Giełda

Wróćmy jednak do przełomu lat 70. i 80.. Pamiętamy, że na przełomie lat 60. i 70. panowała stagflacja, i że wyprodukowane wyroby nie znajdowały wystarczającej ilości nabywców, mimo że dysponowali oni coraz większą ilością pieniędzy – po prostu rynek powoli się nasycał. Z tego powodu malała także stopa zysku. Nie trzeba być geniuszem, aby zauważyć, że w takiej sytuacji wprowadzane na początku lat 80. neoliberalne „reformy” poprawiły wyłącznie sytuację producentów. Stopa zysku zaczęła rosnąć. Nie osiągnęła wprawdzie poziomu ze „złotego” okresu lat powojennych, ale zatrzymana została jej tendencja spadkowa. Każdy bez trudu poda także przyczynę tego faktu – po prostu zwiększył się wyzysk pracowników! Nie została jednak rozwiązana, a nawet zaostrzyła się, inna systemowa cecha kapitalizmu – nadprodukcja towarów. Tworzenie ogromnych mocy produkcyjnych, które z powodu nierówności społecznych przerastają możliwości nabywcze konsumentów, jest faktycznie systemową cechą i wadą kapitalizmu.

Inne cechą „reaganomics” był także gwałtowny wzrost długu publicznego Stanów Zjednoczonych link1 lub link2. Łatwo domyślimy się pierwszej przyczyny tej sytuacji – obniżka podatków spowodowała spadek dochodów rządu i trzeba ją było skompensować przez wzrost zadłużenia. Jak jednak wspomniałem, rząd przeprowadził też wiele cięć socjalnych, odszedł także od keynsowskiej recepty na wzrost gospodarczy poprzez inwestycje rządowe – w tej sytuacji wydatki rządu powinny być mniejsze, dlaczego zatem rosły? Otóż w jednym punkcie nie zrezygnowano z metod Keynsa – a mianowicie w wydatkach na zbrojenia. Wręcz przeciwnie nastąpił ich gwałtowny wzrost! Odmienność funkcjonowania systemów gospodarczych, rząd amerykański postanowił wykorzystać do walki z ZSRR. „Zazbroić komunistów na śmierć” – to była ideologia, która zamieniła gospodarkę w pole walki ideologicznej. Do dzisiaj pamięta się o reaganowskich „gwiezdnych wojnach”. W przeciwieństwie do ZSRR, wydatki na zbrojenia wywierały w USA, w dużej mierze pozytywny efekt na gospodarkę. Nie była to, jak w bloku sowieckim, głównie produkcja czołgów i innych względnie prymitywnych narzędzi do zabijania, ale coraz bardziej wyrafinowana technika, wymagająca badań naukowych i nowych systemów wytwarzania, która wcześniej czy później trafiała także do gospodarki cywilnej i powiększała coraz już wyraźniejszą przepaść techniczną, naukową i cywilizacyjną (jeśli przy zbrojeniach w ogóle można mówić o cywilizacji) pomiędzy rywalizującymi potęgami.

Jeśli ktoś uważnie czyta ten tekst, może sobie w tym miejscu zadać pytanie: jaki te wszystkie zmiany mają związek z ekonomią? Przecież są to wszystko zmiany polityczne? Aby odpowiedzieć na to pytanie, musimy przejść najpierw do drugiego problemu, z którym zmagała się gospodarka od końca lat 70. A mianowicie do braku inwestycji dla kapitału. Przypomnijmy sobie jeszcze raz przyczynę tej sytuacji: drastyczne obniżki podatków dla zamożnych warstw społeczeństwa, napełniały ich konta bankowe poszukującym inwestycji kapitałem. Dodatkowo, wraz ze wzrostem cen ropy, napływał z zagranicy szeroki strumień petrodolarów. Z drugiej strony, w dużej mierze nasycony już rynek towarowy nie potrzebował takiej ilości nowych produktów, która wymagałyby nowych inwestycji, zdolnych do wygenerowania zysków dla zainwestowanego kapitału. Rosnące bezrobocie i ubóstwo niższych warstw społeczeństwa tylko pogłębiały ten problem, gdyż coraz bardziej kurczyła się także liczba potencjalnych klientów. Powoli będziemy się teraz zbliżać do kluczowych zmian w gospodarce światowej, które doprowadziły do obecnego kryzysu. Pierwszy raz użyję także słowa, które w tym tekście chyba jeszcze ani razu nie padło, a które słyszymy teraz wiele razy dziennie. Tym słowem jest

Giełda

Gdy spojrzymy na indeksy głównych giełd światowych USA, Niemiec i Japonii od razu zrozumiemy, co się wtedy stało. Od początku lat 80. nastąpił coraz gwałtowniejszy wzrost kursów akcji. Miliardy dolarów, funtów, marek, jenów i innych walut, które po neoliberalnych reformach podatkowych nie mogły znaleźć inwestycji w sektorze gospodarczym, przeniosły się do sektora finansowego. Proces ten uzyskał nawet swoją nazwę: „Financialisation of Capitalism“ – finansjeryzacja kapitalizmu. Wyjaśnijmy sobie najpierw jak funkcjonowała gospodarka przed tym okresem. Dzisiaj wydaje się to dziwne, ale banki żyły wtedy głównie z udzielania kredytów dla przedsiębiorstw i osób prywatnych, a giełdy były nudnym miejscem, gdzie właściwie niewiele się działo. Ceny akcji określano na podstawie wysokości wypłacanych dywidend i pozycji firmy na rynku i nikomu nie przyszłoby do głowy, że można zapłacić, chociaż jednego centa za akcje firmy przynoszącej straty. Wszechobecne dziś „wynalazki finansowe”, których nazw przeciętny śmiertelnik nawet nie potrafi powtórzyć (o rozumieniu już nie wspomnę), były jeszcze nieznane, lub od czasów Wielkiego Kryzysu popadły w zapomnienie.

I właśnie w przekierowaniu tej żądnej inwestycji masy kapitału w kierunku spekulacji giełdowych leży istota neoliberalnych zmian. Masowe prywatyzacje dostarczyły niezbędnych nowych obiektów inwestycji.

Zmienił się także sposób myślenia przy inwestowaniu w akcje i inne papiery wartościowe. Dywidendy wypłacane przez firmy stały się sprawą drugorzędną. Ważna stała się przewidywana cena akcji w przyszłości. Z powodu coraz większych ilości pieniędzy, które szukały jakiś możliwości inwestycji, łatwo było przewidzieć, że ceny te będą rosnąć. Widzimy zatem, że wszystkie indeksy giełdowe i to, co się na giełdach dzieje, nie ma żadnego racjonalnego powiązania z realną gospodarką! Naprawdę można to wszystko porównać do kasyna!

Gdy zrobił się ruch na giełdach nie trzeba było długo czekać na pierwszy kryzys. Wybuchł on w „czarny poniedziałek” 19 października 1987 roku. Był to pierwszy krach na giełdzie od czasu Wielkiego Kryzysu. W ciągu jednego dnia sławetny indeks giełdowy Dow Jones spadł o 22,6 punktów i pociągnął za sobą inne indeksy na całym świecie. Ten pierwszy krach zakończył się jednak względnie szybko i już po 15 miesiącach Dow Jones osiągnął poziom przed krachem.

Dużo bardziej bolesny był kryzys amerykańskich kas oszczędnościowych (Savings and Loan Crisis). Od czasu Wielkiego Kryzysu podlegały one bardzo rygorystycznym przepisom regulującym ich działalność. Określały one nawet maksymalne oprocentowanie wkładów! Gdy w połowie lat 70. wzrosła inflacja, kasy zaczęły masowo tracić klientów na rzecz banków, oferujących wyższe oprocentowanie. Klientów nie zatrzymała nawet 100% gwarancja dla wkładów. Dodatkowym obciążeniem dla kas były nisko oprocentowane kredyty hipoteczne. W 1981 roku, w momencie dojścia do władzy Reagana, 3300 kas oszczędnościowych spośród 3800 przynosiło straty. Nowy rząd postanowił ulżyć niedoli kas i w przekonaniu, że niewidzialna ręka rynku wszystko sama załatwi, uwolnił je z większości przepisów krępujących ich działalność. Początkowo wszystko przebiegało pomyślnie. Kasy rozwijały się w błyskawicznym tempie. Jednak brak doświadczenia w połączeniu z gwarancjami państwowymi, zachęcały do nadmiernego ryzyka. Gdy inflacja zaczęła maleć, a ceny nieruchomości spadać, okazało się, że większość kas stoi na krawędzi bankructwa. Dodatkowo okazało się, podobnie jak w obecnym kryzysie, że wielu szefów kas prowadziło przestępcze interesy. Znów do akcji musiał wkroczyć rząd. Drobni ciułacze, chronieni gwarancjami państwowymi, nie ponieśli wprawdzie większych strat, jednak zanim kryzys został opanowany minęło ponad siedem lat, a podatnicy musieli aż do 1999 roku pokrywać ponad 124 miliardy dolarów strat.

Ale największa tragedia rozegrała się w Japonii. Przypominamy sobie, że od początku lat 80. zaczął rosnąć amerykański deficyt budżetowy. W połączeniu z restrykcyjną polityką pieniężną i rosnącym oprocentowaniem w USA, spowodowało to wzrost zapotrzebowania na dolara i w konsekwencji także wzrost jego kursu. Aby temu przeciwdziałać, i złagodzić w ten sposób skutki amerykańskiego deficytu handlowego, we wrześniu 1985 roku, pięć największych ówczesnych potęg gospodarczych – USA, Niemcy, Japonia, Francja i Anglia – uzgodniły konieczność obniżenia kursu dolara. Jego kurs spadł w ciągu dwóch lat o 50%. Najbardziej umocniła się niemiecka marka i japoński jen – waluty głównych ówczesnych eksporterów. Inaczej jednak wyglądał bilans handlowy USA z tymi krajami. O ile zrównoważył się on w handlu z Niemcami, to przedsiębiorcy japońscy zareagowali na wzrost kursu jena obniżką cen swoich towarów, która w połączeniu z recesją panującą wtedy w Japonii i zmniejszeniem japońskiego importu, spowodowała nawet wzrost amerykańskiego deficytu handlowego. Musimy przypomnieć sobie rolę Japonii w ówczesnej gospodarce światowej. Można ją mniej więcej porównać z dzisiejszą rolą Chin. Japonia była wtedy „fabryką świata”. Wzrost kursu jena spowodował także szybki wzrost popytu na japońskie akcje i nieruchomości. Japończycy, i w niewielkim stopniu także międzynarodowi spekulanci, chcieli korzystać ze wzrostu kursu jena i kupowali wszystko, co było wyrażone w tej walucie. Po dwóch latach spadku, rządy „wielkiej piątki” doszły do wniosku, że należy teraz ustabilizować kurs dolara i w lutym 1987 roku podpisały takie porozumienie. Nie zatrzymało to jednak szaleńczej japońskiej spirali spekulacyjnej. W jej szczytowym okresie doszło do takich absurdów, że wartość terenu, na którym leży park cesarski w Tokio była wyższa niż wartość gruntów w całej Kalifornii! Wartość byle parkingu przed japońskim supermarketem przewyższała ceny wszystkich gruntów niejednego państwa średniej wielkości! Przedsiębiorcy japońscy, aby złagodzić wzrost kosztów produkcji, zaczęli przenosić ją głównie do krajów południowo-wschodniej Azji, a dodatkowo masowo kupowali amerykańskie nieruchomości i firmy. Ale sytuacja stała się naprawdę niebezpieczna, gdy banki zaczęły masowo udzielać kredytów pod zastaw tak wycenionych nieruchomości. Zabawa skończyła się w roku 1990. Ceny nieruchomości i akcji spadły błyskawicznie średnio o ¾ ich wartości. Tylko dzięki akcji rządu, która nie miała sobie równych w gospodarczej historii świata, uratowano japoński system bankowy i gospodarkę. Jednak Japonia wpadła w inną spiralę, z której nie wydostała się do dzisiaj – w spiralę deflacyjną. Ale to już zupełnie inna historia.

Dalej ->