coraz bardziej utrudnia obsługę tego zadłużenia. Dochodzą do tego zagrożone bankructwem banki i ogromne bezrobocie, szczególnie wśród młodzieży. Jedynym ratunkiem dla Włoch jest „ucieczka do przodu”, czyli rozkręcenie gospodarki. Zrobić to można jedynie poprzez wzrost wydatków rządowych. A to z kolei oznacza dalszy wzrost zadłużenia. Sprzeciwia się temu Komisja Europejska, która tańczy pod dyktando Niemiec, nakazujących wychodzenie z kryzysu przy pomocy oszczędzania. Że tak się robi, wie przecież każda szwabska gospodyni domowa. Co jest skuteczne w mikroekonomii, jest zabójcze w makroekonomii. Obowiązuje w niej inne prawo, mówiące, że moje wydatki są twoimi dochodami. Jeśli ja nie wydam pieniędzy, ty nie zarobisz. Jeśli oszczędza jedna gospodyni domowa, to nie ma problemu, ale jeśli oszczędza największy klient – państwo, to jest to nie tylko prosta droga, ale wręcz czteropasmowa autostrada do recesji i katastrofy gospodarczej! To niestety przekracza horyzonty myślowe szwabskiej gospodyni domowej. Pisałem już jakiś czas temu, co, moim zdaniem, może się kryć za tą perfidną metodą.

Tak na marginesie; nasze pogardliwe określenie Szwab jest dla Niemca pochlebstwem! Szwab (niem. Schwab), mieszkaniec Szwabii, jest dla każdego Niemca synonimem gospodarności i oszczędności. Dlatego szwabska gospodyni domowa ma tu być autorytetem i bezdyskusyjnym argumentem słuszności takiego postępowania.

Krótko mówiąc, Włochy nie mają innego wyjścia, jak zwiększyć swoje zadłużenie, zwiększyć wydatki rządu i próbować rozkręcić koniunkturę. Czy to pomoże? Oczywiście nie, najwyżej na krótko, ale to już inny temat.

Ale Włosi chcą dodatkowo wypróbować jeszcze coś innego! Chcą wykorzystać swoje długi, jako środek płatniczy! Muszę przyznać, idea całkiem sprytna! W końcu obecny pieniądz to także nic innego jak dług podniesiony do rangi legalnego środka płatniczego! Ojcem tego pomysłu jest rzekomo Claudio Borghi, enfant terrible włoskich ekonomistów. Czym zatem miałyby być owe Mini-Bots? Nazwa pochodzi od „Buono ordinario del Tesoro” i oznacza włoskie obligacje rządowe z terminem wykupu krótszym niż jeden rok. Pomysł polega na emisji specjalnych banknotów o nominałach od 5 do 500 Euro, których „pokryciem” byłyby wszystkie zaległe rachunki włoskiego rządu. Ich okres ważności byłby nieograniczony, gwarantem byłoby państwo i byłyby nieoprocentowane. W odróżnieniu od oficjalnych środków płatniczych nie istniałby przymus ich przyjęcia, ale (uwaga!) byłyby one akceptowane przez państwo przy płaceniu podatków. To jest głównym argumentem wobec krytyków tego pomysłu. Mini-Bots nie byłyby zatem żadnymi kolejnymi rządowymi papierami dłużnymi, ale podatkową notą uznaniową! Gdy połączymy to z wysiłkami włoskiego rządu, starającego się podnieść dyscyplinę podatkową, to coś takiego ma już konkretną wartość i może być chętnie akceptowane, jako zapłata! Oprócz tego lepszy wróbel (Mini-Bot) w garści, niż gołąbek (obietnica zapłacenia rachunku przez państwo) na dachu.

Oczywiście, natychmiast po ogłoszeniu tego pomysłu, podniósł się straszliwy jazgot! Że jest to ukryty sposób podniesienia zadłużenia, i że w ogóle jest to nielegalne. Zarzut podniesienia zadłużenia jest wierutnym kłamstwem, gdyż chodzi w tym wypadku nie o kolejny dług, ale o prosty geszeft – wy nam darujecie długi, my wam darujemy podatki i będziemy kwita. Licznik się wyzeruje. Najprawdopodobniej ta prosta logika nie będzie akceptowana zarówno przez Komisję Europejską, jak i przez Europejski Bank Centralny. Mario Draghi dał już temu wyraz twierdząc, że albo jest to dług, albo emisja pieniędzy. I jedno i drugie jest nielegalne. Oczywiście pomysł nie podoba się także „rynkom”, gdyż, jak już wspomniałem, Mini-Bots są nieoprocentowane. Nic na nich nie zarobią.

Czy ten pomysł jest zatem nielegalny? Odpowiedź na to pytanie nie jest taka prosta i prawdopodobnie rozstrzygnąć to będzie musiał Europejski Trybunał Sprawiedliwości. Ale z pewnością potwierdzi on nielegalność. Wyrok nie może być po prostu inny, gdyż pomysł jest zbyt niebezpieczny i trzeba mu koniecznie ukręcić łeb.

Oczywiście suwerenne państwo ma prawo coś takiego zrobić! Problem w tym, że przystępując do Unii Europejskiej, każde państwo przekazuje część tej suwerenności na rzecz Unii. Wstępując do strefy Euro, zrzeka się także suwerenności monetarnej. EBC twierdzi, że jedynie on ma monopol na emisję pieniędzy, ale ktoś mógłby zadać pytanie: a kto mu ten monopol nadał? Oprócz tego Włochy nie zamierzają likwidować Euro! Mini-Bots mają być nawet denominowane w Euro!! Przede wszystkim jednak, EBC nie ma żadnego prawa narzucać państwom strefy Euro, jak mają się rozliczać. O co więc tu chodzi? Chodzi o metodę finansowania wydatków państwowych. Oprócz wpływów podatkowych, wszystkie państwa pozyskują pieniądze na swoje wydatki emitując obligacje i dając je w zastaw rynkom finansowym, w zamian za pieniądze. Oczywiście na odpowiedni procent!! Krótko mówiąc – zadłużają się. Mini-Bots pomijają owe rynki finansowe i ktoś mógłby w tym momencie zadać głupie pytanie: dlaczego legalna ma być metoda niekorzystna dla państwa/społeczeństwa, a nielegalna – prawie identyczna – ale korzystna dla niego? Przede wszystkim jednak: kto ma prawo narzucać coś takiego społeczeństwu?! Takie pytania to już populizm czystej wody i nie można dopuścić do tego, aby ktoś je publicznie zadał.

Przewiduję, że jeśli Włosi pozostaną uparci, to Unia po prostu po cichu zaakceptuje wzrost ich zadłużenia, w zamian za wycofanie się ze swego „głupiego” pomysłu.

Ale wiadomością największego kalibru była niedawna zapowiedź Facebooka o planach wprowadzenia własnej waluty. Nie było to zaskoczenie. Informacje na ten temat kursują już od jakiegoś czasu [1], [2], [3]. Jak na razie niewiele jest jeszcze konkretów ze strony Facebooka. Dominuje ogólnikowe bla, bla. W międzyczasie Facebook puścił już więcej farby. Białej. Trochę więcej szczegółów dostarcza Biała Księga. Z jej lektury wynika, że ma to być cyfrowa kryptowaluta z użyciem techniki blockchain i ma nazywać się Libra. Brak konkretów nie przeszkadza jednak mediom w wypisywaniu najbardziej fantastycznych scenariuszy. Niektórzy uznali to za atak na wszystkie waluty światowe z dolarem włącznie. Inni widzą tu już zapowiedź waluty światowej. Traderzy i wszelakiej maści guru giełdy, bredzą coś o przewidywanym kursie i możliwościach inwestycyjnych. Inni przewidują już jak wysoko oprocentowane będą konta w tej walucie. Pomijam tu brednie wynikające z nieznajomości technologii, według których sam blockchain to już kryptowaluta. Takie brednie głoszą nie tylko dziennikarze, ale także politycy, bankierzy i przedstawiciele gospodarki.

Zbierzmy zatem do kupy to, co już wiemy.

Kto za tym stoi: Przede wszystkim trzeba zaznaczyć, że nie jest to waluta tylko Facebooka, ale całego konsorcjum z siedzibą w Szwajcarii. Członkami tego konsorcjum (oprócz oczywiście Facebooka) są m. in. takie firmy jak Visa, Mastercard, PayPal, Uber i Lyft. Co ciekawe, jest to konsorcjum not-for-profit, czyli, którego głównym celem nie jest zarabianie pieniędzy!

Nowa waluta: „The unit of currency is called Libra. The aim is to make Libra as widely accepted and as easy to use as possible to create a currency that people can use with confidence and convenience in their everyday lives” – Jednostka walutowa nazywa się Libra. Celem jest uczynienie Libry powszechnie akceptowaną i łatwą w użyciu, jak to tylko możliwe, czyli stworzenie waluty, cieszącej się zaufaniem i wygodnej w codziennym życiu (tłumaczenie moje).

Zabezpieczenie nowej waluty: „Unlike the majority of cryptocurrencies, Libra is fully backed by a reserve of real assets. A basket of currencies and assets will be held in the Libra Reserve for every Libra that is created, building trust in its intrinsic value” – W przeciwieństwie do większości kryptowalut, Libra jest w pełni zabezpieczona rezerwą rzeczywistych aktywów. Każda Libra będzie miała zabezpieczenie w koszyku walut i aktywów przechowywanym w Rezerwie Libry, tworząc w ten sposób zaufanie do jej wartości (tłumaczenie moje). Każdy z członków konsorcjum ma wpłacić po 10 milionów dolarów do Rezerwy.

Blockchain: Podobnie jak wszystkie inne kryptowaluty, sercem Libry jest rozproszona baza danych, oparta na technologii blockchain. Do przeprowadzania transakcji stworzono specjalny język programowania Move. Całość jest projektem open source.

Co o tym wszystkim można powiedzieć? Szczerze mówiąc nie wiem. Po lekturze tych dokumentów jestem tak samo głupi jak i przed nią. Już pierwsze zdanie z Białej Księgi daje wiele do myślenia „Libra’s mission is to enable a simple global currency and financial infrastructure that empowers billions of people.” – misją Libry jest stworzenie prostej, globalnej waluty i sieci finansowej, która upodmiotowi miliardy ludzi (tłumaczenie moje). W tym miejscu należy sobie wyjaśnić, że pod upodmiotowieniem (empower) rozumiana jest tzw. financial inclusion, czyli dostęp do usług bankowych, takich jak przelewy i kredyty. Jest to zatem napędzanie masy nowych klientów bankom, które powinny pchać się drzwiami i oknami do tego konsorcjum i być jego głównymi członkami. Ale nie ma w nim ANI JEDNEGO banku!! Co najmniej dziwne, prawda? Dlaczego? Czapa wszystkich banków – Bank Rozliczeń Międzynarodowych BIS, w opublikowanym niedawno raporcie, obszernie analizuje proces wchodzenia internetowych gigantów do strefy finansów. Konkretnie o planach Facebooka jest tam jedynie jedno zdanie. Według autorów opracowania, wchodzenie firm internetowych do tej strefy finansowej, to proces naturalny, nie da się go więc uniknąć. Autorzy analizują możliwe konsekwencje tego procesu zarówno dla banków, jak i ich klientów. Konsekwencje wcale nie muszą być dla banków wyłącznie negatywne. Taka współpraca przynieść może wiele korzyści. Trochę inaczej wygląda to z klientami banków. Firmy internetowe już dziś dysponują ogromną masą danych. O naszej sferze prywatnej wiedzą prawie wszystko. Także o naszych finansach. Gdy uzyskają dostęp do posiadanych przez banki danych o naszych operacjach finansowych, to możliwe będzie opracowanie szalenie dokładnych danych dotyczących np. ryzyka niespłacenia kredytu czy podsuwania korzystnych (oczywiście nie dla nas!) sposobów lokaty oszczędności oraz reklam. Główną troską BIS jest zatem ochrona naszych danych. Nawet w takim kraju jak USA, gdzie nikt nie przejmuje się ochroną danych osobowych, senacka komisja finansów i bankowości wystąpiła do Facebooka z szeregiem pytań dotyczącej właśnie tej sfery.

Jednym z pierwszych pytań, jakie sobie zadałem po przeczytaniu informacji o planach Facebooka, było pytanie o identyfikację użytkownika. Do banku idziemy z dokumentami. Projekt Facebooka skierowany jest głównie do krajów trzeciego świata, głównie Afryki, których obywatele często żadnych dokumentów nie posiadają. Pisałem już, że głównym elementem financial inclusion jest stworzenie w każdym kraju systemu rejestracji obywateli i wydanie im dokumentów potwierdzających ich tożsamość. W planach Facebooka element ten nie istnieje! Dokumenty te są niezbędne przy każdej operacji bankowej. Procedura jest jeszcze bardziej skomplikowana, gdy operacje dokonywane są przez Internet lub sieć komórkową – tak, jak to planuje Facebook. Wtedy Bwana Kubwa Zuckerberg musi wiedzieć, że Kali to naprawdę Kali, a Mea to Mea. Nie istnieje obecnie żaden oficjalny sposób identyfikacji online. Nie oszukujmy się, firmy internetowe dobrze wiedzą, kto akurat siedzi przed komputerem. Istnieje cała masa sposobów, które pozwalają zidentyfikować użytkownika i stwierdzić, czy przed domowym komputerem siedzi akurat ojciec, matka, syn czy córka. Najprostszą metodą identyfikacji jest sposób poruszania myszą lub uderzania w klawiaturę. Istnieje cała masa bardziej wyrafinowanych technicznie sposobów. Już dawno zorientowałem się, że jestem rozpoznawany, czy akurat siedzę przed komputerem domowym, czy w pracy. Służbowego komputera nigdy nie używam do celów prywatnych. Mam swojego laptopa z własnym połączeniem z Internetem. Tak na marginesie, nie stwierdziłem tego, gdy używam drugiego służbowego komputera z Linuxem. Ale wszystkie te metody nie mają mocy prawnej. Żaden sąd na świecie ich nie zaakceptuje. Okazuje się, że nie ja jeden zwróciłem uwagę na ten problem. Niejako „branżowa” strona zwróciła uwagę na dwa zdania w białej księdze LibryAn additional goal of the association is to develop and promote an open identity standard. We believe that decentralized and portable digital identity is a prerequisite to financial inclusion and competition” – Dodatkowym celem konsorcjum jest rozwój i promowanie otwartego standardu potwierdzania tożsamości. Uważamy, że zdecentralizowana i przenośna metoda cyfrowego potwierdzania tożsamości jest warunkiem wstępnym finansowej integracji i stworzenia konkurencyjności (tłumaczenie moje). W drodze oddolnych inicjatyw powstało już parę takich standardów. Jednak żadna wielka firma internetowa nie chce ich ani zaakceptować ani brać udział w ich tworzeniu! W tym miejscu musimy sobie zdać sprawę, z czym mamy do czynienia. Facebook to nie byle jaka firma. To państwo. Najliczniejsze państwo na świecie z prawie 2,5 miliardami „obywateli”! Tyle co Chiny i Indie razem wzięte! To są tylko ci z kontem Facebooka. Razem z użytkownikami WhatsAppa to będzie prawie cały świat! Jeżeli taka firma opracuje własny standard identyfikacji, to automatycznie będzie to standard światowy i wszyscy będą zmuszeni go zaakceptować. Z wolnym rynkiem i demokracją nie ma to nic wspólnego! A jak wygląda państwo-Facebook? Jego „obywatele” mogą jedynie pomarzyć o prywatności, jaką cieszą się obywatele Korei Północnej! W państwie-Facebook ona kompletnie nie istnieje! I zostało to potwierdzone pod przysięgą przed sądem!! Łatwo więc sobie wyobrazić, jak będzie wyglądać taki standard! Jako, że Facebook ściśle współpracuje z głównymi zachodnimi wywiadami (i jednym bliskowschodnim), z pewnością tam lądować będą wszystkie dane (i tak już lądują).

Następną wielką niewiadomą jest sama „waluta” – czyli Libra. Z dokumentów nie bardzo wynika, co to ma w ogóle być. Z jednej strony mówi się o emisji (chociaż nigdzie nie pada bezpośrednio to słowo!). Z drugiej strony wspomina się, że nowa „waluta” połączona będzie z głównymi walutami świata (zachodniego), czyli bardziej przypominałoby toto wirtualny pieniądz Międzynarodowego Funduszu Walutowego – SDR. Byłby to więc bardziej rodzaj przelicznika, niż faktyczny pieniądz.
Kompletnie niejasna jest też strona prawna całego przedsięwzięcia! Banku nie zakłada się od tak sobie! A banku centralnego w szczególności! Potrzebne są licencje, które nie tak łatwo uzyskać. Działalność banków jest ściśle regulowana i kontrolowana. Konsorcjum stojące za Librą nie wystąpiło o żadną licencję. O licencję, jedynie na usługi finansowe (przelewy), wystąpiła firma-córka Libry – Calibra, która ma być rodzajem wirtualnego portfela. W Białej Księdze z kolei, pisze się wyraźnie o prowadzeniu kont, więc byłaby to jednoznacznie działalność bankowa… Przede wszystkim jednak: do przelewów nie jest konieczna osobna waluta! Chaos totalny!

Innym, co najmniej dziwnym tworem jest rezerwa. „Libra is designed to be a stable digital cryptocurrency that will be fully backed by a reserve of real assets — the Libra Reserve — and supported by a competitive network of exchanges buying and selling Libra” – Libra ma być stabilną cyfrową kryptowalutą, będącą w pełni zabezpieczoną przez rezerwę opartą na rzeczywistych aktywach – Libra Reserve – i wspieraną przez konkurencyjną sieć giełd handlujących Librą. Trochę dalej: “Instead of backing Libra with gold, though, it will be backed by a collection of low-volatility assets, such as bank deposits and short-term government securities in currencies from stable and reputable central banks” – Zamiast pokrycia w złocie, zabezpieczeniem Libry będzie zbiór stabilnych aktywów, takich jak depozyty bankowe i krótkoterminowe rządowe papiery wartościowe w stabilnych walutach renomowanych banków centralnych (tłumaczenie moje). Jest to totalna fikcja! W chwili obecnej nie istnieją ŻADNE pewne zabezpieczenia finansowe! Członkowie konsorcjum wpłacają po 10 milionów dolarów do Rezerwy. W chwili obecnej jest ich około 30. Całość daje śmiesznie małą sumę, całkowicie nieporównywalną z wielkością projektu!

Kolejnym dziwolągiem, tym razem natury technicznej, jest sam blockchain. Czemu przy tak ogromnym projekcie, zdecydowano się na tak niedopracowaną, a przede wszystkim kompletnie nienadającą się do tego celu technologię? Technologią blockchain interesowałem się trochę ze względów zawodowych. Nadaje się ona świetnie do sytuacji, gdzie potrzebne jest zabezpieczenie przed sfałszowaniem dokumentu. Idealnym miejscem są więc dla niej np. księgi wieczyste, urząd stanu cywilnego czy biura notarialne. Świetnie nadaje się też do rozproszonych baz danych – takich jak np. Bitcoin, gdzie nie istnieje żadna centralna jednostka nadzorcza. Wadą jest brak elastyczności. Raz przeprowadzonej operacji nie da się wycofać. Omyłkowo przelane pieniądze pozostaną stracone! Coś takiego jak storno, nie istnieje. Byle jakie zbiorcze zestawienie danych, nie mówiąc już o bilansie, są niewyobrażalnie trudne. W wypadku Bitcoina nie jest to nikomu potrzebne. W normalnej działalności gospodarczej nie da się tego uniknąć. Jestem przekonany, że mamy tu do czynienia jedynie z mydleniem oczu. Przeciętny Kali, Kowalski czy Jones i tak nic nie rozumie, gdy słyszy „cryptocurrency” czy „blockchain”. Ale jak to dla niego brzmi! W tle z pewnością prowadzona będzie normalna księgowość i normalny bank danych. Jak już wspomniałem nie jestem specjalistą od techniki blockchain, ale to, co przeczytałem w dokumentach Libry, nijak mi nie pasuje do opisów tej techniki w innych źródłach. Ale nie chcę się tu autorytatywnie na ten temat wypowiadać. Poczekam na opinię ekspertów.

Reasumując, całość wygląda na totalną amatorszczyznę. A może właśnie chodzi o to, żeby tak wyglądało? Pytanie tylko, po co? Co się za tym kryje? Na pewno za całym tym projektem nie kryje się banda amatorów. Mało inteligentna facjata szefa Facebooka może tu jedynie mylić. Na pewno opracowywali to fachowcy. Już raz dziwiliśmy się kompletnie nielogicznej i nieskładnej kampanii wyborczej Trumpa. Dopiero potem okazało się, że w tym szaleństwie była metoda. Podobnie może być w tym wypadku. Nie jestem zwolennikiem teorii spiskowych, ale tutaj naprawdę wszystko jest możliwe. Nawet próba stworzenia waluty światowej. Sama ilość jej użytkowników, już by to uczyniła. Ktoś powie: ale wtedy Facebook nadepnąłby na odcisk siłom, które potrafiły usunąć niewygodnych prezydentów! A co, jeśli to właśnie te siły stoją za tym projektem! Strach się bać!

Wszyscy prześcigają się w wysuwaniu najbardziej fantastycznych przypuszczeń, ale nigdzie nie spotkałem się z myślą, że przyczyną tego chaosu może być zwykły pośpiech. Wygląda na to, że głównym celem projektu ma być Afryka. Na kontynencie tym coraz bardziej panoszą się Chiny. Kraj ten jest obecnie liderem w metodach płatności online. Kraje zachodnie są daleko w tyle, są (jak widać na przykładzie Libry) na etapie planowania. Chińczycy mają już metody, które stosują w praktyce. Jeśli wejdą z nimi do Afryki, to Zachód ma kompletnie przejeb… Może zapomnieć nie tylko o tym kontynencie, ale o całym światowym rynku płatności online! A do tego nie może dopuścić. Pasowałoby to jak ulał do obecnej wojny, jaką USA prowadzą z chińską firmą Huawei. Mało kto rozumie o co w tej wojnie chodzi. Huawei jest prawie monopolistą, jeśli chodzi o najnowszą technologię sieci komórkowych tzw. 5G. Jest producentem kluczowych urządzeń. I nie chodzi tu o smartfony, ale o urządzenia dla całych sieci. Wywiady USA i innych państw, straciłyby możliwość podłączenia się do sieci krajów, które wyposażyłyby swoje sieci w urządzenia tej firmy! Musieliby wystąpić do Chin z żądaniem umożliwienia im dostępu! I usłyszeliby z pewnością „a takiego Hujawei”! Ktoś powie, że wtedy podsłuchiwać nas będą Chińczycy. Owszem, możliwe jest, że wbudują w swoje urządzenia jakieś ukryte furtki. Ale musimy sobie także szczerze powiedzieć, że to szpiegostwo nie pozostałoby niezauważone. Przepływ takich ilości danych natychmiast zostałby wykryty! Wszystkie rządy i wszyscy operatorzy doskonale wiedzieli o szpiegowskim procederze USA i jego sojuszników! Kraje takie jak Rosja czy Chiny przeciwdziałały temu, inne tolerowały to (i nadal tolerują)! Mało się mówi także o samej technologii 5G. Nie jest ona potrzebna do telefonii komórkowej. Z niecierpliwością oczekuje jej gospodarka. Przewiduje się jej wykorzystanie do sterowania samodzielnie poruszającymi się samochodami, sterowania ruchem ulicznym, ruchem pociągów, sterowania procesami przemysłowymi w odległych od siebie zakładach, w Internecie rzeczy i w całej masie innych procesów gospodarczych. Gra idzie więc o naprawdę niewyobrażalną stawkę!!

A cała ta medialna wrzawa, to jedynie informacyjny waterboarding, który ma odwrócić naszą uwagę od naprawdę ważnych wydarzeń.

 

Sianie paniki, czyli jak powstają fake news.

Znajomy podesłał mi dwa linki, oba o przerażającym tytule: „BIS przedstawił wizję przejęcia cyfrowych walut”. Sam nigdy bym na nie nie trafił, gdyż omijam takie źródła. Właściwie artykuł jest jeden, ale został „przedrukowany” [1] [2]. Powstał on na podstawie jeszcze innego artykułu „BIS General Manager Outlines Vision for Central Bank Digital Currencies”. We wszystkich chodzi o przemówienie, jakie 22.03.2019 wygłosił w Centralnym Banku Irlandii, szef Banku Rozliczeń Międzynarodowych – Bank for International Settlements (BIS) – Agustin Carstens.

Tak się złożyło, że czytałem wcześniej to przemówienie, więc zdziwiłem się, gdzie autor znalazł w nim wizję przejęcia przez BIS walut cyfrowych? Przeczytałem więc wszystkie artykuły i jeszcze raz owo przemówienie.

Nie będę szerzej komentował polskiej wersji, bo jest to kompletne dno. Nie ma tam żadnych konkretów, jedynie informacje zupełnie niezwiązane z (rzekomym) tematem przejęcia walut. Aby było śmieszniej wszystko okraszone jest wywiadem z jednym z Rothschildów na temat wymienialności waluty… chińskiej! Oryginalne źródło na Youtube jest jeszcze głupsze. Powołuje się na (prawdziwy) dokument MFW, w którym rzekomo „…najpierw zakłada się odejście od dolara na rzeczy SDR a następnie konwersję SDR do globalnej, międzynarodowej waluty nazwanej Bancor” (pisownia oryginalna). W dokumencie MFW nie ma na ten temat ani słowa! Ręce same opadają!!! Czym miał być Bancor pisałem już w moim wstępie.

Zajmijmy się raczej stroną źródłową. Od razu na początku rzuciły mi się w oczy nieścisłości w tym, co pisze Steven Guinness i tym, co powiedział Agustin Carstens w swoim przemówieniu. Zapoznajmy się zatem z tym przemówieniem. Jest do ściągnięcia tutaj.

Pominę powitalne bla bla. Dalej następują peany dla osoby byłego szefa centralnego banku Irlandii Kena Whitakera, który postrzegany jest jako „the man credited with laying the groundwork for Ireland’s transformation into the Celtic Tiger” – człowiek, który położył podwaliny pod transformację Irlandii w celtyckiego tygrysa. A więc nie dokonał tego żaden rząd, ale szef banku centralnego? O tym, jak bank centralny może zbudować albo zniszczyć potęgę gospodarczą kraju i dobrobyt jego obywateli, pisałem już wcześniej.

Powtórna lektura opłaciła się. Przy pierwszym czytaniu przeoczyłem drobny szczegół: „The BIS archives contain an interesting exchange of letters between Dr Whitaker and the then BIS Chairman. Dr Whitaker and the Governors of the Austrian, Danish and Norwegian central banks petitioned the BIS to expand its Board of Directors to include a wider range of shareholding countries. I’m afraid the BIS was not very receptive at the time: it saw any expansion as a slippery slope. It took several decades for membership of the BIS and of its Board to become, in stages, truly global” – archiwa BIS zawierają interesującą wymianę listów pomiędzy Dr. Whitakerem, a ówczesnym prezesem BIS. Dr Whitaker oraz prezesi austriackich, duńskich i norweskich banków centralnych zwrócili się do BIS z wnioskiem o powiększenie składu zarządu o szerszy krąg krajów członkowskich. Obawiam się, ze BIS w tamtym czasie nie był zbyt otwarty: każdą ekspansję postrzegał jako śliską ścieżkę. Członkostwo w BIS i w jej zarządzie musiało trwać kilkadziesiąt lat, aby stopniowo stać się prawdziwie globalnym (tłumaczenie moje).
Na temat BIS wiemy tyle, co nic. Nawet taki szczegół jest zatem interesujący.

Dalej Carstens określa, o czym będzie mówił: „…I will also look to the future – not of work, but of money; and, more broadly, the monetary system. Part of the BIS’s mandate is to serve central banks in their pursuit of monetary stability and to foster international cooperation in this area. Hence it is no surprise that we, like our shareholding central banks, have a keen interest in this subject. Money and payment systems together make up the monetary system, and should be seen as two parts of the same whole.” – bedę spoglądał w przyszłość – nie pracy, ale pieniędzy, a szerzej – systemu monetarnego. Częścią mandatu BIS jest służba bankom centralnym w dążeniu do stabilności walutowej i wspieranie współpracy międzynarodowej w tej dziedzinie. Nie jest zatem zaskoczeniem, że, podobnie jak nasze banki członkowskie, jesteśmy żywo zainteresowani tym tematem. Pieniądz i systemy płatności tworzą razem system monetarny (tłumaczenie moje).

Dalej następuje krótkie porównanie tempa zmian – kiedyś i dzisiaj: „Throughout history, technological innovations have continually reshaped the monetary system, either by changing the nature of money or the workings of the payment system. These times are no different. The hype around bitcoin and its cousins has died down somewhat. But innovation continues. What seems new this time is the sheer volume of innovations and the fact that both components of the monetary system are targeted at the same time. Historically, changes to payment systems have been infrequent. Changes to the nature of money have been even rarer. But now, attempts to create new forms of money or to engineer new ways to pay appear almost weekly.” – Na przestrzeni dziejów innowacje technologiczne nieustannie zmieniały system monetarny, albo poprzez zmianę charakteru pieniądza lub funkcjonowanie systemu płatności. Obecne czasy nie są inne. Hype wokół bitcoin i jego kuzynów nieco przygasł, ale innowacyjność trwa nadal. Nowością tym razem wydaje się być sama ilość innowacji oraz fakt, ze oba elementy systemu monetarnego są ukierunkowane w tym samym czasie. Historycznie, zmiany w systemach płatniczych zdarzały się rzadko. Zmiany charakteru pieniądza były jeszcze rzadsze. Teraz jednak próby tworzenia nowych form pieniądza lub poszukiwania nowych sposobów płacenia, pojawiają się niemal co tydzień (tłumaczenie moje).

Dalej następuje przejście do konkretów: „This afternoon, I will share some thoughts on how technological innovation may affect the monetary system. I am particularly interested in the implications for central bank money and what so-called central bank digital currencies (CBDCs) would mean – not just for the system, but for all of us as citizens.” – Dziś po południu podzielę się kilkoma przemyśleniami na temat tego, w jaki sposób innowacje technologiczne mogą wpłynać na system monetarny. Szczególnie interesujące są dla mnie konsekwencje dla pieniądza banku centralnego i co oznaczałyby tzw. waluty cyfrowe banku centralnego (CBDC) – nie tylko dla systemu, ale dla nas wszystkich, jako obywateli (tłumaczenie moje).

Muszę tu przypomnieć, że CBDC nie są niczym nowym. Istnieją cały czas, zarówno w formie cyfrowej – przy rozliczeniach pomiędzy bankami komercyjnymi i pomiędzy nimi a bankiem centralnym. Ich „namacalną” formą jest gotówka. Emitowane są jedynie przez bank centralny. Są też jedynym legalnym środkiem płatniczym w każdym kraju. Dlatego Carstens wyjaśnia, że nieważna jest litera „D” – Digital, będąca częścią tego skrótu, ale: „Instead, the important part of CBDC is the “CB” for “central bank”. A CBDC would allow ordinary people and businesses to make payments electronically using money issued by the central bank. Or they could deposit money directly in the central bank, and use debit cards issued by the central bank itself. So, what are the consequences of such a system? How would it differ from what we have now?” – zamiast tego, ważną częścią CBDC jest „CB” oznaczającą „banku centralnego”. CBDC umożliwiłoby zwykłym ludziom i przedsiębiorstwom dokonywanie płatności drogą elektroniczną przy użyciu pieniędzy wyemitowanych przez bank centralny. Mogliby je także deponować bezpośrednio w banku centralnym i korzystać z kart debetowych wydanych przez sam bank centralny. Jakie są więc konsekwencje takiego systemu? Czym by się on różnił od tego, co mamy teraz? (tłumaczenie moje).

W tym miejscu należy sobie także wyjaśnić, że Carstens nie mówi tutaj o projekcie Pieniądza Suwerennego, o którym już pisałem. Mówi o tym, co w moim wpisie nazwałem „tylnymi drzwiami” dla wprowadzenia Pieniądza Suwerennego i co bezpośrednio wiąże się z postępującą obecnie demonetyzacją. Byłaby to niejako „digitalizacja gotówki” i zastąpienie jej przez te pieniądze, których obecnie używają jedynie banki komercyjne, państwo i niektóre instytucje finansowe.

Dalej, Carstens mówi już, jako bankier centralny: „James Joyce once said: “a man of genius makes no mistakes; his errors are volitional and are the portals of discovery.” This is an inspirational guide for artists and writers; the cost of getting it wrong is just brief personal disappointment. But the upside is huge, and a masterpiece could follow. This gung-ho attitude is common in the fintech industry. “Just do it!” is the mantra. To them, worrying about the consequences of mistakes is for wimps.” – James Joyce powiedział kiedyś: „geniusz nie popełnia błędów; jego błędy są dobrowolne i są portalami odkryć”. Jest to inspirujący przewodnik dla artystów i pisarzy; koszt pomyłki jest tylko krótkim osobistym rozczarowaniem. Ale plus jest ogromny i może za nim kryć się arcydzieło. Taka postawa gung-ho jest powszechna w branży fintech. „Po prostu zrób to!”, to jest jej mantra. Dla niej martwienie się o konsekwencje błędów, jest czymś dla mięczaków (tłumaczenie moje).

To też bardzo ciekawy fragment, pokazujący, jaka jest różnica pomiędzy tzw. sektorem finansowym a bankierami centralnymi. I jedni, i drudzy, zajmują się pieniędzmi, ale myślą całkowicie odmiennie. Widzimy, że bankierzy centralni traktują całą tę bandę, jako nieodpowiedzialnych lekkoduchów.

W dalszej części swego przemówienia Carstens wyjaśnia to: „But central bankers do not think of themselves as geniuses, and prefer to tread cautiously into new territory. There is a good reason for this. The monetary system is the backbone of the financial system. Before we open up the patient for major surgery, we need to understand the full consequences of what we’re doing. As my colleague Yves Mersch said recently, we understand the repercussions for the people we serve. And we recognise that adopting untried technology that ultimately proves unreliable could seriously endanger public trust in the currency and in the central bank.” – Ale bankierzy centralni nie uważają się za geniuszy i wolą ostrożnie wkraczać na nowe terytorium. Jest ku temu dobry powód. System monetarny jest podstawą systemu finansowego. Zanim otworzymy pacjenta na poważną operację, musimy zrozumieć pełne konsekwencje tego, co robimy. Jak ostatnio powiedział mój kolega Yves Mersch – rozumieć, jakie są reperkusje dla ludzi, którym służymy. I zdajemy sobie sprawę, że przyjęcie niesprawdzonej technologii, która ostatecznie okaże się zawodną, może poważnie zagrozić zaufaniu opinii publicznej do waluty i banku centralnego (tłumaczenie moje).

W tej wypowiedzi wyraźnie czuje się sceptycyzm, a przynajmniej ostrożność wobec czegoś nowego i niesprawdzonego. I ten sceptycyzm ma swoje podstawy: „Therefore, grappling with the potential of CBDCs is one of the challenges common to today’s policymakers, and certainly for tomorrow’s as well. Having a digital currency issued by the central bank may not seem like a radical change to many of those used to shopping and paying bills online. But it turns out that such a move is more consequential than appears at first sight. I will take you through some of my thinking on the subject.” – Dlatego też zmaganie się z potencjałem CBDC jest jednym z wyzwań dla dzisiejszych decydentów politycznych, a z pewnością także dla przyszłości. Posiadanie waluty cyfrowej, emitowanej przez bank centralny, może nie wydawać się radykalną zmianą dla wielu z tych, którzy są przyzwyczajeni do robienia zakupów i płacenia rachunków przez Internet. Okazuje się jednak, że takie posunięcie ma dużo szersze konsekwencje, niż to się wydaje na pierwszy rzut oka. Zapoznam Państwa z moimi przemyśleniami na ten temat (tłumaczenie moje).

Teraz następuje krótki rys historyczny o historii pieniądza. Pominę go, bo nie jest on tu interesujący i nie zawiera niczego nowego. Ciekawy jest następny fragment, pokazujący, że nawet bankier centralny nie zdaje sobie sprawy z tego, że obecny pieniądz nie spełnia swoich funkcji: „At its simplest, in economic terms, money is what money does. And what money does – in whatever form it takes – is to serve as a unit of account, a means of payment, and a store of value” – W najprostszym, ekonomicznym pojęciu, pieniądzem jest to, co spełnia funkcję pieniądza. A funkcją pieniądza – w jakiejkolwiek formie – jest służyć jako jednostka rozliczeniowa, środek płatniczy i przechowalnia wartości (tłumaczenie moje).

Wyjaśniałem niedawno, że obecny pieniądz nie spełnia żadnej z tych funkcji. Najśmieszniejsze jest to, że Carstens opisuje swoje doświadczenia z dzieciństwa, które, jak widać, niczego go nie nauczyły.

Dalej następuje krótki opis obecnych systemów płatności, który także pominę, bo wszyscy je znamy i ja też wielokrotnie o tym pisałem. Po opisie tym następuje „podejrzane” zdanie: „Two worldwide trends have been driving change in payment system design for quite some time. One is speed. The other is globalisation.” – Dwa ogólnoświatowe trendy już od dłuższego czasu napędzają zmiany w projektowaniu nowych systemów płatności. Jednym z nich jest prędkość. Drugim jest globalizacja (tłumaczenie moje).

Właściwie jest to oczywista oczywistość. Handel jest globalny, więc rozliczenia są także globalne. Każdy chce też jak najszybciej otrzymać należne mu pieniądze. Ważne jest to, co powinno cechować te systemy rozliczeń: „Both money and payment systems are essential to the functioning of a modern economy. Both rely on trust. You accept money as payment because you trust that you can pass it on to someone else later. That trust may be shaken – by currency devaluations, hyperinflation, wide-scale payment system disruptions or bank defaults. Maintaining trust in the monetary system is a first-order public interest. In most countries, the central bank is the institution charged with this task.” – Zarówno pieniądz, jak i systemy płatności są niezbędne dla funkcjonowania nowoczesnej gospodarki. Oba te systemy opierają się na zaufaniu. Przyjmujesz pieniądze jako zapłatę, ponieważ ufasz, że możesz je później przekazać komuś innemu. Zaufanie to może zostać zachwiane – przez dewaluację waluty, hiperinflację, zakłócenia w systemie płatniczym lub bankructwa. Utrzymanie zaufania do systemu monetarnego jest pierwszorzędnym interesem publicznym. W większości krajów instytucją odpowiedzialną za realizację tego zadania jest bank centralny (tłumaczenie moje).

Wyraźnie widać, że główną troską BIS i banków centralnych jest stabilność i zaufanie do systemu monetarnego. Dalej Carstens przechodzi już do szczegółów: „A thought experiment: what would a future monetary system with CBDCs look like? Let me make an important point at the outset. The CBDC debate is not primarily about convenience and digitalisation. Cashless systems are being developed very rapidly. Many of you are or will be using one or more of those systems through your mobile phones. Indeed, this is the cutting edge of innovation. Many fintech companies are testing cashless systems. In China, for example, fast food can already be bought via „smile to pay” technology using facial recognition software. So, to be clear, the CBDC debate is not about the technology or its look-and-feel to the customers making payments. Then, what is it about? It’s partly about the potential decline in the use of cash, and what central banks should do about it. In a number of countries, the demand for cash has fallen substantially as consumers and retailers have embraced electronic means. Two examples are Sweden and Denmark, where stores and restaurants are increasingly reluctant to accept paper money. Instant mobile payment solutions are gaining ground rapidly. The latest data from Sweden show that mobile payments are being used as often as cash to make payments. Young people use their mobiles to pay almost twice as frequently as they do with cash” – przeprowadźmy eksperyment myślowy: jak wyglądałby przyszły system monetarny z CBDC? Na początku chcę wyjaśnić ważny punkt. Debata na temat CBDC nie dotyczy przede wszystkim wygody i digitalizacji. Systemy bezgotówkowe rozwijają się bardzo szybko. Wielu z Państwa korzysta lub będzie korzystać z jednego lub więcej z tych systemów poprzez wasze telefony komórkowe. Rzeczywiście, jest to przełomowe osiągnięcie w dziedzinie innowacji. Wiele firm testuje systemy bezgotówkowe. W Chinach, na przykład, fast foody można już kupić poprzez „uśmiech jako zapłata” – system wykorzystujący oprogramowanie do rozpoznawania twarzy. Tak więc, aby było jasne, debata na temat CBDC nie dotyczy technologii ani jej wyglądu i odczuć klientów dokonując płatności. Więc o co chodzi? Chodzi częściowo o potencjalny spadek wykorzystania gotówki i o to, co banki centralne powinny zrobić w tej sprawie. W wielu krajach popyt na gotówkę znacznie się zmniejszył, ponieważ konsumenci i sprzedawcy detaliczni wykorzystują systemy rozliczeń elektronicznych. Dwa przykłady to Szwecja i Dania, gdzie są sklepy i restauracje coraz bardziej niechętnie przyjmujące papierowe pieniądze. Rozwiązania w zakresie płatności mobilnych są coraz bardziej popularne. Najnowsze dane ze Szwecji pokazują, że płatności mobilne są wykorzystywane równie często jak gotówka. Młodzi ludzie wykorzystują telefony komórkowe do opłat prawie dwa razy częściej niż gotówkę (tłumaczenie moje).

I tutaj dochodzimy do sedna! Wprawdzie Carstens nie użył tego słowa, ale chodzi o demonetyzację. Pisałem już o tym wielokrotnie [1], [2]. W przemówieniu brak także wyjaśnienia jej przyczyn. Nie dopatrywałbym się tutaj żadnych ukrytych intencji. To nie jest tematem przemówienia. Przede wszystkim jednak musimy zrozumieć, do kogo on mówi. Do ludzi z branży, którzy nie potrzebują takich wyjaśnień.

W pośredni sposób wyjaśnia także, że to nie banki centralne są motorem napędowym demonetyzacji: „But for most countries, cash is still in high demand. The amount of cash in circulation has actually increased over the last decade in tandem with electronic payments. In the short term, there is no urgency to come up with a substitute for cash. Things may change in the future, however, and central banks want to be prepared.” – Jednak w większości krajów nadal istnieje duże zapotrzebowanie na gotówkę. W perspektywie krótkoterminowej nie ma pilnej potrzeby zastąpienia gotówki jakimś jej substytutem. Sytuacja może się jednak zmienić w przyszłości, a banki centralne chcą być na to przygotowane (tłumaczenie moje).

Dalej przechodzi do szczegółów technicznych: „A cash substitute is in any case only one potential form of CBDC. A report last year by two of the central bank committees based at the BIS identified two main CBDC varieties. A wholesale CBDC would be restricted to a limited group of users and used for interbank payments and other settlement transactions. A retail CBDC would be widely accessible to everyone. This could be based either on digital tokens or on accounts. That would mean that you and I could open bank accounts directly with the Central Bank of Ireland.” – Zastąpienie gotówki jest w tym przypadku tylko jedną potencjalną formą CBDC. Raport z ostatniego roku, sporządzony przez dwa komitety BIS, zidentyfikował dwie główne odmiany CBDC. Hurtowy CBDC mógłby być przeznaczony dla ograniczonej grupy użytkowników i wykorzystywany do płatności międzybankowych i podobnych rozliczeń. Detaliczny CBDC byłby szeroko dostępny dla wszystkich. Mogłoby się to opierać albo na technologii blockchain lub na rachunkach rozliczeniowych. Oznaczałoby to, że ty i ja moglibyśmy otworzyć rachunki bankowe bezpośrednio w Centrali. Bank of Ireland (tłumaczenie moje).

Wspominałem już o tym raporcie. We wpisie o Pieniądzu Suwerennym także o tym pisałem.

Carstens wyjaśnia także, że różnice pomiędzy gotówką i CBDC. Nie byłyby one duże w użyciu. Po prostu: „Like cash, a CBDC could and would be available 24/7, 365 days a year. At first glance, not much changes for someone, say, stopping off at the supermarket on the way home from work. He or she would no longer have the option of paying cash. All purchases would be electronic. But from here, differences start to emerge. A CBDC is not necessarily anonymous, like cash. And unlike cash, it could pay or charge interest.” – Podobnie jak gotówka, CBDC mogłyby i byłyby dostępne 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, 365 dni w roku. Na pierwszy rzut oka niewiele zmian dla kogoś, kto zatrzymuje się przy supermarkecie w drodze z pracy do domu. Nie miałby już możliwości płacenia gotówką. Wszystkie zakupy odbywałyby się drogą elektroniczną. Ale od tego momentu zaczynają pojawiać się różnice. CBDC niekoniecznie są anonimowe jak gotówka. I w przeciwieństwie do gotówki, można nimi nie tylko płacić, ale także naliczać (na nie lub od nich) odsetki (tłumaczenie moje).

Pisałem także o tym, że jednym z powodów pędu do demonetyzacji, jest wyeliminowanie możliwości zabezpieczenia się przed ujemnym oprocentowaniem naszych oszczędności. W pośredni sposób Carstens także o tym wspomina, gdy mówi o możliwości takiego, czy innego oprocentowania CBDC.

Carstens szczerze przyznaje, że wraz z wprowadzeniem CBDC możemy utracić anonimowość transakcji gotówkowych. Tabela potwierdza jednak to, o czym już pisałem, że anonimowość byłaby możliwa przy zastosowaniu technologii blockchain: „In terms of technology, it would be easier to replicate the attributes of cash – if so desired – in a token-based version of CBDC than in an account-based one. But the digital token technology is still broadly untested, whereas the technology for an account-based CBDC has been available for decades. So far, central banks have generally chosen not to provide such accounts. Why not? The answer lies in one of the other major issues underlying the CBDC debate: the impact on the financial system.” – Z punktu widzenia technoligii, łatwiej byłoby powielać atrybuty gotówki – jeśli byłoby to pożądane – w wersji CBDC opartej na blockchain niż w wersji opartej na rachunku bankowym. Ale technologia blockchain jest nadal w dużym stopniu niesprawdzona, podczas gdy rachunki bankowe dostępne są od dziesięcioleci. Tak wiec jak dotąd banki centralne zdecydowały się nie udostępniać takich rachunków. Dlaczego nie? Odpowiedz leży w jednej z następujących kwestii inne ważne kwestie leżące u podstaw debaty na temat CBDC: wpływ na system finansowy (tłumaczenie moje).

Teraz Carstens wyjaśnia jak funkcjonuje obecny system bankowy (wyjaśniałem to już wielokrotnie): „The current system has two tiers. The customer-facing banking system is one tier, and the central bank is the other. The two tiers work together. You’re running a shop and, say, Joe buys something from you. When Joe pays you, his bank debits his account and credits your account. When your bank is different from Joe’s, the two banks settle the payment through the central bank. The central bank debits Joe’s bank’s account and credits your bank’s account, making sure the payment is ‘final’.” – Obecny system ma dwa poziomy. Banki komercyjne – to jeden poziom, a bank centralny – to drugi. Te dwa poziomy współpracują ze sobą. Prowadzisz sklep i powiedzmy, że Joe coś u ciebie kupuje. Kiedy Joe ci płaci, jego bank obciąża jego konto i powiększa twoje konto. Kiedy twój bank nie jest tym samym bankiem, co Joego, oba banki rozliczają płatność za pośrednictwem banku centralnego. Bank centralny obciąża konto banku Joego i powiększa konto bankowe twojego banku, uznając, że transakcja jest „dokonana” (tłumaczenie moje).

At the moment, these settlement accounts, shown in the second column of the table, are the only form of CBDC. Only commercial banks have access to them. The debate is whether to widen access to CBDC beyond the current circle of commercial banks.” – W chwili obecnej te rachunki rozliczeniowe, pokazane w drugiej kolumnie tabeli (Reserves and settlement balances), są jedyną formą CBDC. Dostęp do nich mają tylko banki komercyjne. Debata dotyczy tego, czy należy rozszerzyć dostęp do CBDC poza obecny krąg banków komercyjnych (tłumaczenie moje).

Uff! Wreszcie dochodzimy do sedna! Wszystko to wyjaśniałem już w moim wpisie o Pieniądzu Suwerennym.

Gwoli ścisłości należałoby powiedzieć, że konta CBDC w bankach centralnych mają także instytucje rządowe (oczywiście z ministerstwem finansów na czele) oraz niektóre instytucje sektora finansowego. Ale w tej chwili nie jest to takie ważne.

W dalszej części Carstens wyjaśnia, że w obecnej chwili banki centralne nie są do takiej operacji przygotowane: „Banks play an important role as provider of financial services to citizens and businesses. Imagine that the Central Bank of Ireland and the ECB were to offer deposit accounts to everyone and then issue debit cards and mobile phone apps for you to make payments with. In such a scenario, the central bank would be taking on the customer-facing business lines. Presumably, the central bank would need to recruit new staff to handle this line of business and to handle customer enquiries. Now, I can tell you that central bank staff are very good, and they would be capable of taking on customer-facing tasks. But that is not the main issue.” – Banki (komercyjne) odgrywają ważną rolę, jako dostawcy usług finansowych dla obywateli i przedsiębiorstw. Wyobraźmy sobie, że Centralny Bank Irlandii i EBC mają oferować wszystkim rachunki depozytowe, a następnie emitować karty debetowe i aplikacje na telefony komórkowe, za pomocą których można dokonywać płatności. W takim scenariuszu bank centralny wkraczałby na teren działalności banków komercyjnych. Prawdopodobnie bank centralny musiałby zatrudnić nowy personel do obsługi tej gałęzi działalności oraz do obsługi klientów. Mogę wam powiedzieć, że pracownicy banków centralnych są bardzo dobrze wykwalifikowani i byliby w stanie podjąć się obsługi klientów. Ale to nie jest główny problem (tłumaczenie moje).

Safety could be an important reason to deposit money in the central bank. In times of uncertainty, more customers would prefer to have deposit accounts at central banks, and fewer at commercial banks. A shift of funds from commercial banks to the central bank could be gradual at first. But the trickle could turn into a flood.” – Bezpieczeństwo może być ważnym powodem deponowania pieniędzy w banku centralnym. W czasach niepewności więcej klientów wolałoby posiadać rachunki depozytowe w bankach centralnych, a mniej w bankach komercyjnych. Przesunięcie środków z banków komercyjnych do banku centralnego mogłoby początkowo odbywać się stopniowo. Ale ta strużka może zamienić się w powódź (tłumaczenie moje).

If bank deposits shift to the central bank, lending would need to shift as well. So, in addition to the deposit business, the central bank would be taking on the lending business. The central bank would need to meet business owners, interview them about why they need a loan, and decide on how much each should receive.” – Jeżeli depozyty bankowe zostaną przeniesione do banku centralnego, konieczne będzie również przejęcie działalności kredytowej. W związku z tym, oprócz działalności depozytowej, bank centralny przejąłby także działalność kredytową. Bank centralny musiałby spotykać się z właścicielami przedsiębiorstw, przeprowadzić z nimi rozmowy i decydować o ich zdolności kredytowej (tłumaczenie moje).

We can ask ourselves whether this is the kind of financial system that we would like to have as the ultimate set-up. I grant that this thought experiment may have gone too far. For instance, the central bank could make do without a lending operation if it sends customer deposits to the commercial banks by opening central bank accounts at commercial banks. In effect, the central bank would be lending to the commercial banks so that they could lend on to the customers.” – Możemy zadać sobie pytanie, czy jest to system finansowy, który chcielibyśmy mieć. Przyznaję, że ten eksperyment myślowy mógł posunąć się za daleko. Na przykład bank centralny mógłby sobie poradzić bez operacji kredytowej, gdyby przeniósł depozyty klientów do banków komercyjnych, otwierając rachunki banku centralnego w bankach komercyjnych. W rezultacie bank centralny udzielałby pożyczek bankom komercyjnym, aby mogły one udzielać pożyczek klientom (tłumaczenie moje).

However, the bigger issue has to do with the division of labour between commercial banks and the central bank. The central bank is a public institution charged with ensuring that inflation is under control, the economy runs smoothly and the financial system is sound. Commercial banks are private businesses that thrive by attracting and serving customers. They need a different mindset, constantly innovating. They tend to have more staff than central banks because serving customers is resourceintensive. To be sure, supervision and regulation need to be in place so that commercial banks do not jeopardise the financial system through reckless behaviour.” – Poważniejszą kwestią jest jednak podział pracy pomiędzy bankami komercyjnymi, a bankiem centralnym. Bank centralny jest instytucją publiczną, której zadaniem jest zapewnienie tego, by inflacja nie przekroczyła określonego poziomu, gospodarka działa sprawnie, a system finansowy był w dobrym stanie. Banki komercyjne są bankami prywatnymi, nastawionymi na przyciąganie i obsługę klientów. Mają one inny sposób myślenia, stale innowacyjny. Zazwyczaj mają także więcej pracowników niż banki centralne, ponieważ wymaga tego obsługa dużej ilości klientów. Aby mieć pewność, że banki komercyjne, poprzez lekkomyślne operacje, nie zagrożą systemowi finansowemu, należy wprowadzić nadzór i odpowiednie regulacje (tłumaczenie moje).

Carstens ma całkowitą rację, gdy mówi o odmienności zadań i sposobów myślenia banków komercyjnych i banków centralnych. Zarówno przejęcie przez bank centralny sposobu myślenia banków komercyjnych, jak i danie bankom komercyjnym „do ręki” tak niebezpiecznego narzędzia, jakim są pieniądze banku centralnego, mogłoby mieć fatalny wpływ na stabilność systemu finansowego. Osobiście wątpię, czy jakiekolwiek regulacje lub nadzór byłyby w tym wypadku skuteczne.

Dalej następuje stwierdzenie, którego nie mogę ani potwierdzić, ani mu zaprzeczyć: „There are historical instances of one-tier systems where the central bank did everything. In the socialist economies before the fall of the Berlin Wall, the central bank was also the commercial bank. But I do not think we can hold up that system as something that will serve customers better.” – Istnieją historyczne przypadki systemów jednopoziomowych, w których bank centralny robił wszystko. W gospodarkach socjalistycznych, przed upadkiem muru berlińskiego, bank centralny był również bankiem komercyjnym. Ale nie sądzę, abyśmy mogli mówić tu o systemie, który lepiej służyłby klientom (tłumaczenie moje).

Szczerze mówiąc, już od dłuższego czasu poszukuję godnych zaufania źródeł, opisujących system monetarny okresu PRL-u. Niestety, jak do tej pory niczego nie znalazłem.

Inne zagrożenie widzi Carstens w krajach rozwijających się: „Less dramatically, publicly owned banks in many developing economies are hardly paragons of efficient allocation of funds or of good service. Although established with the best intentions, in practice they often verge on being highly bureaucratic institutions susceptible to political influence, in particular to directed lending to politically favoured sectors of the economy.” – Delikatnie mówiąc, banki publiczne w wielu krajach rozwijających się, nie są wzorem efektywnego wykorzystania kapitału i dobrej obsługi. Choć ustanowione z najlepszymi intencjami, w praktyce często są one wysoce biurokratycznymi instytucjami, podatnymi na wpływy polityczne, w szczególności na kierowanie akcji kredytowej do sektorów gospodarki faworyzowanych politycznie (tłumaczenie moje).

In any case, token-based CBDCs may be less prone to this type of structural shift from the commercial banking sector, as the outstanding amount of the CBDC can be fixed. However, there would then be the question of whether these tokens would start to command a premium over bank deposits. Would such a premium fluctuate over time with shifts in uncertainty and financial conditions? Offering higher interest rates on commercial bank deposits may be enough to hold funds there during quiet times. But it’s uncertain whether it would work during periods of tumult and the inevitable ‘flight to safety’.” – O jakim przypadku byśmy nie mówili, CBDC, oparte na technologii blockchain, mogą być mniej podatne na przesunięcie do sektora bankowości komercyjnej, ponieważ można ustalić będącą w obiegu kwotę CBDC. Jednakże mogłoby wtedy pojawić się pytanie, czy byłyby one w jakiś sposób korzystniejsze od zwykłych depozytów bankowych. Czy taka korzyść zmieniałaby się w czasie wraz z okresami niepewności i  zmianą warunków finansowych? Wyższe oprocentowanie depozytów w bankach komercyjnych może wystarczyć do przechowywania tam środków w okresach stabilności gospodarczej. Nie jest jednak pewne, czy działałoby to w okresach kryzysowych, w czasie nieuniknionej chęci „ucieczki w bezpieczne miejsce” (tłumaczenie moje).

We know from historical experience – especially in emerging market economies, but also advanced economies – that, during times of financial stress, money moves away from banks that are perceived as risky towards banks that are perceived as safer. So, money flows from privately owned banks to publicly owned ones, from domestically owned banks to foreign owned ones, and generally from weakly capitalised banks to strongly capitalised ones. In such scenarios, imagine that depositors also have the choice of putting their money in a digital currency of the central bank or in the central bank deposit account directly. It is not far-fetched to imagine that a premium would open up, where one euro of deposits in the commercial bank buys less than one euro’s worth of central bank digital currency.” – Doświadczenia historyczne wskazują, że szczególnie w gospodarkach rozwijających się, ale także w gospodarkach rozwiniętych, w czasach kryzysów finansowych pieniądze odchodzą z banków postrzeganych jako ryzykowne, do banków postrzeganych jako bezpieczniejsze. Tak więc pieniądze napływają z banków prywatnych do banków publicznych, z banków krajowych do banków zagranicznych i ogólnie z banków słabo skapitalizowanych do banków silnie skapitalizowanych. Można więc sobie wyobrazić scenariusz, że deponenci mają również wybór, czy zainwestować swoje pieniądze w cyfrową walutę banku centralnego, czy też przelać je bezpośrednio na rachunek depozytowy banku centralnego. Nie jest przesadą wyobrażenie sobie sytuacji, gdy za jedno euro na rachunku w banku komercyjnym otrzymalibyśmy mniej niż jedno euro w CBDC (tłumaczenie moje).

Znowu trzeba sobie uświadomić, że Carstens mówi do ludzi „z branży”, którym nie trzeba uświadamiać tego, co cały czas powtarzam: pieniądze na naszych kontach w banku, są jedynie pozycjami księgowymi, mówiącymi, ile pieniędzy banku centralnego (obecnie mamy dostęp jedynie do gotówki) bank jest nam WINIEN! Jak wielokrotnie wyjaśniałem, żaden bank na świecie nie jest w stanie wypłacić wszystkich sum, znajdujących się na kontach!! Opisana przez Carstensa sytuacja, jest zatem jak najbardziej możliwa!

Last but definitely not least, the introduction of CBDCs would change the environment in which central banks conduct monetary policy. This is, of course, the main tool that central banks have to influence the economy. The basic mechanics would stay the same: the central bank would still use its balance sheet to control short-term interest rates. But CBDCs would change the demand for base money and its composition in unpredictable ways. They might also modify the sensitivity of the demand for money to changes in interest rates.” – I wreszcie, wprowadzenie CBDC zmieniłoby warunki, w których banki centralne prowadzą politykę pieniężną. Jest to oczywiście główne narzędzie, które banki centralne wykorzystują do stymulacji gospodarki. Podstawowa zasada pozostałaby taka sama: bilans banku centralnego nadal byłby wykorzystywany do określania krótkoterminowych stóp procentowych. Ale CBDC zmieniłyby bazę monetarną banku centralnego i to w sposób nieprzewidywalny. Mogłyby one również wywołać inną niż obecnie reakcję na zmiany stóp procentowych, i co za tym idzie, inny popyt na pieniądz (tłumaczenie moje).

Furthermore, if a CBDC is in demand, it would lead to a larger central bank balance sheet. This may require the central bank to hold additional assets such as government securities, loans to commercial banks or international reserves. In turn, the acquisition of these could interfere with key markets functioning or dry up liquidity. At least in a transitional period, all these changes have the potential to completely up-end the way that monetary policy affects the economy. Such changes are not ones that central banks take lightly.” – Ponadto, popyt na CBDC prowadziłby do zwiększenia bilansu banku centralnego. To może wymagać od banku centralnego posiadania dodatkowych aktywów, takich jak rządowe papiery wartościowe, pożyczki dla banków komercyjnych lub rezerwy zagraniczne. Z kolei ich nabycie mogłoby zakłócić funkcjonowanie kluczowych rynków lub osłabić płynność finansową. Przynajmniej w okresie przejściowym wszystkie te zmiany mogą całkowicie zmienić sposób, w jaki polityka pieniężna wpływa na gospodarkę. Zmiany takie nie mogą być lekceważone przez banki centralne (tłumaczenie moje).

Dalej następuje przegląd obecnej sytuacji i wykresy obrazujące stan wprowadzania lub jedynie zainteresowania dla CBDC: „The Committee on Payments and Markets Infrastructures (CPMI) at the BIS last year surveyed central banks to take stock of current work and thinking on CBDCs.19 More than 60 central banks participated, representing countries covering 80% of the world population. Graph 2 summarises the results. Seventy per cent of central banks are working on CBDCs of some kind. Most are looking at both retail and wholesale varieties.” – Komitet Infrastruktur Płatniczych i Rynkowych (CPMI) przy BIS, przeprowadził w ubiegłym roku ankietę wśród banków centralnych, mającą na celu dokonania bilansu bieżących prac i przemyśleń na temat CBDC . Na wykresie 2 podsumowano wyniki. Siedemdziesiąt procent banków centralnych pracuje nad czymś w rodzaju CBDC. Większość z nich zajmuje się zarówno odmianami detalicznymi, jak i hurtowymi (tłumaczenie moje).

But only about half of these have moved on to the next stage of actively testing the idea (as Graph 3 shows). These central banks are examining the benefits, risks and challenges of potential issuance from a conceptual perspective. Only a couple have moved on to experimenting with the different possible technologies, in “proofs of concept” or even pilot projects.” – Ale jedynie około połowa z nich przeszła do kolejnego etapu aktywnego testowania pomysłu (jak pokazuje wykres 3). Te banki centralne analizują korzyści, ryzyko i wyzwania związane z potencjalną emisją. Tylko kilka banków przeszło do eksperymentowania z różnymi możliwymi technologiami w ramach „proofs of concept” lub nawet projektów pilotażowych (tłumaczenie moje).

If we go one step further and ask central banks whether they plan to issue a CBDC, the picture is quite telling. As you see in Graph 4, very few central banks think it is likely that they will issue a CBDC in the short to medium term, be it retail or wholesale. Having looked into the matter, central banks have decided not to jump in.” – Jeśli pójdziemy o krok dalej i zapytamy banki centralne, czy planują emisję CBDC, to obraz jest dość wymowny. Jak widać na wykresie 4, bardzo niewiele banków centralnych uważa, że jest prawdopodobne, że wyemitują CBDC w perspektywie krótko- i średnioterminowej, czy to detalicznej, czy też hurtowej. Po analizie, banki centralne zdecydowały się na rezygnację z tego pomysłu (tłumaczenie moje).

Obviously, this is consistent with what I argued earlier, namely that: (a) the introduction of CBDCs would have a major impact on the financial system; (b) there is not yet a noticeable and widespread fall in the demand for cash; and (c) central banks do not feel compelled to face a major change in the way they conduct monetary policy. Also, research and experimentation have so far failed to put forward a convincing case. In sum, central banks are not seeing today the value of venturing into uncharted territory.” – Oczywiście jest to zgodne z tym, o czym mówiłem wcześniej, a mianowicie z tym, że (a) wprowadzenie CBDC miałoby poważny wpływ na system finansowy; (b) nie nastąpił jeszcze zauważalny i powszechny spadek popytu na gotówkę; oraz (c) banki centralne nie czują się zmuszone do stawienia czoła poważnym zmianom w sposobie prowadzenia polityki pieniężnej. Ponadto jak dotąd badania i eksperymenty nie przyniosły przekonujących wniosków. Podsumowując, banki centralne nie dostrzegają dziś potrzeby wkraczania na niezbadany teren (tłumaczenie moje).

I wreszcie podsumowanie: „I have outlined some of the issues around CBDCs that central banks are evaluating as we move deeper into the digital age. The debate is not primarily about convenience and digitisation; rather, it’s about fundamental changes to both parts of the system that central banks oversee: money and payments. So far, experiments have not shown that new technologies would work any better than existing ones. There is no clear demand for CBDCs on the part of society. There are huge operational consequences for central banks in implementing monetary policy and implications for the stability of the financial system.” – Przedstawiłem kilka problemów związanych z CBDC, przed którymi stanęły banki centralne w miarę postępującej digitalizacji. W debacie nie chodzi przede wszystkim o wygodę i digitalizację; chodzi raczej o fundamentalne zmiany w obu częściach systemu, nad którym pieczę mają banki centralne: pieniądzu i płatności. Jak dotąd eksperymenty nie wykazały, że nowe technologie będą działać lepiej niż istniejące. Nie ma wyraźnego zapotrzebowania na CBDC ze strony społeczeństwa. Istnieją za to ogromne konsekwencje dla działalności banków centralnych w zakresie realizacji polityki pieniężnej oraz konsekwencje dla stabilności systemu finansowego (tłumaczenie moje).

Dr Whitaker once said that the role assigned to the central bank was “to be cautious, to be the warning light”. Central banks are indeed proceeding cautiously and considering all relevant issues. We will flash the warning light if needed. Central banks do not put a brake on innovations just for the sake of it. But neither should they speed ahead disregarding all traffic conditions. We have to make sure that innovations set the right course for the economy, for businesses, for citizens, for society as a whole. This is what we are doing now.” – Dr Whitaker powiedział kiedyś, że rolą banku centralnego jest „być ostrożnym, być światłem ostrzegawczym”. Banki centralne rzeczywiście postępują ostrożnie i biorą pod uwagę wszystkie istotne kwestie.  W razie potrzeby włączymy światło ostrzegawcze. Banki centralne nie hamują innowacji. Ale nie powinny też spieszyć się z ich wprowadzaniem, nie zważając na warunki. Musimy się upewnić, że innowacje wyznaczają właściwy kierunek dla gospodarki, przedsiębiorstw, obywateli i całego społeczeństwa. To właśnie robimy teraz (tłumaczenie moje).

 

O rany! Nawet nie zorientowałem się, kiedy dojechałem do końca przemówienia! Widać mam dzisiaj dobry dzień. Trzeba korzystać z okazji!

 

Niech mi teraz ktoś powie, gdzie tu jest mowa o przejęciu przez BIS walut cyfrowych? Widać wyraźnie, że zarówno większość banków centralnych, jak i sam BIS, podchodzą do CBDC jak pies do jeża.

Nie będę tu analizował całego artykułu imć Guinnessa, zwrócę uwagę jedynie na jeden fragment, który wyjaśnia praktycznie wszystko: „When it comes to ‘new forms of money‘, Carstens explains that the current system of central banks issuing banknotes, and commercial banks providing electronic money, is being targeted for reform – in the shape of central bank digital currencies (CBDC’s).” – Jeśli chodzi o „nowe formy pieniądza”, Carstens wyjaśnia, że obecny system banków centralnych emitujących banknoty oraz banków komercyjnych dostarczających pieniądz elektroniczny ma zostać zreformowany – w postaci walut cyfrowych banków centralnych (CBDC) (tłumaczenie moje).

Tu następuje omawiany już przeze mnie cytat z przemówienia Carstensa, który rzekomo to potwierdza:

A CBDC would allow ordinary people and businesses to make payments electronically using money issued by the central bank. Or they could deposit money directly in the central bank, and use debit cards issued by the central bank itself.

Który Guinness rozumie następująco:

It becomes apparent that two tranches of reform – to payment systems and to how money is used – are in the process of being carried out simultaneously.” – Staje się jasne, że dwa etapy reform – systemów płatności i sposobu korzystania z pieniędzy – są w trakcie jednoczesnej realizacji (tłumaczenie moje).

Wszystko wskazuje na to, że autor kompletnie nie zna obecnego systemu monetarnego. Nie wie, że CBDC już istnieje, i że chodzi jedynie o jego udostępnienie dla wszystkich obywateli. Uważa, że pieniądz elektroniczny tworzą obecnie jedynie banki komercyjne a banki centralne – gotówkę.

W pełni potwierdza to inny cytat: „ Two variations of a CBDC are cited. The first is a wholesale variant that would be used primarily for interbank payments. The second is a retail CBDC which would be accessible to the public.” – Przytoczono dwie odmiany CBDC. Pierwsza z nich to wariant hurtowy, który byłby stosowany przede wszystkim do płatności międzybankowych. Drugi wariant to detaliczny CBDC, który byłby publicznie dostępny (tłumaczenie moje).

 

Gdy dołączy się do tego bardzo naciągane interpretacje, wyrwanych z kontekstu fragmentów przemówienia Carstensa, ma się wrażenie, że pan Guinness napisał swój tekst po paru Guinnessach.

 

Dla kontroli przeczytałem moje wypociny i nie mogę powstrzymać się od stwierdzenia, że prawie wszystko, co powiedział Carstens, napisałem już wcześniej. To zabawne – oto szef jednej z najbardziej tajemniczych instytucji na świecie, capo di tutti i capi – szef wszystkich szefów, w swoim przemówieniu nie powiedział prawie nic więcej niż to, co już wcześniej napisał jakiś tam blogerzyna-amator.

 

P.S.

Właśnie przypomniałem sobie, że mam w piwnicy parę puszek Guinnessa. Lecę po nie. Może też dopatrzę się w tym przemówieniu podwójnego dna!

 

Wyobrazić sobie niewyobrażalne cz. 5

W poprzednim odcinku pisałem o trudnościach ze zrozumieniem Pieniądza Neutralnego. To wszystko nic, w porównaniu z tym, co chcę zaserwować w tym odcinku. Autorem proponowanych reform jest profesor Franz Hörmann. Postać znana w środowisku krytyków i reformatorów obecnego systemu monetarnego. Jest profesorem na uniwersytetach w Wiedniu i w Linzu. Elokwentny i dowcipny (przypomina nieco wójta z serialu Ranczo), potrafi w przystępny i nienużący sposób wytłumaczyć nawet skomplikowane tematy. Dlatego też jest często zapraszany na odczyty, prelekcje i dyskusje o systemie monetarnym (i nie tylko). Całą masę jego wystąpień można znaleźć na Youtube. Wykłada nie ekonomię, ale rachunkowość, dlatego przy tłumaczeniu często używa pojęć z tej dziedziny. Aby było śmieszniej, jest krytykiem nie tylko systemu monetarnego, ale także obecnych reguł księgowości.

To, co proponuje, to nie tylko postawienie na głowie naszych wyobrażeń o pieniądzu, ale także o systemach społecznych i gospodarczych. Postuluje nie tylko stworzenie nowego systemu monetarnego, ale także stworzenie nowego człowieka. Szczerze mówiąc, gdy to przeczytałem, przypomniało mi się znane (przynajmniej mojemu pokoleniu), zdanie: „Kiedy słyszę słowo kultura, odbezpieczam rewolwer”. Jedni twierdzili kiedyś, że jego autorem jest Dzierżyński, inni, że Goebbels. Wszyscy się mylili! W miejsce „kultury” wstawiłem oczywiście „nowego człowieka”. Największe tyranie w dziejach ludzkości także chciały stworzyć nowego człowieka! Dlatego pierwszą moją myślą było wyeliminowanie niebezpieczeństwa, zanim zostanie wprowadzone w życie. Proszę się uspokoić! W miarę dalszego czytania zmieniłem zdanie i zabezpieczyłem rewolwer. Sam pisałem, jak pieniądz zmienia ludzką mentalność i strukturę społeczną. Profesor Hörmann nie proponuje wprowadzenia żadnej nowej tyranii, ale takiego systemu monetarnego, który wymusiłby inny system gospodarczy, a równocześnie także inny system społeczny. Zmieniłby także naszą mentalność, stosunki społeczne i co za tym idzie – cały nasz obecny sposób postrzegania świata.

Przyznaję, nie jest to łatwe do zrozumienia i do zaakceptowania. Nasz obraz świata ukształtował się w ciągu tysiącleci. Błędnie uważamy, że był to proces naturalny! W dużej mierze nastąpiło to poprzez manipulację i kłamstwa rządzących nami elit. Już David Hume zastanawiał się i równocześnie podziwiał łatwość, z jaką klasy posiadające sterują i rządzą masami. Doszedł do wniosku, że możliwe jest to jedynie poprzez panowanie nad poglądami i sterowanie nimi. Obecnym etapem tego procesu jest neoliberalizm. O jego metodach manipulacji pisałem już trochę.

Zrozumienie tego, co proponuje profesor Hörmann wymaga zerwania ze wszystkimi prawie schematami myślowymi i poglądami, które nie pozwalają nam dostrzec faktu, że nasz świat (i my sami!) mógłby wyglądać zupełnie inaczej. Hörmann zrywa ze wszystkimi paradygmatami ekonomii! Właściwie „paradygmat” jest tu słowem nie na miejscu. Sugerowałoby, że mamy do czynienia z nauką. Tutaj słowo to nobilitowałoby obecną ekonomię i także traktowało ją, jako naukę. Ale dajmy spokój szczegółom, przejdźmy do propozycji Hörmanna.

Niestety są one dość rozproszone. Nie jest to także pełny, szczegółowy projekt, jak w wypadku Pieniądza Suwerennego, ale jedynie ogólne zarysy. Brak w nim wielu elementów (np. handel zagraniczny), inne są niejasne. Większość znaleźć można na stronie poświęconej nowemu systemowi oraz na stronie profesora. Jest tam także książka „Das Ende des Geldes” (Koniec pieniądza) w formie pliku pdf. W niej jest także sporo szczegółów dotyczących propozycji nowego systemu.

Dla osób nieznających języka, wyjaśnię w skrócie najważniejsze punkty. Pominę tutaj tę część, w której znajduje się krytyka obecnego systemu monetarnego – pokrywa się ona całkowicie z tym, co przeczytać można na moim blogu.

Przede wszystkim autor zaznacza, że jego projekt opracowany został wyłącznie według kryteriów naukowych, nie powstał pod wpływem żadnej ideologii i dlatego, mimo podobieństw, nie należy też utożsamiać go z żadną ideologią.

Punktem wyjściowym dla koncepcji nowego systemu monetarnego, jest teoria systemowa niemieckiego socjologa Niklasa Luhmanna. Zakłada ona, że społeczeństwo nie jest zbiorem jednostek, ale sumą połączeń komunikacyjnych pomiędzy nimi. Hörmann określa system społeczny, który kształtowany byłby przez nowy system monetarny, jako „Kooperativer Individualismus” – kooperacyjny (zespołowy, spółdzielczy) indywidualizm.

Tutaj musimy wyjaśnić sobie kolejną różnicę pomiędzy obecnym systemem monetarnym, a propozycją Hörmanna. Przy opisie obecnego systemu, Hörmann często używa pojęcia gry o sumie zerowej, w której zysk jednego gracza jest stratą drugiego. Ogólny bilans zysków i strat w takim systemie daje w efekcie zero – stąd nazwa. Jest to cecha obecnego systemu monetarnego. Obecny pieniądz jest de facto oprocentowanym długiem. Banki kreują sumę długu, nie kreują jednak odsetek. Muszą one być w taki, czy inny sposób, ściągnięte z obiegu – komuś odebrane. Konsekwencją jest to, że system ten promuje egoizm, chciwość i brak skrupułów. Jest idealny dla socjo- i psychopatów. Obecny system wymusza też konkurencję, i to jest jego słowo-wytrych. Takim słowem dla systemu Hörmanna byłaby „kooperacja” lub „współpraca”.

Trudno jest nam to sobie wyobrazić – wielowiekowe pranie mózgów robi swoje! Ale musimy zdać sobie sprawę z tego, że jako ludzkość osiągnęliśmy ten stopień rozwoju, że nie musimy już walczyć o pożywienie, odzież i dach nad głową. Wszystko to jesteśmy w stanie zapewnić w dostatecznej ilości, bez odbierania sobie nawzajem. Jeśli gdzieś na świecie panuje głód i niedostatek, to zostały tam najczęściej świadomie wywołane lub także świadomie nie zrobiono nic, aby ten stan rzeczy zmienić. Jesteśmy także w stanie prowadzić inną gospodarkę. Nie, jak obecna, rabunkową, ale przyjazną dla środowiska. Jeśli się tego nie robi, to także świadomie. Najbardziej drastycznym przykładem może tu być gospodarka energetyczna. Ciągle wmawia się nam, że potrzebujemy nowych źródeł ropy i gazu. Że musimy w tym celu prowadzić coraz to nowe wojny, niszczyć struktury państwowe, niszczyć środowisko. I oczywiście musimy za to coraz więcej płacić. Tymczasem darmowe źródło energii mamy nad głową! Zrozumiemy to, gdy popatrzymy jak niewielki skrawek Sahary potrzebny jest do zapewnienia energii elektrycznej dla całego świata. A obszarów podobnych do Sahary mamy sporo na świecie. I nie jest to żadne science fiction! Wszystkie potrzebne technologie już istnieją. Naprawdę WSZYSTKIE!! Budowę można zacząć nawet jutro. Przeszkodą jest jedynie polityka i interesy ludzi, którzy korzystają z obecnego stanu rzeczy.

Z poprzednim punktem łączy się bezpośrednio następna kwestia. W odróżnieniu od wszystkich innych propozycji reform systemu monetarnego, Hörmann uwzględnia także fakt zmian w systemach produkcji. Zdaje sobie sprawę z tego, że postępująca w szybkim tempie automatyzacja i robotyzacja, w połączeniu z rozwojem sztucznej inteligencji, doprowadzi wkrótce do tego, że ludzka praca stanie się w coraz mniejszym stopniu potrzebna do wytwarzania dóbr i usług. Czy nam się to podoba, czy nie, nie unikniemy zatem jakiejś formy gwarantowanego dochodu podstawowego. Zdaje sobie także sprawę z tego, że nierealne są dotychczasowe propozycje finansowania takiego dochodu z podatków, czy jakiejś innej formy transferu pieniędzy. Jedyną realną formą jest emisja pieniędzy przez bank centralny. Jednak to, co proponuje Hörmann, zupełnie nie pokrywa się z naszymi wyobrażeniami o takim dochodzie. Ale o tym za chwilę.

Chyba największym hamulcem naszego rozwoju jest dostęp do wiedzy. Ukrywa się całą masę odkryć naukowych, tylko po to, aby nie skorzystała z nich konkurencja. Wiele odkryć stanowi zagrożenie dla dochodowych gałęzi przemysłu, więc nie ujawnia się ich, a gdy nie da się tego zrobić – przedstawia się je w złym świetle lub po prostu fałszuje. Ludzkie zdrowie i życie nie ma znaczenia, gdy chodzi o pieniądze. Na wielu chorobach, i co za tym idzie na przedłużaniu ludzkiego cierpienia, można lepiej zarobić, niż na lekarstwach leczących je lub im zapobiegających. Powszechny obecnie na świecie ruch antyszczepionkowy jest tego przykładem. Nie powstał on przypadkiem! Nie da się zlikwidować szczepionek, więc wykorzystuje się użytecznych idiotów do szerzenia paniki, aby zmniejszyć ilość zaszczepionych osób i w ten sposób nie wyeliminować całkowicie (jak w wypadku ospy) chorób, będących świetnym źródłem dochodu. Na leczeniu tych chorób i związanych z nimi powikłań, można dużo lepiej zarobić niż na szczepionkach. Gdyby wiedza była ogólnie dostępna, i ośrodki badawcze swobodnie wymieniałyby się nią, a nie ukrywały, kto wie, czy na przykład nie umielibyśmy już dziś leczyć raka. Tu też trudno jest nam przezwyciężyć wbijany nam przez stulecia sposób myślenia! Dlatego też Hörmann trafnie przewiduje, że w początkowej fazie, konieczne byłoby wprowadzenie punktów doradczych, które wyjaśniałyby ludziom, na czym polega nowy system. Taką rolę przewiduje dla nowych banków. Konieczne także byłoby wprowadzenie innego systemu oświaty. Systemu nastawionego na promowanie współpracy, a nie konkurencji. Od siebie dodałbym jeszcze, że musiałby to być także system, który, w odróżnieniu od obecnego, nie tłamsiłby indywidualnego rozwoju.

Bodajże najtrudniejszą do zrozumienia, a przede wszystkim do zaakceptowania, jest rola pieniądza, którą przewiduje Hörmann. Proponuje on, ni mniej ni więcej, ale odejście od pieniądza, jako pośrednika w wymianie dóbr i usług. Pośrednika, który w mniej lub bardziej udany sposób, symuluje obieg złotych monet w gospodarce! Musimy wreszcie szczerze powiedzieć sobie, że pieniądz nie spełnia ŻADNEJ z przypisywanych mu funkcji! Nie jest żadnym „środkiem wymiany”. Możemy bezpośrednio wymieniać się towarami i usługami. Nie potrzebujemy do tego żadnego pośrednika. Partnerzy muszą jedynie ustalić pomiędzy sobą, co każdy otrzyma w zamian za swój towar lub usługę.

Pieniądz nie jest też żadnym „miernikiem wartości”. Pieniądza nie da się zdefiniować, jako jednostki miary. Nie da się go wprowadzić do układu SI, nie da się umieścić jego wzorca w Sevres.

A już na pewno nie jest pieniądz „środkiem przechowywania wartości”. Chyba każdy z nas miał w ręce wycofane z obiegu banknoty lub monety. Jaką one miały wartość? Jedynie numizmatyczną. Ci, którzy je kiedyś używali, także wierzyli w bajeczkę, że przy ich pomocy przechowują jakąś wartość.

Jaką funkcję spełnia zatem obecny pieniądz? Odpowiedź Hörmanna podpada pod teorie spiskowe:

„Ganz offensichtlich erfüllt Geld irgendwelche Funktionen (sonst wäre es ja nicht vorhanden). […] Es sind aber jedenfalls geheime, der Bevölkerung nicht bekannte Funktionen wie Manipulation (Steuerung), aber auch Förderung oder Hemmung bestimmter Entwicklungen dieser Zivilisation“ – oczywiście pieniądz spełnia jakieś funkcje (inaczej by go nie było). W każdym razie są to funkcje tajne, nieznane społeczeństwu, takie jak manipulacja (sterowanie), ale także wspieranie i hamowanie określonych kierunków rozwoju naszej cywilizacji (tłumaczenie moje). Zgadzam się z tym całkowicie! Moim zdaniem nie są to funkcje tajne. Po prostu o nich się nie mówi. Widać je wyraźnie, tylko trzeba chcieć patrzeć i zastanowić się nad tym, co się widzi. Trzeba także krytycznie podejść do wszystkich, wbijanych nam do głowy „prawd”.

A jaką funkcję przewiduje Hörmann dla pieniądza? Pieniądz miałby być według niego jedynie nośnikiem informacji. Taki pieniądz nie potrzebowałby też żadnego „pokrycia” np. w złocie. Zjawiska takie jak inflacja, czy deflacja należałyby do historii. Od funkcji nośnika informacji wywodzi się proponowana przez Hörmanna nazwa pieniądza: Informationsgeld. Można by to przetłumaczyć jako „Pieniądz Informujący” lub „Pieniądz Informacyjny”. W dodatku byłaby to informacja dotycząca każdego człowieka z osobna. Informacja o jego indywidualnym rozwoju. Nie służąca jednak porównywaniu poszczególnych jednostek pomiędzy sobą, ale obrazująca rozwój pojedynczego człowieka w skali czasowej.

Po tym być może zbyt długim, ale moim zdaniem niezbędnym, wstępie, przejdźmy wreszcie do szczegółów.

W projekcie Hörmanna, prawo do emisji pieniędzy miałby Demokratyczny Bank Narodowy. Technicznie emisja nie różniłaby się od tego, co proponują pomysłodawcy Pieniądza Suwerennego. Nowy bank centralny, w odróżnieniu od obecnych banków, miałby jawną strukturę i zakres działań. Jego wszystkie decyzje musiałyby być także jawne i zrozumiałe dla wszystkich (powiedzmy sobie szczerze – prawie wszystkich). W chwili obecnej coś niewyobrażalnego! Jego działalność byłaby ujednolicona poprzez identyczne oprogramowanie – od centrali, do najmniejszej filii. Jako, że bank zawierałby umowy z poszczególnymi obywatelami z osobna, musiałby mieć sporo lokalnych filii – aż do szczebla gminy lub dzielnicy miasta. Zakres kompetencji i sposób funkcjonowania tych filii, byłyby kopią centrali. Każdy z banków miałby kompetencje do emisji pieniędzy dla lokalnej społeczności. Nie byłyby to jednak pieniądze w takim znaczeniu, do którego jesteśmy przyzwyczajeni! Każdy obywatel, od chwili urodzenia, miałby prawo do określonej kwoty potrzebnej do pokrycia podstawowych potrzeb życiowych. To byłby gwarantowany dochód podstawowy. Nie byłaby to jednak kwota stała, ale dopasowana do aktualnego wieku i do sytuacji życiowej. Nie otrzymywano by jej także na zasadzie „każdemu po równo”. Z każdym obywatelem bank zawierałby indywidualną umowę, na różną kwotę. Wielkość tej kwoty nie byłaby zależna od urzędniczego widzimisię, ale od jasnych, przejrzystych i dla wszystkich zrozumiałych kryteriów, a bezstronność zapewniałoby oprogramowanie komputerów. Promowano by na przykład naukę i zdobywanie potrzebnych społeczeństwu umiejętności. Brzmi pięknie, ale osobiście wątpię, czy w naszym skomplikowanym świecie, ustalenie takich kryteriów w ogóle byłoby możliwe. Ustalanie tych kryteriów miałoby się odbywać demokratycznie, w większości na najniższym szczeblu. Ale masami można tak łatwo sterować, więc wątpię także, czy system byłby sprawiedliwy. Za pieniądze z gwarantowanego dochodu podstawowego można by nabyć jedynie określoną grupę towarów i usług potrzebnych do codziennego życia: żywność, odzież, czynsz, energię, opiekę zdrowotną itp. Tutaj także mam wątpliwości, czy da się to wszystko dokładnie określić. Z pewnością taki system potrzebowałby długiego okresu na „dotarcie się”. W ciągu tego okresu wprowadzano by kolejne, mniejsze lub większe, zmiany. Zresztą zmiany i tak byłyby stale konieczne – chociażby ze względu na postęp techniczny i naukowy. Pieniądze te emitowano by niejako imiennie. Byłyby one przypisane do konkretnej osoby, i jedynie na określone wydatki. Nie można by przekazać ich nikomu innemu lub użyć niezgodnie z przeznaczeniem. Emitowane byłyby jedynie w formie elektronicznej i tylko w tej formie odbywałyby się rozliczenia. W początkowej fazie wprowadzania takiego systemu, konieczna by była ścisła kontrola cen. Producenci i usługodawcy nie mogliby na zwiększoną ilość pieniędzy w obiegu reagować podwyżkami cen. Krok taki usprawiedliwia fakt, że producenci także otrzymywaliby pieniądze – jak ich klienci. Sami równocześnie także byliby klientami u innych producentów i usługodawców. Do tego momentu Pieniądz Informujący nie różniłby się od Pieniądza Suwerennego. Napisałem „pieniędzy w obiegu”. Trudno tu jednak mówić o ich obiegu, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni. I tutaj zaczynają się schody… Wydane na zakup towarów i usług pieniądze, nie trafiałyby do producentów, ale z powrotem do banku centralnego i po prostu „znikałyby”. Tutaj dochodzimy do kolejnej kwestii: producenci i usługodawcy byliby wynagradzani bezpośrednio przez bank centralny. Także na zasadzie indywidualnej umowy. Kwota, jaką otrzymywaliby za swój produkt lub usługę, nie zawsze byłaby równa kwocie, jaką płaciłby klient. Coś takiego jak „pensja”, otrzymywana od pracodawcy, także przestałoby istnieć.

Patrząc od strony prawnej, przestałby obowiązywać obecny system umów: producent – klient, usługodawca – usługobiorca. Wszyscy, producenci i konsumenci, zawieraliby umowę z bankiem centralnym. Opłatę za swoje produkty i usługi, producenci i usługodawcy otrzymywaliby od banku centralnego. Byłoby to praktycznie to, co dzisiaj określamy wypłatą. Pieniądze te otrzymywaliby ludzie pracujący w danej firmie (rozliczenia banku centralnego z samą firmą, to osobny rozdział). Podział na klientów i producentów jest trochę bez sensu. Producent w jednej firmie jest klientem w innej. Klienci także płaciliby bankowi centralnemu. Więc przy zakupie towarów i usług, pieniądze otrzymywaliby nie producenci i usługodawcy, ale bank centralny, bo to on ich opłaca, byłby więc to niejako zwrot jego kosztów.

Wiem, trudno to sobie wyobrazić! Spróbuję to przedstawić na kilku przykładach.

Zacznijmy od kogoś, komu wystarczy bezczynność. Otrzymywałby on swój dochód podstawowy. Nie umarłby z głodu i zimna, nie chodziłby goły i bosy, miałby dach nad głową i podstawową opiekę medyczną. Mógłby leżeć przez cały dzień na dowolnie wybranym boku albo brzuchem do góry. Nie mógłby jednak sobie pozwolić na nic, co nie jest objęte tym dochodem. Nie mógłby także zaoszczędzić (np. mniej jeść), aby pozwolić sobie na coś, co wykraczałoby poza zakres towarów i usług przeznaczonych dla tego dochodu.

Aby wyjść z tego marazmu i dostawać więcej pieniędzy, musiałby robić coś pożytecznego dla społeczeństwa. I tutaj dochodzimy do etapu najtrudniejszego do zrozumienia, a dla wielu także do zaakceptowania. Dzisiaj powiedzielibyśmy takiemu człowiekowi: „idź do pracy”. Ta rada po części straciłaby swój sens. Oczywiście ktoś taki mógłby, tak jak dzisiaj, poszukać sobie pracy w jakiejś firmie, ale takiej pracy nie będzie wiele. Hörmann widzi tu wiele innych możliwości „zarabiania” pieniędzy. Takie, za które dzisiaj nawet by nam nie podziękowano! Noworodek dostawałby pieniądze za ssanie smoka i sranie w pieluchy – to byłby jedynie dochód podstawowy. Ale dodatkowe do dochodu podstawowego pieniądze, dostawaliby jego matka lub ojciec (fuj, gender!!) – za opiekę nad nim! Opiekują się i wychowują członka społeczeństwa, więc należą się im. Prowadzenie gospodarstwa domowego także byłoby opłacane. Dodatkowe pieniądze, wykraczające ponad dochód podstawowy, dostawaliby także uczniowie i studenci – zdobywają wiedzę, która będzie kiedyś użyteczna dla społeczeństwa. Wiele zajęć, które dzisiaj podpadają pod kategorię „hobby” byłoby nagradzane. Ktoś lubi gotować i prowadzi blog na ten temat – należą mu się za to pieniądze. W końcu społeczeństwo korzysta z jego recept i porad. Także moja pisanina podpadałaby pod tę kategorię. Internet jest świetnym medium dla prowadzenia działalności artystycznej. Pisarze, poeci, muzycy, filmowcy i wielu innych twórców, nie potrzebuje żadnych wydawnictw czy firm fonograficznych. Widać to już dziś.  Także dziennikarstwo mogłoby odbywać się na tej zasadzie. Byłaby to także gwarancją jego niezależności. Wiele karier zaczęło się w sieci, bez żadnej promocji. To także byłoby przyszłe źródło „zarobków”. Zwykła pomoc sąsiedzka, np. zrobienie zakupów chorej sąsiadce także byłaby nagradzana. Ogólnie można powiedzieć, że wszelkie czynności przynoszące jakąś korzyść społeczeństwu, byłyby nagradzane. Brzmi pięknie, ale może to być także piękne pole do nadużyć. Różnica pomiędzy obecnym systemem polega na tym, że nadużycia te nie przynosiłyby nikomu straty.

Jak wyglądałaby praca najemna i usługi? Także byłaby opłacana przez bank centralny. Pracodawca zgłasza tam swojego pracownika, wymienia rodzaj czynności i w zależności od niej pracownik dostaje swoją „pensję”. Hydraulik zamontował nam nową umywalkę – potwierdzamy usługę i dostaje za to pieniądze. Lekarz zoperował nam wyrostek – tak jak poprzednio. Potwierdzamy to i zarówno on, jak i cały personel zostaje wynagrodzony.

Wysokości poszczególnych wynagrodzeń byłyby ustalane demokratycznie, najlepiej na najniższym szczeblu. Mogłoby to być także połączone z równoczesną oceną jakości towarów i usług, której dokonywaliby klienci – partacz dostawałby mniej.

Oczywiście wszystko to nie byłoby za darmo! Z naszego konta odciągana byłaby także opłata, która, jak wspomniałem wyżej, trafiałaby do banku centralnego. I tu dochodzimy do ciekawego momentu: opłata ta, niekoniecznie musiałaby być identyczna z wynagrodzeniem hydraulika czy lekarza lub z opłatą za towar! Może być niższa, równa, ale także wyższa! Mogłoby w ogóle jej nie być. Wysokość takiej opłaty także ustalana byłaby demokratycznie, z tym jednak, że brano by pod uwagę także naszą sytuację materialną. Taki sposób rozliczeń dawałby bankowi centralnemu możliwość płacenia za towary i usługi, które w obecnym systemie byłyby nieopłacalne lub zbyt drogie dla wielu klientów. Oczywiście nie finansowano by w ten sposób luksusów, ale np. wózki inwalidzkie, wyposażenie mieszkania dla niepełnosprawnych i starszych osób oraz temu podobne rzeczy. Także finansowanie nieopłacalnych obecnie badań naukowych byłoby możliwe.

Hörmann przewiduje także możliwość kupna na kredyt. Oczywiście nieoprocentowany! Tutaj można się nieźle uśmiać. Nic o tym wprawdzie nie wspomina, ale sądzę, że przewiduje jakąś procedurę sprawdzania zdolności kredytowej. Jednak nie całkiem w obecnym znaczeniu. Nic nie wspomina bowiem o jakichkolwiek zabezpieczeniach kredytu. Więcej! W wypadku niespłacania kredytu jedyną konsekwencją byłaby rozmowa w banku. Już widzę, jak by to wyglądało w naszym kraju!!!

Z pewnością wielu czytelników zastanawia się teraz nad sprawą własności. Przecież w tej chwili wszystkie firmy do kogoś należą. Odpowiedź jest krótka: Hörmann nie przewiduje żadnego odbierania tej własności! Więcej, przewiduje możliwość odkupienia przez społeczeństwo udziałów w firmie. Musimy sobie jednak zdać sprawę z tego, że po wprowadzeniu proponowanego przez niego systemu monetarnego, owa własność miałaby znaczenie jedynie symboliczne. W opisie Hörmanna nie jest to jasne, ale nie znalazłem w nim niczego takiego jak zysk! Firmy nie generowałyby dla swoich właścicieli ŻADNEGO DOCHODU w obecnym znaczeniu tego słowa. Właściciele osobiście kierujący swoją firmą, oczywiście otrzymywaliby za to wynagrodzenie z banku centralnego, ale nic poza tym! Samo posiadanie akcji lub udziałów także nie dawałoby żadnego dochodu. Hörmann proponuje za to możliwość odkupienia udziałów. Odbywałoby się to na podstawie jawnych kryteriów wyceny. Właściciel firmy lub posiadacz jej akcji otrzymywałby na swoje konto odpowiednią sumę pieniędzy. Mógłby także rozdzielić tę sumę np. na członków rodziny lub inne osoby. Mogliby wykorzystać je jedynie na swoje potrzeby. Nie istniałaby żadna możliwość inwestowania ich i osiągania dochodów z tego tytułu. Znikła by zatem zmora obecnego systemu – dochody kapitałowe.

Podobnie rozwiązana byłaby także kwestia obecnych długów. Same długi zostałyby anulowane. Wierzyciele natomiast otrzymaliby odszkodowanie na podobnej zasadzie jak właściciele.

Jak już wspominałem, na obecnym etapie jest to jedynie zarys nowego systemu monetarnego. Ogranicza się on jedynie do ludzi. Hörmann skupia się jedynie na oddziaływaniu nowego systemu na nas. Na naszą mentalność, na stosunki międzyludzkie. Jak sam przyznaje, chciałby stworzyć system monetarny, w którym nie bylibyśmy zmuszeni pracować dla pieniędzy i wykonywać znienawidzone zajęcia, ale w którym bylibyśmy nagradzani za robienie tego, co sprawia nam przyjemność, co nas motywuje i równocześnie jest korzystne dla wszystkich. Brzmi pięknie, ale komu sprawiałoby przyjemność np. sprzątanie publicznych toalet? Aha, prawda – robiłyby to automaty! W końcu sam widziałem już na świecie publiczne toalety, które po wyjściu użytkownika były automatycznie nie tylko czyszczone, ale i dezynfekowane.

Ale gospodarka to nie tylko ludzie. To także firmy, instytucje, to także państwo. Hörmann prawie nic na ten temat nie mówi. Można się jedynie domyślać, że firmy otrzymywałyby z banku centralnego jedynie zwrot swoich kosztów. Jak wyglądałyby rozliczenia pomiędzy firmami, zakup surowców i komponentów – tego nie wiemy. Możemy się jedynie domyślać, że podobnie jak ludzi. Nie wiemy także jak wyglądałoby inwestowanie. Także możemy się jedynie domyślać, że przy pomocy nieoprocentowanych kredytów. Zupełną niewiadomą jest handel zagraniczny. Można mnożyć pytania.

Czy proponowany przez niego system monetarny mógłby funkcjonować? Jak najbardziej. Wymagałby jednak aktywnego współdziałania wszystkich, a przynajmniej dużej części, obywateli. Obywateli, których celem byłoby dobro wspólne. Wspólnie musieliby oni tworzyć reguły działania nowego systemu monetarnego. System ten wymagałby także sporej dozy wzajemnego zaufania i uczciwości. Tutaj od razu widać, że opracował go ktoś, kto nie zna realiów Polski i krajów Europy wschodniej.

Ale dużo ważniejszym pytaniem jest: jakie byłyby jego skutki społeczne? Czy byłyby takie, jakie zakłada profesor? Nie da się odpowiedzieć na to pytanie. Trzeba by to wypróbować w przeciągu kilku pokoleń. Dlaczego tak długo? My jesteśmy „skażeni” obecnym systemem, nie potrafimy inaczej myśleć. Nowy system byłby dla nas czymś obcym, niezrozumiałym. Nie potrafilibyśmy w nim funkcjonować. Nie potrafilibyśmy przezwyciężyć wielu nawyków i schematów myślowych. Inaczej byłoby z nowym pokoleniem, które nie znało poprzedniego systemu. Ale poprzez wychowanie, odziedziczyłoby ono po nas także wiele dawnych nawyków i sporo z naszej mentalności. Po części także byłoby „skażone”. Zanikłoby to dopiero po kilku pokoleniach.

Mniej czasu potrzeba na to, aby stwierdzić, jakie są skutki gospodarcze takiego systemu. Pierwsze efekty byłyby widoczne już po kilku latach a może nawet miesiącach. Aczkolwiek nie byłyby to miarodajne efekty. Dawne nawyki także i tu nie pozwalałyby nam wykorzystać ewentualnych zalet systemu, nie uwidoczniłyby także jego ewentualnych wad. Fałszowałyby obraz. Ale jakiś ogólny trend byłby już widoczny.

Profesor Hörmann pisze, że jego projekt jest projektem naukowym i jedynie w takich kategoriach powinien być widziany. Osobiście powiedziałbym, że jest to szalenie ciekawy eksperyment intelektualny. Na tym blogu cały czas powtarzam, że jednym z czynników, które kształtują naszą mentalność, nasz światopogląd, stosunki społeczne, ba, historię – jest system monetarny. I jest to czynnik bodajże czy nie najważniejszy!! Najbardziej przerażające jest to, że czynnik ten jest kompletnie ignorowany przez naukę, a my sami nie zdajemy sobie sprawy z jego istnienia, a co za tym idzie, z jego znaczenia.

Profesor Hörmann potwierdza to w pośredni sposób. Chce stworzyć system gospodarczy i społeczny oparty nie na rywalizacji, ale na współpracy. Chce zatem postawić na głowie naszą mentalność, nasz system wartości, nasze stosunki społeczne, nasz światopogląd, nasz sposób myślenia. Wprawdzie nigdzie nie pisze tego dosłownie, ale jego projekt, ma stworzyć „nowego człowieka” i nowe społeczeństwo. Jak chce tego dokonać? Właśnie poprzez odpowiednio skonstruowany system monetarny. Jako środek pomocniczy wymienia jedynie edukację. Ani słowem nie wspomina o polityce ani o mediach. Najwyraźniej zdaje sobie sprawę z tego, że dla systemu monetarnego pełnią one jedynie rolę służebną (lepszym słowem byłoby „służalczą”). To jednoznacznie mówi o potędze, z jaką system monetarny wpływa na to, jacy jesteśmy i jak wygląda świat, w którym żyjemy. Wszelkie dotychczasowe próby tworzenia „nowego człowieka” i nowego społeczeństwa zawsze kończyły się tyranią. Cierpieniem i śmiercią milionów ludzi. Hörmann odchodzi od tego schematu. Chce nas zmienić nie siłą, ale poprzez przymus okoliczności, tak, jak pogoda zmusza nas do włożenia ciepłego ubrania.

Hörmann nie chce, aby porównywać jego propozycję systemu monetarnego z jakąkolwiek ideologią. Ale marksistowskie „każdy według swoich zdolności, każdemu według jego potrzeb”, samo ciśnie się tu na usta. Czy zdanie to opisuje system Hörmanna? Moim zdaniem tak, ale nie do końca i nie w znaczeniu marksistowskim. Hörmann nie przewiduje „powtórki z rozrywki” i uszczęśliwienia nas jakąś nową, poprawioną wersją marksizmu. Jego projekt, mimo pozornych podobieństw, nie ma nic wspólnego z marksizmem! Prędzej powiedzieć można, że ma on pewne cechy anarchizmu, ale jedynie anarchizmu społecznego. Można w pełni zrozumieć niechęć autora do porównań. Jedyne, co w kontekście ideologicznym można o tym projekcie powiedzieć, to to, że jest prospołeczny. Dawniej oznaczało to – lewicowy. Dzisiaj „prospołeczny” podpada pod kategorię „populistyczny” lub w najlepszym wypadku – „lewacki”. Jego projekt po prostu nie pasuje do żadnej ze znanych ideologii. Wszelkie podobieństwa są jedynie pozorne. Wszystkie dotychczasowe ideologie, wbrew pozorom także marksizm, zakładały, że zmiany społeczne i polityczne pociągną za sobą zmiany ekonomiczne. Można by powiedzieć, że u Hörmanna jest odwrotnie, ale nie do końca. Przede wszystkim jednak, żadna ideologia nie zakładała zmiany systemu monetarnego. Po prostu dlatego, że żaden z ich twórców (z Marksem na czele) kompletnie nie rozumieli jego znaczenia. Jest jeden wyjątek, o którym postaram się niedługo napisać, ale wyjątek ten także trudno jest nazwać ideologią. Tak samo jak projekt Hörmanna nie bardzo podpada pod kategorię ideologii.

Musimy także uwzględnić fakt, że wszystkie dotychczasowe ideologie powstały w okresie walki o ograniczone dobra. Jak już wspomniałem na początku, to, o co musieli walczyć nasi przodkowie, jesteśmy dziś w stanie sobie zapewnić. Na przeszkodzie stoją nam nie względy techniczne, ale ekonomiczne, polityczne i właśnie ideologiczne, które wynikają z takiej, a nie innej konstrukcji systemu monetarnego. Systemu, który sztucznie, dla zapewnienia zysków klasy jego beneficjentów, stwarza konieczność walki o te dobra. Sztucznie sprawia wrażenie ich ograniczoności lub sztucznie je ogranicza.

Proszę też zauważyć, że po wprowadzeniu systemu Hörmanna należałoby wyrzucić na śmietnik wszystkie obecne podręczniki ekonomii! Także wszystkie obecne reguły gospodarowania straciłyby rację bytu!

Oczywiście, świat, w którym wprowadzono by system Hörmanna wyglądałby zupełnie inaczej niż obecny!! Inaczej wyglądałoby nasze życie, nasz światopogląd, nasz system wartości, nasze priorytety i cele życiowe, którymi kierowalibyśmy się. Z pewnością nastawieni bylibyśmy bardziej na „być” niż na „mieć”. Moim zdaniem system, który proponuje nam Hörmann, stworzyłby społeczeństwo podobne do społeczeństwa nieznającego pieniędzy, o którym już wspominałem. Rozumiem, że trudno jest nam wyobrazić sobie ten świat i nasze życie w nim. Ogłupieni przez obecny system, nie chcemy i nie potrafimy odejść od konsumpcyjnego modelu życia, jaki prowadzimy obecnie. Modelu, który wbija nam do głów, że celem naszego życie jest kupno coraz to nowego badziewia. Że da nam to szczęście. Czy daje? Coraz większa ilość chorób psychicznych jest odpowiedzą na to pytanie.

 

Szatański pomysł

Wspominałem już o demonetyzacji. Wspominałem także, że dąży się do niej z takim uporem także po to, żeby móc ujemnie oprocentować nasze oszczędności. Gotówka byłaby wtedy ucieczką w wyższe, bo zerowe oprocentowanie.

Widać sporo głów na świecie głowi się nad tym problemem. Dwóm głowom z Międzynarodowego Funduszu Walutowego, sam diabeł musiał podsunąć pomysł na to, jak wprowadzić ujemne oprocentowanie bez likwidacji gotówki. Pomysł jest w istocie iście szatański. Polega na potraktowaniu gotówki, jako osobnego, niejako „równoległego” pieniądza do pieniądza elektronicznego. Pomiędzy obydwoma rodzajami pieniądza byłby określony kurs wymiany, równy aktualnemu oprocentowaniu. Załóżmy, że wynosi ono -3% (minus 3%). Gdy zechcemy wpłacić na nasze konto w banku 100 zł w gotówce, to odjęty zostanie kurs wymiany w wysokości owych 3%, czyli na konto wpłynie 97 zł. Sklepy także musiałyby przy płaceniu gotówką dokonywać identycznych przeliczeń i za towar, za który bezgotówkowo zapłacilibyśmy 100 zł, zapłacimy gotówką 103 zł. Wszystko to odebrałoby gotówce status bezpiecznej przystani, zabezpieczonej przed ujemnym oprocentowaniem.

Podobnie jak ja, autorzy propozycji spodziewają się po tej operacji nakręcenia koniunktury poprzez wzrost konsumpcji. Widocznie dopiero teraz dotarli do mojego wpisu z przed prawie dwóch lat ha, ha!!

Na szczęście autorzy przyznają, że propozycja ta wymaga sporych zmian prawnych, także w międzynarodowym prawie finansowym. Nie musimy się zatem obawiać, że zostanie wprowadzona w najbliższym czasie. Jednakże ogólnie, zmiany są mniejsze i technicznie łatwiejsze do przeprowadzenia niż w wypadku likwidacji gotówki. Poza tym koszty realizacji byłyby relatywnie niewielkie. To jest plusem tego pomysłu. Gdy instytucje kierujące systemem monetarnym i ludzie, którzy za nimi stoją, zostaną przyparci do muru, na przykład przez kolejny kryzys, gdy znów potrzebne będą pieniądze dla ratowania banków, to pomysł ten może być względnie szybko wprowadzony w życie. Politycy i parlamenty dostaną kopa w odpowiednią część ciała i szybko uchwalą to, co im się podyktuje.

Pomysł ten jest na razie niejako prywatną propozycją pracowników MFW. Pojawił się na blogu funduszu, nie na jego oficjalnych stronach. Ale blog ten wykorzystywany jest do wypuszczania „balonów próbnych”, więc w każdej chwili pomysł ten uzyskać może status oficjalnego stanowiska MFW. Musi jedynie uzyskać aprobatę odpowiednich środowisk. A taka aprobata jest wysoce prawdopodobna. W odróżnieniu od likwidacji gotówki, właściwie nic się nie zmienia. Nawet babcia, która przy drodze sprzedaje zebrane w lesie grzyby i jagody będzie mogła dalej to robić – nie będzie potrzebowała całej infrastruktury do operacji bezgotówkowych.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że wysiłek umysłowy całej masy ludzi, nie idzie w kierunku analizowania przyczyn nieszczęścia i zmiany istniejącego systemu monetarnego, ale w kierunku szukania sposobów do jak najefektywniejszego ograbiania społeczeństw.