Wpływ na teorie ekonomiczne

Zastanówmy się teraz nad innym aspektem ówczesnej sytuacji, a mianowicie nad jej

wpływem na teorie ekonomiczne.

Teorie Keynsa osiągnęły granice swojej przydatności. Dalsze inwestycje, zarówno prywatne jak i państwowe, nie miały sensu – i tak zaczynało brakować chętnych do kupna wyprodukowanych towarów. Z drugiej strony, na rynku była masa kapitału, z którym – z powodu braku rokujących zyski inwestycji – nie bardzo było co zrobić. Właściwie wszystkie dotychczasowe teorie ekonomiczne, nie dawały odpowiedzi na pytanie co w takiej sytuacji należy robić. Była jednak grupa ekonomistów, która uważała, że wie jak poradzić sobie z tym problemem. Laboratorium do eksperymentów podane jej zostało jak na tacy. Gdy we wrześniu 1973 roku chilijska armia przy pomocy CIA obaliła socjalistyczny rząd prezydenta Chile Salvadora Allende, natychmiast zjawiła się tam grupa wykształconych w USA ekonomistów. „Chicago Boys” (taką nazwą są najczęściej określani) byli chilijskimi ekonomistami, studiującymi na uniwersytecie w Chicago i będącymi gorącymi zwolennikami szkoły Austriaka Friedricha Augusta von Heyka i Amerykanina Miltona Friedmana. Obie te szkoły, później określone wspólnym mianem neoliberalizmu, miały podstawy nie tyle ekonomiczne, ile polityczne. Zakładały one, że największą przeszkodą w rozwoju gospodarczym jest państwo. Jak określił to Duncan Green: „In economic terms, the state is part of the problem, not the solution.” – w ekonomii państwo jest częścią problemu, nie rozwiązaniem. Dlatego też przewidywały one dla państwa wyłącznie rolę w ochronie jednostki, zapewnieniu równych szans, przeciwdziałaniu dyskryminacji i zapewnieniu warunków do funkcjonowania wolnego rynku. Równe szanse i brak dyskryminacji interpretowały jednak dość szczególnie. Widziały je głównie w braku takich „diabelskich” narzędzi jak cła i podatki. Jedynym czynnikiem regulacyjnym miał być niczym nie skrępowany wolny rynek. Jako, że konsumenci nie chcieli więcej konsumować, pieniądze, które dotychczas trafiały do ich kieszeni, nie są im potrzebne i powinny zostać „przekierowane” do producentów, którzy poprzez nowe inwestycje mieli stworzyć nowe miejsca pracy.

Dokładnie według tych zasad zaczęto przeprowadzać reformy w Chile. Nastąpiła fala prywatyzacji i deregulacji. W ręku państwa pozostała praktycznie tylko największa firma wydobywająca miedź – Codelco, upaństwowiona jeszcze przez Salvadora Allende. Resztę gospodarki sprywatyzowano. Sprywatyzowano także system emerytalny, który opierał się do tej pory na modelu niemieckim (podobnym do polskiego ZUS-u). Trzeba przyznać, że reformy te spowodowały szybki wzrost gospodarczy kraju. Milton Friedman określił go jako „Miracle of Chile” – chilijski cud. Wzrósł produkt narodowy, inflacja spadła z 508,1% w 1973 roku do 9,5% w 1981 roku. Cud ten miał jednak swoją cenę w postaci rozwarstwiających się dochodów i rosnącego z 4,7% w 1973 roku do 25% w 1982 roku bezrobocia. Był to zatem cud tylko dla nielicznych.

Innym ważnym (właściwie bodajże najważniejszym!) wydarzeniem, które umożliwiło powstanie nowych mechanizmów w gospodarce i polityce było odejście USA od parytetu złota. W tym miejscu znów musimy wyjaśnić sobie kilka pojęć. W tym celu cofnijmy się znów do roku 1944. Wojna dobiegała już końca, więc państwa zwycięskiej koalicji zaczynały planować, jak ma wyglądać świat po jej zakończeniu. Jednym z elementów tego planu było stworzenie międzynarodowego systemu walutowego. System ten, znany pod nazwą systemu z Bretton Woods (od nazwy miejscowości, gdzie odbyła się w lipcu 1944 roku konferencja) polegał na ustaleniu wspólnej polityki monetarnej wszystkich państw sygnatariuszy. Konieczność tego przewidział jeszcze w czasie wojny John Maynard Keynes. Pomysł na nową walutę przyszedł mu do głowy, gdy zastanawiał się nad tym, jak Hitlerowi udało się tak szybko zlikwidować bezrobocie w Niemczech i uzyskać dostęp do rynków eksportowych, mimo tego, że niemiecka Reichsmarka nie była wymienialna. Dylemat ten rozwiązał Hjalmar Schacht – ówczesny minister gospodarki w rządzie Hitlera (swoją drogą bardzo ciekawa postać, o której pewnie jeszcze wspomnę). Niemcy zawarły dwustronne umowy handlowe z wieloma krajami. Producenci, którzy sprzedawali swoje wyroby do Niemiec, otrzymywali od swojego banku centralnego zapłatę w swojej walucie. Podobnie niemieccy eksporterzy byli opłacani przez bank Rzeszy. Kursy walut były ustalane w drodze umów dwustronnych. Oba banki prowadziły konta rozliczeniowe. Konta te musiały być wyrównane. Możliwe były jedynie krótkotrwałe nadwyżki lub deficyty handlowe. Keynes proponował rozszerzenie tego sposobu na cały świat. Głównym elementem tego planu miał być swego rodzaju światowy bank centralny „Clearing Union”, którego członkami mogłyby być wszystkie kraje. Konto każdego kraju prowadzone by było w jednostce rozliczeniowej o nazwie Bancor. W drodze umów międzynarodowych ustalano by kursy walut właśnie względem tej jednostki rozliczeniowej. Tak więc możliwy byłby handel także pomiędzy krajami, których waluty nie były wymienialne. Niepotrzebne było także złoto, które Keynes uważał za barbarzyński relikt. System zakładał także konieczność wyrównanych sald handlowych (stąd clearing w nazwie). Kraje z deficytami i nadwyżkami handlowymi musiałyby płacić kary. Swoją drogą, gdyby twórcy Euro wiedzieli co robią, przejęliby ten system i uniknięto by dzisiaj kryzysu tej waluty! Jak to jednak w życiu bywa, dla uczestników konferencji propozycja ta była zbyt mądra i zdecydowano się na tak zwany „White-Plan” (nazwa pochodzi nie od koloru, ale od nazwiska pomysłodawcy – Harry White’a), w którym państwa zobowiązały się do zachowania względnie stałych kursów swoich walut w stosunku do dolara amerykańskiego, który stał się w ten sposób „podstawową jednostką miary” w systemie walutowym. Jak z każdą jednostką – musiała zostać w jakiś sposób zdefiniowana jej wielkość. Zrobiono to poprzez ustalenie parytetu złota w wysokości 35 dolarów za uncję złota. Mówiąc inaczej – amerykański bank centralny zobowiązał się do wydania jednej uncji złota (31,104 g) za każde 35 dolarów. W pośredni sposób wrócono więc do standardu złota. Każdy logicznie myślący człowiek, byłby w tym momencie przekonany, że taka też była cena złota na rynku. Nic z tych rzeczy! Cena złota była płynna i ustalana przez „rynek”. Aby było jeszcze śmieszniej – w dolarach!! System ten zaczął „trzeszczeć” już pod koniec lat sześćdziesiątych. Dla wielu nie było to niespodzianką, gdyż sytuację tę przewidział Robert Triffin – tak zwany „Dylemat Triffina”. Z powodu chronicznych deficytów USA w handlu zagranicznym i rosnących kosztów wojny wietnamskiej w szybkim tempie nagromadziły się poza granicami USA zapasy dolarów grubo przekraczające amerykańskie rezerwy złota. Objawem nieufności do dolara było żądanie Francji wypłaty w złocie swojej nadwyżki w handlu z USA. Zmusiło to prezydenta Nixona do wstrzymania w sierpniu 1971 roku wymienialności dolara na złoto. W grudniu 1971 roku w ramach tzw. Smithonian Agreement obniżono parytet dolara w stosunku do złota do 38 dolarów za uncję. Obniżono też kurs dolara w stosunku do innych walut – najwięcej w stosunku do jena. Nie powstrzymało to jednak rozpadu systemu z Bretton Woods. Na początku marca 1973 roku zamknięto giełdy walutowe w wielu krajach Europy. Kilka dni później najpierw Szwajcaria i Wielka Brytania, a później inne kraje oficjalnie przeszły do płynnych kursów wymiany swoich walut. System walutowy z Bretton Woods przestał istnieć. Jedynymi „pamiątkami” po nim, istniejącymi do dziś, są Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Międzynarodowy Bank Odbudowy i Rozwoju – instytucje mające nadzorować ten system, a które kompletnie zawiodły! Najtragiczniejsze jest to, że do dzisiaj nie próbuje się naprawić ówczesnego błędu. Zaraz po konferencji w Bretton Woods Geoffrey Crowther, wydawca renomowanego The Economist, stwierdził proroczo: „Lord Keynes was right … the world will bitterly regret the fact that his arguments were rejected.” – lord Keynes miał rację, świat będzie gorzko żałować, że odrzucono jego argumenty.

Proszę dobrze zapamiętać to wydarzenie! Od tej pory pieniądz przestał być kojarzony z „czymś” wartościowym – w tym wypadku ze złotem. Jego wartość stała się tylko i wyłącznie sprawą zaufania i umowy. Równocześnie rezygnacja ze stałych kursów wymiany umożliwiła (prawie) dowolne manipulowanie jego ilością w obiegu, a co za tym idzie – także jego wartością. Ale do tego jeszcze wrócimy.

Politycznym przełomem na drodze do dominacji neoliberalizmu w światowej gospodarce było objęcie w 1979 roku władzy w Wielkiej Brytanii przez Margaret Thatcher i w 1981 roku w USA przez Ronalda Reagana. Obydwoje zapoczątkowali prawdziwą orgię reform, których celem było uwolnienie gospodarki z gorsetu „utrudnień” narzuconych je przez państwo. Równocześnie w drastyczny sposób ograniczyli prawa robotników i związków zawodowych. Wyjścia ze stagnacji lat siedemdziesiątych upatrywali oni w ulgach podatkowych dla przedsiębiorców i najbogatszych obywateli. Ulgi te były naprawdę drastyczne – w USA najwyższa stawka podatku dochodowego została obniżona z 70 na 28 procent! W uzasadnieniu tego kroku wmawiano obywatelom, że teraz pieniądze te nie będą „marnowane” przez państwo, lecz będą „przeciekać” do mniej zamożnych warstw (Trickle-Down Theory). Wszystko po to, aby zwiększyć stopę zysku przedsiębiorstw. Faktycznie, polityka ta przyniosła w początkowej fazie pewne efekty. Zyski przedsiębiorców wzrosły, jednak nie osiągnęły one poziomu z powojennych lat szybkiego wzrostu gospodarczego. Jeszcze drastyczniejsze reformy wprowadzała w Wielkiej Brytanii „żelazna Dama” – Margaret Thatcher. W odróżnieniu od USA, spora część przemysłu i innych działów brytyjskiej gospodarki np. kolej, telekomunikacja, linie lotnicze była w posiadaniu państwa. Wszystkie te firmy zostały sprywatyzowane. Bezlitośnie zlikwidowano też deficytowe działy gospodarki, które do tej pory były dotowane z kasy państwowej – po części, aby zachować miejsca pracy, częściowo także dla zachowania niezależności gospodarczej (np. górnictwo). Przełomowym momentem w walce ze związkami zawodowymi, broniącymi miejsc pracy i praw pracowników, był strajk górników na przełomie 1984 i 85 roku. Rząd przygotował się do strajku, gromadząc zawczasu zapasy węgla na potrzeby energetyki i przemysłu. Dodatkowo sprytnie przeprowadzona kampania medialna, nastawiła społeczeństwo przeciwko strajkującym. Po wyczerpaniu zasobów kasy strajkowej, związkowcy musieli się poddać. Niechlubną rolę w tłumieniu strajku górników odegrał rząd komunistycznej Polski, ochoczo dostarczając w czasie strajku węgiel do Wielkiej Brytanii. Nie pomogły dramatyczne apele angielskich związkowców, którzy naiwnie sądzili, że komunistyczny „rząd robotników” wesprze ich w walce! Sam miałem w ręce taki apel. Wysyłali je na ślepo do wielu polskich zakładów pracy. Ktoś z moich znajomych przyniósł mi go do przetłumaczenia, bo w jego firmie nikt nie znał angielskiego. Wstyd powiedzieć, ale myślałem wtedy – jak im się zachciewa komunizmu, to mogą się z nami zamienić. Tak samo myśleli wtedy wszyscy moi znajomi. Cóż, byt określa świadomość…

Jeszcze brutalniej rozprawił się po drugiej stronie Atlantyku Ronald Reagan ze strajkującymi kontrolerami ruchu lotniczego, którzy w sierpniu 1981 roku zastrajkowali domagając się (tylko!) poprawy warunków pracy. Wszystko załatwił tak, jak w trzeciorzędnych westernach, w których grywał, a w których najpierw się strzela, a potem pyta, o co chodzi! Nie próbował żadnych negocjacji. Od razu kazał strajkującym wrócić do pracy, a gdy nie posłuchali, nie dość, że natychmiast zostali zwolnieni, to jeszcze dożywotnio pozbawiono ich prawa wykonywania zawodu!

Dalej ->

Reklamy