Myśli trzeciomajowe

I znów mamy kolejną rocznicę uchwalenia Konstytucji 3-Maja – nieudanej próby ratowania upadającego państwa. Jej twórcy nie wiedzieli jeszcze, że próba ta skazana jest na niepowodzenie. To wiemy teraz. Oni byli wtedy pełni zapału i nadziei. Podobny nastrój panował prawdopodobnie po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku. Także wtedy nikt nie przypuszczał, że nasza niepodległość potrwa jedynie 21 lat. Po zakończeniu II wojny światowej też panowała radość. Ta radość nie była jednak powszechna i całkowita. Cieszono się oczywiście z zakończenia wojny, ale nie cieszono się z nowego, powojennego porządku. Wyczuwano, że nie będzie można mówić o pełnej niepodległości kraju. Kolejny okres radości i nadziei przeżywaliśmy w roku 1989. Dzisiaj nie ma zgodności, czy było to odzyskanie niepodległości, czy nie. Co sprawia, że nie potrafimy wybić się na pełną niepodległość? Czy są to jedynie siły zewnętrzne, nasze położenie geograficzne, albo jakieś fatum, które ciąży nad naszym krajem? Czy też mamy w sobie jakąś skazę, jakieś cechy, które uniemożliwiają nam osiągnięcie prawdziwej niepodległości? Moim zdaniem, właśnie to jest przyczyną.
W porównaniu z poprzednimi rocznicami, w czasie tegorocznego święta, mniej mówi się o samej konstytucji i okolicznościach jej uchwalenia. W tle ciągle tli się jeszcze awantura, którą wywołała ustawa o IPN. Wydobyła ona na wierzch głębokie podziały w społeczeństwie, dotyczące naszej postawy w stosunku do Żydów, a zwłaszcza do naszej postawy w czasie okupacji. Paradoksalnie zjednoczyła ona, na co dzień skłócone ze sobą, rząd i opozycję. Ich dzisiejsza postawa przypomina stary kawał/zagadkę – pytanie: co się dzisiaj nosi w Warszawie? Odpowiedź: Żydów na rękach. Prawdziwa dyskusja toczy się jednak poza mediami głównego nurtu. Obie strony bombardują się wygodnymi dla siebie argumentami (pomijam tu oczywiste kłamstwa). Sytuacja jest dość zabawna, gdyż często są to wyrwane z kontekstu fragmenty pochodzące z tego samego źródła – najczęściej jest to „Kronika getta warszawskiego” Emanuela Ringelbluma. Już sam ten fakt pokazuje, że żadna ze stron nie może mieć racji! Zwolennicy dawnej, półoficjalnej wersji, mówiącej, że wszyscy pomagali Żydom, zorientowali się już, że w obliczu miażdżących faktów, są na straconej pozycji, więc próbują jedynie zmarginalizować zjawisko biernego lub czynnego współudziału naszych rodaków w Zagładzie. Ale nie tylko my musimy przełknąć gorzką pigułkę przyznania się do haniebnych czynów, jakie popełnili niektórzy przedstawiciele naszego narodu. Paradoksalnie dużo dłuższa lista jest po stronie żydowskiej! Oni także mają uproszczoną, żeby nie powiedzieć zakłamaną, historię Zagłady. Widzą siebie jedynie, jako ofiary. Całkowicie negują kolaborację swoich rodaków. Rola judenratów i żydowskiej policji jest tematem tabu. Przemilczane są też sympatie prokomunistyczne i współpraca z Sowietami. A już całkowitym tematem tabu jest postawa zachodnich aliantów i wpływowego lobby żydowskiego, szczególnie amerykańskiego. Zupełny brak reakcji z ich strony graniczy ze współudziałem w zbrodni! Tłumaczenie się niewiedzą jest bezczelnym kłamstwem! Jeśli nie wierzyli w raporty polskiego podziemia, to po co, ogromnym nakładem środków, robiono szalenie niebezpieczne loty zwiadowcze nad obozy zagłady? Na tych zdjęciach [1], [2] zaznaczone są wyraźnie komory gazowe i krematoria, a opisy zdjęć mówią same za siebie: extermination camp a nie np. scout camp! Znali wszystkie szczegóły! Jakimś dziwnym trafem, ani nasz rząd, ani opozycja nie korzysta z takich argumentów.

Paradoksalnie „kwestia żydowska” i sprawa naszej niepodległości są ściśle ze sobą związane. Przez wieki Żydzi stanowili nieodłączną część naszego społeczeństwa. Wpłynęli na nasze obyczaje, na nasz światopogląd, na nasz język, na naszą kuchnię, nawet na nasze poczucie humoru. Wzbogacili naszą naukę, kulturę, sztukę i literaturę. Nie będę tu wspominał o takich „drobiazgach” jak wiara w tego samego Boga (starsi bracia w wierze) i fakt, że Żyd –Chrystus jest uznawany przez nas za mesjasza i syna tegoż Boga. Polska, a właściwie Rzeczpospolita, była największym skupiskiem Żydów w Europie. To także nie był przypadek! Mimo tego, że i u nas zdarzały się pogromy i prześladowania, były to jednak prawie zawsze działania oddolne i na skalę lokalną. W ogólnym rozrachunku, fakt ten jest dowodem tolerancji, jaka cechowała naszych przodków (celowo nie napisałem np. „jaka nas cechuje”, gdyż tolerancja ta należy niestety do przeszłości). W codziennych rozmowach, a szczególnie w Internecie, widać jednak wyraźnie, że nasz obraz Żydów, różni się diametralnie od obrazu, jaki mają oni w pozostałych społeczeństwach europejskich. Praktycznie nikt tego nie zauważa, nikt też nie analizuje przyczyn tego zjawiska.

Parę dni temu, trafiłem przypadkiem na pewien wpis, który jest przykładem tego zjawiska. Wpis miał odpowiedzieć na pytanie, czy rosyjski bank centralny jest kontrolowany/jest własnością Rothschildów. Właściwie nie zamierzałem nim sobie zawracać głowy, gdyż były to, typowe dla naszego kraju, idiotyzmy dotyczące Żydów i ich rzekomo wszechwładnego wpływu na politykę i światowy system monetarny. W odróżnieniu jednak od innych, temu podobnych „rewelacji”, wpis zawierał wiele faktów, które świadczyły o całkiem niezłym przygotowaniu autora. Dużo bardziej niż sam wpis, zastanowił mnie jednak komentarz jednego z czytelników – mniej więcej tej samej długości, co sam wpis. Komentator także wykazał się sporą wiedzą! Bodajże czy nie większą nawet, niż autor wpisu! Komentarz jest wprawdzie nieco chaotyczny, miesza fakty z religią, podaje też argumenty, świadczące o niepełnej wiedzy autora. Właściwie mógłbym się podpisać pod niektórymi tezami jego tekstu, gdyż wiele razy pisałem to samo na moim blogu, gdyby nie pewne różnice… Właśnie te różnice są charakterystyczne dla naszego kraju! Moim zdaniem, nie pozwalają nam one zrozumieć tego, co dzieje się na świecie. Wypaczają nam obraz. Pośrednio różnice te doprowadziły najpierw do utraty niepodległości, a dziś znów nie pozwalają nam wybić się na niepodległość polityczną. Przede wszystkim jednak, sprawiają, że nie potrafimy rozwinąć się ani społecznie, ani gospodarczo, co de facto doprowadziło nas już do statusu neokolonialnego.
Popatrzmy na zdania z komentarza:

Bank centralny wcale nie musi „należeć” do Rotszyldów, aby cały system finansowy konkretnego państwa był całkowicie podporządkowany międzynarodowym żydom.”

Kontrola Rotszyldów nad pieniądzem to narzucenie konkretnej idei pieniądza. Wcale nie chodzi o „własność” banku centralnego i w dzisiejszym świecie „własność” bank centralnego nie jest do tej kontroli potrzebna. Chodzi o samą ideę pieniądza, zupełnie odmienną od idei wypracowanej w nauce chrześcijańskiej czy islamskiej (dla uproszczenia pomijam Daleki Wschód).”

Gdyby w miejsce Żydów/Rotszyldów, wstawić „bezosobowy system monetarny” lub „bezosobowy kapitał”, to podobne zdania można znaleźć na moim blogu. Cały czas dręczy mnie myśl, czemu w naszym kraju tak powszechnie stawia się znak równości między słowami pieniądze=Żydzi, bankierzy=Żydzi! Gdyby to nie było tragiczne, to można by powiedzieć żartobliwie, że jako naród jesteśmy „chorzy na Żydów”! Ten znak równości spotykany jest dużo rzadziej w krajach zachodnich. Powszechne jest u nas także doszukiwanie się zakulisowych działań Żydów za wszystkimi prawie wydarzeniami, co także jest dość rzadkie w krajach zachodnich (co nie znaczy, że nieobecne). Autor komentarza pośrednio też to zauważa, gdyż pisze:

Ostatni obrazek, na którym widnieje informacja, że „bank centralny Iranu nie należy do rodziny Rotszyldów” najprawdopodobniej jest błędna, poza tym jest skażona intelektualnym prymitywizmem właściwym dla społeczeństw anglosaskich czy generalnie zachodnich.”
oraz:
Błędem jest używanie języka anglosaskich ćwierćgłówków dopatrujących się kontroli właścicielskiej nad bankiem centralnym, choćby dlatego że prowadzi do sprowadzenia na ich (niski) poziom percepcji rzeczywistości.”

Brakuje jedynie zawołania Wieszcza: „Polska mesjaszem narodów!” A w dalszym ciągu można by powiedzieć Żydom: to nie wy, parchy, ale my jesteśmy narodem wybranym! Gdyby nie fakt, że niemała część naszego społeczeństwa w to wierzy, można by to potraktować jako niezły ubaw.

Ale żarty na bok! Ciekawe jest, że pod tym względem różnimy się nie tylko od krajów zachodnich, ale także od Rosji! Tam także niezmiernie rzadko spotyka się ten znak równości.

Spróbujmy zatem wyjaśnić sobie genezę tego zjawiska. Mało wiemy o tym, jak rozwijały się społeczeństwa zachodnie. Na lekcjach historii uczono nas tego „po łebkach”. Ale także społeczeństwa zachodnie nie wiedzą wiele więcej od nas. Skupiają się głównie na przemianach społecznych i politycznych, kompletnie zaniedbując zmiany w systemie monetarnym i wywołane nimi zmiany w systemie gospodarczym. Już parę razy wspominałem na tym blogu, że moim skromnym zdaniem, tutaj leży klucz do zrozumienia wielu głównych wydarzeń historycznych! Wyjaśnijmy sobie zatem parę kwestii. Przede wszystkim spróbujmy odpowiedzieć na pytanie, czy to Żydzi stworzyli obecny system monetarny? Odpowiedź jest prosta: i tak, i nie. Nie zrozumiemy tego bez wyjaśnienia sobie statusu Żydów w całej Europie. Tworzyli oni wszędzie społeczeństwo niejako „równoległe”, żyjące obok, rządzące się swoimi prawami, mające swoją religię i swoje obyczaje. Praktycznie w całej Europie nie mogli posiadać ziemi, która była wtedy źródłem bogactwa. Zajmowali się jedynymi dostępnymi zajęciami – handlem i lichwą. Wbrew pozorom zajęcia te pozwalały im osiągnąć dobrobyt a także faktycznie umożliwiały zakulisową działalność polityczną i gospodarczą. Żydzi byli także bacznie obserwowani. Prawdopodobnie w wyniku tych obserwacji, Włosi, którzy także zajmowali się tymi samymi zajęciami, wpadli na pomysł stworzenia instytucji, które były podwalinami współczesnej bankowości. Jako posiadający doświadczenie w obrocie pieniędzmi, Żydzi byli chętnie zatrudniani w owych bankach, stąd ich powszechna obecność w bankowości. Włoski pomysł udoskonalili najpierw Holendrzy a potem Szwedzi i Anglicy, którzy stworzyli podstawy bankowości centralnej. Obecny system monetarny nie był więc pomysłem żydowskim, ale z dużą dozą prawdopodobieństwa można powiedzieć, że Żydzi mogli być jego nieświadomymi inspiratorami. Od samego początku, Żydzi musieli także konkurować z bankierami i kupcami włoskimi, holenderskimi, angielskimi, francuskimi czy niemieckimi. Najczęściej nie byli też traktowani, jako równoprawni partnerzy! Spotykali się z wieloma formami dyskryminacji.

A jak było w Polsce? U nas Żydzi także prowadzili podobne zajęcia jak w Europie zachodniej. Była jednak zasadnicza różnica. W Polsce nie mieli konkurencji!! Dla „szlachetnie urodzonych” zajęcia takie jak handel czy lichwa były poniżej ich godności. Mieszczanie byli wprawdzie ludźmi wolnymi, ale nie mieli prawie żadnych praw i ograniczali się jedynie do drobnego rzemiosła. Ponad 70% społeczeństwa – chłopi – było praktycznie niewolnikami bez żadnych praw, bez wykształcenia i bez żadnych możliwości zmiany swego statusu. Krajem niepodzielnie rządziła więc klasa, stanowiąca ok 10% społeczeństwa. Reszta była albo jej niewolnikami, albo nie miała żadnych praw, a zatem także i wpływów na losy kraju. Mam nadzieję, że wszyscy już rozumiemy, skąd wziął się u nas ten znak równości! Przez wiele pokoleń nie znano u nas bankiera i handlarza nie-Żyda! Poza rolnictwem i częścią rzemiosła, pozostałe działy gospodarki oddaliśmy Żydom niejako walkowerem! Także u nas Żydzi nie mogli posiadać ziemi, ale nie było im to do niczego potrzebne, bo spora część szlachty była u nich zadłużona, więc w ten sposób kontrolowali ich majątki. Posiadając monopol w handlu, dyktowali ceny na produkty rolne. Zarobione pieniądze, szlachta wydawała u innych handlarzy-Żydów, przepijała w żydowskich karczmach, w których wódka pochodziła z żydowskich gorzelni. Spora część młynarzy także była Żydami. Nasz archaiczny system społeczny po prostu uniemożliwiał stworzenie konkurencji dla Żydów!! Nie było praktycznie żadnych dróg awansu społecznego! Szlachcicem można było zostać jedynie przez wykazanie się dzielnością na polu walki.

W całej Europie (także wschodniej!!) Żydzi musieli konkurować z miejscową ludnością, co często przychodziło im z najwyższym trudem. U nas mieli wolną rękę, na co sami im pozwoliliśmy!! Kto tu zatem jest ćwierćgłówkiem i ma niski poziom percepcji rzeczywistości??!!

Jesteśmy za to mistrzami świata w tworzeniu teorii spiskowych z Żydami w roli głównej. Co kliknięcie myszą, to mamy nową teorię, ujawniającą istnienie tajnych spisków. Gdyby podliczyć ilość wszystkich stron i ujawnianych tam spisków, to byłoby ich już chyba więcej niż Żydów! Nikt nie zadaje sobie jednak automatycznie cisnącego się na usta pytania, skąd autorzy tych „wiadomości” to wiedzą? Przecież są to najpilniej strzeżone tajemnice, do których nie ma dostępu żaden goj?! Jakim cudem mieli więc do nich dostęp?! Może trzeba byłoby wziąć paru takich najbardziej aktywnych i powiedzieć każdemu: wyjmij bratku i pokaż, czyś ty aby nie „scyzorykiem chrzczony”! Ale żarty na bok!

Czy zmieniło się coś, gdy utraciliśmy niepodległość? Nic. Było jeszcze gorzej! W poprzednim wpisie podałem link do strony z wyjaśnieniem genezy powiedzonka „wasze ulice, nasze kamienice” . Cytowany tam jest obszernie Bolesław Prus. Cała jego twórczość jest kopalnią wiedzy o ówczesnym świecie i o panujących wówczas stosunkach społecznych. Także o relacjach polsko-żydowskich. Przypomnijmy sobie, z jaką pogardą traktowany był (szlachcic!) Wokulski przez prawie całą szlachtę. Jedynie za to, że zajmował się handlem! Bardzo chętnie korzystano z jego pieniędzy, ale dopuścić go do „towarzystwa” – co to, to nie! A jakie było oburzenie, że sprzedał swój sklep Żydom!

A komuż go sprzedam?… – spytał.
– Czy tym, którzy nie kupią sklepu, gdyż mają pieniądze, czy tym, którzy by go dlatego tylko kupili, że nie mają pieniędzy? Sklep wart ze sto dwadzieścia tysięcy rubli, mam je rzucić w błoto?
– Strasznie ci Żydzi wypierają nas…
– Skąd?… Z tych pozycyj, których nie zajmujemy albo do zajmowania których sami ich zmuszamy, pchamy ich, błagamy, aby je zajęli. Mego sklepu nie kupi żaden z naszych panów, ale każdy da pieniądze Żydowi, aby on go kupił i… płacił dobre procenta od wziętego kapitału.

– Będzie kiedyś awantura z tymi Żydami – mruknąłem.
– Bywały już, trwały przez osiemnaście wieków i jaki rezultat?… W antyżydowskich prześladowaniach zginęły najszlachetniejsze jednostki, a zostały tylko takie, które mogły uchronić się od zagłady. I oto jakich mamy dziś Żydów: wytrwałych, cierpliwych, podstępnych, solidarnych, sprytnych i po mistrzowsku władających jedyną bronią, jaka im pozostała – pieniędzmi. Tępiąc wszystko, co lepsze, zrobiliśmy dobór sztuczny i wypielęgnowaliśmy najgorszych.
– Czy jednak pomyślałeś, że gdy twój sklep przejdzie w ich ręce, kilkudziesięciu Żydów zyska popłatną pracę, a kilkudziesięciu naszych ludzi straci ją?
– To nie moja wina – odparł zirytowany Wokulski. – Nie moja wina, że ci, z którymi łączą mnie stosunki, domagają się, ażebym sklep sprzedał. Prawda, że społeczność straci, ale też i społeczność chce tego.
– A obowiązki?…
– Jakie obowiązki?!… – wykrzyknął. – Czy względem tych, którzy nazywają mnie wyzyskiwaczem, czy tych, którzy mnie okradają? Spełniony obowiązek powinien coś przynosić człowiekowi, gdyż inaczej byłby ofiarą, której nikt od nikogo nie ma prawa wymagać. A ja co mam w zysku? Nienawiść i oszczerstwa z jednej strony, lekceważenie z drugiej. Sam powiedz: czy jest występek, którego by mi nie zarzucano i za co?… Za to, żem zrobił majątek i dałem byt setkom ludzi.
– Oszczercy są wszędzie.
– Ale nigdzie w tym stopniu co u nas. Gdzie indziej taki jak ja uczciwy dorobkiewicz miałby wrogów, ale miałby też uznanie, które wynagradza krzywdy… A tu…

W „Lalce” znajdziemy całą masę podobnych dialogów. Prus był doskonałym obserwatorem. Jestem pewien, że wszystkie opisywane w jego powieściach postacie i sceny miały swój pierwowzór. Że nie zostały wymyślone, że były odbiciem otaczającego go świata. Najlepszym dowodem jest, że to wszystko, co opisuje w „Lalce”, można znaleźć w jego „Kronikach”.
Zarówno w „Kronikach” Prusa, jak i w „Lalce”, znajdziemy też opisy i porównania społeczności żydowskiej ze społecznością Polską. Powszechny u nas analfabetyzm, zestawia Prus z jego prawie całkowitym brakiem wśród społeczności żydowskiej. Pisze wyraźnie, że Żydzi sami organizują i finansują swoje szkolnictwo. Że wszystkie dzieci mają do niego dostęp! Przypomnijmy też sobie fragment z „Lalki”, w którym opisuje, jakie są różnice w zabawach młodzieży żydowskiej i polskiej: „U nas, panie, niby u Żydów, jak się młodzi zejdą, to oni nie zajmują się, jak u państwo, tańcami, komplementami, ubiorami, głupstwami, ale oni albo robią rachunki, albo oglądają uczone książki, jeden przed drugim zdaje egzamin albo rozwiązują sobie szarady, rebusy, szachowe zadanie. U nas ciągle jest zajęty rozum i dlatego Żydzi mają rozum, i dlatego, niech się pan nie obrazi, oni cały świat zawojują”.
I nie miał racji?… Charakterystyczne dla Żydów jest także wspieranie najzdolniejszych spośród siebie. Jakie są tego skutki? Oni mają swoich Einsteinów, Rubinsteinów, a my? Naszych Janków muzykantów!

Okres opisywany przez Prusa, był okresem rewolucji przemysłowej. W całej Europie rozwijał się przemysł. A u nas? Trochę działo się w zaborze pruskim, gdzie polska społeczność myślała nieco inaczej, niż w pozostałych częściach kraju. Jedyną wyspą industrializacji była Łódź. Ale Polacy byli tam jedynie najgorzej płatnymi pracownikami najemnymi. Fabryki należały wyłącznie do Niemców, Rosjan i Żydów.

– Szanowny pan Wokulski – zabrał głos adwokat – z właściwą mu gruntownością raczy nas objaśnić: czy sprowadzanie owych tkanin aż z tak daleka nie przyniesie uszczerbku naszym fabrykom?
– Przede wszystkim – rzekł Wokulski – owe nasze fabryki nie są naszymi, lecz niemieckimi…
– Oho!… – zawołał oponent z grupy kupców.
– Jestem gotów – mówił Wokulski – natychmiast wyliczyć fabryki, w których cała administracja i wszyscy lepiej płatni robotnicy są Niemcami, których kapitał jest niemiecki, a rada zarządzająca rezyduje w Niemczech; gdzie nareszcie robotnik nasz nie ma możności ukształcić się wyżej w swoim fachu, ale jest parobkiem źle płatnym, źle traktowanym i na dobitkę germanizowanym

…Czy po z górą stu latach, słowa te nie są znów aktualne!?

Gdy odzyskaliśmy niepodległość, nie mogliśmy już zwalać winy na zaborców. Ale czy nauczyliśmy się czegoś na własnych błędach? Praktycznie nic!! O ile żydowska dominacja w handlu i finansach nieco się zmniejszyła, szybko rosła dominacja w dobrze płatnych wolnych zawodach, szczególnie wśród prawników, lekarzy i aptekarzy. Zwracano na to uwagę, ale jak starano się temu zaradzić? Zamiast stworzyć system pomocy dla zdolnej, ale biednej polskiej młodzieży, której nie było stać na studia, a która mogłaby zmienić ten stan rzeczy, wprowadzono numerus clausus i getta ławkowe!! Pod względem społecznym, II Rzeczpospolita w dużej mierze była kontynuacją tej pierwszej. Wprawdzie ogromna większość społeczeństwa, chłopi, nie byli już niewolnikami, ale tylko formalnie. Ich status społeczny i materialny niewiele się zmienił. Wieś była biedna i potwornie zacofana. Jej mieszkańcy w większości byli analfabetami.
Nie wyciągnęliśmy wniosków z proroczych słów Prusa: W takim stanie rzeczy mamy dwie perspektywy. Ponieważ Żydzi rosną i wzmacniają się na naszych błędach, więc – albo ulepszymy siebie samych i nasze wewnętrzne stosunki, albo – w emigracji zmarnujemy najdzielniejsze siły, a reszta -stanie się lennikami Żydów

Druga wojna światowa i Zagłada były końcem starego świata.

Okres PRL-u postawił zaś wszystko na głowie. Żydzi przestali być konkurencją dla naszego społeczeństwa. Przepraszam, był jeden wyjątek! Praktycznie całe kierownictwo powojennego UB, oraz duża część prokuratury i sądownictwa były w rękach żydowskich. Zdarzało się, że wsadzali do więzień tych, którzy uratowali im życie. To także jest temat tabu.
Ale brak Żydów był także hamulcem w odbudowie kraju. Przed wojną stanowili oni dużą część inteligencji – klasy, bez której żaden kraj nie jest w stanie się rozwinąć. Nieliczna polska inteligencja została wymordowana, gniła w więzieniach i sowieckich łagrach, pozostała na emigracji lub, jako politycznie niepewna, nie była dopuszczana do żadnych stanowisk. Wystarczyła więc chęć szczera, i nawet półanalfabeta mógł zostać nie tylko oficerem, ale także dyrektorem fabryki, naczelnikiem gminy lub powiatu czy komendantem milicji. Jakie były tego skutki – łatwo zgadnąć.
Trzeba jednak przyznać, że nowa władza starała się w szybkim tempie wykształcić własną klasę, która byłaby w stanie pokierować krajem. Kierowała się leninowską maksymą: учиться, учиться, учиться! Uczyć się! Zresztą maksymą całkowicie słuszną!! Niestety nie uwzględniała ona specyfiki naszego kraju, jego historii i mentalności jego społeczeństwa. Jakie więc były rezultaty? Nowy inteligent potrafił rozwiązać równanie różniczkowe, ale nie potrafił zawiązać krawata, sprawniej posługiwał się widłami do gnoju, niż widelcem. Proszę mnie źle nie zrozumieć!! Za ich pęd do wiedzy, okupiony wieloma wyrzeczeniami, należy się tym ludziom ogromny szacunek!! Ale nie mogli oni, i nadal nie mogą, przeskoczyć własnego cienia. A tym cieniem jest wielowiekowe zacofanie i ukształtowana przez warunki życia, specyficzna mentalność, sposób myślenia i postrzegania świata. Byt określa świadomość… I nie chodzi tu o drobny ułamek społeczeństwa! To jest jego 70 – 80%! To, jakimi są, nie jest ich winą! To wina klasy, która ich takimi uczyniła! Klasy, która dziś domaga się zwrotu majątków, a gloryfikując się – fałszuje historię kraju, uniemożliwiając rzetelną analizę niepowodzeń i upadków wszystkich Rzeczpospolitych, co doprowadzić może do kolejnego upadku! Nie znam drugiego kraju, który zmarnowałby tyle historycznych szans. Jako jedyni pokonaliśmy Rosję i mogliśmy osadzić na jej tronie swojego cara! Bezsensowną rzezią, a potem prześladowaniami, poniżeniem i wyzyskiem zraziliśmy garnących się do nas Ukraińców. Bo przecież w powstaniu Chmielnickiego Ukraińcy nie walczyli o odłączenie od Rzeczpospolitej, ale o równe prawa, jako jej obywatele! Można wymieniać dalej i zawsze prywata szlachty była ważniejsza od dobra kraju! Kalam własne gniazdo, bo sam z tej klasy pochodzę…
Niestety, przyszłości naszego kraju nie widzę optymistycznie. Aby przetrwać, jako społeczeństwo, potrzebujemy pozytywistycznej pracy u podstaw. Niestety nie zanosi się na to, że to sobie uświadomimy.
Chociaż pojęcie eugeniki powstało za życia Prusa, nie jestem pewien, czy je znał. Nie przeszkadzało mu to, słowami Wokulskiego, trafnie powiedzieć, że Żydzi zostali ukształtowani poprzez wielowiekowe prześladowania. My sami, przez bezsensowne powstania, sami zniszczyliśmy najwartościowszych przedstawicieli naszego narodu! Dzisiaj nie rozumiemy, że patologie, takie jak brak wzajemnego zaufania, nieumiejętność myślenia kategoriami państwa, prawa i społeczeństwa, powszechny brak uczciwości, korupcja i nepotyzm, które są tak wszechobecne, że na co dzień niezauważalne, są w dużej mierze pochodną braku wśród nas tych ludzi!
W każdym, powiedzmy to sobie szczerze, trochę normalniejszym kraju, istnieje warstwa społeczna, która z racji swej pozycji – ściśle związanej z wykształceniem – posiada autorytet, na który zapracowała sobie przez pokolenia. Jest to warstwa, która kształtuje kulturę i obyczaje kraju. Przynależność do tej warstwy wiąże się oczywiście z większymi dochodami, ale nie mniej ważna jest dla tych ludzi dbałość o zachowanie swego statusu. Osiągają to poprzez dobór nowych członków i wzajemną kontrolę. Wszelkie zachowania odbiegające od normy jak np. nieuczciwość, korupcja czy protekcja, mogą prowadzić do wykluczenia z jej szeregów. Ludzie ci wyróżniają się także wyglądem, ubiorem, zachowaniem, kulturą osobistą, językiem i sposobem mówienia. Także pod tym względem są elementem kształtującym społeczeństwo. Wprawdzie w ostatnich latach wszędzie obserwuje się erozję i zanik tych klas, ale nadal są one obecne i dla wnikliwych obserwatorów zauważalne. U nas taka klasa nie była w stanie się wykształcić. Co by nie mówić o epoce PRL-u, ale obiektywnie trzeba przyznać, że zauważano wtedy potrzebę powstania pewnych wzorców zachowania. Promowano i wspierano, rozumianą w szerokim zakresie, kulturę. O nakładach książek z tego okresu, obecni wydawcy mogą jedynie pomarzyć! Do dobrego tonu należało bycie na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami w kulturze. Nasza kultura i sztuka była w światowej czołówce. Wszędzie – w prasie, radiu i telewizji (także w polityce!) miało się do czynienia jedynie z poprawną polszczyzną.
Szambo wybiło po roku 1989! Język, jakim się dziś posługujemy, coraz mniej przypomina literacką polszczyznę. To jakiś bełkot! W mediach widać, że nie potrafimy już wyrazić swoich myśli. Przyznanie się do nieczytania książek jest dziś w dobrym tonie. Nie potrafimy też ze sobą rozmawiać. Wyzwiska zastępują argumenty. Przykład idzie z góry. W PRL-u, powszechnie wyśmiewanym przykładem prostaka, był Albin Siwak. Dzisiaj, gdy porównać go z niektórymi politykami z tytułami profesorskimi (link zbędny), jest on wzorem kultury! Ktoś na pewno wyskoczy z argumentem: dziś nie ma cenzury! Wszyscy, którzy mieli z nimi do czynienia, przyznają, że cenzorzy byli ludźmi inteligentnymi. Że można było z nimi rozmawiać, pójść na kompromis, przemycić coś niewinnego, co publiczność w lot wyłapywała. Ale jak dziś dyskutować ze stojącym przed teatrem tłumem rozhisteryzowanych fanatyków?!

Nie potrafimy także zrozumieć świata, który nas otacza i naszego miejsca w nim. W stosunku do Zachodu jesteśmy w dużej mierze bezbronni, gdyż mamy archaiczne sposoby pojmowania metod sprawowania władzy i archaiczny światopogląd. Większość społeczeństwa nie zna i nie rozumie złożoności systemów społecznych. Bo skąd ma znać! Przez stulecia znała jedynie pana, wójta i plebana. Jako społeczeństwo „przeskoczyliśmy” szalenie ważny okres – Oświecenie. Nie rozumiemy obecnego świata. Analizujemy go przestarzałymi metodami, przy pomocy przestarzałych pojęć. Zrozumienie obecnego świata, nie oznacza jego akceptacji, ale bez tego nie jesteśmy w stanie zrozumieć światopoglądu, mentalności, sposobu myślenia i postępowania społeczeństw innych krajów. A przede wszystkim klas, które tymi społeczeństwami kierują. Nie mamy naukowców, którzy mogliby nam to przystępnie objaśnić. Ale nawet gdybyśmy takich mieli, nie słuchalibyśmy ich! Nie rozumiemy, jakimi wyrafinowanymi metodami jesteśmy sterowani [1], [2], [3], [4]. Przyjmujemy je za dobrą monetę, a najczęściej nie zdajemy sobie z nich sprawy. Dotyczy to zarówno społeczeństwa, jak i polityków. Nasz sposób widzenia i odbierania świata jest w dużej mierze kształtowany przez religię: wierz, nie zastanawiaj się, tak ma być. Gdy połączymy to wszystko z bardzo niskim poziomem nauczania, śmiało możemy już mówić o moralnym i umysłowym wyniszczeniu narodu!
Przykładem takiego niezrozumienia, jest powszechna wiara w bajeczkę, że wywalczyliśmy sobie niepodległość. G… prawda! Po prostu na pewnym etapie, kraj nasz był pewnym siłom potrzebny na mapie Europy. Niektórzy nasi ówcześni przywódcy albo zrozumieli to, albo byli nieświadomymi marionetkami. Sądzę, że Piłsudski to rozumiał i wiedział, że musimy zapłacić za to pewną cenę. Tutaj wrócę z powrotem do wspomnianego na początku komentarza. Wielkim zaskoczeniem była dla mnie znajomość faktu zmiany zasad funkcjonowania naszego banku centralnego po przewrocie majowym. Jest to fakt mało znany, a jeszcze mniej rozumiany. Wbrew temu, co twierdzi komentator, Piłsudski nie sprzedał żadnych udziałów w banku centralnym. A już na pewno nie Żydom. Paradoksalnie sam komentator napisał, o co chodziło. Kto przeczytał mój niedawny wpis o japońskim banku centralnym, ten zrozumie, że przed przewrotem nasz bank centralny funkcjonował, jak powojenny bank japoński – pożyczał rządowi pieniądze. Po przewrocie już tego nie mógł robić. Wszystko jest wyjaśnione w części II Rozporządzeniu Prezydenta Rzeczypospolitej z dnia 13 października 1927 r. Gdy dodamy do tego jeszcze zagraniczny (Amerykanin, nie Żyd) nadzór nad naszym bankiem centralnym i zaciągniętą równocześnie ze zmianami pożyczkę na zagranicznych rynkach kapitałowych, to już chyba nie trzeba wyjaśniać, o co tak naprawdę chodziło w przewrocie majowym.

Teraz może parę słów o „własności” banku centralnego. Nie jestem prawnikiem i mało się znam na prawie, ale z tego, co wiem, nasz system prawny opiera się w dużej mierze na prawie niemieckim. Tak było także w II Rzeczpospolitej, tak jest i w obecnej (straciłem już rachubę, w której). W prawie niemieckim istnieje rozróżnienie własności społecznej i własności państwowej. Własność państwowa traktowana jest prawnie jak własność prywatna. Tu zatem leży przyczyna statusu banku, jako osoby prawnej lub spółki akcyjnej w II RP. Gdy o tym usłyszałem, zainteresowało mnie to. Chciałem poznać szczegóły, ale przyznam się szczerze, że nie byłem w stanie przebrnąć przez zawiłe wywody prawnicze i dałem sobie spokój. Swoją drogą, przy tej okazji dowiedziałem się, że Niemcy sami tego nie rozumieją i istnieje tam wiele teorii spiskowych na ten temat. Jedną z nich jest teoria wokół Bundesrepublik Deutschland – Finanzagentur GmbH , mówiąca, że państwo niemieckie jest prywatną spółką z ograniczoną odpowiedzialnością (GmbH = Sp. z o.o.).
Nie ulega jednak wątpliwości, że istnieją na świecie prywatne banki centralne. Amerykański Fed jest i nie jest bankiem prywatnym. Sama instytucja Federal Reserve jest tylko przykrywką dla 12 prywatnych banków regionalnych.

Autor wpisu podał, jako argument niezależności rosyjskiego banku centralnego, dekret Putina, nakazujący przekazywanie 75% dochodów banku Rosji do budżetu federalnego (poprzednio było 50%). Ani autor, ani komentator nie wyjaśniają jednak, co dzieje się z resztą. Trafia na konto Rothschildów? Wyjaśnia to rozdział V artykuł 26 rosyjskiej ustawy o banku centralnym. Pieniądze te pozostają w banku, jako rezerwa, i są przez bank odpowiednio inwestowane.

 

Ale wylałem z siebie żółci! Najgorsze, że nic mi to nie ulżyło. Notabene, „żółć” jest chyba najbardziej polskim słowem. Nie ma w nim żadnej niepolskiej litery. Zabawny przypadek!

Reklamy