Książęta pieniądza

Wspominałem w moim poprzednim wpisie, że jestem w trakcie dorabiania polskich napisów do szalenie interesującego filmu. Napisy są już gotowe, ale nie wiedziałem, że muszą jeszcze przejść kontrolę „community” (cokolwiek to oznacza). Minęły już prawie trzy tygodnie, a wyników tej kontroli ani widu, ani słychu. Ale może niedługo napisy będą już dostępne. (od 23.05.2018 są już dostępne!)
Film nazywa się „Princes of the Yen”, obejrzeć go można na Youtube. Kto zna angielski, nie potrzebuje polskich napisów. Słownictwo w filmie nie jest szczególnie trudne. Jest sporo napisów w innych językach, więc może znajdą Państwo coś pasującego (trzeba kliknąć „koło zębate” w prawym dolnym rogu i wybrać jeden spośród 10 języków).

Kto nie chce czekać, może ściągnąć film i obejrzeć go w swoim komputerze lub tablecie. Moje polskie napisy może ściągnąć tutaj. Przed obejrzeniem trzeba jednak zmienić rozszerzenie pliku z Princes_of_the_Yen_Polski.odt   na Princes_of_the_Yen_Polski.srt. Do odtworzenia najlepiej nadaje się VLC media player, który można ściągnąć tutaj.

Film mówi o roli banków centralnych i ich zakulisowej władzy. Od Oświecenia mówimy o trójpodziale władzy w państwie. Nic nie mówi się jednak o tym, że jest jeszcze czwarta władza – monetarna. Moim zdaniem stoi ona ponad pozostałymi trzema! Jest to władza niewidoczna, nie pochodzi z wyborów, nikt jej z niczego nie rozlicza! Znane powiedzonko mówi wprawdzie, że pieniądz rządzi światem. Ale kto rządzi pieniądzem? To pytanie zadają jedynie zwolennicy teorii spiskowych i dają na nie – mniej lub bardziej idiotyczne – odpowiedzi. Wszyscy na co dzień korzystamy z pieniędzy, ale praktycznie nic o nich nie wiemy! Nie wiemy skąd się biorą, kto i jak je tworzy, jak trafiają do obiegu, jak reguluje się ich dopływ i odpływ, dlaczego kredyty są oprocentowane, dlaczego państwo w ogóle musi się zadłużać, dlaczego, mimo oszczędności i cięć socjalnych, długi te coraz szybciej rosną, dlaczego równocześnie coraz szybciej rosną majątki najbogatszej warstwy… Nie wiemy też o całej masie innych rzeczy. Określenie „system monetarny” kojarzy nam się jedynie z wyglądem monet i banknotów. Pseudonauka, jaką w obecnej postaci jest ekonomia, też się tym nie zajmuje. Traktuje pieniądz jak coś neutralnego, jak jednostkę miary. Na przykładzie wydarzeń w Japonii i innych krajach azjatyckich, możemy zobaczyć, że system monetarny ma możliwości kształtowania systemów gospodarczych, politycznych, a także stosunków społecznych. Aktywnie korzysta też z tych możliwości! Można powiedzieć, że w dużej mierze są one pochodną systemu monetarnego! Oglądając film, proszę zwrócić uwagę na jedną rzecz. Przy analizach sukcesów i kryzysów w Japonii i innych krajach, nikt nie zajmował się bankami centralnymi i ich decyzjami! Nikt nie rozumiał ich roli! To najlepszy dowód naszej niewiedzy!
Film powstał na podstawie książki o tym samym tytule. Autorem jej jest niemiecki ekonomista Richard Werner, który przez wiele lat mieszkał i pracował w Japonii. Jako visiting researcher prowadził badania naukowe w japońskim banku centralnym. Miał więc dostęp do wielu dokumentów i rozmawiał ze świadkami wydarzeń. Później był głównym ekonomistą Jardine Fleming Securities w Tokio. Zna doskonale język i realia tego kraju, był także świadkiem wielu opisywanych wydarzeń. Wprawdzie nie czytałem tej książki, ale z osobą jej autora zetknąłem się już dość dawno. Przeczytałem całą masę jego artykułów i publikacji, wysłuchałem wielu wypowiedzi zarówno na temat Japonii, banków centralnych i systemów monetarnych. Film trwa ok. 1,5 godziny, więc dla tych, którzy nie mają cierpliwości, krótkie streszczenie (albo zachęta do obejrzenia).

Autor zaczyna swą opowieść od powojennej Japonii. Kraj był kompletnie zrujnowany, przemysł zniszczony. Amerykański okupant sądził (niektórych) przestępców wojennych. Banki były praktycznie bankrutami. Zabezpieczeniem udzielonych przez nie kredytów były obligacje japońskiego przemysłu – kompletnie bezwartościowe, gdyż przemysł ten uległ zniszczeniu. Co w tej sytuacji zrobił Bank of Japan (BoJ), czyli japoński bank centralny? Skupił od banków bezwartościowe obligacje płacąc świeżo wyemitowanymi pieniędzmi. Za jednym zamachem, bez żadnych kosztów, banki zostały oddłużone i stały się najsolidniejszymi bankami na świecie.
Najważniejszym ministerstwem w ówczesnej Japonii, było Ministerstwo Finansów. BoJ, jako podległa jednostka, musiał mu składać sprawozdania. Ministerstwo nie miało jednak wpływu na ilość udzielanych kredytów i ich przydział. Była to domena BoJ. Kierownictwo banku twierdziło cały czas, że jego polityka opiera się na stopach procentowych, których wysokość ustalana była przez Ministerstwo Finansów. Faktyczną władzą była jednak ilość emitowanych pieniędzy i kierunek ich przydziału. Utrzymywał więc zarówno społeczeństwo, jak i samo ministerstwo w nieświadomości. Metoda, jaką stosowano, nazywa się Window Guidance. BoJ dawał bankom komercyjnym pewną ilość pieniędzy i narzucał, jak (w formie kredytów) mają one być rozdzielone na poszczególne działy gospodarki, a nawet poszczególne firmy. Film nie zagłębia się w szczegóły tego procesu, ale na pewno BoJ musiał śledzić i dostosowywać się do polityki gospodarczej Ministerstwa Finansów a także legendarnego Ministerstwa Międzynarodowego Handlu i Przemysłu MITI, które wytyczały wtedy kierunki rozwoju japońskiej gospodarki. Taka metoda finansowania gospodarki była bardzo niekorzystna dla kapitału, ale gwarantowała wysoki wzrost gospodarczy, a dla społeczeństwa oznaczała dobrobyt, wyrównane dochody i podział majątku. Metoda miała także swoje ciemne strony. Wiele sektorów gospodarczych, zamiast na osiąganiu dochodów, skupiało się na umocnieniu swej pozycji na rynku. Rozwiązaniem było tworzenie jawnych i ukrytych karteli. Proces ten, poprzez przydział kredytów, był także sterowany przez BoJ. Kartele kontrolowały konkurencję na terenie Japonii, w handlu międzynarodowym nie odgrywały one żadnej roli. Gdy deficyty wielu krajów w handlu z Japonią, stały się zauważalne i kłopotliwe, świat zaczął mówić o japońskim cudzie gospodarczym. Nawet w amerykańskim kongresie organizowano odczyty na temat japońskich metod organizacji pracy i zarządzania. W ciągu niecałych trzech dekad, japońska gospodarka stała się drugą, co do wielkości gospodarką na świecie i to wbrew wszystkim teoriom ekonomicznym gloryfikującym „niewidzialną rękę rynku”! Nikt nie zauważał i nie rozumiał, jaką rolę w tym procesie odegrał japoński bank centralny. On sam także nie afiszował się z tym, a nawet ukrywał to, zabraniając swoim urzędnikom mówić o Window Guidance.
Pierwsze obligacje rządowe wyemitowano w Japonii dopiero w listopadzie 1965 roku. Od tej pory rząd nie wywierał już nacisku na BoJ, gdy potrzebował pieniędzy. Naciskano na Ministerstwo Finansów, i to ono musiało sobie radzić z coraz wyższym deficytem budżetowym. BoJ pozostał w cieniu.
Zaczął z niego wychodzić w latach 80. Do głosu zaczynał wtedy dochodzić neoliberalizm i związane z nim teorie ekonomiczne – neoklasyka i monetaryzm. Był to okres liberalizacji w strefie finansów i znoszenia ograniczeń w transferze kapitału. W kierownictwie BoJ pojawili się nowi ludzie, wykształceni według nowych idei, często bezpośrednio w USA. W 1986 roku, „Komisja dla restrukturyzacji japońskiej gospodarki” pod kierownictwem byłego prezesa BoJ zaproponowała 10-letni plan restrukturyzacji japońskiej gospodarki oraz systemów politycznych i socjalnych, który miał je dostosować do zachodnich standardów. Plan zakładał wprowadzenie gospodarki rynkowej według modelu amerykańskiego oraz ograniczenie władzy biurokracji i aparatu państwowego. Nie wspomniano ani słowem, jak zamierza się tego dokonać. Jedno zdanie w tym raporcie pozwalało się tego domyślać: „przy wprowadzaniu tych zaleceń, dużą rolę odgrywają strategie z zakresu polityki finansowej i monetarnej”. Opór wobec tego planu, zarówno ze strony rządu, społeczeństwa, jak i gospodarki, był bardzo duży. Komentarze prasowe były bardzo krytyczne. Jednakże nie doceniono determinacji osób chcących wprowadzić te zmiany i perfidii ich działania. Nie bez znaczenia był też fakt, że plan ten pokrywał się z listą życzeń amerykańskich negocjatorów w sprawie redukcji ujemnego bilansu handlowego. W pierwszym etapie wszyscy członkowie komisji, którzy byli odmiennego zdania, zostali z niej usunięci.
Ale jak wprowadzić zmiany, których nikt nie chce? Doświadczenia historyczne uczą, że wszystkie systemy zmieniały się w okresie kryzysów. Komisja zaproponowała wywołanie kryzysu o historycznych rozmiarach, który pozwoliłby pokonać opór polityków, przemysłu i społeczeństwa. Do wywołania tego kryzysu postanowiono użyć metod monetarnych. Najprostszą, najbardziej skuteczną i najmniej zrozumiałą metodą jest wywołanie bańki spekulacyjnej. Najlepiej nadają się do tego nieruchomości i akcje. Jak się to robi? Także przy pomocy Window Guidance. W drugiej połowie lat 80 wielkość udzielanych kredytów wzrastała o 15% rocznie. Banki komercyjne dostawały od BoJ fundusze, które miały być przeznaczone na kredyty. Fundusze te przewyższały zapotrzebowanie rynku, więc bankierzy dosłownie na siłę „wciskali” je potencjalnym klientom. Ale w miarę jak rozkręcała się ta spirala szaleństwa, nie musieli już tego robić. W latach 1985 – 1989 ceny gruntów w Japonii wzrosły o 245%, ceny akcji o 240%!
Jak to wszystko oceniali ekonomiści inni eksperci? Pisano tysiące artykułów o japońskim cudzie gospodarczym, w których wyjaśniano, że wysoka i dalej rosnąca wydajność pracy w Japonii, połączona z brakiem gruntów pod budowę, jest wyjaśnieniem tego fenomenu. Książki o japońskich metodach zarządzania były światowymi bestselerami. Zachodni biznesmeni czytali 17-wieczne traktaty o strategii samurajów. Nikt nie widział prawdziwych źródeł tego „sukcesu”!! Przyczyniało się do tego także kierownictwo BoJ, które na pytania o swoją politykę kredytową i ilość udzielanych kredytów udzielało mglistych i niejasnych odpowiedzi.
Wkrótce Japonia stała się zbyt mała dla takiej masy pieniędzy, więc inwestorzy wybierali się na spektakularne zakupy. Zmienił się zatem kierunek przepływu kapitału. W roku 1980 do Japonii wpłynęły netto 2 miliardy dolarów. W 1986 wypłynęły z niej 132 miliardy dolarów!! Wydawano je na wszystko, co miało jakąkolwiek wartość: nieruchomości, dzieła sztuki, biżuterię. Japoński kapitał kupił też 75% wszystkich amerykańskich obligacji rządowych wyemitowanych w 1986 roku!! Najciekawsze w tym wszystkim jest jednak to, że tak duży zalew kapitału nie spowodował dewaluacji japońskiej waluty! „Rynki” uważały, że zabezpieczeniem jena jest japońska nadwyżka handlowa.
W 1990 roku BoJ zakręcił kurek z pieniędzmi. Nagle ceny nieruchomości i akcji przestały rosnąć. Potem zaczęły spadać. Tylko w roku 1991 ceny akcji spadły o 32%. W lipcu 1991 roku zlikwidowano Window Guidance. To był gwóźdź do trumny okresu prosperity. Banki przestały udzielać kredytów nie tylko spekulantom, ale także wszystkim innym klientom. Nastąpiła seria bankructw notowanych na giełdzie firm. Ponad 5 milionów Japończyków straciło pracę i nie mogło znaleźć innej. Samobójstwo stało się główną przyczyną śmierci wśród mężczyzn pomiędzy 20 a 44 rokiem życia. W latach 1990 – 2003 zbankrutowało 212 tysięcy firm. Indeks giełdowy spadł w tym czasie o 80%, ceny gruntów nawet o 84%. Prezes Bank of Japan powiedział natomiast: „dzięki tej recesji każdy dostrzegł konieczność zmian gospodarczych”. Ministerstwo Finansów podejmowało szereg działań dla pobudzenia koniunktury. Wywierało nacisk na BoJ, aby obniżył stopę procentową. BoJ stosował się do tego, aż do momentu, gdy osiągnęła ona 0,1% – bez żadnego efektu. Zarówno ekonomiści, jak i banki centralne powtarzają jak mantrę, że niskie stopy procentowe pobudzają wzrost gospodarczy, a wysokie hamują go. Nie istnieją jednak żadne empiryczne potwierdzenia tej zależności. Inną metodą miała być obniżka kursu jena. W nadziei na obniżkę jego kursu i pobudzenie eksportu, Ministerstwo Finansów wezwało BoJ do sprzedaży dużej ilości jenów i zakupu amerykańskich dolarów. BoJ zastosował się do tego, ale zamiast wyemitować potrzebną sumę, ściągnął ją z obrotu gospodarczego i w ten sposób jeszcze bardziej zmniejszył potrzebną gospodarce ilość pieniędzy w obiegu! Identycznie postąpił z innym wezwaniem Ministerstwa Finansów do zakupu amerykańskich obligacji na sumę 20 miliardów dolarów. Znów kupił je za ściągnięte z obrotu gospodarczego pieniądze! Kurs jena nie uległ zmianie.
Część ekspertów proponowała „rozruszanie” gospodarki poprzez wzrost wydatków państwowych. W latach 1992 – 2001 państwo stosowało się do tej rady, powołując do życia kolejne programy o łącznej wartości 146 bilionów jenów. Rząd prawą ręką wydawał pieniądze i wprowadzał je do gospodarki, ale pieniądze te uzyskiwał poprzez emisję obligacji państwowych i w ten sposób lewą ręką ściągał je z obrotu gospodarczego! Nie generowało to żadnego wzrostu siły nabywczej społeczeństwa i żadnej poprawy koniunktury. Doprowadziło jedynie do rekordowego w skali światowej zadłużenia. W 2011 roku zadłużenie Japonii osiągnęło 230% PKB!
Co należało zrobić w tej sytuacji? Dokładnie to samo, co BoJ zrobił po wojnie. Wykupić od banków po cenie nominalnej wszystkie niespłacalne kredyty, płacąc im świeżo wyemitowanymi pieniędzmi. Nic by to nie kosztowało. Ale po wojnie BoJ ratował kraj, a teraz świadomie doprowadzał do tej katastrofy! Argumentował, że to podatnicy powinni pokryć koszty ratowania banków. Powtarzał także przy każdej okazji, że wina leży w japońskiej strukturze gospodarczej. Że istnieje tylko jeden system gospodarczy – nieograniczony wolny rynek, na którym akcjonariusze rządzą do spółki z niezależnymi bankami centralnymi. Dołączył się do tego rząd USA, który zagroził Japonii sankcjami gospodarczymi, jeśli nie zastosuje się ona do tych zaleceń.
Postawiony pod murem japoński rząd nie miał innego wyjścia, jak zastosować się do tych żądań. Wszechwładne niegdyś Ministerstwo Finansów pozbawione zostało większości swoich prerogatyw, w tym nadzoru nad bankiem centralnym. Nie było to trudne, gdyż powszechnie to właśnie ono było obarczane winą za recesję. Wiele skandali, jakie przy tej okazji ujawniono, podkopało do reszty obraz ministerstwa. Podobnie było w wielu innych urzędach. Wielu urzędników, nawet bardzo wysokiego szczebla, zostało aresztowanych lub popełniło samobójstwo. We wszystkich środkach masowego przekazu, codziennie powtarzano jak mantrę: „nie ma wzrostu gospodarczego bez reform strukturalnych”.
Japonia przekształcała więc swój system gospodarczy na obraz i podobieństwo systemu USA. Oznaczało to między innymi przeniesienie gospodarczego punktu ciężkości z banków na giełdę. Należało zachęcić miliony ciułaczy do przeniesienia swych oszczędności z kont bankowych na rynek papierów wartościowych. Zlikwidowano więc gwarancję dla wkładów oszczędnościowych i wprowadzono ulgi podatkowe dla inwestycji giełdowych. W 2002 roku BoJ wprowadził przepisy pogarszające bilanse banków komercyjnych, po to, aby wymusiły one od swoich kredytobiorców wcześniejszą spłatę kredytów. Posunięcia te spowodowały gwałtowny wzrost bezrobocia, samobójstw i przestępczości. Drastycznie zwiększyły się też różnice majątkowe i dochodowe.
Inną propozycją banku centralnego było wykorzystanie pieniędzy podatników do upaństwowienia banków komercyjnych, objęcia ich kierownictwa i wypowiedzenia kredytów wielu dużym firmom i co za tym idzie – do wywołania fali bankructw. Minister finansów, który był przeciwnikiem takiego planu, został zdymisjonowany i zastąpiony przez jego zwolennika. Japońscy ekonomiści wskazywali na to, że propozycja ta byłaby korzystna głównie dla amerykańskich funduszy-sępów vulture funds, specjalizujących się w kupnie zbankrutowanych firm. Ale spośród ponad 200 tysięcy zbankrutowanych firm, nie wyłowiły one wiele łakomych kąsków – większość łupu była zbyt mała.
Gdy z perspektywy czasu patrzy się na listę celów Bank of Japan, to wszystkie cele, jakie sobie stawiał, zostały osiągnięte: niezależność banku centralnego, demontaż Ministerstwa Finansów i innych ważnych ministerstw, głębokie zmiany w gospodarce polegające głównie na przejściu od produkcji do usług, zniesienie ograniczających przepisów, „uelastycznienie” rynku pracy, liberalizacja, prywatyzacja. Wszystko. Przed wojną japońska gospodarka była podobna do gospodarki amerykańskiej. Cechowała się twardą walką konkurencyjną pomiędzy wielkimi firmami, bezwzględnym rynkiem pracy, niewielkim nadzorem biurokratycznym, akcjonariuszami żądającymi wysokich dywidend, finansowaniem firm przez rynek, nie przez banki. Gospodarka powojenna była kompletnym przeciwieństwem. Kartele kontrolowały konkurencję, biurokracja regulowała zasady funkcjonowania gospodarki, firmy finansowały się poprzez banki, zredukowano wpływy akcjonariuszy, posiadano akcje konkurencyjnych firm, rynek pracy był sztywny – z gwarancją dożywotniego zatrudnienia i emerytury. Bank centralny twierdził, że aby przezwyciężyć recesję, Japonia musi porzucić ten model i powrócić do starego. Nie odpowiedziano jednak na podstawowe pytanie: z jakiego powodu, nieustająco rozwijający się kraj, ze stałą i dużą nadwyżką w bilansie handlowym, miałby zmieniać swój model gospodarczy?

W latach 90 Japonia nie była jedynym azjatyckim państwem dotkniętym kryzysem. W dalszej części, film mówi o kryzysie w Południowej Korei, Tajlandii i Indonezji. W 1993 roku, kraje te zniosły ograniczenia w przepływie kapitału i umożliwiły swoim firmom i bankom branie kredytów na międzynarodowych rynkach finansowych. W krajach posiadających własne banki centralne, nie jest to w ogóle potrzebne, ale dokonano tego pod naciskiem USA i Światowej Organizacji Handlu. Według neoklasycznych teorii ekonomicznych, miało to rzekomo przyspieszyć wzrost gospodarczy. Gdy uwolniony został przepływ kapitałów, lokalne banki centralne obrzydziły własnym firmom branie kredytów w lokalnych walutach. Kredyty w dolarach były tańsze, gdyż ich oprocentowanie było niższe. Rządy i banki centralne zadeklarowały gotowość utrzymania stałych kursów wymiany wobec dolara, aby kredytobiorcy nie musieli się martwić, że w wyniku wahań kursów, będą musieli spłacać wyższe raty od zaciągniętych kredytów (patrz: nasi „frankowicze”). W wyniku tego posunięcia zmniejszył się import i eksport towarów, gospodarki tych krajów stały się mniej konkurencyjne. Paradoksalnie bilans płatniczy był wyrównany, gdyż zagraniczne kredyty figurowały w statystykach, jako eksport. Lokalne banki komercyjne stały w obliczu mniejszego zapotrzebowania na kredyty. Ale otrzymywały z banków centralnych fundusze, które musiały przeznaczyć na kredyty (patrz: Window Guidance). Nietrudno zgadnąć, że przy braku dostatecznej ilości wypłacalnych klientów, udzielano kredytów jednostkom o mniejszej zdolności kredytowej.
Wszystko funkcjonowało do momentu, gdy spekulanci giełdowi poczuli świeżą krew i zaczęli masowo sprzedawać tajlandzkiego bahta, koreańskiego wona i indonezyjską rupię. Banki centralne tych krajów starały się bezskutecznie utrzymywać kurs swoich walut. Robiły to do momentu, aż wyczerpały się ich rezerwy walutowe. Spekulanci znów zwyciężyli.
Ale banki centralne dobrze wiedziały, jaki będzie następny akt tego dramatu! Zagrożone niewypłacalnością kraje, zmuszone będą zwrócić się o pomoc do Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Banki wiedziały także, jakie będą żądania Funduszu, gdyż zawsze były one identyczne – niezależność banków centralnych.
Zagrożone bankructwem kraje, zwróciły się o pomoc najpierw do Japonii. Miała ona w tym czasie 213 miliardów dolarów rezerw – więcej niż możliwości finansowe MFW! Japonia była gotowa pomóc, ale amerykański rząd nie pozwolił na to. Kryzys musiał być rozwiązany przez MFW.
„Pomoc” MFW polegała na żądaniu deregulacji gospodarki i rynku pracy, podwyżki stóp procentowych, ograniczenia ilości udzielanych kredytów i… niezależności banków centralnych. Oczywiście doprowadziło to do fali bankructw, banki, obciążone niespłacalnymi kredytami, także stanęły na krawędzi bankructwa. Nie potrzeba wysokiego ilorazu inteligencji, aby dostrzec, że nie chodziło tu o żadną pomoc, ale o umożliwienie zagranicznym inwestorom taniego zakupu majątku tych krajów – od banków poprzez zakłady przemysłowe, do nieruchomości! Nie była to żadna tajemnica, gdyż w porozumieniach wyraźnie narzucano, że banki mogły być dokapitalizowane wyłącznie zagranicznym kapitałem lub sprzedane zagranicznym inwestorom, podobnie było z firmami. Później wyszło na jaw, że MFW miał w szufladzie analizy, mówiące, ile firm koreańskich splajtuje, gdy oprocentowanie wzrośnie o 5 punktów procentowych. Dokładnie takiej podwyżki zażądano od Korei w pierwszym porozumieniu!

Film pokazuje na przykładach Japonii i innych krajów azjatyckich, jak przy pomocy metod monetarnych, można sztucznie wywoływać kryzysy gospodarcze, aby przy ich pomocy osiągnąć pożądane zmiany polityczne, gospodarcze, socjalne lub prawne. W końcówce filmu krótko pokazano, jak odbywa się to obecnie w strefie Euro.
Wspólna europejska waluta zakłada rezygnację krajów członkowskich z własnej polityki monetarnej i przekazanie jej na rzecz Europejskiego Banku Centralnego (EBC). Jakie było tło jej powstania i jakie są tego skutki, pisałem już wcześniej [1], [2], [3], [4].
W filmie jest niewiele na ten temat, ale podano w nim fakty, o których nie wiedziałem. W 2002 roku EBC zażądał od niemieckiego Bundesbanku redukcji udzielanych kredytów do najniższego w historii poziomu i równocześnie zażądał od irlandzkiego banku centralnego ogromnego zwiększenia ilości kredytów (w filmie nie wyjaśniono, czy znów użyto Window Guidance, ale trudno wyobrazić sobie inną metodę). W całej strefie Euro obowiązuje ta sama stopa procentowa. Czy oznacza to ten sam wzrost gospodarczy? Nie. Efektem tej decyzji była więc recesja w Niemczech i wzrost gospodarczy w Irlandii. W roku 2004 program ten rozszerzono i zażądano tego samego od banków Grecji, Portugalii i Hiszpanii. Ilość udzielanych kredytów wzrastała tam o 20% rocznie! Ceny nieruchomości we wszystkich tych krajach dosłownie eksplodowały. Gdy EBC zakręcił kurek z pieniędzmi ceny nieruchomości poleciały na łeb na szyję. Deweloperzy masowo bankrutowali, banki wszystkich krajów stanęły przed wizją bankructwa. I znów historia się powtarza. EBC w prosty sposób mógłby zakończyć ten kryzys, ale nie zrobił tego. Aby otrzymać pomoc, kraje najpierw musiały zaakceptować warunki, czyli „reformy” polegające na przekazaniu Unii Europejskiej władzy fiskalnej i gospodarczej. W najbardziej drastycznej formie odbyło się to w Grecji. Trudno jest dziś nazwać ją niepodległym państwem.
Film wyjaśnia, że, podobnie jak Bank Rozrachunków Międzynarodowych, Europejski Bank Centralny także jest instytucją stojącą ponad prawem. Jego niezależność określa i gwarantuje traktat z Maastricht. Argumentem na konieczność niezależności EBC, jaką wpisano do traktatu, było opracowanie p.t. „One Market, One Money” – Jeden rynek, jedna waluta, której autorem jest Komisja Europejska. James Forder z Balliol College uniwersytetu w Oxfordzie, wykazał, że opracowanie to zostało zmanipulowane dla osiągnięcia zamierzonych wyników, czyli – nie używając eufemizmów – sfałszowane [1], [2], [3].
Jednym z celów Komisji Europejskiej jest stworzenie czegoś w rodzaju Stanów Zjednoczonych Europy ze wszystkimi cechami osobnego państwa. W jej interesie leży zatem jak największe osłabienie wpływów rządów (i parlamentów) poszczególnych państw Unii. Tak wygląda tło prawne niezależności EBC.

I to jest w skrócie treść filmu. W opisie tym skoncentrowałem się jedynie na, moim zdaniem, najważniejszych punktach. Wiele podanych w nim faktów pominąłem, gdyż uznałem je za mniej ważne lub interesujące. Jest to moje subiektywne odczucie i ktoś może to widzieć inaczej, dlatego zachęcam do obejrzenia filmu.

W moim odczuciu, największym mankamentem filmu, jest brak wyjaśnienia motywów działania banków centralnych. Jakie było tło podejmowanych przez nie decyzji. Owszem, uzyskanie niezależności jest tu argumentem, ale nie jest to argument na tyle silny, żeby wyjaśniał także powody, dla jakich banki centralne forsowały inne przemiany w swoich krajach! Przemiany, które prowadziły najczęściej do mniejszej lub większej katastrofy gospodarczej, zubożenia społeczeństw, nierzadko śmierci wielu ludzi! Sama chęć niezależności to moim zdaniem trochę za mało. W filmie jest mowa o zmianach pokoleniowych w japońskim banku centralnym i o teoriach ekonomicznych, na jakich to nowe pokolenie zostało wychowane (53 minuta). Parę razy wspomina się o naciskach ze strony USA i MFW (właściwie to to samo). To właściwie wszystko, na co zwróciłem uwagę. Wygląda na to, że zarówno autor książki, jak i autorzy filmu albo nie znają odpowiedzi na to pytanie, albo świadomie nie chcą poruszać tego tematu. Odpowiedzi na to pytanie (a nawet samego pytania!) nie znalazłem także we wspomnianych przeze mnie na początku innych wypowiedziach prof. Wernera. Dlaczego nikt nie poruszył takiego ważnego tematu?

Przychodzą mi do głowy jeszcze inne, godne zastanowienia pytania.

Pierwszym, które zapewne każdemu ciśnie się na usta, jest pytanie o obecny kryzys. Czy nie został on celowo wywołany, aby przeprowadzić zmiany, tym razem na skalę globalną? Moim zdaniem nie. Przede wszystkim obecnie nie mamy do czynienia z kryzysem! Jest to, sztucznie odwlekany w czasie, kolaps systemu monetarnego. Gdyby miał on być sposobem na przeforsowanie jakichś zmian, to ich propozycje byłyby już artykułowane. Nic takiego nie ma obecnie miejsca. Wszystkie propozycje zmian, jak np. rezygnacja z gotówki, dochód obowiązkowy itp., to jedynie kolejne sztuczki mające odwlec w czasie agonię systemu. Przede wszystkim nie został on też celowo wywołany. Jest immanentną cechą naszego systemu monetarnego, w którym co jakiś czas konieczne jest „wyzerowanie licznika” – reset. System ten funkcjonuje jak swego rodzaju „monetarne sprzężenie zwrotne”. Jeśli w porę go nie wyłączymy, dźwięk z głośnika, trafiający do mikrofonu, może rozwalić cały system nagłaśniający. Identycznie jest z pieniędzmi. Zyski, które są inwestowane tylko po to, aby generować nowe zyski, działają identycznie jak dźwięk z głośnika trafiający do mikrofonu – muszą rozwalić cały system monetarny. Czy decydenci w bankach centralnych zdają sobie z tego sprawę? Nie wiem. Nawet gdyby ich o to zapytać, to na pewno nie udzieliliby szczerej odpowiedzi.

Drugim pytaniem są frapujące podobieństwa pomiędzy państwami, które wywołały II wojnę światową: Niemcami i Japonią. W obu państwach za wybuch wojny obarczano odpowiedzialnością kapitalistyczne elity. W filmie (7 minuta) wspomina się o japońskiej elicie zwanej Zaibatsu, którą po wojnie odsunięto od władzy. A co znajdziemy, gdy popatrzymy na historyczne dokumenty niemieckie? W programie tamtejszej (prawicowej!) CDU z roku 1947 (partii rządzącej w powojennych Niemczech), na samym początku znajdziemy zdanie: „Das kapitalistische Wirtschaftssystem ist den staatlichen und sozialen Lebensinteressen des deutschen Volkes nicht gerecht geworden. Nach dem furchtbaren politischen, wirtschaftlichen und sozialen Zusammenbruch kann nur eine Neuordnung von Grund auf erfolgen.” – Kapitalistyczny system gospodarczy nie odpowiada państwowym i socjalnym interesom życiowym narodu niemieckiego. Po straszliwym załamaniu politycznym, gospodarczym i socjalnym, może nastąpić jedynie przebudowa od podstaw (tłumaczenie moje).
W filmie także mówi się wyraźnie, że powojenna gospodarka Japonii była niekorzystna dla kapitału, a korzystna dla społeczeństwa (13 minuta), wspominałem też o tym w moim streszczeniu. A co znajdziemy czytając dalej niemiecki program? „Inhalt und Ziel dieser sozialen und wirtschaftlichen Neuordnung kann nicht mehr das kapitalistische Gewinn- und Machtstreben, sondern nur das Wohlergehen unseres Volkes sein.” – treścią i celem tej socjalnej i gospodarczej przebudowy nie może być kapitalistyczna żądza zysku i władzy, ale dobro naszego społeczeństwa (tłumaczenie moje)!
Pierwsi dwaj prezesi japońskiego banku centralnego zostali mianowani przez amerykańskich okupantów (5 minuta filmu), W okupowanych Niemczech także nic nie odbywało się bez wiedzy i zgody Amerykanów. W obydwu krajach, mniej więcej w tym samym czasie, nastąpiły „cuda” gospodarcze, a standardy życiowe obu społeczeństw były bardzo wysokie. Musiał to być zatem, wspólny dla obydwu krajów, amerykański program! Najwyraźniej Amerykanie przeczytali dzieło Keynesa „The Economic Consequences of the Peace”, w którym (już w 1919 roku) przewidział, że kontrybucje wojenne i drenaż ekonomiczny Niemiec, będące efektem pokoju wersalskiego, zawartego po I wojnie światowej, staną się przyczyną następnej wojny.
To jeszcze nie koniec podobieństw. Równolegle z przemianami w Japonii, w latach 90 nastąpiły w Niemczech podobne zmiany gospodarcze i socjalne. W odróżnieniu od Japonii, przebiegły one jednak nie w tak drastycznej formie. Podobnie jak w Japonii, źródłem finansowania firm niemieckich były (niemieckie) banki. One były też głównymi udziałowcami wielu niemieckich firm. W latach 90. wyszły w Niemczech przepisy, zabraniające bankom takich udziałów. Akcje, będące w posiadaniu banków, trafiły na giełdę, i podobnie jak w Japonii, tam przeniósł się ciężar gospodarki. Rynek pracy w powojennych Niemczech (znów identycznie jak w Japonii) także był rynkiem z dużą liczbą zabezpieczeń socjalnych i bardzo dużą liczbą biurokratycznych regulacji, korzystnych dla pracobiorców. Wszystko skończyło się w latach 90 – znów równocześnie z Japonią!
Nie oszukujmy się! Można spokojnie napisać KAPITALIZM = WOJNA. Wygląda na to, że po raz kolejny, pokój kosztuje już zbyt wiele.

Trzecią „rzeczą”, która mnie zastanawia, jest osoba nowego szefa chińskiego banku centralnego. Yi Gang przez osiem lat studiował, doktoryzował się, a potem pracował w USA. Do niedawna obowiązywała w Chinach reguła, że takie osoby (chociaż bardzo cenione i mile widziane) nie zajmowały najwyższych stanowisk w państwie. W połączeniu z uchwaloną niedawno, dożywotnią prezydenturą Xi Jinpinga wskazuje to na zmianę sposobu myślenia.
Co jakiś czas zachodnie media wyciągają, jak królika z kapelusza, a to bańkę spekulacyjną na rynku chińskich nieruchomości, a to rosnące zadłużenie państwa i firm [1], [2]. Obydwa tematy stylizowane są do rozmiarów katastrofy stojącej przed Chinami. Ale wbrew tym czarnym prognozom, żadna z tych katastrof jakoś nie chce nadejść Szczególnie chińskie zadłużenie zdaje się spędzać sen z oczu zachodnim analitykom. Agencje ratingowe są tym na tyle zaniepokojone, że co jakiś czas karzą Chiny obniżką ocen. Gdy popatrzymy na szalony rozwój Chin, na ich wzrost gospodarczy, o którym zachodnie gospodarki mogą jedynie pomarzyć, na związany z tym deficyt handlowy tych gospodarek i porównamy to z ich czarnowidztwem, to natychmiast postawimy sobie pytanie: co im się tu nie podoba! Pewnie po prostu zazdroszczą! Ale nie o zazdrość tu chodzi. Albo może – nie tylko o zazdrość. Trochę pomóc w odpowiedzi na to pytanie może analiza agencji Moody`s z 24. Maja 2017 roku. Obszernie wyjaśnia obniżkę ocen Chin. Powołuje się przy tym na opinię Institute of International Finance – instytucji określanej dowcipnie jako very “visible hand” of financial markets – bardzo „widzialnej ręki” rynków finansowych. Oprócz innych powodów narzeka ona, because economic activity is largely financed by debt in the absence of a sizeable equity market and sufficiently large surpluses in the corporate and government sectors – ponieważ pod nieobecność znaczącego rynku kapitałowego i nadwyżek w budżetach rządu i firm, gospodarka finansowana jest głównie przez dług. A gdzie zadłużone są Chiny i chińskie firmy? Na światowych rynkach finansowych? Nie, wtedy miałyby najwyższe możliwe oceny! Zadłużone są we własnej walucie, we własnym banku centralnym. I z tego powodu szlag ich trafia! Przecież identycznie było z Japonią, południową Koreą i innymi państwami azjatyckimi. Teraz rozumiecie Państwo, czemu niepokoi mnie osoba nowego szefa chińskiego banku centralnego! Chiny rozwijają się w oszałamiającym tempie głównie dlatego, że NIE STOSUJĄ SIĘ do obowiązujących obecnie na Zachodzie doktryn ekonomicznych i gospodarczych. Tak, jak to było z powojenną Japonią i Koreą. Czy ktoś, kto przeszedł pranie mózgu na amerykańskich uczelniach, będzie w stanie to zrozumieć? Nie sądzę, że chińskie kierownictwo było tak głupie i wprowadziło konia trojańskiego na tak ważne stanowisko! Z pewnością, w najbliższych latach czeka Chiny okres wojen monetarnych i gospodarczych. Z tego powodu sądzę raczej, że wybrany został ktoś, kto dobrze zna przeciwnika. Jakiś podskórny niepokój jednak pozostaje…
A może Chiny wykorzystają tę nadchodzącą wojnę do czegoś jeszcze innego? Od jakiegoś już czasu, krążą po świecie pogłoski o przygotowaniach do wprowadzenia w Rosji i w Chinach walut opartych na złocie. To byłaby niezła okazja do takiego kroku! Obyś żył w ciekawych czasach! To przecież chińskie przekleństwo.

Przychodzi mi też do głowy pytanie, czy przypadkiem nasz kraj także nie był (i jest do tej pory) ofiarą manipulacji finansowej. Czy te wszystkie kredyty, jakie otrzymywaliśmy lekką rączką w latach 70., nie służyły do wpędzenia nas w pułapkę zadłużenia? Czy ktoś nie wpadł na szatański pomysł, że jest to prostszy, i dla przeciętnego człowieka kompletnie niedostrzegalny i niezrozumiały, sposób na rozwalenie Układu Warszawskiego? Skuteczniejszy niż czołgi i rakiety? Może kiedyś przyjdzie komuś do głowy myśl, aby „przekopać” odpowiednie archiwa. Wspominałem już, że przy lekturze książki „The Lost Science of Money” skojarzyłem, że praktycznie każde ważniejsze wydarzenie w historii świata, było bezpośrednio związane z jakimś wydarzeniem monetarnym. Jestem przekonany, że badania pod tym kątem mogłyby postawić na głowie nasze rozumienie historii!

Film kończy się pytaniem o to, jak długo będziemy pozwalać na te manipulacje i nadużycia władzy? Spotkałem się gdzieś z badaniami, które mówiły, że większość każdego społeczeństwa nie jest w stanie przebrnąć przez tekst dłuższy niż pół strony A4. Jeśli podwyższymy poprzeczkę i dodamy warunek zrozumienia tego, co się czyta, to zostanie nam może 10 – 20% populacji. Jeszcze mniejsza grupa jest w stanie zrozumieć jak działa system monetarny. Jeśli uwzględnimy, że większość z tej grupy nigdy nie zetknie się tym tematem, albo uzna go za mało interesujący, to pozostanie nam parę promili populacji. To jest odpowiedź na pytanie autorów filmu.

Ktoś może zapytać – na cholerę ja to piszę, skoro jestem takim pesymistą! Nie do końca nim jestem. Po prostu kieruję się mottem Wojciecha Młynarskiego: „róbmy swoje, może to coś da. Kto wie!”.

Reklamy