Zobaczymy, czy się sprawdzi

Już raz przyznałem się do tego, że patrzę na coś i nie widzę, co to jest. Chyba się starzeję, bo znów złapałem się na podobnym odczuciu. Ciągle męczyło mnie pytanie, dlaczego Prezes Polski zmienił premiera. Wiem, to już musztarda po obiedzie, obiedzie, który wszyscy zdążyli już przetrawić, a niektórzy wyrzygać, ale mnie to męczyło. Przyznam nawet, że miałem pewien sentyment do byłej premierzycy. Przypominała mi koleżankę z podstawówki. Koleżanka była strasznie tępa, ale ambitna, więc uczyła się wszystkiego na pamięć. Gdy słyszałem wygłaszane beznamiętnym i bezmyślnym głosem, przemówienie naszej premierzycy, to zamykałem oczy i cofałem się o pół wieku w czasie. Znów siedziałem w ławce takiej jak ta, i słyszałem koleżankę stojącą przed tablicą. Podobieństwo mówienia było uderzające!

Faktycznie się starzeję, bo zaczynam ględzić nie na temat…

Wróćmy do motywów Prezesa. Motyw jest jeden: utrzymanie się przy władzy. Nic więcej! A z tym jest coraz gorzej. Żelazny elektorat jest już nieco znudzony kolejnymi „rewelacjami” z katastrofy smoleńskiej. 500+ już spowszedniało i co gorsza jego odbiorcy przestają się bać, że jakiś nowy rząd odważy się zakończyć ten program. Trzeba więc jakoś kupić wyborców. Ale czym? Co ma Morawiecki, czego nie miała Szydło? W dodatku premierzyca była nawet dość popularna i sporo wyborców miało do niej zaufanie. Bardzo wątpię, że to właśnie przestraszyło Prezesa. Nie chce mi się także wierzyć w to, że Morawiecki przekonał Prezesa jakąś prezentacją PowerPointa. Chyba, że była o kotach. Z tabel i wykresów politycy nic nie rozumieją.

Następnym elementem układanki, który nie dawał mi spokoju, była obietnica sprowadzenia do Polski jednego z największych banków inwestycyjnych świata – JP Morgan. Cały czas zastanawiałem się, na jaką przynętę się skusili? To nie jest drobnica, którą łowi się na pszenicę. Na robaka, nawet tłustego, też się nie skuszą. To jest drapieżnik, a te łowi się na błysk. Pytanie, co nim było? Nasz kraj nie ma nic, co by skusiło taką rybę. Gospodarka jest zbyt słaba, a w dodatku w większości nie jest naszą własnością. Nasze spółki skarbu państwa można co najwyżej sklasyfikować jako robaka (ale nie tłustego). Sławetny plan „odpowiedzialnego” rozwoju, z bredniami o polskim samochodzie elektrycznym, jest niczym innym, niż dalszym ciągiem Króla Ubu. Więc co? I długo bym się zastanawiał, gdyby nie wpadła mi w ucho informacja o specustawie mieszkaniowej. Natychmiast sobie skojarzyłem. Co jeszcze obiecywał Prezes? Program Mieszkanie Plus! I nic z tego nie wyszło. Na obietnicach się skończyło. Okazało się, że koszty przerosły możliwości państwa, a w dodatku większość terenów budowlanych już „rozdrapano”. Krótko mówiąc naobiecywali i napalili się jak szczerbaty na suchary.

Na świecie brakuje obecnie obiektów dla zyskownych inwestycji. Taki program, jeśli go odpowiednio przygotować, mógłby być przynętą dla ryby, takiej jak JP Morgan! Wątpię, aby zamierzano „nadmuchać” w naszym kraju nieruchomościową bańkę spekulacyjną, ale wykluczyć się tego nie da. Jak to się robi, pisałem w poprzednim poście. Poza tym, taka bańka mogłaby być „dodatkiem” do programu budowy mieszkań na wynajem. Możliwe są różne scenariusze.
Wbrew pozorom inwestorzy, i reprezentujące ich banki, chętniej szukają inwestycji długoterminowych, więc program budowy mieszkań na wynajem, może być dla nich bardziej atrakcyjny, niż budowy mieszkań na sprzedaż. Zapewnia właśnie długotrwałe, względnie pewne dochody z „dojenia” najemców, a kapitał ma zabezpieczenie w nieruchomościach. A jeśli jeszcze państwo da jakieś gwarancje (a na pewno da) i dołoży się do interesu (a na pewno się dołoży), to jeszcze lepiej. I nagle wyjaśnia się także, dla kogo były te prezentacje. Miały pokazać, że stać nas udzielenie takich gwarancji.

Takimi obietnicami Morawiecki mógł oczarować Prezesa. Gdyby udało się uruchomić taki program, to PiS może spokojnie myśleć o większości konstytucyjnej, wprowadzeniu jednopartyjnej dyktatury i zamknięciu całej opozycji w nowej Berezie Kartuskiej! Nikt nie podniesie głosu sprzeciwu, bo nieposłuszni dziennikarze zostaną wysłani na przymusowe szkolenia do Wyższej Szkoły Kultury Medialnej i Społecznej w Toruniu (ja bym już wolał do Berezy!).
Większość społeczeństwa naszego kraju nie stać na 30-letni (lub dłuższy) kredyt. Wielu z tych, których stać, nie chce się wiązać na tak długi okres czasu. Od pracobiorców wymaga się dziś mobilności, a własny dom lub mieszkanie, obciążone kredytem, to tylko kula u nogi. Równocześnie rynek mieszkań do wynajęcia jest bardzo rachityczny. Budownictwo komunalne praktycznie nie istnieje. Nie ma więc mieszkań, do których mogłyby się wprowadzać młode rodziny „na dorobku”. Niewidzialna ręka rynku, która miała ten problem rozwiązać, dalej jest niewidzialna. Rząd, który wyszedłby z umysłowej ciasnoty ideologicznych dogmatów i zacząłby coś z tym robić, byłby noszony na rękach. W dodatku w początkowej fazie projektu, budżet nie ucierpiałby za bardzo – pieniądze na budowę pochodziłyby z funduszy inwestycyjnych JP Morgana, jedynie trzeba by dopłacać do czynszów.

Czy taki program byłby powodem do radości dla naszego społeczeństwa? Dla osób niemających pojęcia o wędkarstwie muszę tu wyjaśnić, że jest jeszcze jedna metoda połowu ryb drapieżnych: na tak zwanego żywca. Bierze się małą rybkę, w mniej lub bardziej brutalny sposób, doczepia się do niej kotwiczkę i wrzuca do wody. Nietrudno się domyślić, że tą rybką byłoby polskie społeczeństwo. My wszyscy. Banki nie są instytucjami charytatywnymi. W szczególności dotyczy to banków inwestycyjnych. Żaden kraj, który wszedł z nimi w jakiekolwiek interesy, dobrze na tym nie wyszedł. Zawsze i wszędzie kończyło się twardym lądowaniem. Polska nie byłaby tu żadnym wyjątkiem! Nazwy typu Goldman Sachs, czy właśnie JP Morgan bardziej nadają się do straszenia, niż do obiecywania dobrobytu. Ale jakie to ma znaczenie przy możliwości utrzymania się przy władzy! Przez tych kilka lat prosperity, będzie można tak ukształtować prawo, że nawet nieuchronny krach nie będzie w stanie tę władzę odebrać. A gdy ten krach nadejdzie, to Ojciec Dyrektor przedstawi go, jako karę za grzechy. Tak czy inaczej, w efekcie końcowym, nasze będą ulice, ich będą kamienice. A nie jest wykluczone, że za jeżdżenie, a nawet chodzenie tymi ulicami, też będziemy musieli płacić.

    1. P.S.

Przy okazji różnych wydarzeń, często słyszałem od rodziny i znajomych: „mówiłeś, że tak będzie!”. Najczęściej nie pamiętałem już, że tak mówiłem. Przyznam się, że był to jeden z powodów, które skłoniły mnie do pisania tego bloga. Ten wpis traktuję trochę, jako żart. To, co napisałem, jest wróżeniem z fusów albo patrzeniem w kryształową kulę. Postanowiłem tym razem zanotować te „proroctwa”, aby w przyszłości zobaczyć, czy się sprawdziły. Mam nadzieję, że NIE!!!

 

Reklamy