Internet jako pole walki

W kwietniu 2016 roku pisałem już trochę o Internecie. Przyszłość tego medium i jego wpływ na nasze życie przedstawiłem w dość czarnych barwach. Wydarzenia ostatnich miesięcy pokazały, że byłem optymistą!

3 grudnia 2016 roku w „Magazin” – dodatku do szwajcarskiej gazety „Tagesanzeiger” ukazał się artykuł, który mi to uświadomił. Artykuł jest dość długi, ale przeczytałem go jednym tchem. Jak powieść sensacyjną. Lekturze nie towarzyszył jednak typowy dreszczyk emocji. Dominowało inne uczucie. Strach. Zimny, paraliżujący strach!!!

Ale przejdźmy do rzeczy. Głównym bohaterem tej historii jest Polak – Michał Kosiński, a dokładnie Doktor Michał Kosiński. Doktor psychologii, obecnie profesor Stanford Graduate School of Business. Nie byle jaka uczelnia, bo i nie byle jaki naukowiec! Kosiński jest jednym z najlepszych w chwili obecnej specjalistów od psychometrii. Jego nazwisko wydało mi się znajome, sprawdziłem w moim archiwum i faktycznie zetknąłem się już z nim parę lat temu, przy okazji lektury na temat jego badań, które prowadził w Anglii, na uniwersytecie w Cambridge. Całość w formie pliku pdf jest dostępna tutaj. Szczerze mówiąc, mimo tego, że już wtedy było o tej pracy dość głośno, nie bardzo mnie to wtedy zainteresowało. Nie dostrzegłem co się za tym kryje!

Psychometria, jak sama nazwa sugeruje, jest próbą zmierzenia ludzkiej osobowości. Jeszcze w latach 80. odkryto, że każdą cechę charakteru można opisać przy pomocy pięciu elementów – tak zwanej wielkiej piątki – neurotyczności, ekstrawersji, otwartości na doświadczenie, ugodowości i sumienności. Od pierwszych liter angielskich określeń nazywa się ją czasem metodą OCEAN (Openness, Conscientiousness, Extraversion, Agreeableness i Neuroticism). Na podstawie tych kryteriów można dokładnie określić z jakim typem człowieka mamy do czynienia, jakie są jego potrzeby i obawy a także możemy przewidzieć jego zachowanie. Problemem było jednak zawsze zdobycie potrzebnych danych. Należało wypełniać skomplikowane kwestionariusze a później pracowicie je analizować. Przełom nastąpił po upowszechnieniu się komputerów. A zwłaszcza, gdy po powstaniu Internetu, los połączył dwa „elementy” Facebooka i Kosińskiego. Po studiach w Polsce, Kosiński kontynuował naukę na uniwersytecie w Cambridge, w Cavendish Laboratory – pierwszym na świecie ośrodku psychometrii. Kosiński wraz ze współpracownikami opracował programik o nazwie MyPersonality, który udostępnił na (wtedy jeszcze nie tak rozpowszechnionym) Facebooku. Był to właśnie kwestionariusz OCEAN. Autorzy nie spodziewali się co z tego wyniknie. Liczyli się z niewielką liczbą chętnych, może kilkudziesięcioma. Wszystko wymknęło się z pod kontroli! Danych było coraz więcej. Miliony ludzi chciało się dowiedzieć czegoś o sobie i wypełniało kwestionariusz. Zupełnie niespodziewanie, naukowcy byli w posiadaniu największego w historii banku danych dotyczących psychologii! Do tego doszły jeszcze dane, które ludzie ci (nieświadomie) zostawiali korzystając z Facebooka, głównie sławetne „lajki”. Naukowcy kojarzyli te dane, z danymi z kwestionariuszy i już w roku 2012 byli w stanie na podstawie jedynie 68 „lajków” z 95% prawdopodobieństwem określić kolor skóry każdej osoby, jej orientacje seksualną i polityczną. Dodatkowo mogli także określić wyznanie, poziom inteligencji, czy jest to alkoholik, narkoman czy palacz papierosów. Więcej, potrafili także z dużym prawdopodobieństwem odpowiedzieć nawet na tak intymne pytanie, czy rodzice takiej osoby byli ze sobą do ukończenia przez nią 21 roku życia! Jak opętani pracowali dalej i doskonalili metody badań. Dodatkowych danych dostarczał rozwój Internetu i popularyzacja Facebooka. Wkrótce na podstawie tylko 10 „lajków” byli w stanie więcej powiedzieć o każdym człowieku niż jego kolega z pracy. 70 „lajków” stawiało ich na równi z wiedzą bliskiego przyjaciela, 150 z rodzicami, 300 ze współmałżonkiem. Przy większej ilości mogli powiedzieć więcej, niż dana osoba wie o sobie!!

Dzień po publikacji wyników badań, Kosiński odebrał dwa telefony. Jeden z groźbą procesu sądowego, drugi z ofertą pracy. Oba od Facebooka.

Facebook pod wpływem badań Kosińskiego, oddzielił dane publiczne użytkowników, od danych prywatnych. Dla firm zajmujących się zbieraniem danych osobowych, nie jest to jednak żadna przeszkoda. Wiele aplikacji wymaga dostępu do prywatnych danych użytkowników. Najczęściej bez wyjaśnienia po co!

Wraz z rozwojem techniki, Kosiński odkrywa także dodatkowe źródło danych – smartfona. Równocześnie zaczyna dostrzegać niebezpieczeństwo, jakie niosą jego badania. Zaczyna rozumieć, że dla niego jest to narzędzie do poznania człowieka, dla innych może to być narzędzie do jego manipulacji i sterowania. Może być nawet zagrożeniem dla życia! Do swoich publikacji dodaje ostrzeżenia o tym. Nie spotykają się one z odzewem. Wygląda na to, że nikt nie zrozumiał ich znaczenia. A może jednak było inaczej?

W 2014 roku kontakt z Kosińskim nawiązuje niejaki Aleksandr Kogan. Także profesor Cambridge. Przedstawia się on jako pośrednik pewnej firmy, która proponuje Kosińskiemu zlecenie na „pomiary psychometryczne” 10 milionów Amerykanów. Co to za firma i po co jej to, jest tajemnicą. Chodzi o bardzo dużą sumę, ale Kosiński chce znać szczegóły. W końcu dowiaduje się o jaką firmę chodzi: SCL – Strategic Communications Laboratories. Nic mu ta nazwa nie mówi. Zaczyna szukać w Internecie. Już na stronie początkowej firmy trafia na zdanie: „A global election management agency, skilled in applying behavioural modeling and microtargeting solutions to political campaigns.” – ogólnoświatowa agencja zarządzania wyborami, wyspecjalizowana w wykorzystaniu metod modelowania zachowań na skalę pojedynczych osób, do celów kampanii politycznych (tłumaczenie moje). Zaczyna szukać dalej i cała sprawa zaczyna mu się wydawać coraz bardziej podejrzana. W końcu odkrywa, że Kogan w tajemnicy otworzył firmę, która współpracuje z SCL i zapoznała ich z metodą Kosińskiego. Uświadomił im także możliwości wykorzystania tej metody do wpływania na wyniki wyborów. Kosiński informuje kierownictwo swego instytutu. Ten nie chce mieć z całą sprawą nic wspólnego. Dalej jest jak w powieści sensacyjnej: Kogan nagle wyjeżdża do Singapuru, żeni się tam i zmienia nazwisko. Teraz nazywa się Dr. Spectre. Kosiński wyjeżdża do Stanford.

W 2015 roku jeden z odłamów zwolenników wyjścia Anglii z Unii Europejskiej ujawnia, że zlecił pewnej firmie zajmującej się marketingiem politycznym, wsparcie swojej kampanii przy użyciu między innymi metody OCEAN. Firma nazywa się Cambridge Analytica. Swoją drogą, właścicielem tej firmy jest właśnie SLC. Dla Kosińskiego zaczyna się trudny okres. Znajomi kojarzą słowa „Cambridge”, „metoda OCEAN”, „microtargeting” z Kosińskim i bombardują go zarzutami. Cały czas musi tłumaczyć, że nie ma z tym nic wspólnego. Zaczyna też docierać do niego, że właśnie otwarta została puszka Pandory. Jego metoda została wykorzystana do sterowania wyborcami!

Ale to dopiero początek. Jest 19 września 2016 roku. W nowojorskim Grand Hyatt Hotel odbywa się konferencja Concordia Summit – organizacji zajmującej się propagowaniem na całym świecie tak zwanego „public-private partnerships” – przejmowania przez firmy prywatne zadań, które normalnie należą do kompetencji państwa lub władz lokalnych. Na takich konferencjach spotykają się decydenci z całego świata. Decydenci z „najwyższej półki”. Jednym z prelegentów jest Mr. Alexander Nix, CEO Cambridge Analytica. Zwróciliście Państwo uwagę na nazwiska? Dr. Spectre, Mr. Nix… Brakuje jedynie „my name is Bond, James Bond”! W niepasującym do Nowego Jorku, oxfordzkim British English, objaśnia on publiczności, czym zajmuje się jego firma i jak pomogła będącemu na pozycji outsidera senatorowi Tedowi Cruz w jego wyścigu do Białego Domu. W ostatnim zdaniu zdradza on, że jeden z dwóch (Cruz odpadł już z wyścigu) końcowych przeciwników, używa tej technologii w swojej kampanii. Wielu z obecnych na sali wie już, albo przynajmniej domyśla się, że firma ma nowego zleceniodawcę. Jego nazwisko – Donald Trump.

Na pewno wielu czytelników zadaje sobie teraz pytanie: co ma piernik do wiatraka? Co, poza zaspokojeniem ciekawości, daje nam wiedza o najbardziej intymnych szczegółach osobowości pojedynczych ludzi? Co to ma wspólnego z wyborami i decyzjami na kogo głosować? Wyjaśnijmy sobie to trochę. Każdy z nas zetknął się już na pewno z częścią techniki, jaka się za tym kryje. Wystarczy odwiedzić jakiś sklep internetowy np. z butami, zegarkami czy innym badziewiem. Na pewno przez jakiś czas będziemy później bombardowani tym, co tam oglądaliśmy! To na razie bardzo prymitywna metoda, przy której niepotrzebna jest gruntowna wiedza o nas. Trzeba też sobie uświadomić fakt, że dotychczasowe formy wszelkich kampanii, są bronią masowego rażenia. Odbywają się one poprzez masowe media – prasę, radio, telewizję. Bombardowani nią są wszyscy. Gdy posiadamy bank danych z profilami psychologicznymi milionów ludzi, oraz inną wiedzą o nich, jesteśmy w stanie na początku wyeliminować dwie, niepotrzebne nam, grupy – tych którzy na pewno będą głosować za i tych, którzy na pewno będą głosować przeciw. Możemy skupić się jedynie na niezdecydowanych. Oni są zawsze najważniejsi! Nasz bank danych pozwoli nam dodatkowo wziąć na cel poszczególne osoby (microtargeting). Metoda ta jest zatem snajperem. Jeżeli wiemy, że pan X stracił pracę, w takiej czy innej formie będzie mu podsuwana informacja, że nasz klient chce ściągnąć z powrotem do kraju „wyeksportowane” miejsca pracy. Jeśli pani Y boi się, że zostanie zastąpiona przez nielegalną imigrantkę – dowie się, że klient chce nielegalnych imigrantów wyrzucić z kraju, a na granicy wybudować mur. Rodzice, obawiający się o życie syna, będącego na misji w Afganistanie, dowiedzą się, że chce zakończyć zagraniczne interwencje. Chrześcijańscy fundamentaliści dowiedzą się, że muzułmanie nie będą wpuszczani do kraju. A maniak seksualny usłyszy jak nasz klient chwali się, że obmacuje kobity… Do każdego dotrze jedynie to, co chciałby usłyszeć. Ale najperfidniejsza w tym wszystkim jest forma, w jakiej się to odbywa! JAK zostanie mu to przekazane! Nie wygląda to tak, jak przy dręczących nas reklamach. Mr. Nix przedstawił to w swojej prezentacji na przykładzie plaży. Z czym nam się ona kojarzy? Z wypoczynkiem, kąpiącymi się ludźmi, rozkrzyczaną dzieciarnią… Ale jeśli będzie się nam podsuwać zdjęcia pięknej plaży, a na pierwszym planie będzie tablica ostrzegająca przed rekinami, to po paru dniach plaża na pewno nie będzie nam się kojarzyła z dziewczynami w bikini! Przekaz jest podsuwany pośrednio, w sposób zupełnie niezauważalny! Poprzez bodźce niezwiązane bezpośrednio z przekazem. Nie jest odbierany jako propaganda polityczna. Nie jest z nią kojarzony. Właściwie w ogóle nie jest ŚWIADOMIE odbierany!! Działa na naszą podświadomość!!

Każdy sądzi teraz, że potrzebna jest do tego masa ludzi. Nic bardziej błędnego! Wystarczy niezbyt wielka grupa. Resztę załatwią komputery. Szacuje się, że ok. 24% wszystkich wpisów na Twitterze jest generowane automatycznie. Podobnie jest na Facebooku i innych portalach społecznościowych. Istnieją już wyrafinowane programy do generowania wpisów na forach dyskusyjnych, potrafiące reagować na wpisy innych użytkowników. O wielu rzeczach nie mamy żadnej informacji, możemy się jedynie domyślać ich istnienia.

Znamy już wyniki wyborów w USA. Gdy sobie przypomnimy zmasowaną i jednostronną kampanię w światowych mediach, które z jednej strony oczerniały jak mogły Trumpa i wychwalały pod niebiosa Clinton, dziwimy się, jak to w ogóle było możliwe, że wygrał on te wybory? Czyżby to właśnie była odpowiedź? Nikt tego nie wie. Jedno jest pewne. Świat nie jest już taki, jaki był przed tymi wyborami. Coś pękło. Przekroczyliśmy Rubikon. Cambridge Analytica snuje już wizję świata z nowymi rodzajami kampanii politycznych. Podobno nie mogą się opędzić od nowych zleceń. Jestem pewny tego, że mówią prawdę! A to jest dopiero początek. Metoda na pewno będzie się rozwijać, powstaną też nowe. Można śmiało powiedzieć, że specjaliści z dziedziny psychometrii na pewno nie będą bezrobotni i w tej chwili wielu psychologów myśli o przekwalifikowaniu się. Na pewno będą też powstawać jak grzyby po deszczu nowe firmy, będące konkurencją dla Cambridge Analytica. Czy staną się one stałym elementem walki politycznej? Nie mam co do tego wątpliwości! Czy zastąpią spin-doktorów. Na pewno ich uzupełnią. Na razie nikt nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, jakie będą tego efekty. Być może działalność tych, konkurujących ze sobą firm, jakoś się zneutralizuje i ich wpływ na wyniki wyborów będzie znikomy. Na pewno też metoda ta znajdzie zastosowanie także w innych dziedzinach gospodarki, przede wszystkim w reklamie. Pożyjemy, zobaczymy.

Niepokoi mnie natomiast reakcja światowych mediów. Nie można powiedzieć, że przemilczają one to wydarzenie, ale z pewnością nie poświęcają mu tyle uwagi, ile wymaga jego waga. Wyraźnie widać, że starają się wszystko zbagatelizować. Trudno powiedzieć czym jest to spowodowane. Być może niepewnością co do skuteczności tej metody. Kwestionuje ją wielu psychologów. Może przyczyną jest niechęć do dokładniejszego informowania społeczeństw. A może po prostu niewielu odbiorców rozumie znaczenie tego wydarzenia i nie da się skupić na nim ich wystarczająco dużej liczby, aby dało się zarobić na tym? Podejrzewam, że przyczyn jest kilka. Media zdają sobie sprawę, że przy takich metodach ich rola ulegnie marginalizacji. Po prostu boją się o swoją egzystencję. Ale podejrzewam, że raczej nie pozwala im się skupiać na tym uwagi odbiorców. Temat jest zbyt niebezpieczny! Taka metoda może w łatwy sposób zostać zmodyfikowana do sterowania całym społeczeństwem! Można je na przykład, w zależności od aktualnych potrzeb, nastawiać pozytywnie lub negatywnie do mniejszości narodowościowych, rasowych lub religijnych. Można podżegać do wojny. Ale można zrobić rzeczy zupełnie niewyobrażalne! Załóżmy, że ktoś wpadnie na pomysł (na pewno to nastąpi), że osoby stare, przewlekle chore, upośledzone fizycznie lub umysłowo są jedynie ciężarem dla społeczeństwa. Generują jedynie koszty, nie są żadnymi konsumentami, więc należy ich się, w drodze eutanazji, pozbyć. Naziści już to przerabiali, ale nawet oni musieli skapitulować wobec oporu społecznego. Co będzie, jeśli używając takiej metody zacznie się „obrabiać” społeczeństwo? Wobec działania na naszą podświadomość jesteśmy zupełnie bezbronni!!! Nie obroni nas wykształcenie, inteligencja, normy moralne!!! Nie będziemy sobie w ogóle zdawać sprawy z tego, że jesteśmy urabiani jak plastelina!!! Nawet nie dostrzeżemy, że prowadzona jest taka kampania!!! Nie będziemy w stanie się bronić!!! To nie jest czarnowidztwo, ani science-fiction!!! TO JUŻ STAŁO SIĘ REALNE!!!

Powie ktoś, że problemem w dalszym ciągu jest dostęp do danych o nas. Nic z tych rzeczy! Te dane są cały czas zbierane. W USA nie istnieje pojęcie ochrony danych osobowych. Te dane są towarem jak każdy inny. Ale przecież w Europie tak nie jest. Są one chronione! Święta naiwności! Od czego są właśnie negocjowane umowy o „wolnym handlu”! TTIP najprawdopodobniej nie dojdzie do skutku, ale CETA już jest zaklepana. W tych umowach wcale nie chodzi o handel. Ten, jest już od dawna wolny! Chodzi głównie o ujednolicenie regulacji prawnych. Jeśli jakaś amerykańska firma chce handlować danymi Europejczyków, musi jedynie otworzyć filię w Kanadzie, oskarżyć kraj, który jej tego handlu zabrania i żądać miliardowych odszkodowań. Takiej skargi nie będą rozpatrywać normalne sądy, ale PRYWATNE sądy rozjemcze, których nie obowiązuje żadne prawo! Pod taką presją przepisy szybko zostaną zmienione! Podobnie będzie np. z azbestem, który w Europie jest zakazany, jako rakotwórczy, ale w USA nie!

 

W ogóle, w Internecie dzieją się obecnie rzeczy dziwne, a ciekawe. Parę dni temu, nawet dla naszych mediów warta był odnotowania informacja o ataku na routery niemieckiej firmy Deutsche Telekom. Potem okazało się, że atak ten nie był wymierzony w tę firmę, ale w routery na całym świecie. Telekom oberwał niejako rykoszetem, przyczyną były po prostu błędy w oprogramowaniu zarówno wirusa, jak i routerów Telekomu.

W moim wspomnianym na początku wpisie o Internecie, pisałem także o Internecie rzeczy i o lodówce wysyłającej spam. 20 września 2016 roku strona internetowa Briana Krebsa – znanego specjalisty od bezpieczeństwa w sieci – została zaatakowana   przy pomocy DDoS. Skala tego ataku, wielokrotnie przewyższała wszystko to, z czym do tej pory zetknęli się specjaliści. W międzyczasie nastąpiło jeszcze parę innych ataków, na jeszcze większą skalę. Okazało się, że wykorzystano do tego celu setki tysięcy zmanipulowanych urządzeń podłączonych do Internetu – głównie kamer wideo. Oprogramowanie tego typu urządzeń jest prawie zawsze bardzo niskiej jakości i jego manipulacja nie przedstawia dla hakerów najmniejszej trudności. Wszyscy ludzie zajmujący się bezpieczeństwem Internetu, mówią jednogłośnie, że ktoś testuje w chwili obecnej możliwości ataku na całą sieć. Nikt nie jest w stanie powiedzieć, czy jest to tylko jakaś grupa przestępcza, czy państwo. Wygląda na to, że Internet stał się już polem bitwy.

 

Reklamy