Nowy system monetarny

Zastanówmy się teraz,

jak miałby wyglądać ów nowy system monetarny.

Propozycji jest sporo. Jedną z nich jest powrót do pieniądza opartego na złocie – czy to w formie parytetu czy też prawdziwych złotych monet. Zwolennicy tej zmiany kompletnie nie rozumieją mechanizmu przepływu pieniędzy w gospodarce. Uważają oni jedynie, że pieniądz sam w sobie powinien mieć wartość i źródłem zła jest bezwartościowy papierowy pieniądz. Wprowadzenie takiego pieniądza jeszcze szybciej doprowadziłoby do kryzysu, gdyż przy braku możliwości emisji nowych pieniędzy w szybkim tempie doszłoby do koncentracji kapitału i braku pieniędzy w obiegu gospodarczym.

Inną ciekawą propozycją jest tak zwany „Positive Money” – dobry pieniądz, „Sovereign Money” – pieniądz państwowy albo w wersji niemieckiej „Vollgeld” – pełny pieniądz. Jest to międzynarodowa inicjatywa, do której dołączyło się wielu ekspertów i aktywistów na rzecz reformy sytemu monetarnego.

W Szwajcarii powstała już nawet społeczna inicjatywa na rzecz ogólnonarodowej dyskusji, której celem byłaby najpierw edukacja spłeczeństwa i informowanie o korzyściach wynikających z wprowadzenia tego pieniądza. W dalszej perspektywie planowana jest inicjatywa na rzecz referendum, które zadecydowałoby o reformie systemu monetarnego.

Idea Dobrego Pieniądza (Positive Money/Vollgeld) jest nieco zbliżona do idei 100-procentowej rezerwy obowiązkowej i dlatego często jest między nimi mylnie stawiany znak równości. Idea pełnej rezerwy obowiązkowej przewiduje, że banki musiałyby mieć 100-procentowe pokrycie w gotówce lub na koncie w banku centralnym dla swoich zobowiązań wobec klientów (jak pamiętamy na przykład w Polsce jest to obecnie 3,5%, w innych krajach nawet 0%). Byłby to więc w dalszym ciągu system rezerwy obowiązkowej ze wszystkimi tego konsekwencjami i komplikacjami. Dobry Pieniądz natomiast, miałby być emitowany wyłącznie przez nową instytucję (w wersji angielskiej zwaną Money Creation Committee (MCC), a w niemieckiej Monetative), będącą odpowiednikiem banku centralnego. W wypadku gotówki, kont oszczędnościowo-rozliczeniowych (które i dziś muszą mieć pokrycie bądź w gotówce bądź na kontach w banku centralnym) i kont w banku centralnym prawie nic nie uległoby zmianie – wszystkie operacje bezgotówkowe byłyby przeprowadzane wyłącznie przy użyciu nowego pieniądza. Zatem wszystkie te konta miałyby, tak jak dziś, pełne pokrycie w pieniądzu banku centralnego. Nie miałyby go jednak konta oszczędnościowe! Pieniądze na tych kontach byłyby wykorzystywane (jedynie za zgodą właścicieli!) do ich pomnażania poprzez udzielanie kredytów. Przy pełnym ryzyku wlaściciela! Jedynym emitentem takiego pieniądza byłby nowy bank centralny (MCC/Monetative) i tylko on miałby pełną kontrolę nad ilością pieniędzy będących w obiegu. Bank centralny nie pobierałby żadnego procentu od nowo tworzonych pieniędzy, jedynie jednorazową opłatę, która stanowiłaby jego zysk. Pomysłodawcy tego systemu proponują, aby posiadacze obecnych kont oszczędnościowych wykupili za swe oszczędności nowe pieniądze. Jako, że w nowym systemie te oszczędności byłyby bezwartościowe, opłatą byłoby zmniejszenie zadłużenia państwa. Posiadacze dużych majątków spłaciliby w ten sposób długi państwa. Jeśli nie całe, to przynajmniej większość.

Także ten system nie eliminuje w pełni wykładniczego wzrostu dochodów kapitałowych, ale trzeba przyznać, że może go przynajmniej bardzo znacznie ograniczyć.

Jeszcze inna propozycja, która uwzględnia także coś, czym w chwili obecnej praktycznie nikt się nie zajmuje, a mianowicie samą istotę pieniądza, powstała w American Monetary Institute. Jego założyciel – Stephen A. Zarlenga, w swojej książce The Lost Science of Money – o której już wspomniałem, i którą jeszcze raz gorąco polecam – analizuje praktycznie całą światową historię pieniądza. Dochodzi w niej do wniosku, że jeśli pieniądz ma być towarem, musi być w 100% oparty na złocie lub srebrze ze wszystkimi negatywnymi konsekwencjami. Pieniądz jako dług, jest kontrolowany przez banki, nie przez instytucje demokratyczne, nie służy także ogółowi społeczeństwa. Jedynie pieniądz, który jest abstrakcyjnym tworem prawnym, będącym pod kontrolą rządu i społeczeństwa, spełnia swoją funkcję. Proponuje więc, aby pieniądz był tworzony przez rząd na potrzeby społeczeństwa i trafiał do obiegu poprzez zamówienia rządowe na infrastrukturę kraju, oświatę, badania naukowe, opiekę zdrowotną i emerytury. „Normalny” obieg gospodarczy, byłby więc w pewnym sensie obiegiem wtórnym.

Najbardziej radykalną propozycją jest wprowadzenie pieniądza niejako oprocentowanego ujemnie, który wraz z upływem czasu traciłby na wartości. Najbardziej znanym propagatorem takiej formy systemu monetarnego był Silvio Gesell. Nie był on jednakże jego wynalazcą. Taki pieniądz funkcjonował już w starożytności, w Sparcie. Wykonany był z żelaza i szybko rdzewiał, więc każdy starał się go jak najszybciej wydawać. Później, w średniowieczu, był emitowany w niektórych rejonach Europy w formie brakteatów. Były to monety bite z cienkiej blachy. Monety te były co jakiś czas wymieniane, a zamiast płacenia podatku, dostawało się mniejszą ilość nowych. Istniała nawet swoista progresja, przy której biedacy wymieniający niewielkie sumy dostawali taką samą ilość nowych monet. Im wyższa była wymieniana suma, tym mniej wypłacano nowych monet. Na identycznej zasadzie funkcjonował we wczesnym średniowieczu system monetarny w Anglii. Jednak w odróżnieniu od brakteatów, nie były to monety z cienkiej blachy, lecz ze srebra. Wymieniano je, co sześć lat. Za cztery stare monety, dawano trzy nowe. W regionach, gdzie panowały takie systemy monetarne, miały one bardzo pozytywny wpływ na gospodarkę. Panowało duże ożywienie gospodarcze, niska bieda i niskie bezrobocie. Większość najwspanialszych budowli i dzieł sztuki pochodzi właśnie z tego okresu. Mechanizm tego cudu gospodarczego był prosty – każdy starał się jak najszybciej wydawać zarobione brakteaty. Osoby o dużych dochodach robiły to zamawiając dzieła sztuki, budując wystawne rezydencje lub fundując kościoły. Tworzyło to dużą ilość miejsc pracy i możliwości zarobku. Gospodarka funkcjonowała tak efektywnie, jak w okresie po drugiej wojnie światowej.

Pieniądz według pomysłu Gesella wprowadził także w 1932 roku w swoim „eksperymencie z Wörgl” Michael Unterguggenberger – burmistrz tego miasta. Eksperyment funkcjonował tak dobrze, że w okresie największego kryzysu gospodarczego, gdy na całym świecie rosła bieda, bezrobocie i recesja, w Wörgl rosło zatrudnienie i panowało ożywienie gospodarcze. Niestety ogólnoświatowy rozgłos i zainteresowanie, spowodował interwencję Banku Austrii, który sądownie doprowadził do zakończenia eksperymentu. Miasto początkowo próbowało się bronić, jednak po groźbie użycia wojska, musiało ulec i we wrześniu 1933 roku zakończyło eksperyment. Tak więc nie dopuszczono do rozszerzenia się zarazy…

W ogóle się o tym nie mówi i mało kto o tym wie, ale niewiele brakowało, a mielibyśmy jeszcze jeden przypadek eksperymentu monetarnego i to na ogromną skalę! Hitler po pierwszej wojnie światowej był bez środków do życia i „dorabiał” sobie szpiegowaniem dla tajnych służb. Zleciły mu one inwigilację małej partii „Deutsche Arbeiterpartei”. Zetknął się przy tej okazji z poglądami niejakiego Gottfrieda Federa, który uważał, że należy upaństwowić wszystkie banki, aby uwolnić społeczeństwo od zniewolenia przez oprocentowanie (Zinsknechtschaft). Hitler stał się gorącym zwolennikiem poglądów Federa, który później, już w ramach NSDAP, szybko awansował na naczelnego ideologa gospodarczego. Do wprowadzenia poglądów Federa w życie, nie dopuścił wspomniany już wcześniej Hjalmar Schacht, który najpierw, jako szef niemieckiego banku centralnego – Reichsbanku, a potem, jako minister gospodarki, opracował sposoby finansowania planów Hitlera (patrz: Mefo-Wechsel) i w ten sposób zdobywał na niego coraz większy wpływ. Hitler odsuwał więc, niepotrzebnego już Federa i jego pomysły, na coraz dalszy plan. Oczywiście nie ma żadnych źródeł na ten temat, ale można być prawie pewnym, że właśnie to te „zasługi” spowodowały uniewinnienie Schachta w procesie norymberskim.

Może alternetywą dla obecnego systemu monetarnego byłaby któraś z kryptowalut? Na przykład tak popularny w tej chwili Bitcoin? Niestety nikt nie jest w stanie odpowiedzieć na takie pytania!

Czy któraś z propozycji reformy systemu monetarnego ma szanse na wprowadzenie w życie? Moim zdaniem nie. Minimalne szanse mogłaby mieć idea Dobrego Pieniądza lub 100-procentowej rezerwy obowiązkowej, ale nawet sami ich autorzy są sceptyczni.

Na pewno można się zgodzić co do tego, że pieniądz musi być emitowany przez państwo i trafiać do obiegu, jako swego rodzaju „obiekt użyteczności publicznej”. Teoretycznie odbywa się to obecnie, ale dotyczy to jedynie banknotów i monet (a faktycznie tylko monet), więc jedynie drobnej części pieniędzy będącej faktycznie w obiegu. Ogromna większość emisji odbywa się jednak poprzez banki prywatne i bez praktycznie żadnej kontroli ze strony państwa. Prawie wszystkie instrumenty, jakimi dysponują banki centralne, są tylko mydleniem oczu. Jak już wiemy wprowadzanie pieniędzy w obieg, jest całkowicie w prywatnych rękach! Argument, że państwo jest nieefektywne, jest totalnym i bezczelnym kłamstwem!! W końcu to państwa, przy pomocy pieniędzy podatników, musiały w czasie wszystkich dotychczasowych kryzysów ratować te rzekomo efektywne prywatne banki, działające zgodnie z „nieomylnymi prawami rynku”!

Trudno też powiedzieć, jak pieniądze mają być wprowadzane do obiegu. Czy tak jak obecnie – jako kredyt, czy na przykład, jak proponuje Zarlenga – poprzez wydatki państwa. Jestem pewny, że propozycja Zarlengi może prawidłowo funkcjonować jedynie przy pełnej kontroli społecznej. Takiej nie ma obecnie w żadnym państwie na świecie! W obecnych realiach społecznych i politycznych, byłoby to zatem otwarciem bramy do niewyobrażalnych wprost nadużyć i korupcji. Wydaje mi się, że dotychczasowa metoda – wprowadzanie w obieg jako kredyt – jest bardzo dobrym rozwiązaniem. Musiałby to jednak być kredyt nieoprocentowany, udzielany przez bank centralny! Pośrednikami byłyby banki państwowe lub prywatne, sprawdzające zdolność kredytową, pobierające jedynie jednorazową prowizję i konkurujące ze sobą właśnie poprzez jej wysokość. Państwo jednak mogłoby bezpośrednio finansować oświatę i naukę, oraz część mediów dających dostęp do informacji. Bezpośrednie finansowanie przez państwo PRAWDZIWYCH badań naukowych w dziedzinie ekonomii, jest bezwzględnie konieczne. Po pierwsze, ta dziedzina nauki obecnie praktycznie nie istnieje, więc należy ją stworzyć prawie od podstaw. Po drugie, musi być ona możliwie niezależna od źródeł finansowania, które ją (jak to jest obecnie) korumpują.

Przede wszystkim jednak nie wiadomo, która z propozycji jest najlepsza. Czy w ogóle będą funkcjonować w praktyce i czy nie doprowadzą do jeszcze większej katastrofy. Istnieją tylko ich powierzchowne analizy i krytyki, które przez oficjalną „naukę” są w najlepszym razie ignorowane. Ta „nauka” jest także kompletnie nieprzygotowana do takiej analizy. Brakuje jej niezbędnych specjalistów, pojęć i danych, ale przede wszystkim jest kompletnie skorumpowana i nie może być traktowana, jako obiektywne i niezależne źródło.

Poza tym autorzy większości tych koncepcji pomijają jeden, moim zdaniem decydujący aspekt: gdyby nawet jakimś cudem, w jakimkolwiek kraju, wprowadzono któryś z pomysłów na nowy system monetarny, jak zareagowałaby reszta świata? Jestem przekonany, że w przeciągu kilku miesięcy, kraj taki zostałby zniszczony gospodarczo lub militarnie! Wszystkie dotychczasowe embarga gospodarcze i polityczne, byłyby niczym, w porównaniu z totalną izolacją takiego kraju! Jego waluta nie byłaby nigdzie akceptowana. Wszystkie zagraniczne firmy i przedstawicielstwa handlowe na terenie tego kraju zostałyby natychmiast zamknięte. Nikt nie sprzedałby mu ropy, gazu, ani żadnych innych surowców. Wstrzymano by dostawy żywności i lekarstw. Nikt nie kupiłby też jakichkolwiek produktów pochodzących z tego państwa. Zamarłby ruch drogowy, powietrzny czy morski. Każdy kraj, który odważyłby się z tej blokady wyłamać, spotkałby podobny los. Wszystko to odbywałoby się przy akompaniamencie totalnej propagandy, która oczywiście nie informowałaby co się w tym kraju naprawdę dzieje, lecz uczyniłaby z niego fikcyjny obiekt zagrożenia dla całego świata. W końcu w jego pobliżu pojawiłyby się amerykańskie lotniskowce…. Żadne państwo świata nie mogłoby długo funkcjonować w takich warunkach. Każdy, najbardziej nawet popularny rząd, czy represyjna dyktatura zostałyby w końcu rozerwane na strzępy! Jedyną szansą na wprowadzenie w życie eksperymentu z nowym systemem monetarnym, byłoby jego wprowadzenie na całym świecie, lub przynajmniej w dużej jego części, na tyle silnej militarnie i ważnej gospodarczo i politycznie, że nie dałoby się jej łatwo odizolować od reszty świata albo zniszczyć.

Jednak naszym największym problemem jest niemożność uwolnienia się od pewnych utartych przez wieki schematów myślowych. Jak kiedyś niewolnik lub chłop pańszczyźniany nie mógł sobie wyobrazić świata bez pana, bata nad głową i podziałów klasowych (do dzisiaj nie pozbyliśmy się takiego myślenia!), tak my nie możemy wyobrazić sobie pieniądza bez oprocentowania. Bezsens takiego przekonania zrozumiemy, gdy porównamy pieniądz do wagonu kolejowego. Pieniądz służy do transportu wartości, wagon do transportu towarów. Jeden i drugi muszą krążyć, gdyż w przeciwnym wypadku zabraknie ich w obiegu – wagony zamiast przewozić towary będą stały na bocznicach, pieniądze zamiast „transportować” wartości, będą leżały w portfelach. Wagon po dotarciu do odbiorcy musi być jak najszybciej rozładowany i zwrócony przewoźnikowi – w przeciwnym wypadku grozi kara (osiowe). A jak jest z pieniądzem? Ten, kto go przetrzymuje jeszcze żąda dodatkowej opłaty! Gdzie sens, a gdzie logika! Jeśli zarobiliśmy jakąś ilość pieniędzy, to mamy prawo do ich posiadania, ale nie mamy prawa do wycofania ich z obiegu i trzymania w naszym portfelu. Dlatego z pozoru sensowny był pomysł Silvio Gesella, że pieniądz powinien tracić z czasem na wartości. Dlaczego z pozoru sensowny? Dlatego, gdyż byłoby to rozwiązanie niesprawiedliwe i niepraktyczne. Zmuszałoby ono posiadaczy pieniędzy do najszybszego ich wydawania. Oszczędzanie stałoby się nieopłacalne! A przecież często jest ono konieczne, chociażby przy zakupie kosztownych dóbr, lub jako zabezpieczenie na starość. Wprawdzie taki pieniądz (jak w rejonach gdzie w obiegu były brakteaty i w eksperymencie z Wörgl) daje gospodarce niesamowitego „kopa”, sądzę jednak, że nie sprawdziłby się na dłuższą metę. Odejście od brakteatów także po jakimś czasie wymusili sami ich użytkownicy. Argument przetrzymywania pieniędzy dotyczy jedynie gotówki – która jest coraz rzadziej używana. Dzisiaj dysponujemy innymi możliwościami technicznymi. Pieniądz elektroniczny coraz bardziej wypiera z obiegu monety i banknoty, wiec nie bardzo można tu mówić o blokowaniu obiegu pieniądza – znajduje się on na kontach banków, które mogą nim obracać. Jestem jednak przeciwnikiem całkowitej rezygnacji z monet i banknotów! Pieniądz całkowicie elektroniczny daje takie możliwości kontroli obywateli, przy których wizje Orwella i Huxleya są bajeczkami dla grzecznych dzieci (właściwie dzięki internetowi, komputerom i telefonom komórkowym już są!). Istnieją już jednak możliwości techniczne wprowadzenia do obiegu takiego pieniądza, który zapewniłby nam z jednej strony anonimowość w płaceniu (gdy będziemy jej potrzebowali), a równocześnie jego wartość malałaby z czasem, jeśli zbyt długo leżałby u nas bezużytecznie, jako gotówka – musielibyśmy ją wpłacić do banku aby tego uniknąć. System taki miałby tę dodatkową zaletę, że wszelkiego rodzaju oszustwa, byłyby wtedy łatwiej wykrywalne, a finansowe operacje czarnorynkowe z dużą ilością gotówki – bardzo utrudnione.

Gdy zapoznawałem się z różnymi propozycjami reform systemu monetarnego uderzył mnie ich jeden wspólny mianownik: prawie wszyscy ich autorzy są idealistami, zakładającymi istnienie idealnego obywatela (podobnie do Homo Oeconomicus w obecnych modelach ekonomicznych). Obywatel ten byłby świadomym współuczestnikiem procesów rządzenia państwem, rozumiejącym zasady jego funkcjonowania i kierującym się wyłącznie dobrem społecznym. Jeśli nie byliby to wszyscy obywatele, to przynajmniej jego elity, sprawujące władzę. Już widzę, jak taki system funkcjonowałby w Polsce, z jej niedouczonym, pasywnym i zdemoralizowanym społeczeństwem oraz jego głupimi, skorumpowanymi „elitami”, dogłębnie przesiąkniętymi hipokryzją i oportunizmem! Nie lepiej jest zresztą w innych krajach.

Tu nasunęła mi się analogia z osobą Adama Smitha. Właściwie nie był on ekonomistą, lecz filozofem moralności i głównie tej dziedziny dotyczyła jego działalność. Ekonomią zajmował się (jak widać po efektach praktycznego stosowania jego teorii) jedynie amatorsko. Wszyscy, którzy powołują się na jego dzieło „An Inquiry into the Nature and Causes of the Wealth of Nations” – Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów, w którym twierdzi, że indywidualne dążenie do bogactwa, jak niewidzialna ręka, prowadzi także do ogólnego dobrobytu, zapominają lub (świadomie?) przemilczają uzupełniające stwierdzenie z jego innej książki: „The Theory of Moral Sentiments” – Teoria uczuć moralnych. Twierdzi on w niej, że wspomniany wcześniej proces, jest tylko wtedy możliwy, gdy wszyscy kierują się Moral Sentiments – zmysłem moralnym. Czymś podobnym do kantowskiego imperatywu kategorycznego. Musiałoby to być zatem społeczeństwo aniołów!

Nowy system monetarny spowodowałby także zmiany społeczne. Nie potrafimy powiedzieć, jakie byłyby to zmiany. Czy byłyby to zmiany na lepsze, czy gorsze.

Nie wiemy także, czy nowy system monetarny nie zahamuje rozwoju gospodarczego i technologicznego, a co za tym idzie – ogólnego dobrobytu. Musimy zdać sobie sprawę z tego, że to głównie obecny system monetarny przyczynił się do tak szybkiego rozwoju gospodarczego i technologicznego. Powszechnie przypisuje się to kapitalizmowi (rozumianemu pod postacią prywatnych środków produkcji). Dostrzegł to nawet Marks! Niektóre akapity jego pism, pełne są peanów na cześć tej cechy kapitalizmu (szok dla marksistów)! Jednakże także Marks kompletnie nie rozumiał, czym jest pieniądz i nie dostrzegł, że kapitalizm jest tylko pochodną systemu monetarnego! Uważał on, że cechą kapitalizmu, odpowiedzialną za szybki postęp techniczny, jest dążenie do maksymalizacji zysku. Oczywiście częściowo tak jest. Jednakże sama chciwość to za mało. Jest to splot wielu czynników, nawet natury religijnej (patrz: Max Weber). I Marks, i reformatorzy systemu monetarnego nie dostrzegają, że głównym motorem napędowym postępu technicznego, jest coraz szybciej rosnące obciążenie odsetkami, będące wynikiem właśnie systemu monetarnego! My sami też tego nie widzimy i nie rozumiemy!!! To ono zmusza nas do coraz dłuższej i coraz wydajniejszej pracy, za coraz niższe wynagrodzenie. To ono każe producentom poszukiwać coraz to wydajniejszych metod produkcji. To ono napędza badania naukowe nad nowymi produktami. To ono wreszcie pobudza umysły psychologów, socjologów i specjalistów od reklamy, do poszukiwania coraz skuteczniejszych metod wmówienia nam, że koniecznie potrzebujemy całego tego śmiecia i natychmiast musimy kupić najnowszy model samochodu, telewizora i „aj”-poda, -pada czy -pedzia.

Jesteśmy także święcie przekonani, że jakakolwiek cywilizacja nie może obejść się bez pieniędzy. Zakrawa na skandal, że prawie nikt nie wie, że Chiny, przez większość swojej liczącej ponad dziesięć tysięcy(!!) lat historii nie znały pieniędzy w znanej nam postaci! Nie istnieje też żadne poważne naukowe opracowanie na ten temat!! Nawet w internecie nie znajdziemy prawie żadnej informacji. To, co Marco Polo opisywał po swoim powrocie do Europy, jako papierowe pieniądze, i co powszechnie uważane jest za pomysł na takie same pieniądze w Europie, wcale pieniędzmi nie było! Były to tylko pokwitowania wydawane przez władców przy „zakupie” od poddanych złota i srebra potrzebnego na opłacenie najemnych żołnierzy. Była to właściwie konfiskata (stąd cudzysłów przy słowie zakup), gdyż każdy poddany pod groźbą kary śmierci był zmuszony do przyjęcia takich pokwitowań. W okresach panowania pewnych dynastii, tymi pokwitowaniami były także monety z brązu z charakterystyczną dziurką. Owszem, pokwitowania te pełniły także rolę pieniędzy i używano ich do rozliczeń, ale w ograniczonym zakresie, głównie w obrębie „wyższych klas”. Co było zatem pieniądzem dla „normalnej” ludności w Chinach? NIC! Obowiązywał powszechnie tak zwany system Fei Lun – latające koło, w którym każdy, każdemu użyczał nieoprocentowanego kredytu w naturze lub w usłudze. Kredyt ten zapisywany był w specjalnych książeczkach, które paliło się po śmierci dłużnika. Ten obyczaj pogrzebowy przetrwał w Chinach do dziś, jedynie błędnie mówi się o paleniu przy ceremonii pogrzebowej papierowych pieniędzy. System ten pozwolił Chińczykom zachować przez wieki dużą niezależność gospodarczą od wszystkich władców i najeźdźców.

Nie wiemy także nic o systemach gospodarczym pradawnych kultur azjatyckich – Indii, Chin i innych państw. Kultur wielokrotnie starszych i bogatszych od naszej, które nie przeżywały takich „zakrętów historii” jak my. Kultur o ogromnym bogactwie duchowym, które pozostawiły po sobie także wiele wspaniałych zabytków materialnych, więc nie były wcale zacofane technicznie. Ich systemy wartości były diametralnie różne od naszego (w dużej części nadal jeszcze są). To jednak nie przeszkodziło im w stworzeniu sprawnie działających państw i wspaniałych dzieł kultury, sztuki i nauki. Jeszcze w dziewiętnastym wieku, poziom życia w Chinach był wyższy niż w Anglii!

Dalej ->