Widma

Parafrazując znane zdanie Marksa, można powiedzieć, że krążą nam ostatnio po świecie różne widma. Wspólną ich cechą jest to, że udają dobroduszne duszki i starają się nie wzbudzać lęku u obserwatorów.

Pierwszym takim widmem jest czwarta rewolucja przemysłowa. W naszym kraju niewiele się o niej mówi. Nawet wpis w Wikipedii jest dużo krótszy od wpisów w innych językach. Nie znaczy to niestety, że jest to temat, który nas mniej dotyczy. Że nie musimy sobie zawracać nim głowy. Wręcz przeciwnie! W naszym kraju musimy nie tylko więcej o nim mówić, ale wręcz krzyczeć! Drugi raz w historii wali nam się na głowy podstawa funkcjonowania naszej gospodarki – tania siła robocza. W pierwszej Rzeczpospolitej byli to chłopi pańszczyźniani, dzisiaj jesteśmy my wszyscy! Przez wieki, dzięki taniej sile roboczej, żywiliśmy sporą cześć Europy i zarabialiśmy na tym (przynajmniej niektórzy). W szkole, na lekcjach historii, uczyliśmy się o galarach ze zbożem płynących Wisłą do Gdańska. Gdy zachodnia Europa podniosła wydajność swojego rolnictwa, a przede wszystkim zreformowała struktury społeczne, nasze zboże przestało być konkurencyjne cenowo. Jak zareagowała szlachta? Zwiększeniem wyzysku chłopów. Nie inaczej będzie, gdy zachodnie koncerny zaczną, jeden po drugim, wycofywać swoje montownie z naszego kraju. Niestety, w ogólnospołecznej debacie (o ile hejt i wzajemne wyzwiska w ogóle można tak nazwać) nie dostrzegam, aby ktokolwiek w naszym kraju rozumiał, w jakim tempie zachodzą na świecie przemiany w produkcji i usługach. Roboty, to w powszechnym rozumieniu, tępaki, które „odwalają robotę głupiego” i wykonują jedynie monotonne, powtarzające się czynności. Niestety, nowe ich pokolenie, to zupełnie coś innego. Wyposażone są we wszystkie zmysły, jakie mają ludzie. Mogą widzieć, słyszeć i czuć a także rozumieć. Mogą się z nami komunikować. Jak przewiduje jedna z moich „lektur obowiązkowych”, mogą zająć nawet 70% obecnych stanowisk pracy [1], [2]! Niewiele bardziej pocieszająca jest analiza, przeprowadzona na uniwersytecie w Oxfordzie, ale pochodzi ona z „zamierzchłych czasów”, czyli z roku 2013. Od tego czasu wiele się zmieniło. Potwierdzają to nowsze studia. Przestaniemy być potrzebni nie tylko „na zmywaku”, ale także przy sprzątaniu, przy obsłudze klientów w sklepach, restauracjach, hotelach, na lotniskach i w wielu innych miejscach. Testuje się już prawie całkowicie zautomatyzowane place budów, gdzie „polski hydraulik” także nie będzie już potrzebny. Nawet miejsca pracy w takich działach jak służba zdrowia, nie są bezpieczne. I dotyczy to nie tylko pielęgniarek czy np. rehabilitantów, ale w dużej mierze także lekarzy!

Nowe roboty będą potrafiły także myśleć! I tu pojawia nam się kolejny, na pierwszy rzut oka dobroduszny duszek, czyli sztuczna inteligencja. Także i w tym wypadku definicje tego pojęcia w innych językach, są dużo bardziej obszerne! Nie tylko definicje. Niektóre kraje wprowadzają nawet osobne ministerstwa, mające zajmować się sztuczną inteligencją. Możliwości, jakie się przed nią otwierają, są niewyobrażalne. Z jednej strony może być to ogromne ułatwienie w codziennym życiu. Już dzisiaj prowadzone są testy urządzeń, które ułatwiałyby życie osób niewidomych. Nie tylko bezpiecznie prowadziłyby je po ulicy, ale mogłyby np. odczytywać teksty ostrzeżeń i informacji. Jeszcze kilka lat temu, gdy chciałem się pośmiać, to używałem programów do tłumaczenia stron w Internecie. Do niczego więcej się nie nadawały! Dzisiaj coraz częściej używam ich do tłumaczeń z języków, których nie znam. Niedawno głośno było o amerykańskiej nauczycielce, która poprawiła list, który otrzymała od Trumpa. Ale gotów jestem się założyć, że list ten został napisany przez komputer! Może za rok lub dwa, to komputer będzie poprawiał nauczycielkę.
Polecam obejrzenie tego filmiku! To jedynie krótka rozmowa telefoniczna – rezerwacja terminu u fryzjera. Ale naprawdę nie da się rozpoznać, że rozmawia się z maszyną! Tu docieramy do pierwszych wątpliwości związanych z nową techniką. Akurat ta prezentacja wywołała ostrą krytykę [1], [2]. Wielu ludzi pracujących w usługach, może czuć się poniżonymi (całkiem słusznie!), faktem, że poprzez nieświadomy kontakt z robotem, ich samych, degraduje się także do poziomu robotów. Zwłaszcza, że wygląda na to, że niedługo będziemy mogli sobie z takim inteligentnym robotem podyskutować jak równy z równym. Parę dni temu IBM przedstawiła taką mądralę. Akurat przyszło mi do głowy, że można by wypróbować taki komputer w dyskusji z panią profeso… E… nieee! To przecież nie byłaby dyskusja! A przede wszystkim byłoby to obrazą inteligencji! Nawet tej sztucznej!
Ale jeszcze nic straconego! Naukowcy z MIT postawili sobie pytanie, czy sztuczna inteligencja może zapaść na choroby psychiczne? Zainspirowani filmem Hitchcocka „Psychoza”, stworzyli takiego psychopatę. Ciarki przechodzą po grzbiecie…
Oczywiście, ludzie nie byliby sobą, gdyby nie myśleli o wykorzystaniu sztucznej inteligencji do zabijania innych ludzi. Testuje się już wykorzystanie jej do sterowania wielu urządzeń – rakiet, dronów, czołgów, okrętów. U myślącej części ludzkości wzbudza to duże obawy.

To wszystko, to dopiero początek. Nie będę tu przewidywał, jak to się dalej potoczy, gdyż byłaby to twórczość science fiction. Ma ona to do siebie, że prawie nigdy się nie sprawdza – wystarczy przeczytać paru klasyków.

Czy jednak mogą się sprawdzić scenariusze przewidujące objęcie przez maszyny kontroli nad ludzkością? Jak najbardziej TAK! Wątpliwości i obawy ma nawet „zawodowy” wizjoner Elon Musk. Naukowcy, którzy zajmują się tym tematem sami przyznają, że jak na razie bardziej przypominają średniowiecznych alchemików niż statecznych naukowców. Jak najbardziej trafne jest także porównanie badań nad sztuczną inteligencję z genetyką. I tu, i tam majstrujemy przy czymś, czego tak naprawdę nie znamy. W wypadku genetyki, naukowcy mogą nam zagwarantować jedynie to, że po zjedzeniu czegoś modyfikowanego genetycznie (to „coś” nie zasługuje na nazwę „żywność”), nie padniemy trupem. Nic więcej! Nikt nie jest w stanie powiedzieć jak odbije się to na nas i na naszym potomstwie, w dłuższym okresie czasu. Podobnie jest ze sztuczną inteligencją. Badacze mają kłopoty nawet z powtórzeniem wyników, jakie uzyskali ich koledzy!

W 1975 roku, w kalifornijskiej miejscowości Asilomar, odbyła się konferencja genetyków, którzy dyskutowali nad tym, czy przypadkiem ich badania nie otworzą puszki Pandory. W styczniu 2017 roku w tej samej miejscowości odbyła się konferencja badaczy sztucznej inteligencji, którzy dyskutowali między innymi na ten sam temat. Część wystąpień można obejrzeć na Youtube. O innych zagrożeniach poczytać można na stronie organizatorów konferencji. Osobiście mniej obawiam się bezpośredniego zagrożenia, jakie niesie ze sobą sztuczna inteligencja. Owszem, realne jest zagrożenie śmiercią pod kołami automatycznie sterowanego samochodu, ale bardziej obawiam się czegoś innego. Tak, jak genetyka może zmienić nasz organizm, tak sztuczna inteligencja może zmienić nasze stosunki społeczne i majątkowe. A takie zmiany byłyby porównywalne ze zmianami, jakie powodują manipulacje genetyczne – są praktycznie nieodwracalne! Na konferencji niewiele o tym mówiono. Jedynie o konsekwencjach większej ilości wolnego czasu, mówił Jeffrey Sachs. Tak, tak, ten sam Jeffrey Sachs. On jednak, w odróżnieniu od Balcerowicza, przeszedł na „jasną stronę mocy” i stał się krytykiem neoliberalizmu.
Najgorsze jest to, że z obydwiema technikami wiązane są nadzieje na duże zyski. To jest argument, który przesłania wszystkie inne! Wizja zarobku ogromnych pieniędzy nie tylko odbiera rozum, ale także wyłącza wszelkie hamulce moralne. Akceptacja nędzy, a nawet śmierci milionów ludzi, jest tylko sprawą odpowiedniej ilości zer na koncie. W wypadku sztucznej inteligencji (na razie) wystarczy wyłączyć prąd. Procesów zmian genetycznych nie da się zahamować ani cofnąć. Osobiście jestem zdania, że dopuszczanie do sprzedaży żywności modyfikowanej genetycznie, jest zbrodnią przeciwko ludzkości. Bodajże Jan Tadeusz Stanisławski powiedział kiedyś, że łatwiej zbudować myślącą maszynę, niż zmusić człowieka do myślenia. Wygląda na to, że są to słowa prorocze!

Oczywiście nie jestem w stanie zapoznać się ze wszystkimi komentarzami i analizami. Jednak do tej pory nie zauważyłem, żeby ktokolwiek zwrócił uwagę na jeden, bardzo ważny aspekt: zarówno badania naukowe, jak i praktycznie cała strona techniczna, realizowana jest przez kilka największych światowych koncernów. Można powiedzieć, że technologie, które postawią na głowie praktycznie cały świat, odmienią życie miliardów ludzi, zmienią nasz sposób myślenia, pracy i zarabiania pieniędzy, powstają jako projekt całkowicie prywatny. W tajemnicy, poza jakąkolwiek kontrolą społeczną. Zostaną nam one narzucone, niezależnie czy tego chcemy, czy nie. Jedynym kryterium, jakim kierują się twórcy tego projektu, to nie korzyść dla miliardów ludzi, ale korzyść dla niewielkiej grupy posiadającej miliardy. Jest i będzie to przedstawiane, jako dobrodziejstwo dla nas. Oczywiście, nie można negować korzyści, jakie wiążą się z postępem technicznym, ale jestem pewien, że w ogólnym rozrachunku korzyści materialne przyniesie to jedynie nielicznym. Przyniesie także wzrost kontroli nad pozostałą częścią społeczeństwa. Gdy popatrzymy na to przez pryzmat walki klas (tfu, lewactwo!), to zrozumiemy, że jest to rewolucja. Ale pierwszy raz w historii jest to rewolucja przeprowadzana „od góry”! Klasa posiadająca – ten przysłowiowy 1% – mówi nam: buntujecie się, twierdzicie, że was wyzyskujemy, patrzycie na stan naszych kont, kłuje was w oczy nasze bogactwo i luksus, jakim się otaczamy, więc teraz wszystko się zmieni. Poza niewielką grupką, NIE BĘDZIECIE NAM JUŻ POTRZEBNI!! O przynależność do tej grupki będziecie walczyć do upadłego, a wynagrodzenie tych, którzy się do niej dostaną, będzie niższe niż koszty robotów! Przypomina to trochę ramotę Ayn Rand „Atlas zbuntowany”, której bohaterowie wyprowadzają się w piękną okolicę w Górach Skalistych, pozostawiając ludzkość na pastwę losu. W odróżnieniu od tamtych, ci obecni byliby wyposażeni w zdalne sterowanie.
Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że sztuczna inteligencja w połączeniu z Internetem i bezgotówkowym systemem rozliczeń jest idealnym narzędziem inwigilacji, manipulacji i kontroli społeczeństwa. Trochę już o tym pisałem [1], [2], [3] Internet traktuje się już jako pole walki. Niedawno Facebook został de facto uznany jako element struktury NATO!!

Ale cała ta świetlana przyszłość, tylko na pierwszy rzut oka jest taka prosta i piękna! Bo kto wtedy kupowałby te wszystkie, automatycznie wyprodukowane towary? Kogo stać by było na korzystanie z usług robotów? I tutaj pojawia się trzecie widmo: bezwarunkowy dochód podstawowy. Mam nadzieję, że teraz rozumiecie Państwo skąd wzięło się w naszych mediach nagłe zainteresowanie tym tematem (podobnie jest zresztą w innych krajach) [1], [2], [3], [4]. Jeśli w środkach masowego ogłupiania, praktycznie na całym świecie, pojawia się nagle jakiś temat, to nie dzieje się to przypadkiem i bez powodu. Klasa rządząca zorientowała się, że te miliardy niepotrzebnych pracowników, to są także stracone miliardy konsumentów! Dobrze by więc było dać im jakieś pieniądze. Bezwarunkowy dochód podstawowy mógłby być właśnie takim sposobem. Teraz już jasne, skąd u tych ludzi takie lewicowe, żeby nie powiedzieć lewackie, pomysły!

Tak na marginesie, szlag mnie trafia, gdy czytam, tak powszechne u nas, komentarze do różnych decyzji zachodnich rządów i organizacji, że są to lewicowcy albo lewacy! Już raz o tym pisałem. Ci ludzie nie mają z lewicą nic wspólnego!! Jestem w stanie zrozumieć stawianie znaku równości, a przynajmniej znaku przybliżenia, między faszyzmem a komunizmem. Sam robiłem kiedyś ten błąd. Ale immanentną cechą każdej lewicy są działania prospołeczne, a tych nijak nie można się doszukać u prawie wszystkich obecnych rządów europejskich! Swoją drogą, czy lewica w ogóle gdzieś jeszcze istnieje?

Ale wróćmy do naszego dochodu podstawowego. Wbrew pozorom, jego źródło wale nie jest lewicowe! Jest to pomysł Miltona Friedmana – jednego z „ojców założycieli” neoliberalizmu. W swojej książce „Capitalism and Freedom” nazwał on świadczenia socjalne workiem szmat (rag-bag) i proponował zastąpienie ich negatywnym podatkiem dochodowym (negative income tax). Wprawdzie negatywny podatek dochodowy, to nie jest całkiem to samo, co dochód podstawowy, ale cel jest ten sam – dawanie ludziom pieniędzy „za nic”.
Oczywiście, jak z większością pomysłów, łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Wszystko rozbija się o finansowanie. Skąd wziąć na to pieniądze? Jak na razie nie spotkałem się z żadnym sensownym, a przede wszystkim realnym, pomysłem. Oczywiście najrozsądniej byłoby wysoko opodatkować duże dochody, ale wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że w obecnym świecie jest to pomysł nierealny. Poza tym, nie sądzę, że sumy, uzyskane tą drogą, byłyby wystarczające. Wszystkie propozycje, z jakimi spotkałem się do tej pory, miały jedną wspólną cechę, łatwo zgadnąć jaką – zakładały, że majątek i dochody najbogatszej warstwy mają zostać nienaruszone.
Ciekaw jestem, kto pierwszy połączy dwa pomysły tego samego autora – Miltona Friedmana – i zaproponuje do tego kolejne widmo, o którym już pisałem, a które krążyło nam jakiś czas temu po świecie – pieniądz helikopterowy. Wygląda na to, że niektórzy zaczynają już coś „kumać“. Artykuł inspirowany jest głównie nieskutecznością dotychczasowych metod działania banków centralnych – obniżkami stóp procentowych i skupem obligacji (quantitative easing), ale wspomina się w nim także o możliwości wykorzystania takich kont dla rozprowadzania „pieniądza helikopterowego”. Autor pisze także o niedawnym głosowaniu w Szwajcarii, gdzie jednym z elementów proponowanej reformy monetarnej, było odebranie bankom komercyjnym możliwości kreowania „pieniędzy”. Oszczędności każdego obywatela miałyby się znajdować właśnie na kontach w banku centralnym. Tak na marginesie, nie spodziewałem się, że zwolennicy tej reformy wygrają, ale pozytywnym zaskoczeniem było dla mnie spore poparcie (24,3%). Spodziewałem się raczej poparcia jednocyfrowego, ok 8 – 9%.

Ale wróćmy do naszych widm. Popatrzmy na spis tematów tegorocznej (jak zwykle widmowej, bo tajnej) konferencji Bilderbergów:

Populism in Europe
The inequality challenge
The future of work
Artificial intelligence
The US before midterms
Free trade
US world leadership
Russia
Quantum computing
Saudi Arabia and Iran
The “post-truth” world
Current events

Oprócz polityki, jest to właśnie sztuczna inteligencja. Z pozostałych tematów – przyszłość pracy i walka z nierównościami są ściśle z nią związane. Dochodzą do tego jeszcze komputery kwantowe… Nie wiem, czy uczestnicy w ogóle rozumieją, co to takiego, ale na pewno ktoś im wyjaśnił, jakie będą skutki zbudowania takiego ustrojstwa. I najwyraźniej wyjaśnił zrozumiale, bo inaczej temat taki nie znalazłby się na liście. A skutki byłyby bardzo nieprzyjemne! Praktycznie wszystkie szyfry, do których złamania największe obecne komputery potrzebują setek lat, byłyby złamane w ciągu paru minut. Jeszcze nie wiadomo, czy w ogóle możliwe jest zbudowanie takiej zabawki, nie całkiem wiadomo także, jak wyglądałoby jej oprogramowanie, ale po cichu pracuje się nad tym na całym świecie. A już najlepszy ubaw byłby, gdyby Ruscy albo Kitajcy zbudowali coś takiego i słowem o tym nie pisnęli! Mieli by dostęp do wszystkich najtajniejszych informacji! Ale Amerykanie także mogliby tak postąpić. Wiele rzeczy, które dzisiaj są niewyobrażalne, chociażby manipulacja łańcuchów blockchain – głównego elementu wszystkich kryptowalut – nagle stały by się realne.
Realne stałoby się także leczenie przez automaty, a przynajmniej diagnozy. Już dzisiaj sztuczna inteligencja potrafi lepiej rozpoznać raka skóry niż lekarz! Automatyzacja wszystkich prawie analiz, szalenie obniżyłaby ich koszty. Automatycznie pobrano by prawie wszystko, co potrzeba, automatycznie zrobiono by tomografię całego cielska, którą w parę minut przeanalizowałaby sztuczna inteligencja, kamery obejrzałyby każdy milimetr skóry, sztuczna inteligencja przeanalizowałaby EKG, itd. Po czymś takim sztuczna inteligencja wydałaby diagnozę taką, jak konsylium profesorów medycyny. Tak przynajmniej byłoby to przedstawiane pacjentom. Tylko, czy gotowi bylibyście jej zaufać? Ja nie. Ale młodsze pokolenie nie będzie już miało takich oporów. Jak już wcześniej pisałem, na obecnym etapie rozwoju, sztuczna inteligencja jest narzędziem bardzo niepewnym. Ponadto podatna jest na manipulacje i trudno ją kontrolować. Ale jeśli przy jej pomocy możliwa byłaby obniżka kosztów (na pewno, i to bardzo!), to wszystkie wątpliwości poszłyby w kąt. W szpitalu byłby jedynie szczątkowy personel, głównie związany z chirurgią (wątpię, czy ktoś dałby się zoperować przez robota). Pielęgnację, rehabilitację, mycie, baseny, kaczki, podawanie leków itd. – przejęłyby automaty.
To naprawdę nie jest science fiction! Prawie wszystko jest realne, jeśli nie już dziś, to za kilka lat.

Jakiś czas temu wpadł mi w oczy dowcip rysunkowy: leżący na łóżku, najwyraźniej umierający człowiek, trzymany za rękę przez robota. Za kilka lat będę emerytem, ale jeśli postęp techniczny i odhumanizowanie medycyny, dalej zachodzić będą w takim tempie jak obecnie (a wszystko na to wskazuje), to, jeśli wcześniej nie wyparuję w wybuchu nuklearnym, mam szansę tego doczekać.

Wolę wyparować.

Reklamy