Demonetyzacja

Pisałem już jakiś czas temu o elementach układanki o tytule „Przygotowania do kryzysu monetarnego”. Niestety, nie mamy pudełka od tej układanki, więc nie wiemy, jaki obrazek ona przedstawia. Na pewno nie znamy także wszystkich elementów tej układanki. Ale jest pewne, że kiedyś zobaczymy ten obrazek. Z pewnością nie będzie on przedstawiał nic wesołego. Już to, co zdołaliśmy ułożyć, nie wygląda optymistycznie. Widzimy żywego trupa, zombie, jakim jest nasz system monetarny, w którego pompuje się kolejne kroplówki, aby chociaż o rok, o miesiąc, o dzień odwlec to, co i tak jest nieuniknione. Nie wiemy także, czy po dołączeniu kolejnych elementów, zobaczymy cały obrazek, czy tylko jego kolejny fragment. Tym fragmentem będzie kolejny kryzys, cały obrazek będzie przedstawiał kolaps systemu monetarnego. Nie wiemy także, kiedy to nastąpi. Zarządzający systemem monetarnym: Bank for International Settlements (BIS), Międzynarodowy Fundusz Walutowy, banki centralne i rządy głównych światowych gospodarek, nie zużyły jeszcze wszystkich kroplówek. Ale niewiele ich już zostało. Nie wiemy też, jaka kroplówka zostanie użyta, jako następna. Co rusz, podchodzi do nieboszczyka jakiś konował z tytułem profesora ekonomii, czasem nawet z tak zwaną „nagrodą Nobla” w tej dziedzinie pseudonauki, i oznajmia, że opracował cudowną miksturę, która postawi na nogi nieboszczyka. Jedną z tych mikstur jest demonetyzacja – pozbawienie nas dostępu do gotówki. Jak z każdym nowym medykamentem, trzeba go przetestować. Zwykle robi się to na zwierzętach. Niestety, w tym wypadku nie wchodzą one w grę, więc robi się to na ich ekwiwalencie – społecznościach trzeciego świata, do których wbrew pozorom także się zaliczamy i też jesteśmy królikami doświadczalnymi. Przepraszam za cynizm tego określenia, ale obrazuje ono sposób myślenia ludzi, decydujących o losach systemu monetarnego, a co za tym idzie, o naszych losach! Obrazuje także nasze kompletne niezrozumienie i wynikający z tego brak zainteresowania tym, co się dzieje z naszymi danymi. W normalnej sytuacji nasz rząd MUSIAŁ powiedzieć: hola, hola! Już raz, w Auschwitz, byliśmy królikami doświadczalnymi, i o jeden raz za dużo! Chcemy najpierw wiedzieć, co tu będzie testowane, jakie dane będą zbierane o naszych obywatelach, a przede wszystkim, dane te będą się znajdować pod naszą kontrolą. Wy możecie je sobie, także pod naszą kontrolą, przeanalizować. Jeśli nie zrobił tego rząd, powinna się tego domagać opinia publiczna. Niestety nic takiego nie miało miejsca, gdyż nie ma u nas ani mądrego rządu, ani żadnej opinii publicznej! Skorumpowani hipokryci albo idioci i psychopaci, których na przemian sami wybieraliśmy na naszych przedstawicieli, umysłowo są jeszcze na etapie ubeckich teczek i kompletnie nie rozumieją, co się wokół nich dzieje. Nie lepiej jest niestety z ogółem naszego społeczeństwa! Jakie społeczeństwo, takich rządzących sobie wybiera.

Ale wróćmy do tematu, czyli do demonetyzacji. 8 listopada 2016 roku rząd indyjski niespodziewanie unieważnił dwa banknoty o nominałach 500 i 1000 rupii. Decyzja ta była kompletnym zaskoczeniem i, jako że były to najpopularniejsze banknoty – 80% wszystkich banknotów w obiegu, wywołała w całych Indiach niewyobrażalny chaos. Jedynie mniej niż połowa Hindusów miała konto w banku, więc ogromna ilość ludzi (ponad pół miliarda!) nie mogło nic kupić, ani za nic zapłacić. Nawet nasze media, które zwykle nie interesują się tym, co dzieje się w takich krajach, jak Indie, informowały o tym [1], [2], [3].
Co jeszcze ciekawsze, nawet trafnie określały, o co w całej tej historii chodzi: o walkę z gotówką! Niestety, bliższe wyjaśnienia były tylko częścią prawdy. Faktem jest, że rząd Indii starał się w ten sposób ograniczyć powszechną w Indiach tzw. „szarą strefę” i korupcję, ale to tylko część prawdy. Oczywiście nie mogło zabraknąć także typowego tłumaczenia o zagrożeniu terrorem. Niektórzy byli bliżsi prawdy, ale przy okazji wypisywali kompletne neoliberalne bzdury o tym, że „rządy mogłyby zapożyczać się po zerowym koszcie. Co stałoby zatem na przeszkodzie, aby politycy mogli dalej zadłużać obywateli i sponsorować za to coraz bardziej absurdalne wydatki? Można jedynie domyślać się, jakie obietnice wyborcze pojawiłyby się w programach poszczególnych partii.” Rządy już dziś mogą się zadłużać nie tylko na zerowy, ale nawet na ujemny procent! I co jest paradoksalne NIE ROBIĄ TEGO, chociaż mogłyby tanim kosztem spłacić stare, wysokooprocentowane długi!! Wolą dalej płacić wysokie odsetki od wcześniej wziętych kredytów!! A ich obietnice wyborcze, to żadne dobrodziejstwa dla wyborców, ale kolejne cięcia funduszy na cele socjalne, oświatę, emerytury i służbę zdrowia oraz wzrost wydatków na zbrojenia. Aha, oczywiście nie można zapominać o obniżkach podatków od wysokich dochodów! Wbrew neoliberalnej propagandzie, państwa nie zadłużają się, aby spełniać obietnice wyborcze, lecz aby zapewniać dochody kapitałowi w sytuacji, gdy w gospodarce brakuje chętnych do zadłużania się. Trochę już o tym pisałem w moim wstępie, ale muszę to kiedyś dokładniej wyjaśnić.

Ale przejdźmy do wyjaśnień. Jak zwykle najważniejsze są tu dwa pytania: po co się to robi i kto za tym stoi? Oczywiście nie można pominąć także pytania o to, czy operacja likwidacji gotówki w ogóle jest możliwa do przeprowadzenia!
Oczywiście nie można podważyć argumentów o walce rządów z pracą „na czarno” i niepłaceniem podatków. Ale ten problem można rozwiązać innymi, prostszymi i skuteczniejszymi, sposobami. Trzeba tylko chcieć. Z niewiadomego powodu, nie chce się… Jakimś argumentem jest także walka z terrorem i zorganizowaną przestępczością. Ale jest to także, głównie mydlenie oczu. Brak gotówki byłby utrudnieniem jedynie dla drobnych płotek. Sumy, jakimi operują mafie, są dziś tak ogromne, że tam także stosuje się operacje bezgotówkowe. Jest tajemnicą poliszynela, które banki  się tym zajmują, nie robi się jednak nic, aby ten proceder zahamować, gdyż zorganizowana przestępczość jest dziś „normalną” dziedziną gospodarki. Terroryzm zaś, jest sztucznie wywoływany w miejsce regularnych wojen i używany dla celów politycznych – do destabilizacji krajów. Finansowany jest przez państwa i jedynie w niewielkim stopniu przy użyciu gotówki. A rzekoma „walka” z nim jest doskonałym pretekstem dla ogłupiania obywateli oraz wmawiania im, że inwigilacja i odbieranie podstawowych praw obywatelskich, jest dla ich dobra!
Niepodważalnym argumentem jest obniżka kosztów. Gotówkę trzeba wydrukować na specjalnym, kosztownym papierze, specjalnymi, kosztownymi metodami i takimiż farbami, z całą masą kosztownych zabezpieczeń. Potem trzeba ją nakładem sporych kosztów transportować pod ochroną i magazynować w odpowiednio zabezpieczonych miejscach, których budowa i ochrona także sporo kosztuje. Ale to także jest kłamliwy argument, gdyż w końcu za to wszystko powinno się płacić właśnie częścią tych wydrukowanych banknotów! Z jakiegoś powodu nie robi się tego! Nie da się także zaprzeczyć, że także handel i usługi chętnie zrezygnowałyby z gotówki. My sami, zamiast nosić banknoty i monety, wolimy mieć w portfelu kartę płatniczą. Ale myśląc jedynie o wygodzie zapominamy, a najczęściej po prostu nie wiemy, jakie konsekwencje pociąga za sobą jej używanie!
Ale wszystkie te argumenty, za zlikwidowaniem obiegu gotówkowego, nie są warte tego, aby narażać się na gniew społeczeństwa. Bo na pewno, mimo wszystkich niedogodności z nią związanych, nie byłoby ono zachwycone likwidacją gotówki. Dlatego należy zadać sobie pytanie o faktyczne przyczyny tego procesu. Trochę pisałem już o tym we wspomnianym na początku wpisie. Teraz trochę to rozszerzę, zwłaszcza, że natknąłem się ostatnio na nowe fakty na ten temat.

Do niedawna w Indiach nie było czegoś takiego jak dowód osobisty. Hindusi odziedziczyli to po swoim dawnym kolonizatorze – Wielkiej Brytanii. Gdy Hindus miał się wylegitymować, wyciągał z kieszeni najczęściej prawo jazdy lub dowód, że zarejestrował się, jako wyborca. W lipcu 2016 roku postanowiono to zmienić. Stworzono urząd, który koordynował wprowadzenie sytemu rejestracji i identyfikacji obywateli. Jego powołanie do życia poprzedziła faza przygotowań, trwająca od stycznia 2009 do marca 2016 roku. W chwili obecnej (kwiecień 2017) ponad 99% wszystkich dorosłych Hindusów jest już zarejestrowanych w bazie danych i posiada 12-cyfrowy numer identyfikacyjny UID. Kto był w Indiach i widział wszechobecny tam chaos, nie może wyjść z podziwu dla tempa tego przedsięwzięcia! W wielu, dużo mniejszych, krajach rozwiniętych nie zrobiono by tego szybciej! Porażająca i zarazem przerażająca, jest natomiast ilość zbieranych danych o obywatelach! Poza imieniem i nazwiskiem, należy do nich nie tylko, znane nam także, biometryczne zdjęcie, ale odciski wszystkich palców i skan tęczówki!
Co ma to wszystko wspólnego z wycofaniem gotówki? 14 października 2016 roku, a więc niecałe cztery tygodnie przed decyzją indyjskiego rządu, ukazał się komunikat prasowy amerykańskiej organizacji rządowej United States Agency for International Development (USAID), oznajmiający powstanie nowej inicjatywy “Catalyst: Inclusive Cashless Payment Partnership”. Wyjaśnia się, że: „This launch marks the next phase of partnership between USAID and India’s Ministry of Finance to help catalyze the rapid adoption of digital payments in India as a step toward achieving Prime Minister Narendra Modi’s vision of universal financial inclusion to end “economic untouchability” in India.” – Powstanie [tej inicjatywy] wyznacza kolejny etap współpracy pomiędzy USAID a indyjskim ministerstwem finansów w celu pomocy dla szybkiego wprowadzenia w Indiach systemów płatności cyfrowej, jako kroku w kierunku urzeczywistnienia wizji indyjskiego premiera Narendry Modi – powszechnej dostępności usług finansowych (financial inclusion) i zakończenia „ekonomicznej niedotykalności” w Indiach (tłumaczenie moje). Na samym dole systemu kastowego w Indiach, jest kasta tzw. „niedotykalnych”, stąd określenie „ekonomiczna niedotykalność” – jako porównanie z tą kastą.
Ciekawostką tego komunikatu jest fakt, że nie da się go znaleźć na stronie USAID, jeżeli nie zna się podanego powyżej adresu lub przypadkiem nie natknie się na niego w wyszukiwarce! Kto nie wierzy, niech spróbuje. W dziale „Press Releases” można użyć różnych filtrów do wyszukiwania. Także przeglądanie całej listy nic nie da! 14 październik 2016 roku nie istnieje!
Popatrzmy na personalia wymienione w tym komunikacie. Pośród innych, natkniemy się tam na nazwisko „Alok Gupta, former Chief Operating Officer at the World Resources Institute’s Sustainable Cities program, who was a member of the original Unique Identification Authority of India (UIDAI) team that developed and implemented Aadhaar, has been appointed Director of Project Incubation.” Był on zatem związany z programem rejestracji obywateli. A World Resources Institute jest finansowany głównie przez USAID! Kółko się zamyka. Amerykanie zobowiązali się przez trzy lata finansować projekt.
Ale przygotowania do niego rozpoczęto dużo wcześniej. Informuje się o nich we wcześniejszym komunikacie USAID z 20 stycznia 2016 roku. Ten komunikat także nie istnieje! Dziwnie dużo tego bałaganu! Efektem tych przygotowań jest raport o wszystko mówiącym tytule „Beyond Cash”.
Warunkiem przejścia na system bezgotówkowy jest posiadanie konta w banku. Aby je otworzyć, wszyscy obywatele muszą mieć jakiś dokument tożsamości. Mamy coraz więcej elementów tej układanki…
Zajrzyjmy do wspominanego wyżej raportu. W jego pierwszym punkcie znajdziemy stwierdzenie: „Current users of digital payments are highly satisfied with their experience” – obecni użytkownicy systemu płatności bezgotówkowej, są z niego wysoce zadowoleni. Z ich strony nie można się więc spodziewać żadnego oporu.
W następnym punkcie czytamy: „Awareness of and interest in digital payments among current non-users is low” – wiedza o systemie płatności bezgotówkowej i zainteresowanie nim, jest niska wśród osób nieużywających go.
Bezpośrednio łączy się to z punktem następnym: „Low interest in digital payments is often driven by the lack of a digital store of value” – niskie zainteresowanie płatnością elektroniczną, powodowane jest brakiem możliwości przechowywania dochodów w formie elektronicznej. Nic dziwnego. Jak podaje raport, prawie 80% respondentów otrzymuje zarobki w gotówce, a jedynie 21% z nich wpłaca je na konto w banku.
Ale „Low penetration of merchant acceptance is a key barrier to adoption” – niski poziom przyjmowania [płatności elektronicznej] przez handel, jest tu kluczową barierą, czytamy w następnym punkcie.
Nic więc dziwnego, że konkluzją jest: „Merchants, like consumers, are trapped in cash ecosystems, which inhibits their interest” – zarówno handlowcy, jak i konsumenci są więźniami systemu gotówkowego, który hamuje ich zainteresowanie [systemem bezgotówkowym].
Gdy popatrzymy teraz na nazwę programu – „Catalyst” i na (na razie czasowe) zniknięcia gotówki z obiegu, zrozumiemy znaczenie, jakie się za tą nazwą ukrywa. Brak gotówki w obiegu miał być właśnie katalizatorem przyspieszającym wprowadzenie systemu bezgotówkowego. Jak w chemii, dwa pierwiastki – handel i klienci – nie „reagowali” ze sobą i nie byli zainteresowani zmianami. Handel nie inwestował w infrastrukturę do systemu bezgotówkowego, bo klienci płacili prawie wyłącznie gotówką, klienci płacili gotówką, bo handel nie akceptował kart płatniczych. Potrzebny był właśnie ów katalizator, jakim był brak gotówki, aby uruchomić reakcję i wprowadzenie odpowiedniej infrastruktury zarówno w handlu, jak i u klientów.

Uważny czytelnik zadaje sobie teraz pewnie pytanie: jaki interes mają w tym wszystkim Amerykanie? Czy są oni większymi altruistami, czy idiotami, że finansują miliardowymi sumami indyjski (i nie tylko) projekt? Ani jedno, ani drugie! Za wszystkim tym stoi kalkulacja polityczna i biznes. Kalkulacją polityczną jest stworzenie, jeżeli nie przyjaznego, to przynajmniej neutralnego partnera do rozgrywki z Chinami. Amerykanie dobrze wiedzą, że Chiny i Indie od dawna konkurują ze sobą i, delikatnie mówiąc, nie są do siebie przyjaźnie nastawione. Dobrze też wiedzą, że na dłuższą metę, jedynie Indie mogą być równorzędnym partnerem dla błyskawicznie rozwijających się Chin. Próbują więc „pomóc” im w rozwoju. Służyć temu ma strategiczne partnerstwo pomiędzy obydwoma krajami.
Ale to jeszcze nie wszystko. Gdy wpiszemy w wyszukiwarce słowa „financial inclusion”, na jednym z czołowych miejsc otworzy nam się link do strony „Alliance for Financial Inclusion”. Znajdziemy tam całą masę propagandy, której zadaniem jest wmówić nam, jakim to dobrodziejstwem jest ogólny dostęp do usług bankowych. A szczególnie dla osób o niskich dochodach, ma to być jak dostęp do bram raju! Akurat w naszym kraju, a także w innych krajach wschodniej Europy i krajach rozwijających się, można się przekonać jak jest naprawdę. Chyba każdy z nas, ma wśród rodziny lub znajomych, co najmniej jedną osobę o niskich dochodach, która jeszcze niedawno nie miała konta w banku, a odkąd je ma, ma jedynie kłopoty. Przede wszystkim ze spłatą długów! Odpowiednio wyszkoleni doradcy, łatwo wmawiają niedoświadczonym klientom, że wystarczy wziąć „niewielki kredyt” i mogą sobie pozwolić na rzeczy, które były dla nich do tej pory nieosiągalne. Podobnie jest z kartami kredytowymi i płatniczymi. Mając je w portfelu, łatwo traci się kontrolę nad wydatkami!
Bliższych i ciekawszych informacji o tej organizacji zasięgnąć możemy z Wikipedii. Nie jestem wielbicielem Wikipedii, ale dla porównanie warto i tam zerknąć. Zaraz na początku dowiedzieć się możemy, kto był założycielem tego „przymierza”. Nie jest to wprawdzie nasz dobrze znany „filantrop”, ale persona nie mniej znana i ciekawa – Bill Gates. Wiele osób zdziwi się w tym momencie, ale dla mnie nie jest to najmniejszym zaskoczeniem. Jest to typowy przykład na wykorzystanie pozornej „dobroczynności” do robienia interesów. Jeszcze do niedawna Microsoft był niekwestionowanym monopolistą na rynku oprogramowania. Gdy nastała era Internetu, okazało się, że inne firmy były szybsze. Linux, i oprogramowanie „open source”, także stawało się coraz większą konkurencją. Później okazało się, że przespano także rozwój telefonii komórkowej. Mimo wysiłków nie udało się odrobić strat na rynku. Smartfony i tablety z oprogramowaniem Microsoftu należą dziś do rzadkości. Komputerów osobistych sprzedaje się coraz mniej. Trzeba więc zadbać o kolejny rynek przyszłości! Likwidacja gotówki spowoduje konieczność stworzenia odpowiedniej infrastruktury komputerowej. Na pewno opierać się ona będzie na oprogramowaniu, a może także na urządzeniach Microsoftu!
Ale jest to także doskonały przykład na to, jak rząd USA wykorzystuje prywatne organizacje do celów politycznych! Nikt nie może powiedzieć, że rząd USA miesza się w wewnętrzne sprawy jakiegoś kraju. Jest to działalność „dobroczynna” prywatnej organizacji. Więcej ciekawych szczegółów dowiemy się, gdy posłuchamy przemówienia Gatesa w amerykańskim departamencie skarbu. Już samo miejsce tego wystąpienia potwierdza moje słowa. Przede wszystkim dowiemy się (ok. 17 minuta), czemu rozpoczyna się proces demonetyzacji od krajów rozwijających się:
Full digitalization of the economy may happen in developing countries faster than anywhere else. It is certainly our goal to make it happen in the next three years in the large developing countries. We have very significant efforts in Nigeria, Pakistan and India, and a dozen other countries” – Pełne przejście do gospodarki cyfrowej, może się dokonać w krajach rozwijających się, szybciej niż gdziekolwiek indziej. Celem, jaki chcemy osiągnąć, jest osiągnięcie tego w ciągu trzech lat w dużych krajach rozwijających się. Mamy bardzo znaczące wyniki w Nigerii, Pakistanie, Indiach oraz w wielu innych krajach (tłumaczenie moje). Czemu może się to dokonać szybciej? Przede wszystkim zaczyna się od zera. W krajach rozwijających się, najczęściej brak jest także regulacji prawnych, mogących hamować ten proces. Dochodzi do tego to, o czym pisałem na początku: brak oporu opinii publicznej, która bezkrytycznie traktuje to, jako postęp techniczny i cywilizacyjny. Nie do pominięcia jest też powszechna w tych krajach korupcja. Za drobną sumę, da się załatwić rzeczy niemożliwe w krajach rozwiniętych. Dokładnie z tych powodów, niemiecki Telekom wybrał nasz kraj do swoich testów, o których wspomniałem na początku. Gates widzi to podobnie, gdy, już w dyskusji, mówi (ok. 43 minuta):
in many countries people are more willing to give up privacy relative to their government in a way that is not true here, in the United States. And so in some ways, we are not the model of how things will look in other countries” – w wielu krajach ludzie są bardziej skłonni do oddania swej prywatności w relacjach z rządem, niż jest to w USA. Myślę, że nie jesteśmy tu przykładem na to, jak to będzie wyglądać w innych krajach (tłumaczenie moje). Dla wyjaśnienia – w USA także nie ma czegoś takiego jak dowód osobisty i tamtejsi obywatele nie życzą go sobie. Z drugiej jednak strony, ochrona danych osobowych, w europejskim pojęciu, praktycznie tam nie istnieje i są one takim samym towarem jak każdy inny. Żaden system ewidencji obywateli nie jest tam więc potrzebny, gdyż Amerykanie są bardziej inwigilowani niż my w czasach Peerelu, a rząd i prywatne firmy zbierają o swoich obywatelach więcej danych niż mogło się to pomieścić w wyobraźni naszych ubeków.
Właśnie system bezgotówkowy jest także doskonałym sposobem inwigilacji obywateli! Pisałem już o tym wcześniej. Potwierdza to także Bill Gates w swoim wystąpieniu (ok 21 minuty). Wprawdzie nie mówi dosłownie o inwigilacji, ale posłuchajmy tego:
It is a wonderful thing to go in and create a broad identification system. Again India is an interesting example of this, where the 12-digit identifier that is correlated to biometric measures, is becoming pervasive throughout the country and will be the foundation to how we bring this low-cost switch to every mobile phone user in India. […] We expect to be able to use these IDs, so that when you show up for any government service, say you walk into a primary health clinic, we will be able to take that bio-ID very quickly and bring up your health record and even if you move from one part of the country to another, you will be well tracked and served.” – Doskonałą rzeczą jest kreacja powszechnego systemu identyfikacji. Akurat Indie są tego świetnym przykładem, 12-cyfrowy numer, połączony z danymi biometrycznymi, dającymi szeroki obraz całego kraju, będzie podstawą taniego połączenia go z każdym posiadaczem telefonu komórkowego w Indiach. Zamierzamy korzystać z tego numeru przy korzystaniu z usług rządowych, powiedzmy, przy wizycie w ośrodku zdrowia, będziemy w stanie szybko dostarczyć danych o zdrowiu pacjenta i nawet, gdy ktoś przemieszcza się z jednej części kraju do drugiej, będzie namierzany i obsługiwany (tłumaczenie moje). Pisałem już wcześniej o nienasyconym wprost, amerykańskim głodzie informacji. Można być pewnym, że wszystkie te informacje wylądują w USA! Poza tym będzie to system amerykański, nie indyjski lub pakistański. Będzie zatem pod amerykańską kontrolą! W razie potrzeby, z pewnością będzie można przy jego pomocy, także zablokować przepływ niekorzystnych dla USA informacji, danych lub płatności!
Jest jeszcze jeden powód tego, że walkę z gotówką rozpoczyna się od krajów rozwijających się. Jest nim niska świadomość prawna tamtejszych społeczeństw. Nie wyobrażam sobie, że w Polsce można z powodu likwidacji gotówki zorganizować jakieś znaczące protesty. Nikt nie będzie rozumiał, że nie byłaby to walka z postępem – bo na pewno tak będzie to społeczeństwu przedstawiane. Podejrzewam, że także nasi prawnicy w ogóle nie zdają sobie sprawy z tego, że pozbawienie obywateli dostępu do jedynego legalnego środka płatniczego, byłoby niezgodne z konstytucją. Zresztą, co to ma za znaczenie w sytuacji, gdy nasz spacyfikowany trybunał konstytucyjny (świadomie piszę nazwę małymi literami), zatwierdzi wszystko, co prezes każe! Przeprowadziłem mały prywatny test wśród swoich znajomych. Spośród kilkunastu osób, wszystkie z wyższym wykształceniem, nikt nie był przeciwny likwidacji gotówki. Wszyscy uważali ją za relikt, którego likwidacja byłaby postępem! Gdy mówiłem im o zagrożeniach, jakie się wiążą z likwidacją gotówki, patrzyli na mnie jak na wariata. Ale wystarczy zajrzeć do Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej, na który powołują się praktycznie wszyscy europejscy przeciwnicy likwidacji gotówki, gdzie w Artykule 128 przeczytamy: „Banknoty emitowane przez Europejski Bank Centralny i krajowe banki centralne są jedynym legalnym środkiem płatniczym w Unii”.

Można jednak śmiało powiedzieć, że, jeśli nie zaraz walka, to przynajmniej ograniczenia w dostępie do gotówki są dzisiaj na porządku dziennym. Przy odpowiedniej reklamie, rozbudowie systemów płatności elektronicznej, ich powszechnej dostępności, stopniowo „oducza” się społeczeństwo od korzystania z gotówki. Szwecja jest tego dobrym przykładem. Mimo, że nie zlikwidowano tam gotówki, ponad 80% społeczeństwa nie używa jej. Sądzę, że ta metoda będzie używana w wielu innych krajach – mnożyć się będzie możliwości wygodnego płacenia elektronicznego, ale (na razie) nie będzie się likwidować gotówki. Równocześnie ograniczać się będzie ilość miejsc, gdzie byłaby akceptowana lub wprowadzać utrudnienia w posługiwaniu się nią. Po jakimś czasie, po cichu, nastąpi jej likwidacja.
Zupełnie inaczej jest w Niemczech. Tamtejsza opinia publiczna jest dobrze poinformowana o zagrożeniach, jakie niesie ze sobą likwidacja gotówki, odwrotnie niż w Szwecji – 80% społeczeństwa posługuje się głównie gotówką. Nawet młodzi ludzie wolą płacić gotówką, a próby ograniczeń w jej używaniu, spotykają się z gwałtownymi protestami. Nawet, zwykle prorządowe, oficjalne media wypowiadają się krytycznie o planach niemieckiego ministra finansów, który proponuje wprowadzenie w całej Europie limitu 5.000 Euro dla płatności gotówkowych. Także Bundesbank, banki i handel są temu przeciwne.
Ale nawet Rosja planuje wprowadzenie ograniczeń w obrocie gotówkowym. Rozważa się tam nawet wprowadzenie podatku od transakcji gotówkowych. Ale, jak to w Rosji, nie bardzo wiadomo jak to przeprowadzić.
Zupełnie inną drogą zamierzają iść Chiny. Tamtejszy bank centralny zamierza emitować własną kryptowalutę. Chiny są obecnie „mistrzem świata” w posługiwaniu się najpopularniejszą obecnie kryptowalutą – Bitcoinem. Jako, że w Chinach obowiązuje zakaz transferu kapitału za granicę, właśnie Bitcoin używany jest do obejścia tego zakazu. Wiadomość o zamierzeniach władz chińskich, jest z kilku względów bardzo ciekawa. Zarówno Bitcoin, jak i inne kryptowaluty, opierają się na technologii „Blockchain”. W środowisku informatycznym jest to obecnie bardzo modne słowo. Na świecie powstaje obecnie cała masa firm, dla których stworzono nawet osobną nazwę i kolejne modne słowo: „Fintech”, od słów „Financial Technologies”. Jak nazwa wskazuje, firmy te zajmują się wszystkim, co dotyczy finansów – od takich „przyziemnych” spraw jak bezgotówkowe systemy płatnicze, po tzw. Robo-advisors, zajmujące się zautomatyzowanym zarządzaniem majątkiem – takie połączenie doradcy z guru giełdowym. Osobnym obiektem zainteresowania jest właśnie technologia Blockchain. Pokłada się w niej ogromne nadzieje. Teoretycznie może ona służyć nie tylko w finansach, ale także np. w niemożliwym do manipulacji (przy obecnej technice) przechowywaniu wszelakich danych, zawieraniu umów i właśnie do tworzenia kryptowalut i transakcji nimi. Na stronie „branżowej” można znaleźć wiele ciekawych informacji na ten temat. Jest także bardzo sympatyczny artykuł o jednej z polskich firm i przy okazji także o Polsce. Wspomina się między innymi, że to nie Anglicy, ale Polacy złamali kod niemieckiej Enigmy. To rzadkość w anglojęzycznych publikacjach. Jako, że temat jest popularny, wiele się o tym pisze. Niestety jest on trudny do zrozumienia i dlatego bardzo często widać wyraźnie, że autorzy tekstów nie bardzo wiedzą, o czym piszą. Wyjaśnijmy to sobie może w jak najprostszy sposób. Jak nazwa wskazuje, Blockchain jest łańcuchem bloków. Dokładniej bloków danych. Tymi danymi może być wszystko, co można przedstawić w formie binarnej i może być przetworzone komputerowo: tekst, dane osobowe, zdjęcie, muzyka i właśnie jednostka monetarna, a właściwie transakcje zawierane przy jej pomocy. Zawartość każdego bloku, zapisywana jest jako funkcja skrótu. Mówiąc zrozumiałym dla każdego językiem, każdy blok jest zaszyfrowany. Każdy blok posiada inną funkcję skrótu, czyli inny szyfr, przy czym szyfr ostatniego bloku, jest częścią składową szyfru następnego bloku. Tworzą więc, swego rodzaju łańcuch, połączonych ze sobą szyfrów. W ten sposób niemożliwa jest ani późniejsza manipulacja raz zapisanych danych, ani ich usunięcie – musielibyśmy zmienić po kolei szyfry wszystkich bloków całego łańcucha. Jest to praktycznie wykluczone z wielu względów: dane te, czyli cały łańcuch bloków zapisany jest na wielu komputerach- węzłach rozsianych na całym świecie (w wypadku Bitcoina na ok. 6700), poza tym ilość operacji potrzebnych do zaszyfrowania jednego bloku jest tak duża, że trzeba ją rozłożyć na wiele innych komputerów, dlatego niemożliwe jest dokonanie tego równocześnie na wszystkich węzłach. Po prostu, nie istnieje obecnie na świecie komputer, który mógłby tego dokonać.
Ale wróćmy do Chin. Wbrew temu, co możemy przeczytać na wspomnianej powyżej stronie „branżowej”, technologia ta jest jeszcze w powijakach. Wiadomość o tym, że tamtejszy bank centralny przetestował swoją kryptowalutę, jest sensacją! Jak na razie jest mowa o testach pomiędzy bankiem centralnym a bankami komercyjnymi, nie wiadomo, czy testowano już ją z klientami banków. Wiadomo jednak, że nie będzie to kopia Bitcoina. Nowa waluta kreowana będzie przez chiński bank centralny, a nie, jak w przypadku Bitcoina, przez tzw. „Miners”. Transakcje przy jej pomocy będą odbywały się za pośrednictwem banków komercyjnych, a nie bezpośrednio pomiędzy partnerami (Bitcoin). Nigdzie się o tym nie wspomina, ale można przypuszczać, że nie będzie to jakaś waluta „równoległa” do Yuana, ale coś w rodzaju „Kryptoyuana”. Bitcoin jest kreowany niejako przy okazji, jako forma wynagrodzenia dla prowadzących węzły – Miners, jego ilość jest ograniczona do 21 milionów. W chińskiej wersji z pewnością nie będzie tych ograniczeń – ilość będzie nieograniczona i w każdej chwili bank centralny będzie mógł wykreować dowolną sumę w tej walucie. Przede wszystkim jednak, celem Bitcoina jest maksymalna prywatność transakcji, w wypadku Chin, celem jest ich maksymalna otwartość. Waluta ta ma służyć do walki z oszustwami. Jak na razie nie mówi się jednak o chęci likwidacji gotówki.

Ale zastanówmy się teraz nad najważniejszym pytaniem: jaką korzyść, i komu, może przynieść likwidacja gotówki. Niewątpliwie będzie to wspomniana wyżej redukcja kosztów zarówno dla państw, jak i banków komercyjnych oraz handlu. Będzie to także doskonała forma jeszcze pełniejszej inwigilacji obywateli. Ale czy my wszyscy, chociaż trochę na tym skorzystamy? Na pewno nie. Gdybyśmy mieli na tym skorzystać, na pewno nie robiono by tego i nie propagowano z takim uporem! Przede wszystkim, gdy pozbawieni zostaniemy dostępu do prawdziwych pieniędzy, będziemy bezbronni i zdani na łaskę i niełaskę banków i rządzących (nie używam słowa „państwo”, gdyż państwo, to jesteśmy my wszyscy!). Wyjaśniałem już we wstępie w części PIENIĄDZE, że jedynie gotówkę i sumy na kontach banków komercyjnych w banku centralnym są prawdziwymi pieniędzmi. To, co widzimy na wyciągu z naszego konta, jest de facto i de jure jedynie długiem banku wobec nas! Wyjaśniałem także, że banki nie są w stanie spłacić tego długu, więc praktycznie już dziś, wszystkie są bankrutami! Likwidacja gotówki pozbawi nas możliwości przechowywania naszych oszczędności poza systemem bankowym. Będzie to szczególnie bolesne, jeśli zostanie zrealizowany następny, wysoce prawdopodobny scenariusz: wprowadzenie ujemnego oprocentowania naszych kont.

Zastanówmy się, jakie byłyby konsekwencje takiego kroku. Dla nas wszystkich jest to oczywiste – rabunek naszych pieniędzy. Cała reszta nie jest już taka oczywista. Przede wszystkim, ściągnięte z naszych kont pieniądze nie wyparują. Nie ma żadnych regulacji prawnych, które określałyby, co się z tymi pieniędzmi stanie. Czy przesunięte zostaną na konta banków, czy otrzyma je państwo, w formie swego rodzaju podatku, czy otrzyma je bank centralny i w ten sposób zostaną wycofane z obiegu? Jest to wielka niewiadoma. Najbardziej prawdopodobne jest, że zawłaszczą je sobie rządzący i obdarują nimi elity finansowe, w nadziei, że te zainwestują je i w ten sposób stworzą nowe miejsca pracy. Przynajmniej taka będzie oficjalna wersja. Oczywiście żadne miejsca pracy nie powstaną, bo powstać nie mogą. Co się zatem stanie? Przede wszystkim wszyscy będą się starali przenieść swoje oszczędności z przynoszących straty kont bankowych, w inne miejsca. Jakie? Nie ma ich wiele. Na pierwszym miejscu pewnie będzie giełda. Moim zdaniem nie jest to dobre miejsce, bo doświadczenie pokazuje, że w obecnej sytuacji, nieposiadający odpowiedniego doświadczenia, drobni ciułacze i inwestorzy w ogromnej większości szybko tracą, jeśli nie całość, to większość swoich pieniędzy. Napływ nowej fali pieniędzy, spowoduje oczywiście natychmiastowe powstanie bańki spekulacyjnej. Jak to jest w wypadku każdej takiej bańki, wygrywają ci, którzy w odpowiednim momencie ją opuszczą. Drobni ciułacze, zaślepieni początkowymi zyskami, prawie zawsze robią to wtedy, gdy jest już za późno.
Inną metodą jest inwestycja w metale szlachetne. To ma już większy sens, ale także na dłuższą metę przyniesie jedynie straty, gdyż kupować się będzie przy najwyższym poziomie cen. Poza tym niewykluczone jest, że rządy wprowadzą zakaz prywatnego posiadania złota. Były już takie przypadki w historii (np. New Deal).
Inną formą zabezpieczenia są nieruchomości. Ale już dziś mamy tu do czynienia z bańką spekulacyjną, a ich ceny także natychmiast zostaną jeszcze bardziej wywindowane w górę. Poza tym brak jest już na rynku sensownych obiektów, które w dłuższym okresie czasu dawałyby przynajmniej nadzieję „wyjścia na zero”.
Inwestycje w antyki, dzieła sztuki i temu podobne obiekty, są czymś dla znawców i już obecnie ich ceny są astronomiczne. Reasumując, wcześniej, czy później, prawie wszyscy stracą swoje oszczędności.

Paradoksalnie, ujemne oprocentowanie może mieć jednak pozytywne skutki! Wspominałem w moim wstępie o pomyśle Silvio Gesella, brakteatach i o eksperymencie z Wörgl. Ujemne oprocentowanie byłoby czymś podobnym. Większość ludzi nie będzie oszczędzać, lecz wydawać swoje dochody i oszczędności, napędzając w ten sposób koniunkturę. Samo w sobie, nie byłoby to takie złe, gdyby… No właśnie, gdybyśmy mieli funkcjonujący system emerytalny i system opieki zdrowotnej. Po zakończeniu aktywności zawodowej lub w wypadku choroby, większość ludzi zostanie bez oszczędności. Ale niestety praktycznie we wszystkich krajach świata niszczy się systemy emerytalne i ubezpieczenia socjalne! Czy robi się to świadomie? Nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Ale wszystko wskazuje mi na to, że robi się to z pobudek doktrynerskich. Wystarczy popatrzeć na poczynania Donalda Trumpa z Obamacare.

Czy ujemne oprocentowanie oszczędności może uratować obecny system monetarny? Nie! Na krótki okres czasu może jedynie przedłużyć jego agonię. Nie zmniejszy ono także rozwarstwienia społecznego i rozpiętości dochodów, wręcz przeciwnie, powiększy je! W wypadku najbogatszej warstwy, tylko przysłowiowo mówi się o stanie konta w banku. Na kontach bankowych tych ludzi są, w porównaniu z całym majątkiem, jedynie niewielkie sumy na bieżące wydatki. Większość jest zainwestowana i pomnażana. Przede wszystkim jednak, nie zmieni się główna forma transferu majątku w kierunku najbogatszej warstwy – obecny system monetarny oparty na kredycie. Paradoksalnie, przez pewien czas, może nawet zwiększyć się zapotrzebowanie na kredyt, a więc i tempo tego transferu. W wypadku, gdy oszczędzanie stanie się nieopłacalne, na wszystkie większe wydatki będą brane kredyty. Konieczność spłaty kredytów spowoduje jednak zmniejszenie ilości pieniędzy na bieżącą konsumpcję, jej osłabienie i kryzys. Co gorsza byłby to samonapędzający się kryzys deflacyjny. Jedyną formą wyjścia z takiego kryzysu, jaką jestem sobie w stanie wyobrazić, byłyby „helicopter money”, o których także już wspominałem.

Demonetyzacja ma wielu zwolenników, i to zwolenników bardzo wpływowych. Na czele jest rząd USA, a właściwie rządząca tam oligarchia. W obecnym systemie, prawie wszystkie rozliczenia międzynarodowe odbywają się w dolarach i muszą przejść przez terytorium USA. Byłoby to więc jeszcze większe „uszczelnienie” tego systemu, które prowadziłoby to totalnej kontroli USA nad przepływem kapitałów. Dawałoby ono także możliwość blokowania niepożądanych, z punktu widzenia USA, przepływów, które w tej chwili obchodzi się posługując się gotówką (jest to ogromna rzadkość, ale zdarza się).
Inną bardzo wpływową grupą nacisku są banki, dla których gotówka powoduje jedynie koszty. Do grupy tej należą także firmy pośredniczące w rozliczeniach, jak np. PayPal oraz handel i usługi.
Nie można pominąć także służb specjalnych. Elektroniczne rozliczenia bezgotówkowe świetnie nadają się do inwigilacji.

Projekt ten, ma zatem duże szanse na realizację. W wielu krajach formuje się jednak opór. Tworzą się inicjatywy społeczne, obywatele informowani są o niebezpieczeństwach, jakie są z tym związane (mój skromny głos zalicza się do tej grupy). Dodatkowo system prawny większości krajów rozwiniętych nie pozwala na likwidacje gotówki, a zmiana tych przepisów nie jest sprawą prostą. Niełatwo jest także pokonać wielowiekowe przyzwyczajenia. Czy dojdzie do likwidacji gotówki? Osobiście wątpię, że to nastąpi. Bardziej prawdopodobny jest wspomniany wyżej scenariusz „odzwyczajania” społeczeństwa i ograniczania oraz utrudniania posługiwania się gotówką. Ale wszystko jest możliwe.

Jeśli ktoś uważa, że temat jest ważny i chce wyrazić swój sprzeciw (lub zgodę), ma możliwość zrobić to do końca maja 2017 roku. Na stronie internetowej Komisji Europejskiej dostępny jest formularz z pytaniami dotyczącymi tego tematu. Gorąco zachęcam do wyrażenia swojej opinii. Zachęcam także do poinformowania o tym swojej rodziny i znajomych. Nawet, jeśli to nic nie da, będziemy mieć czyste sumienie i nikt nie będzie mógł nam zarzucić, że byliśmy bezczynni.

Reklamy