Płać rublami ślicznotko!

Trwa wojna na Ukrainie. Trwająca już od wielu lat trzecia wojna światowa, przesunęła się w nasze bezpośrednie sąsiedztwo. Amerykańskie media – czyli stojąca za nimi oligarchia – prą do wojny i nie ustają w wysiłkach, aby przesunąć ją także na nasz teren. Dotychczas media te jedynie „urabiały” opinię publiczną do akceptacji działań wojennych amerykańskiego rządu. Teraz, paradoksalnie, zarówno amerykańska administracja jak i Pentagon, nie zamierzają walczyć z Rosją! Ale, jeśli zarówno amerykański rząd, jak i armia, nie są skłonne do wojny, to od czego mamy użytecznych idiotów w Polsce! Nie udało się z Migami, więc może uda się z „misją pokojową NATO”? „Misja pokojowa NATO” to oksymoron, z którego – gdyby nie chodziło tu o nasze życie – można by się nieźle uśmiać! Wątpię, żeby Genialny Strateg sam wpadł na ten pomysł w trakcie głaskania kota! Ktoś zza Atlantyku albo kanału La Manche musiał mu to dyskretnie podsunąć. Równocześnie USA wyraźnie mówią, że nie mają zamiaru brać udziału w tej awanturze. O co tu zatem chodzi? Chodzi o to, że ma to być niejako „prywatna” inicjatywa Polski, która – jeżeli doszłoby do konfrontacji militarnej z Rosją – pozwoliłaby NATO na pozostawienie nas na pastwę rosyjskiego niedźwiedzia. Sami zaczęliście, więc to nie nasza sprawa. Umowy NATO tu nie obowiązują. Ale cel USA zostałby osiągnięty – rozszerzenie tej wojny na terytorium Europy. To jest obecnie główny cel USA – wojna Rosji z Europą, ale bez udziału USA. Temu służyć też miała ostatnia wizyta Bidena w Polsce. Poklepywanie po plecach „ambasadora” (jak go nazwał sam Biden) Dudy i zapewnianie o „świętym obowiązku” udzielania pomocy. Niestety, kretyni w naszym rządzie, a także spora część społeczeństwa, zaślepiona nienawiścią do Rosji i wpatrzona w USA jak w jasnogórską madonnę, wierzy w to wszystko i śni sny o potędze!!! Bardzo celnie opisał to rosyjski politolog Jewgeni Kulikow w swoim programie Pole Kulikowa (od minuty 12:00). Komentarz jest zgryźliwy, ale trzeba szczerze przyznać, że jest także bardzo celny i świadczy o dobrej znajomości tematu i naszej mentalności. Zachodnia Ukraina (Kulikow nazywa ją po polsku „Kresy Wschodnie”!!), to obszar, który „nie daje Polsce spać” (dosłowne tłumaczenie jego słów). Celem takiej „misji pokojowej” mogłoby być zatem ustanowienie swego rodzaju polskiego protektoratu nad tym terenem i w dłuższym okresie czasu – jego wchłonięcie. Byłby to także element naszych dążeń mocarstwowych, o których także wspomina. Jakbym słyszał tu naszych domorosłych strategów! Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że ten plan mógłby się udać! Warunkiem byłoby wcześniejsze (ciche!!) dogadanie się z Rosją w celu uniknięcia konfrontacji militarnej. Ale rozmowy z Rosją – to już nie mieści się w głowach naszych „strategów” – co oczywiście wiedzą i na co liczą pomysłodawcy! W Rosji coraz częściej mówi się o podziale Ukrainy. Że nie widać możliwości pokojowej koegzystencji w ramach jednego kraju. Już parę lat temu Żyrinowski zaproponował Polsce, Węgrom i Rumunii podział Ukrainy. Wtedy wszyscy potraktowali to jako żart. Sądzę, że Rosja nie sprzeciwiałaby się dziś, gdybyśmy w swojej głupocie wzięli sobie na głowę to brunatne faszystowskie bagno. Wprawdzie nie byłoby to całkiem po myśli USA, gdyż nie doszłoby do wojny z Rosją, ale także i one mogłyby to przełknąć, gdyż byłoby to nowe źródło konfliktów w Europie. Cele USA Kulikow opisuje identycznie: doprowadzić do wojny Rosji z jak największą częścią Europy, ale bez zaangażowania w nią USA, po to, aby mieć wolną rękę do rozprawienia się z Chinami. Powołuje się także na źródła chińskie, które widzą to identycznie. Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że to, co dzieje się na Ukrainie, jest także sygnałem Chin dla USA – nie próbujcie zrobić z Tajwanu nowej Ukrainy!

Wspomniałem tu Żyrinowskiego… Wszyscy (i ja także) uważają go za błazna. Ale przywilejem błazna jest mówienie rzeczy, o których inni myślą, ale boją się je głośno powiedzieć. Mimo tego, że w Rosji także nie jest traktowany poważnie, to ukazała się tam książka z jego „proroctwami”. Żyrinowski jest ciężko chory, w rosyjskich mediach sporo się teraz o nim mówi i cytuje różne jego „proroctwa”. Wiele z nich jest zaskakująco celnych. Zacytuję tu jedno z 2006 roku:

НАТО не нужна Украина, — говорил он в 2006 году, обращаясь к тогдашней украинской «элите», среди которой были нынешние заправилы хунты Тягнибок и Порошенко, — ей нужен наш Крым, чтобы оттуда ушел наш флот и подойти ближе к Орлу, к Курску и Краснодару. Вы для них проходная площадка, пушечное мясо. Никогда они вас не примут. Вас не будет. Они уничтожат вас и Польшу, потому что вы так географически расположены между Брюсселем и Пекином

– NATO nie potrzebuje Ukrainy” – powiedział w 2006 roku, zwracając się do ówczesnej ukraińskiej „elity”, do której należeli obecni szefowie junty Tiahnybok i Poroszenko – „potrzebuje naszego Krymu, tego, aby nasza flota musiała go opuścić i aby w ten sposób móc zbliżyć się do Orła, Kurska i Krasnodaru. Jesteście dla nich placem zabaw, mięsem armatnim. Nigdy was nie zaakceptują. Nie będzie was. Zniszczą was i Polskę, ponieważ geograficznie znajdujecie się pomiędzy Brukselą a Pekinem” (tłumaczenie moje).

Ale nikt nie zauważa nie tylko tego, że mamy już dawno trzecią wojnę światową, ale także tego, że mamy pierwszą światową wojnę gospodarczą. Jeszcze nigdy w historii żaden kraj nie został obłożony tak drastycznymi sankcjami! Jeszcze nigdy sankcje nie miały znaczenia dla gospodarki całego świata! Pytanie jest tylko kogo te sankcje bardziej zabolą, w kogo mocniej uderzą i kto poniesie większe straty. Jak na razie niewiele idzie po myśli USA. Do sankcji oczywiście nie przyłączyły się Chiny, ale nie przyłączyły się także Indie oraz wiele krajów azjatyckich z Pakistanem włącznie. Gorzej! Chiny i Indie zaczynają się nawet dogadywać w sprawie spornych terenów w Himalajach. Nie przyłączyła się cała Ameryka Południowa. Także kraje arabskie nie tylko nie zamierzają się do nich przyłączyć, ale także ani myślą zwiększać wydobycie ropy i gazu i w ten sposób zastąpić dostawy z Rosji. Nie przyłączyła się Turcja – członek NATO!! Izrael siedzi okrakiem na barykadzie. Ale przyłączyła się Europa i ona poniesie największe straty. O to właśnie chodzi USA!! Tu cel został osiągnięty!!

Rosja także nie pozostaje dłużna. Wprawdzie nie ma takich możliwości jak USA, ale też potrafi boleśnie przyiwanić. Niestety, niezbyt mądra (delikatnie mówiąc) polityka szefowej rosyjskiego banku centralnego – Nabiulliny – doprowadziła do ogromnych strat, ale wygląda na to, że rosyjski rząd, w miarę swoich możliwości, stara się je ograniczyć i równocześnie nie drażnić międzynarodowej finansjery. Dowodem na to jest ostatnia decyzja o sprzedaży gazu jedynie za ruble. Już dawno proponował to Siergiej Głaziew – jeden z głównych krytyków Nabiulliny. Decyzja ta dotyczy jedynie krajów „wrogich”, do których Rosja zalicza także nasz kraj. Wokół tej decyzji naczytałem się w mediach (nie tylko naszych) kompletnych bredni. Bredni, które świadczą o całkowitym niezrozumieniu tego, jak funkcjonuje nasz system monetarny i system rozliczeń międzynarodowych. Wyjaśnijmy więc to sobie.

Ale na początku wyjaśnijmy sobie, dlaczego możliwe było zablokowanie rosyjskich rezerw dewizowych (a przynajmniej części z nich). Są to niemałe sumy: 630,2 miliardów dolarów, z czego 498 miliardów to rezerwy dewizowe, a 132,3 miliardów to złoto. Rezerwy dewizowe opiewają na różne waluty – oczywiście głównie Euro i dolary, ale także funty, jeny, franki szwajcarskie, dolary kanadyjskie, australijskie i singapurskie oraz oczywiście juany. Czy wszystkie te rezerwy zostały zablokowane? Nie. Dlaczego? Tu musimy sobie najpierw wyjaśnić, gdzie one się w ogóle znajdują. Wszyscy wyobrażają sobie, że w banku centralnym Rosji. Ale tak nie jest. Oczywiście rosyjski bank centralny ma także zapasy obcej gotówki w formie banknotów (dolarów, Euro i innych), które także są rezerwami, ale w skali kraju są to niewielkie sumy, które praktycznie nie mają znaczenia. W bankach centralnych mają swoje konta także państwa. Rosyjskie rezerwy dolarowe znajdują się na koncie Rosji w amerykańskim Federal Reserve, rezerwy w Euro na koncie Rosji w Europejskim Banku Centralnym, rezerwy w każdej innej walucie na koncie Rosji w odpowiednim banku centralnym. Chiny nie zablokowały rosyjskich rezerw w juanach, o ile wiem nie zrobiła tego także Szwajcaria, która ograniczyła się jedynie do rosyjskich banków i osób prywatnych. Przy pomocy tych walut Rosja nadal może się rozliczać ze swymi partnerami handlowymi (którzy nie objęli Rosji sankcjami). Co to wszystko ma wspólnego z rozliczeniami w rublach? Rosyjskie firmy, które eksportują rosyjskie surowce potrzebują dolary, Euro, czy inne waluty jedynie w ograniczonym zakresie – do płatności zagranicznych. Potrzebują głównie rubli. W nich wypłacają pensje pracownikom, płacą podatki, dokonują zakupów u swoich dostawców. Jeśli np. Polska kupuje rosyjski gaz, to zleca amerykańskiemu Fed przelew odpowiedniej sumy dolców z konta Polski na konto Gazpromu (Gazprom ma normalne konta w różnych zachodnich bankach). Gazprom jest zobowiązany pewien procent tej sumy (80%) przekazać bankowi centralnemu Rosji. Przelewa więc ją na konto Rosji w Fed i w ten sposób powiększa rezerwy dewizowe Rosji. Gdy bank centralny Rosji otrzymuje potwierdzenie przelewu, przelewa odpowiednią ilość rubli na konto Gazpromu w banku rosyjskim. Jeżeli zagraniczne konta Gazpromu i Rosji są zablokowane, to ma ona pełne prawo powiedzieć, że nie będzie niczego sprzedawać za darmo i wstrzymać dostawy. Jak dotychczas tego nie zrobiła, co dobrze świadczy o Rosji jako partnerze handlowym. Ale zrobiła coś innego – każe sobie płacić w rublach. Ma z tego dwie główne korzyści: Po pierwsze – sankcje wobec Rosji spowodowały spadek kursu rubla, więc podrożał rosyjski import. Sprzedaż gazu i ropy za ruble spowoduje wzrost popytu na nie i wzrost ich kursu (wystarczyło przemówienie Putina i już to nastąpiło). Po drugie – te pieniądze będą znajdować się w Rosji i będą niezależne od czyjegoś widzimisię. „Нравится, не нравится — плати в рублях, красавица” – podoba się, czy nie -– płać rublami ślicznotko! Oczywiście ślicznotce bardzo się to nie podoba!! Na razie jest trochę ogłupiała, bo nie bardzo wie, jak te opłaty mają wyglądać. Ogłupiali są też wszelakiej maści komentatorzy, bo wypisują niewiarygodne brednie. Najczęściej piszą, że Rosja zmienia w ten sposób cenę gazu. Gówno prawda! Nie rozróżniają dwóch pojęć: cena gazu i waluta transakcji. Cena gazu oparta jest o koszyk walut i parę innych czynników. Jej ustalenie ma zabezpieczyć przed wahaniami kursów. Chodzi tu o tzw. hedging (polecam definicję w języku angielskim). Nie ma ona nic wspólnego z tym w jaki sposób dojdzie do opłaty za dostawę i wypełnieniem warunków umowy, czyli z tzw. settlement. Szczerze mówiąc nigdzie nie znalazłem wyjaśnienia, czy jest to w umowach określone – te umowy są tajne. Jedni twierdzą, że jest to określone, inni, że nie. Większość uważa jednak, że jest to pozostawione do każdorazowego dogadania się. I to jest najbardziej prawdopodobne. Jeśli jakiś kraj ma akurat duże sumy w Euro, których nie potrzebuje, to proponuje Rosji zapłatę w nich. Jeśli Rosja to zaakceptuje, to transakcja dochodzi do skutku. Podobnie Rosja może domagać się zapłaty w określonej walucie. Przelicza się po prostu aktualne kursy walut do ceny ustalonej w umowie, ale SAMA CENA NIE ULEGA ZMIANIE. Następną brednią, która jest często powtarzana, jest niemożliwość zakupu rubli bez ominięcia sankcji. Owszem, nie można ich kupić za waluty biorące udział w tych sankcjach, ale można je kupić za szwajcarskie franki albo juany. Są różne możliwości obejścia sankcji i nie będę tu ich opisywać – zobaczymy co Rosja zaproponuje.

Wspominałem, że częścią rezerw Rosji jest złoto. Chyba wokół niego jest największe zamieszanie. Dwie grupy amerykańskich senatorów zaproponowały dwie ustawy [1], [2] o blokadzie rosyjskiego złota. To właśnie wokół tych ustaw jest najwięcej nieporozumień. Wszyscy błędnie rozumieją je jako konfiskatę rosyjskiego złota. Ale nie o to tu chodzi. Rosja nie jest taka głupia jak inne państwa i całe jej złoto jest na terenie Rosji. USA niczego nie mogą skonfiskować! Chodzi o uniemożliwienie Rosji zapłaty złotem za kupowane towary. Stare powiedzenie mówi, że wszystko już było. Nie inaczej jest także w wypadku tych ustaw. Trzeba wiedzieć, że w latach 20. i 30. zeszłego wieku obowiązywały w USA identyczne ustawy, zabraniające ZSRR płacenia złotem za kupowane maszyny i urządzenia. ZSRR mógł je kupować jedynie za dewizy uzyskane ze sprzedaży zboża i innych płodów rolnych. Chodziło z jednej strony o spowolnienie industrializacji ZSRR a z drugiej liczono na to, że doprowadzi to braku żywności, głodu, rozruchów społecznych i obalenia komunistycznego reżimu. Jak wiemy, nic to wszystko nie dało. ZSRR płacił złotem i stał się potęgą zagrażającą USA. Co dadzą obecne ustawy? Bodajże czy nie najbardziej znany amerykański analityk gospodarczy i finansowy – James Ricards, pisze wyraźnie:

If this is the best the U.S. can do then Putin is not only on his way to winning the shooting war, but he may win the financial war as well.”

– jeśli jest to wszystko, co rząd USA może zrobić, to Putin jest na najlepszej drodze do wygrania nie tylko wojny militarnej, ale także finansowej. I dalej:

The Biden administration will find out the hard way that in a globalized, densely connected world, what happens in Russia doesn’t stay in Russia. Russia may be the first victim of U.S. sanctions. But the entire world will pay the final price.”

– Administracja Bidena przekona się na własnej skórze, że w zglobalizowanym, gęsto połączonym świecie to, co dzieje się w Rosji, nie pozostanie tylko w Rosji. Rosja może być pierwszą ofiarą amerykańskich sankcji. Ale ostateczną cenę zapłaci cały świat (tłumaczenie moje).

Jego dalszy scenariusz jest jeszcze mniej wesoły. Wspomina on:

In 2009, I facilitated and participated in the first-ever financial war game hosted by the Pentagon. This war game was conducted at the top-secret Warfare Analysis Laboratory of the United States (code name: WALRUS) located in the Applied Physics Laboratory, about halfway between Washington, D.C., and Baltimore.

I wrote about this in 2011 in Chapters 1 and 2 of my book Currency Wars. The scenario I presented at the time was that Russia and China would accumulate large gold reserves, pool their gold and launch a new digital currency backed by gold in place of the U.S. dollar.

Russia and China would then insist that any purchases of Russian energy or Chinese manufactured goods be paid for in the new currency. It would be a clear-cut effort to get out from under U.S. dollar hegemony and to protect themselves from U.S. dollar-based economic sanctions.

Of course, that’s exactly what’s playing out today.”

– W 2009 r. przygotowałem pierwszą w historii finansową grę wojenną zorganizowaną przez Pentagon i brałem niej udział. Ta gra została przeprowadzona w ściśle tajnym Laboratorium Analiz Działań Wojennych Stanów Zjednoczonych (kryptonim: WALRUS), zlokalizowanym w Laboratorium Fizyki Stosowanej, mniej więcej w połowie drogi między Waszyngtonem a Baltimore.

Pisałem o tym w 2011 r. w rozdziałach 1 i 2 mojej książki „Wojny walutowe”. Scenariusz, który wtedy przedstawiłem, zakładał, że Rosja i Chiny zgromadzą duże rezerwy złota, połączą swoje złoto i wprowadzą nową walutę cyfrową opartą na złocie zamiast na dolarze amerykańskim.

Rosja i Chiny domagałyby się, aby wszystkie zakupy rosyjskiej energii lub chińskich towarów opłacane były w nowej walucie. Byłaby to wyraźna próba uniezależnienia się od hegemonii amerykańskiego dolara i ochrona przed sankcjami gospodarczymi opartymi na dolarze.

Dokładnie to dzieje się dzisiaj (tłumaczenie moje).

Nie jest żadną tajemnicą, że Chiny przodują we wprowadzaniu waluty cyfrowej. Niejednokrotnie wspominałem o tym. Ale mało kto wie, że Rosja idzie prawie „łeb w łeb” z Chinami. Także tam prowadzi się już próby z rozliczeniami, społeczeństwo jest o tym informowane. Zachód na razie jest na etapie projektów i zastanawiania się… Nie jest także tajemnicą, że zarówno Rosja, jak i Chiny faktycznie zgromadziły ogromne zapasy złota. Czyżby proroctwo Rickardsa mogło się sprawdzić?

W czasach mojej młodości mówiło się, że coś jest pewne jak w ruskim banku – не пропадет и не получишь – nie przepadnie i nie dostaniesz. Dokładnie to samo można dziś powiedzieć o rezerwach dewizowych zgromadzonych w dolarach i innych walutach. Coraz więcej krajów przestaje im ufać. Gdy pojawi się sensowna alternatywa dla dolara, lub zostanie ona wymuszona przez głównych dostawców surowców (Rosja) i produktów przemysłowych (Chiny), to dla USA będzie to miało ten sam efekt, co zrzucenie na ich kraj całego arsenału nuklearnego Rosji i Chin. Ricards nie wyraża tego aż tak dosadnie, ale jego wnioski są identyczne.

Zawsze, gdy słyszę o wybuchu nowej wojny, dziwi mnie przede wszystkim kompletny brak zastanowienia się nad przyczynami jej wybuchu. Albo jakiś straszny dyktator albo straszny rząd rozpoczął wojnę, albo jakiś dobry rząd broni świat przed złem. Dyktator Hitler rozpętał drugą wojnę światową, Japonia zaatakowała Pearl Harbour, Amerykanie bronią świat przed iracką bronią masowego rażenia, Putin zaatakował Ukrainę… Przykłady idą w setki (a może nawet w tysiące?). Gdy jednak przeanalizuje się głębiej tło historyczne ZAWSZE znajduje się siły, które do tych wojen parły. Dla których te wojny były korzystne. Siły, które do tych wojen doprowadziły. ZAWSZE siły te pozostają niewidoczne. Historia o nich milczy. Milczy, bo społeczeństwa to nie interesuje. To zbyt skomplikowane. Społeczeństwo zajęte jest Rzeczami Naprawdę Wielkimi. Cóż poradzić, gdy całe możliwości intelektu zużyte są do obserwacji lotu kopniętej piłki albo analizy problemu – kiedy Alfonso zorientuje się, że jego niewolnica jest księżniczką. Społeczeństwu wystarczy prosty, jasny przekaz: Putin zaatakował niewinną Ukrainę i naszym świętym obowiązkiem jest zamienić nasz kraj w nuklearną pustynię, aby mu w tym przeszkodzić! Wielu historyków próbuje też „gdybać” – co by było, gdyby zaraz po dojściu Hitlera do władzy, gdy Niemcy były jeszcze słabe, ale wyraźnie widać było w jakim kierunku to idzie, zduszono wszystko w zarodku. Ale nie zrobiono tego, bo ta wojna musiała wybuchnąć. Nie po to wyniesiono Hitlera do władzy, zainwestowano w niego! Teraz Rosja robi na Ukrainie to, czego nie zrobiono z Hitlerem, a siły, których plany zostały udaremnione, wściekają się z pianą na ustach.

Drugim, po piciu wódki, narodowym sportem Rosjan jest gra w szachy. Znajduje to także odbicie w rosyjskiej polityce zagranicznej. Nigdy nie była ona impulsywna. Zawsze jest przemyślana – jak każdy ruch na szachownicy. Przewidziane są też możliwe posunięcia przeciwnika. Ci, którzy w rosyjskiej interwencji na Ukrainie dopatrują się nagłego szaleństwa Putina, wykazują się kompletnym brakiem inteligencji. Jest nie do pomyślenia, żeby zimny, wyrachowany Putin-szachista nie zdawał sobie sprawy z konsekwencji tego ruchu! I on i jego doradcy dobrze wszystko przeanalizowali. I doszli do wniosku, że konsekwencje niewykonania tego ruchu będą jeszcze gorsze niż wszystkie obecne sankcje!

Wspominałem już wcześniej szefową rosyjskiego banku centralnego – Nabiullinę. Jest ona teraz w Rosji powszechnie (i słusznie) krytykowana. Akurat kończy się jej kadencja i wszyscy spodziewali się zmian na tym stanowisku. Ogromnym zaskoczeniem był wniosek Putina o przedłużenie jej kadencji. Tego nikt się po nim nie spodziewał i jest za to bardzo krytykowany. Ale wbrew pozorom osoba szefowej banku centralnego i wojna na Ukrainie są ze sobą bezpośrednio powiązane. Zarówno wojna na Ukrainie jak i pandemia są częścią złożonego procesu. Informacji o tym procesie trudno szukać w mediach. Akurat trafiłem na artykuł świetnie to wyjaśniający i przy okazji pozwalający zrozumieć rosyjskie ruchy na szachownicy. Oto jego obszerne fragmenty i ich tłumaczenie:

[…]Здесь надо встать на место Путина, чтобы понять. Война России с Западом идёт на нескольких уровнях. Одни проходятся быстро, другие медленно. Уложить всё в один темп и ритм невозможно.

Кампанию на Украине можно закончить быстрее, чем переформатирование мира, которое началось и будет очень долгим. Мы рванули, как на стометровку, а перед нами марафон. Не рассчитать силы и спечься – это не упустить кубок, а погибнуть. Разобраться с Фининтерном так же, как с Украиной или исламистами в Сирии, не получится. […]

Дело в том, что МВФ – это хозяева мировых денег и мировой экономики, а не администрация США или даже их совокупный двухпартийный истеблишмент. Россия не собирается весь мир до основанья разрушить, а затем. Россия ведёт переговоры с Фининтерном о будущих сделках. А для этого надо понимать, что есть определённые красные линии не для Байдена, а для ФРС. Сохранение Набиуллиной – одна из них. […]

Но ни сам факт войны, ни исходы тех или иных битв не срывали переговоры вовсе. То же самое мы видим и сейчас. Россия полностью лишит себя всякой переговорной платформы, начав войну не на геополитическом, а на финансовом поле, где выиграть её шансов нет никаких.

На что же рассчитывает Россия? На то, что, играя на поле геополитики, она способна влиять на поле финансов. Россия не только не вышла из МВФ и не сменила главу ЦБ, она не отменила все инструкции МВФ и подчёркнуто платит долги по еврооблигациям. Транш в 117,2 млн. $ 15.03.22 прошёл, и лондонский филиал Ситибанка его провёл. Минфин США его одобрил и признал. Война войной, а обед по расписанию.

Россия может стереть в порошок какие-то части НАТО и дать по морде Пентагону. Опасно, но можно – делали так не раз. Опасно и нельзя давать по море мировым банкирам. Не время. Это будет выстрелом себе в ногу. Фининтерн затеял не доллар спасать, а вообще менять всю мировую систему, включая и отказ от доллара и возможно даже от США. Так что Россия не за возвращение в долларовую систему сражается – это и невозможно, и уже не нужно. Россия играет на очень далёкую перспективу.

Почему с Россией разговаривают? По двум причинам. Она может этот переход сильно осложнить. Как? Просто. Россия не только пока не выходит из МВФ, но и контрсанкции пока не вводит. Не обрушивает мировую экономику под ноль раньше времени, хотя может. Потому с ней и разговаривают. Но не Байден и его команда, а те, кто Байденом недовольны и уже сами пытаются руководить процессом. Условные Ротшильды и компания. […]

Aby to zrozumieć, trzeba stanąć na miejscu Putina. Wojna Rosji z Zachodem toczy się na kilku płaszczyznach. Jedni idą szybko, inni wolno. Nie da się wszystkiego zgrać w jednym tempie i rytmie.

Kampanię na Ukrainie można zakończyć szybciej niż przebudowanie świata, które już się rozpoczęło i które potrwa jeszcze bardzo długo. Biegniemy jak na sto metrów, ale przed nami maraton. Błędne oszacowanie sił i wyczerpanie się, to nie tylko niezdobycie pucharu, ale śmierć. Nie możemy postępować z międzynarodową finansjerą tak, jak z Ukrainą czy islamistami w Syrii.

Chodzi o to, że to nie administracja amerykańska czy nawet jej połączony dwupartyjny establishment, ale MFW jest panem światowego pieniądza i światowej gospodarki. Rosja nie zamierza zrównać z ziemią całego świata i patrzeć co będzie potem. Rosja negocjuje przyszłe umowy z międzynarodową finansjerą. Ale żeby to zrobić, trzeba zrozumieć, że istnieją pewne czerwone linie, nie dla Bidena, ale dla Fedu. Jednym z nich jest zostawienie Nabiulliny.

Jednak ani sam fakt wybuchu wojny, ani wynik tej czy innej bitwy nie przekreślił całkowicie negocjacji. Teraz widzimy to samo. Rosja całkowicie pozbawi się jakiejkolwiek platformy negocjacyjnej, rozpoczynając wojnę nie na polu geopolitycznym, lecz finansowym, w której nie ma szans na zwycięstwo.

Na co liczy Rosja? Że grając na polu geopolityki, jest w stanie wpływać na pole finansów. Rosja nie tylko nie wycofała się z MFW ani nie zmieniła szefa banku centralnego, ale też nie cofnęła wszystkich instrukcji MFW i zdecydowanie spłaca swoje długi z tytułu euroobligacji. Transza w wysokości 117,2 mln USD w dniu 15.03.22 została przekazana przez londyński oddział Citibanku. Ministerstwo Skarbu USA zatwierdziło i uznało ten fakt. Wojna wojną, ale obiad je się o stałej porze.

Rosja mogłaby obrócić w pył niektóre państwa NATO i uderzyć Pentagon w pysk. Niebezpieczne, ale możliwe – robiono to już wiele razy. Niebezpieczne i niemożliwe jest wyrzucenie za burtę światowych bankierów. To nie jest odpowiedni moment. Byłby to strzał w kolano [albo mówiąc słowami Putina – nieco wyżej]. Międzynarodowa finansjera nie próbuje ratować dolara, ale zmienić cały system światowy, w tym także porzucić dolara, a może nawet USA. Rosja nie walczy więc o powrót do systemu dolarowego – jest to niemożliwe i nie jest już konieczne. Rosja gra o bardzo daleką przyszłość.

Dlaczego rozmawia się z Rosją? Z dwóch powodów. Ona może to przejście bardzo utrudnić. W jaki sposób? Proste. Rosja nie tylko nie wycofała się jeszcze z MFW, ale też nie nałożyła jeszcze kontrsankcji. Nie doprowadza gospodarki światowej do stanu zerowego, choć mogłaby to zrobić. Dlatego właśnie z nią rozmawiają. Ale nie przez Bidena i jego zespół, lecz przez tych, którzy są niezadowoleni z Bidena i już próbują sami kierować tym procesem. Osławieni Rothschildowie i spółka (tłumaczenie moje).

Bardzo ciekawą informacją jest wzmianka o spłacaniu długów przez Rosję. Rickards, we wspomnianym wyżej artykule, także pisze, że wojny nigdy nie były przeszkodą w regulowaniu zobowiązań finansowych. W czasie drugiej wojny światowym takim miejscem był Bank Rozliczeń Międzynarodowych BIS w Bazylei. Wygląda na to, że dziś takim miejscem jest londyńska City. Musimy wiedzieć, że jest to niejako państwo w państwie. Brytyjski rząd nie ma tam nic do gadania a królowa musi prosić o zgodę(!) na wejście tam. Brytyjskie sankcje nie dotyczą City. Równocześnie znajdują się tam filie wszystkich głównych banków światowych. Jest to więc idealne miejsce.