Lewicowy neoliberalizm, czy neoliberalna lewica?

Obiecałem w moim poprzednim wpisie, że zajmę się szerzej problemami wokół wyboru Donalda Trumpa, na prezydenta USA. Niestety, ostrzegałem także, że nie jest to sprawa prosta, którą można wytłumaczyć w kilku zdaniach. Zapyta się pewnie ktoś: po jaką cholerę zawracać sobie tym głowę! To wszystko dzieje się daleko stąd, po drugiej stronie Atlantyku. Mamy dość własnych problemów! Nic bardziej błędnego! Po pierwsze – jako wasal USA, jesteśmy z nimi ściśle związani. Wszelkie zmiany w USA i w ich polityce, przekładają się na zmiany u nas. Po drugie – nawet, jeśli się ktoś obruszy i powie, że żadnym wasalem nie jesteśmy, to to, co się dzieje w kraju, który gospodarczo, politycznie i militarnie ma wpływ na cały świat, tak czy inaczej będzie miało wpływ na nasz kraj. I po trzecie wreszcie – jest zbyt wiele podobieństwa w wydarzeniach w USA, w wielu krajach europejskich i w wydarzeniach w naszym kraju, aby je ignorować. I jedne i drugie są wyrazem tego samego procesu – odrzucenia dotychczasowego porządku gospodarczego i społecznego. Wskazują także, w jakim kierunku idą przemiany w poszczególnych krajach i jaki jest ich ogólny trend.

Ale przejdźmy do konkretów. Przede wszystkim wyjaśnijmy sobie motywy wyborców. Są one, i w USA i u nas, wbrew pozorom prawie identyczne. W obydwu krajach zbuntowali się ludzie, o których zapomniano. Pariasi. Wystarczyło, że ktoś zaczął (bardzo niewiele, ale zawsze) mówić o ich problemach. Że obiecał zmianę w ich sytuacji. U nas było to 500 złotych, w USA miejsca pracy. I tu, i tam mówiono także o globalizacji, jako o przyczynie nieszczęścia. U nas obiecywano opodatkowanie (zagranicznych) banków i (zagranicznych) supermarketów. Na obietnicach się skończyło, co było do przewidzenia. Ale za pięć stów kupiono sobie wyborców. Że nic to nie zmieni w ich sytuacji? Kogo to obchodzi! Tych, co dostają te pieniądze, także nie! Wczoraj byli pariasami bez pieniędzy, dziś są pariasami z pieniędzmi (jak na nasze warunki, całkiem sporymi), więc przy następnych wyborach ochoczo pobiegną do urn. I o to chodziło! Jutro, gdy dzieci dorosną, znów będą pariasami bez pieniędzy! Nie chcę być źle zrozumiany! Pomoc dla rodzin z dziećmi, i nie tylko dla nich, już dawno była potrzebna!! Ale ta pomoc musi polegać na wyrwaniu z kasty pariasów!! Pod tym względem obietnice w USA są sensowniejsze – stworzenie nowych miejsc pracy i ściągnięcie z powrotem tych, które „wywędrowały” za granicę, głównie poprzez cła zaporowe na importowane towary. Wynika to z innej motywacji tych, którzy rwali się do władzy. Wydaje się, że Trump i ci, którzy go wspierali, chcą coś dla ludzi zrobić (nie łudźmy się – przy okazji także zarobić na tym). U nas chodziło jedynie o „dorwanie się do koryta”.

Podobieństwa są też innej natury. I nowy rząd w USA, i nasz, określa się powszechnie mianem faszystowskich. Owszem, można się zgodzić, co do określeń: „prawica”, „konserwatyści” (prawica zawsze jest konserwatywna), „populistyczna prawica”, a nawet „skrajna prawica”, ale zaraz faszyzm? Jako, że powszechnym jest dziś używanie, a co gorsze, wypowiadanie się na temat pojęć, których znaczenia nie znamy i nie rozumiemy, albo których znaczenie zostało wypaczone, zajmijmy się najpierw definicją tego pojęcia, aby w ogóle wiedzieć, o czym mówimy. U nas przyjęło się stawiać znak równości faszyzm = Auschwitz. Ale przecież przed Hitlerem był Mussolini, który nie zbudował żadnego obozu zagłady! Czym więc w ogóle jest faszyzm? Definicje encyklopedyczne są bardzo długie i skomplikowane. Zauważyłem, że na świecie najczęściej używa się skróconej definicji Matthew N. Lyonsa. Zawiera ona najistotniejsze elementy definicji encyklopedycznych. Mimo tego jest ona dosyć długa. Przypatrzmy się zatem bliżej jej głównym elementom.

“Fascism is a form of extreme right-wing ideology that celebrates the nation or the race as an organic community transcending all other loyalties. It emphasizes a myth of national or racial rebirth after a period of decline or destruction. To this end, fascism calls for a “spiritual revolution” against signs of moral decay such as individualism and materialism, and seeks to purge “alien” forces and groups that threaten the organic community. Fascism tends to celebrate masculinity, youth, mystical unity, and the regenerative power of violence. Often, but not always, it promotes racial superiority doctrines, ethnic persecution, imperialist expansion, and genocide. At the same time, fascists may embrace a form of internationalism based on either racial or ideological solidarity across national boundaries. Usually fascism espouses open male supremacy, though sometimes it may also promote female solidarity and new opportunities for women of the privileged nation or race.” – faszyzm jest formą ekstremalnie prawicowej ideologii, która gloryfikuje i zakłada wyższość narodu albo rasy, w ich czystej formie, nad innymi formami organizacji wspólnotowej. Uwypukla mit powtórnych narodzin narodu albo rasy, po okresie upadku albo zniszczenia. W tym celu, faszyzm wzywa do „rewolucji duchowej” przeciwko oznakom upadku moralnego, takich jak indywidualizm i materializm oraz dąży do oczyszczenia wspólnoty z zagrażających jej „obcych” sił i grup. Faszyzm wykazuje tendencje do gloryfikacji męskości, młodości, jedności duchowej i oczyszczenia poprzez przemoc. Często, ale nie zawsze, propaguje także wyższość rasową, czystki etniczne, imperialistyczną ekspansję i ludobójstwo. Równocześnie faszyzm może także przybrać formę internacjonalizmu, bazującego albo na wspólnocie rasowej, albo ideologicznej. Zazwyczaj faszyzm otwarcie opowiada się za męską dominacją, ale czasem wspiera także solidarność i możliwości awansu zawodowego dla kobiet uprzywilejowanego narodu lub rasy (tłumaczenie moje).
I dalej, jeśli chodzi o formy sprawowania władzy:
Fascism’s approach to politics is both populist–in that it seeks to activate “the people” as a whole against perceived oppressors or enemies–and elitist–in that it treats the people’s will as embodied in a select group, or often one supreme leader, from whom authority proceeds downward. Fascism seeks to organize a cadre-led mass movement in a drive to seize state power. It seeks to forcibly subordinate all spheres of society to its ideological vision of organic community, usually through a totalitarian state. Both as a movement and a regime, fascism uses mass organizations as a system of integration and control, and uses organized violence to suppress opposition, although the scale of violence varies widely.” – faszystowskie sprawowanie władzy jest zarówno populistyczne – poprzez pobudzanie całego “narodu” do walki ze wskazanym mu wrogiem, jak i elitarystyczne – gdyż uważa, że wolę ludu wyraża wybrana grupa, lub częściej, jednostka, odgórnie sprawująca władzę. Faszyzm dąży do organizacji kadrowych ruchów, dążących do przejęcia władzy w państwie. Przy pomocy siły, dąży do podporządkowania wszystkich sfer życia społecznego swoim wizjom jedności i czystości narodowej, zwykle w formie państwa totalitarnego. Zarówno, jako ruch społeczny, jak i reżim, faszyzm używa masowych organizacji i związków, jako sposobu integracji oraz kontroli nad społeczeństwem, używa także zorganizowanej przemocy do ucisku opozycji, chociaż skala tej przemocy może być bardzo szeroka (tłumaczenie moje).
Gdy zaś chodzi o fundamenty ideowe:
Fascism is hostile to Marxism, liberalism, and conservatism, yet it borrows concepts and practices from all three. Fascism rejects the principles of class struggle and workers’ internationalism as threats to national or racial unity, yet it often exploits real grievances against capitalists and landowners through ethnic scapegoating or radical-sounding conspiracy theories. Fascism rejects the liberal doctrines of individual autonomy and rights, political pluralism, and representative government, yet it advocates broad popular participation in politics and may use parliamentary channels in its drive to power. Its vision of a “new order” clashes with the conservative attachment to tradition-based institutions and hierarchies, yet fascism often romanticizes the past as inspiration for national rebirth.” – faszyzm jest wrogi wobec marksizmu, liberalizmu i konserwatyzmu, co nie przeszkadza mu w zapożyczaniu od wszystkich trzech, pasujących mu koncepcji i metod działania. Faszyzm odrzuca koncepcję walki klas i międzynarodową solidarność klas pracujących, jako zagrożenie dla jedności narodowej i rasowej, często jednak wykorzystuje kapitalistów i obszarników, jako kozły ofiarne lub używa radykalnie brzmiących teorii spiskowych. Faszyzm odrzuca liberalną doktrynę praw i wolności jednostki, pluralizmu politycznego i rządu przedstawicielskiego, chociaż wspiera szeroki udział społeczeństwa w sprawowaniu władzy i może używać metod parlamentarnych w dochodzeniu do władzy. Jego wizja „nowego porządku” zderza się z konserwatywną wizją opierających się na tradycji instytucji i hierarchii, chociaż często, w romantycznej formie, przedstawia przeszłość, jako inspirację do przebudzenia narodowego (tłumaczenie moje).
Jak odnosi się faszyzm do już istniejących elit:
Fascism has a complex relationship with established elites and the non-fascist right. It is never a mere puppet of the ruling class, but an autonomous movement with its own social base. In practice, fascism defends capitalism against instability and the left, but also pursues an agenda that sometimes clashes with capitalist interests in significant ways. There has been much cooperation, competition, and interaction between fascism and other sections of the right, producing various hybrid movements and regimes.” – faszyzm ma skomlikowany stosunek do powszechnie uznanych elit i niefaszystowskiej prawicy. Nigdy nie jest marionetką klas rządzących, ale samodzielnym ruchem, z własną bazą społeczną. W praktyce faszyzm broni kapitalizm przed niestabilnością polityczną i lewicą, ale także prowadzi działania, które w znaczący sposób kolidują z interesami kapitału. Było wiele form kooperacji, współzawodnictwa i współdziałania między faszyzmem i innymi odłamami prawicy, które zaowocowały powstaniem różnych związanych za sobą ruchów i rządów totalitarnych (tłumaczenie moje).

Rząd w USA nie bardzo podpada pod tę definicję. Społeczeństwo amerykańskie także. Owszem, szczególnie w południowych stanach, żywe są wciąż hasła rasistowskie, nietolerancja i kult męskości. W stosunku do ogółu społeczeństwa jest to jednak mało znaczący odsetek. Przede wszystkim jednak, w żadnym wypadku społeczeństwo amerykańskie nie można nazwać „narodem” i nie da się zjednoczyć go wokół takiego pojęcia! W wypadku USA, jest to zatem wyraźne dążenie do zdyskredytowania tego rządu, przy pomocy fałszywych zarzutów. Wprawdzie sam autor cytowanej powyżej definicji faszyzmu, ostrzega przed zagrożeniami, jakie niesie ze sobą obecny rząd. I są one jak najbardziej realne, ale nie sądzę, aby siły, które faktycznie sprawują w USA rządy, na to pozwoliły. Prędzej powstanie tam rząd ucisku, niż faszystowskiego zjednoczenia społeczeństwa. Bo faszyzm jest formą zwyrodniałego zjednoczenia społeczeństwa i nie da się go wprowadzić bez społecznej akceptacji. Owszem, faszyzm jest formą tyranii. Ale jest to tyrania, jeśli nie większości, to przynajmniej znaczącej części społeczeństwa, nad wyimaginowanymi „wrogami”. Sądzę, że bardziej prawdopodobne jest niebezpieczeństwo, przed którym już w 1975(!) roku ostrzegał senator Frank Church:
In the need to develop a capacity to know what potential enemies are doing, the United States government has perfected a technological capability that enables us to monitor the messages that go through the air. Now, that is necessary and important to the United States as we look abroad at enemies or potential enemies. We must know, at the same time, that capability at any time could be turned around on the American people, and no American would have any privacy left such is the capability to monitor everything—telephone conversations, telegrams, it doesn’t matter. There would be no place to hide.
If this government ever became a tyrant, if a dictator ever took charge in this country, the technological capacity that the intelligence community has given the government could enable it to impose total tyranny, and there would be no way to fight back because the most careful effort to combine together in resistance to the government, no matter how privately it was done, is within the reach of the government to know. Such is the capability of this technology.
I don’t want to see this country ever go across the bridge. I know the capacity that is there to make tyranny total in America, and we must see to it that this agency and all agencies that possess this technology operate within the law and under proper supervision so that we never cross over that abyss. That is the abyss from which there is no return.” – aby wiedzieć, co robi potencjalny przeciwnik, rząd Stanów Zjednoczonych doprowadził do perfekcji systemy podsłuchu informacji, nadawanych drogą radiową. Taka możliwość jest teraz niezbędna i ważna, aby mieć wgląd w działania wrogów i potencjalnych wrogów poza naszymi granicami. Ale musimy wiedzieć, że te możliwości w każdej chwili mogą być obrócone przeciwko amerykańskiemu społeczeństwu, i żaden Amerykanin nie będzie miał życia prywatnego, gdyż system ten może monitorować wszystko, bez znaczenia, czy są to rozmowy telefoniczne, czy telegramy. Nie będzie przed tym ucieczki. Jeśli taki rząd stanie się tyranią, jeśli jakiś dyktator przejmie kontrolę nad krajem, możliwości techniczne służb specjalnych, umożliwią takiemu rządowi stworzenie totalnej tyranii i nie będziemy mieć żadnych możliwości obrony i przeciwdziałania temu, gdyż każda próba stworzenia jakiejś opozycji wobec takiego rządu, nie odbędzie się bez jego wiedzy, obojętnie, jakich środków ostrożności i konspiracji byśmy używali. Takie są możliwości techniczne tego systemu. Nie chciałbym widzieć, jak nasz kraj kroczy tą drogą. Znam możliwości techniczne, jakie posiada USA dla stworzenia totalnej tyranii i musimy dopilnować, aby służby, w których posiadaniu są te technologie, działały zgodnie z prawem i pod odpowiednim nadzorem, abyśmy nigdy nie zbliżyli się do tej przepaści. Gdyż wtedy nie będzie odwrotu (tłumaczenie moje). Przypomnę jeszcze raz: te słowa zostały wypowiedziane w roku 1975! Wtedy nikt nie wyobrażał sobie nawet, istnienia takich rzeczy jak Internet i telefony komórkowe! O dzisiejszych możliwościach inwigilacji i manipulacji, pisałem już wcześniej.

Jak to jest u nas? Owszem, w wypadku rządu, jest wiele punktów odpowiadających definicji faszyzmu, ale także u nas, trudno ten rząd nazwać faszystowskim. Właściwie należałoby powiedzieć „JESZCZE trudno ten rząd nazwać faszystowskim”! Niestety, wszystko wskazuje na to, że obecna ekipa, skupiona wokół swego (schowanego za jej plecami) „führera”, opisanymi w powyższej definicji, metodami stara się wprowadzić czysto faszystowskie metody rządzenia!
I niestety przy znaczącym poparciu społecznym! Wstyd powiedzieć, ale spora część naszego społeczeństwa, pasuje prawie idealnie do definicji!! Można śmiało powiedzieć, że faszyzm rodzi się u nas oddolnie!! Nasza historia oraz struktura narodowościowa i wyznaniowa, także temu sprzyja. Mamy, jako naród, „odrodzić się” po okresie komunizmu i sowieckiego zniewolenia. Praktycznie nikt temu nie zaprzecza. Równocześnie jesteśmy jednym z najbardziej „jednolitych” społeczeństw w Europie. Mniejszości narodowościowe i wyznaniowe stanowią jedynie niewielki ułamek naszego społeczeństwa. Co jest jednak najbardziej perfidne i obrzydliwe w tej grze, to wykorzystywanie religii, jako elementu, wokół którego naród ma się zjednoczyć. Jednym z elementów jednoczących jest hasło „Polak-katolik”! Miejsce swastyki zajął u nas krzyż!!! Religię, której przesłanie zawiera się w dwóch słowach: „miłość bliźniego”, wykorzystuje się do szerzenia nienawiści i nietolerancji!!! I to przy całkowitej aprobacie, ba, wręcz poparciu większości kościoła!!! Łagodne potępienie słychać dopiero, gdy zostanie to nagłośnione. Gdy już nie można inaczej. Coraz bardziej widoczny jest sojusz kropidła z kijem bejsbolowym!!! Jak grzyby po deszczu wyrastają bojówki, które niedługo każde inne myślenie (i myślenie w ogóle), w rytm słów „Bóg, honor, ojczyzna”, skutecznie wybijać nam będą z głów. W dosłownym tego słowa znaczeniu! Gdy dołączy do tego jeszcze tworzona właśnie Obrona Terytorialna, to będziemy mieć (znów w dosłownym znaczeniu) „zbrojne ramię” tego ruchu. Przerażające jest, że rzekomo chrześcijańskie społeczeństwo, także nie ma nic przeciwko temu!!! Powszechna jest tęsknota do rządów „silnej ręki”. Kogoś, kto weźmie wszystko „za mordę” i wprowadzi „porządek”. I to po doświadczeniach z autorytarnymi rządami z okresu PRL-u!!! Opozycja ostrzega wprawdzie, że PiS idzie w kierunku faszyzmu, ale to nie on jest tutaj głównym zagrożeniem. Zagrożeniem jesteśmy MY WSZYSCY!!!! My wszyscy pozwalamy na to i wręcz chcemy tego!!! W ogromnej większości jesteśmy społeczeństwem nietolerancyjnym. Nie chcemy w kraju „innych” i „obcych”. Chcemy być społeczeństwem „czystym rasowo” i „czystym wyznaniowo”. Na razie muzułmanie i ateiści(!) mają być deportowani, jutro pewnie ktoś zaproponuje zamknięcie ich w nowym Auschwitz. Powszechnie słychać też u nas, typowe dla faszyzmu, hasła w rodzaju: „wprowadzić karę śmierci, to nie będzie przestępstw”! „Pedałów należy leczyć”! „Lezby, musi ktoś jedynie porządnie wyruchać”! „Ciapatych odesłać z powrotem na pustynię”. „Jak facet w niedzielę, po mszy, chce się napić, a tu mu baba kłapie, to ma prawo przypierd…”. Gdy ktoś tak myśli, a potem czyta takie, i temu podobne rzeczy w Internecie, w mniej, lub bardziej zawoalowanej formie słyszy to w radiu, z mównicy sejmowej i z ambony, to wybiera polityków, którzy głoszą to samo! Obecni jeszcze nie osiągnęli tego „ideału”, ale szybko do niego zdążają!!!
Niestety, obecnie nie mamy w kraju żadnej znaczącej opozycji. PiS ma tutaj rację, mówiąc, że ludzie, którzy się za tę opozycję uważają, są kompletnie niewiarygodni. Ci, którzy kiedyś „spali na styropianie” i siedzieli w „internacie”, dziś jedynie walczą o stołki i synekury, albo wzajemnie się opluwają. Najczęściej robią jedno i drugie. Kompletnie skompromitowali się, jako przedstawiciele narodu. Wygrywają ci, którzy stan wojenny przesiedzieli u mamusi pod spódnicą. Zaś rzekoma „inteligencja”, siedzi w przysłowiowej wieży z kości słoniowej i potrafi jedynie albo okazywać rozczarowanie, albo spierać się o nic nie znaczące szczegóły. Efektem tego jest kompletny brak w naszym kraju tego, co w innych krajach określa się, jako „opinia publiczna” i „środowiska opiniotwórcze”. Tworzenie ich, jest zawsze i wszędzie domeną inteligencji. Niestety, w naszym społeczeństwie istnieje głęboka pogarda dla inteligencji. Kiedyś przynajmniej wyśmiewano to, dziś zaprzestano nawet tego i nazwanie kogoś np. erudytą, graniczy już niemal z obrazą! Przyznanie się do ignorancji, należy obecnie nawet do dobrego tonu! Nie mamy też w kraju żadnych autorytetów; ich miejsce zajęli celebryci! Niestety, inteligencja także nie jest bez winy, gdyż ona także żywi głęboką pogardę dla mniej wykształconej części społeczeństwa! Jej zachowanie świadczy o tym, że zapomniała lub nie rozumie słów Lechosława Goździka: „nie wolno lekceważyć ludzi, którzy dbają jedynie o kiełbasę, nie o wolność słowa”. A to jest w każdym kraju większość społeczeństwa. Dochodzi do tego jeszcze katastrofalnie niski poziom nauczania. W międzynarodowych rankingach nasze wyższe uczelnie znajdują się na szarym końcu. Nawet za krajami trzeciego świata!

Zdaję sobie sprawę z tego, że te słowa wywołają powszechne oburzenie. Nie dziwi mnie to. Instynktownie nie przyjmujemy do wiadomości niewygodnych nam opinii i ocen. Mieszkając w kraju, nie jesteśmy też w stanie wielu rzeczy dostrzec. Nie widzimy wszechobecnego cwaniactwa, kombinatorstwa, oszustw i korupcji. Są dla nas codziennością, są zbyt oczywiste. Przywykliśmy do nich. Nie wyobrażamy sobie, że może być inaczej. Nie ma też żadnego lustra, które by nam to pokazało, jak plamę na czole. Takim lustrem może być jedynie czasowy pobyt z dala od kraju. „Króla Ubu” był w stanie napisać jedynie ktoś patrzący na nas z boku! Jeśli macie w gronie rodziny lub znajomych kogoś, kto dłuższy czas przebywał za granicą, najlepiej bez kontaktu z rodakami, to pokażcie mu ten tekst. Zobaczycie, co powie!

Ale wróćmy do porównań. I u rządu w USA, i u nas, jest jeszcze jeden element wspólny z faszyzmem. Natury bardziej humorystycznej, niż ideologicznej. Hitler, a szczególnie Mussolini także uważali się za obrońców klasy pracującej. Tutaj ciśnie się na usta cytat z Marksa:
„Hegel bemerkte irgendwo, dass alle großen weltgeschichtlichen Tatsachen und Personen sich sozusagen zweimal ereignen. Er hat vergessen, hinzuzufügen: das eine Mal als Tragödie, das andere Mal als Farce.“ – Hegel wspomniał gdzieś, że wszystkie wielkie wydarzenia i osoby, występują w światowej historii poniekąd dwa razy. Zapomniał jednak dodać: raz, jako tragedia, drugi raz, jako farsa (tłumaczenie moje). To, co się dzieje i u nas, i w USA, pasuje tu jak ulał.

Zarówno wyniki wyborów u nas, w USA oraz wydarzenia w wielu krajach europejskich, wpisują się w pewien ciąg wydarzeń. Wydarzeń, których wspólnym mianownikiem jest niezadowolenie i odrzucenie obecnej formy kapitalizmu. Jest to odrzucenie wyniszczających społeczeństwa programów „oszczędnościowych” (Austerity), globalizacji, wolnego handlu oraz form zatrudnienia i wynagrodzeń, które nie są w stanie zapewnić przeżycia, a także dominacji napędzanej kredytami „sfery finansowej” z przysłowiowymi bankami i Wall Street.

Ale wyniki wyborów w USA i u nas, mają więcej wspólnych elementów. W obydwu krajach wyborcy odrzucili coś, co z pozoru do siebie nie pasuje: neoliberalizm i idee lewicowe! Tutaj pora wyjaśnić wreszcie, zaskakujący tytuł tego wpisu. Zwróćmy uwagę na skojarzenia, jakie wywołuje dziś neoliberalizm. W pierwszym rzędzie są to oczywiście, wymienione wyżej i opisane przeze mnie wcześniej, negatywne skojarzenia gospodarcze oraz społeczne i kulturowe. Ale paradoksalnie dochodzą do nich skojarzenia, które do tej pory charakterystyczne były dla lewicy: (przynajmniej teoretyczna) możliwość awansu społecznego, (także teoretyczny) egalitaryzm, równouprawnienie kobiet, feminizm, tolerancja wobec mniejszości seksualnych i kulturowych, antyrasizm, wielokulturowość, nawet gotowość (aczkolwiek z różnych pobudek) do przyjmowania „uchodźców”! Gdy skojarzymy to wszystko z powszechnym na całym świecie paradoksem nieobecności lewicy, nieobecności zarówno politycznej, jak i ideowej, to jak najbardziej musimy postawić sobie to, z pozoru paradoksalne, pytanie: czy neoliberalizm stał się lewicowy, czy to lewica stała się neoliberalna?!
Tutaj znów mógłbym mieć powód do satysfakcji! W moim wstępie, w częściach „Przyszłość” i „Intelektualny zastój” próbuję, w pośredni sposób, wyjaśnić także powód nieobecności lewicy w życiu politycznym. Domeną lewicy był zawsze postęp społeczny. Pod określeniem tym rozumiem jedynie poprawę warunków życia społeczeństwa, a nie przemiany obyczajowe i nie zmiany w jego stylu życia (chyba, że wynikają samoistnie z poprawy warunków życia). Każdy postęp społeczny musi najpierw określić przyczyny niezadowolenia społeczeństwa, a potem przedstawić kierunki zmian. Nie jest to możliwe bez wiodącej ideologii. Ale wraz z upadkiem ZSRR, upadła także cała ideologia, która była motorem napędowym dla lewicy i wyznaczała kierunek jej działania. W jej miejsce nie pojawiła się żadna nowa. Gorzej! Nie pojawiła się nawet analiza obecnej sytuacji! Lewica, nie dość, że bez walki oddała gospodarkę i opiekę społeczną neoliberalizmowi, to jeszcze z gorliwością neofity, przewyższyła samych neoliberałów we wprowadzaniu „reform”. Zauważmy, że praktycznie wszystkie najbardziej radykalne i najbardziej asocjalne zmiany, zostały wprowadzone przez lewicę! Rząd Clintona (o ile amerykańską partię demokratyczną w ogóle można nazwać lewicą) zlikwidował zasiłki socjalne w USA. Zlikwidował także bariery hamujące rozwój „sektora finansowego” oraz postęp globalizacji gospodarki. Zaraz potem zrobiła to reszta świata. New Labour w Wielkiej Brytanii oraz koalicja Socjaldemokratów i Zielonych w Niemczech, nie dość, że zrobiły to samo, to jeszcze przeprowadziły radykalne cięcia w opiece socjalnej i wprowadziły wiele przepisów, które umożliwiły nowe formy zatrudnienia, ekstremalnie niekorzystne dla pracobiorców.
Można zatem śmiało powiedzieć, że to lewica, lub to, co od biedy można nią określić, staje się, lub już stała się neoliberalna. A przynajmniej nie ma żadnych oporów w pokazywaniu się w neoliberalnym, finansowanym przez Sorosa, otoczeniu.
Fenomeny Bernie Sandersa w USA i Jeremy Corbyna w Anglii, dowodzą jednak niezbicie, że praktycznie wszędzie, jest w tej chwili ogromne zapotrzebowanie na prospołeczną lewicę. W USA wszyscy komentatorzy byli stuprocentowo pewni, że Sanders wysoko wygrałby z Trumpem. Obydwa te fenomeny pokazują także, że wszelkie próby zaspokojenia tego zapotrzebowania, są z całą bezwzględnością niszczone.
Ale dla pewnych kręgów społecznych neoliberalizm miał pozytywne strony. Były to kręgi przez prawicę, zawsze i wszędzie, w takiej, czy innej formie, dyskryminowane. Paradoksalnie, ich obrona do tej pory była domeną lewicy! W globalnych koncernach, działających na całym świecie, liczą się tylko wydajność i kompetencje. Nie ma znaczenia, z jakiego kraju pochodzisz, jaki masz kolor skóry, jaką wyznajesz religię, czy jakie są twoje preferencje seksualne. Coraz mniejszą rolę odgrywa także płeć. Przestały to być hamulce na drodze awansu. To zostało przejęte przez mniejsze firmy. Zaczęło być także inaczej widziane przez społeczeństwo. Wielu ludzi, którzy osiągnęli sukces zawodowy, „wyszło z ukrycia”, zaczęło otwarcie o sobie mówić, nabrali pewności siebie, zaczęli organizować się i domagać równego traktowania. To przełożyło się na zmiany w prawodawstwie (np. możliwość małżeństw jednopłciowych). Doszło do paradoksalnego efektu, że takie przemiany, które były do tej pory domeną lewicy, zaczęły być teraz kojarzone z neoliberalizmem! Zwłaszcza, że zmiany te były nawet nagłaśniane przez neoliberałów, gdyż podkreślali w ten sposób swoją „postępowość”. Wystarczy popatrzeć, wobec jakich ludzi używa się dzisiaj, tak powszechnego u nas wyzwiska „lewak”. Prawie zawsze, nie mają oni kompletnie nic wspólnego z jakąkolwiek lewicą!! Wszystkie te zmiany nie spotykały się z aprobatą konserwatywnej części społeczeństwa. Ta część społeczeństwa, zarówno w USA, jak i u nas, skojarzyła je z neoliberalizmem i dała temu wyraz przy urnach wyborczych.
Swoją drogą, nie spotkałem się nigdzie z jakąś szerszą i pogłębioną analizą sytuacji obecnej lewicy. Przede wszystkim, kogo w ogóle tą lewicą można jeszcze określić? Jedynie niedobitki i sieroty po marksizmie? Czy lewica w ogóle dzisiaj istnieje? Wszechobecny zastój intelektualny jest przerażający!! Kompletnie nie zdajemy sobie sprawy z tego, jakie spustoszenie w naszych umysłach poczynił neoliberalizm!!

Ale natura nie znosi próżni. Przy braku alternatywy dla neoliberalizmu, społeczeństwa instynktownie wracają, lub raczej są kierowane, do starych, sprawdzonych wzorów. Takich jak państwo i nacjonalizm. I jedno i drugie jest zajadle tępione przez neoliberałów. O ile nacjonalizm jest przez nich całkowicie odrzucany, to rolę państwa widzą oni jedynie w obronie „praw rynku” przed społeczeństwem.
Proces ten, został także u nas dostrzeżony. Nowa Konfederacja, określająca się jako internetowy miesięcznik idei, zrobiła z niego nawet temat miesiąca 02.2017. Chociaż nie jest mi po drodze z większością głoszonych na tej stronie opinii, zaglądam tam czasem, bo zawsze warto poznać poglądy innych, zwłaszcza, gdy są na przyzwoitym poziomie intelektualnym.
Jak już wspomniałem, autorzy trafnie dostrzegli, powszechny w wielu krajach, trend powrotu do państwa narodowego. Nie do końca jednak wyjaśniają przyczyny tego procesu. W ich artykułach, jak w soczewce, widać także niezrozumienie tego, czym jest neoliberalizm.
Popatrzmy na pierwszy artykuł „Nacjonalizm w obronie welfare state”. Już pierwsze zdania mówią same za siebie:
Likwidacja państwa narodowego oznacza to samo, co zniszczenie państwa dobrobytu. Czy ktokolwiek jest w stanie wyobrazić sobie nasze życie bez powszechnej służby zdrowia, bez systemu ubezpieczeń socjalnych, bez rent i emerytur?
Neoliberałowie, walcząc z nacjonalizmem, nie wiedzą, co czynią. Ich zwycięstwo oznaczałoby bowiem zniszczenie fundamentów naszego społecznego życia. Społeczeństwa Zachodu, pozbawione państwa narodowego, z pewnością pogrążą się w niewyobrażalnym chaosie.”
Pomijam już fakt, że autor najwyraźniej pomylił państwo opiekuńcze z państwem dobrobytu. Dalej jest jeszcze gorzej:
Oświecony neoliberalny establishment, który do niedawna niepodzielnie władał w państwach Zachodu, wykreował nacjonalizm, jako głównego wroga. I dlatego wydał walkę jego dwóm najważniejszym wytworom – narodowi i państwu narodowemu. Argumenty, jakich używa, nie są szczególnie wysublimowane. Przybierają postać sylogizmów, których konstrukcja jest prostsza nawet niż budowa cepa. Kojarzą nacjonalizm z antysemityzmem.”
To jest już jakaś nasza narodowa paranoja! Jak nie Ruski, to Żyd! Zaczynam się już obawiać, że większość z nas należałoby zamknąć w psychiatryku!! Ale do rzeczy. Paradoksalnie, w dalszej części swojego artykułu, autor bardzo poprawnie opisał, czym jest państwo narodowe i, już trochę mniej poprawnie, czym jest neoliberalizm. Gdyby jedynie zechciał wyciągnąć wnioski z tego, co sam napisał! Spróbujmy to sobie wyjaśnić w kilku zdaniach. Kompletnie błędne jest twierdzenie, że „neoliberałowie, walcząc z nacjonalizmem, nie wiedzą, co czynią”. Oni to doskonale wiedzą!!! Autor sam wyjaśnia, że państwo narodowe daje poczucie wspólnoty. Jedynie z poczucia takiej wspólnoty może powstać państwo opiekuńcze (ale niekoniecznie państwo dobrobytu). Według neoliberałów tę wspólnotę należy rozbić! Takie rzeczy jak opieka zdrowotna, system emerytalny czy zasiłki dla bezrobotnych, w opinii neoliberałów, jedynie rozleniwiają i demoralizują społeczeństwo. A podatki, to już w ogóle szatański wynalazek. Aby to lepiej „smakowało”, rzeczy te przedstawia się społeczeństwu, jako ograniczenie jego wolności. Neoliberalizm zakłada, że każdy, jako wolna jednostka, jest w stanie, w ramach wolnego rynku, wszystko to sam sobie zapewnić. Państwo ma mu w tym jedynie nie przeszkadzać i dbać o to, aby reguły tego rynku nie były ograniczane. Jednym słowem obywatel ma być dla rynku, nie rynek dla obywatela. Różnice majątkowe nie mogą być niwelowane, gdyż stanowią one jedynie pozytywny przykład. Jak będziesz więcej pracować, to też będziesz tak żyć (proszę to powiedzieć np. zatrudnionym na śmieciówkach).
Z artykułu wynika także, że neoliberalizm, autor widzi na Zachodzie. Nic bardziej błędnego! Polska jest jednym z najbardziej neoliberalnych krajów na świecie! Jesteśmy nim (za wyjątkiem opisanych wyżej elementów obyczajowych) bardziej przesyceni niż zachodnia Europa, a nawet USA! Terapia szokowa lat dziewięćdziesiątych i ćwierć wieku prania mózgów, zrobiły swoje! Państwo narodowe nie jest u nas żadną przeszkodą dla neoliberalizmu. Państwo, a właściwie ojczyzna, kojarzy nam się jedynie z patriotyzmem (właściwie z szowinizmem). Identyfikujemy się z ojczyzną, nie z państwem. Jest ono dla nas czymś wrogim. Nie wiemy, czym jest państwo opiekuńcze. Nigdy czegoś takiego nie stworzyliśmy. Nawet PRL nim nie był. Jako naród, jesteśmy skłóceni, podzieleni i rozbici. Neoliberalizm nie ma u nas z czym walczyć. Jest bezkrytycznie przyjmowany! Wystarczy przeczytać ten artykuł. Szczerze mówiąc, jestem pełen podziwu dla jego autora/autorów! Napisanie tekstu, w którym praktycznie każde zdanie, delikatnie mówiąc, mija się z prawdą, jest naprawdę dużą sztuką! Najdziwniejsze jest jednak to, że ten portal, na którym on się ukazał, nie jest taki zły i można tam znaleźć ciekawe rzeczy. Porusza także czasem tematy, których próżno szukać gdzie indziej. Piszący tam, orientują się nawet trochę w systemie monetarnym i ostrzegają przed niektórymi jego niebezpieczeństwami. Ten artykuł wydaje się być albo pisany na zamówienie, albo być chęcią „wykazania się”. No cóż, każdy orze jak może. Portal jest komercyjny i z czegoś trzeba żyć. Ale włosy jeżą się, gdy popatrzy się na dyskusję pod artykułem. Praktycznie żadnego sprzeciwu! A dyskutanci zabierający tam głos, są najwyraźniej ludźmi inteligentnymi! Jest to dla mnie niepojęte, jak wszyscy dali się otumanić neoliberalnej propagandzie! Nikt nie dyskutuje np. nad sensem ubezpieczenia samochodu, mieszkania lub domu. Spowodowanie wypadku lub pożar, mogą nas zrujnować, więc trzeba się przed tym zabezpieczyć. Ale koszty byle operacji, są dla zwykłego obywatela także zupełnie niewyobrażalne. O emeryturach i problemach z ich samodzielnym zabezpieczeniem, także już pisałem. Niestety, powszechne ubezpieczenie chorobowe lub emerytalne jest już be, tylko dlatego, że jest powszechne, organizowane przez państwo i nie da naszym kosztem, zarobić pasożytom (czy się stoi, czy się leży, prowizja się należy!). Jak można być tak naiwnym, aby wierzyć, że OFE, czy jakakolwiek inna forma prywatnych ubezpieczeń, jest instytucją dobroczynną dbającą o nasze zdrowie i nasze emerytury!! Dba w pierwszym rzędzie o zysk udziałowców! G… ich obchodzi, czy będziemy głodować na starość i nie będziemy leczeni!!! Widać to dobrze na przykładzie Chile!!! Gdyby ktoś nam zaproponował, abyśmy na starość żyli z tego, co za młodu wygramy w kasynie gry, uznalibyśmy go za wariata. Ale dokładnie to, proponuje nam OFE i skorumpowani politycy!!! A my wierzymy w to!!! Trzeba to sobie jasno i wyraźnie powiedzieć: jak do tej pory nie wymyślono lepszego systemu ubezpieczeń zdrowotnych i emerytalnych, niż system redystrybucji. Trzeba jedynie walczyć o jego zachowanie i prawidłowe funkcjonowanie, bo w naszym kraju jest on nieefektywny i koszty jego funkcjonowania są wielokrotnie wyższe niż w krajach zachodnich. Nie jest to jednak wina systemu, ale jego partackiej organizacji i świadomego niszczenia go.
Autor artykułu w Nowej Konfederacji ma rację, że na Zachodzie sytuacja jest inna. Nie wyjaśnia jednak, dlaczego. Po prostu, obywatele nie dają tam sobie tak łatwo odebrać wywalczonych przez stulecia przywilejów. Są względnie dobrze zorganizowani w ich obronie. Jeszcze nie zostało zniszczone to, o czym pisałem powyżej: środowiska opiniotwórcze i opinia publiczna. Nie mają one złudzeń, co do intencji polityków i „ekspertów” wmawiających im, że prywatyzacja ubezpieczeń zdrowotnych i emerytalnych oraz innych świadczeń publicznych, jest dla ich dobra! Nie mają także złudzeń co do tego, czym jest neoliberalizm. Angielsko- lub niemieckojęzyczne strony internetowe pękają w szwach od wyjaśnień! Neoliberalizm analizują filozofowie, ekonomiści, socjologowie, politolodzy, psychologowie, psychiatrzy a nawet teologowie. A wnioski z tych analiz są przerażające! Gdy u nas pokaże się jakiś tekst na ten temat, widać od razu, że jego autor słyszał, że gdzieś dzwonią, ale nie wie, w którym kościele! Zaś w komentarzach pod tekstem pojawią się „lewacy” i Żydzi. Dlatego tam, państwo narodowe jest niszczone, gdyż w jego ramach powstają instytucje, związki i stowarzyszenia, w których jednoczą się obywatele w swojej walce z neoliberalizmem. Jednym ze sposobów na destrukcję takiego państwa, jest fala uchodźców. Nowi przybysze mają stworzyć konkurencję na rynku pracy, rozbić społeczną solidarność i utrwalone przez wieki tradycje i sposoby myślenia. Także więzi międzyludzkie oraz to, co autor słusznie wymienia: rodzinę i kulturę. Pisze o tym autor innego artykułu w Nowej Konfederacji. Uważa on nawet, że „Państwo narodowe daje wolność”. Odbiera więc to hasło neoliberałom. Pisze jednak także o sytuacji na Zachodzie. I niestety także nie rozumie, czym jest neoliberalizm! Pisze na początku artykułu: „Problem, którego często dzisiejsi neoliberałowie czy też globaliści nie dostrzegają, polega jednak na tym, że słabsze jednostki tworzą zbiorowości wcale nie po to, by opętane jakimś focaultowskim masochizmem nawzajem się gnębić, ale po to, by bronić swoich interesów przed możnymi”. Wyjaśniłem powyżej, że neoliberalizm bardzo dobrze to dostrzega. Rozumie także, że jest to dla niego zagrożenie! Dlatego stara się rozbić wszelką społeczną solidarność i samoorganizację! Dąży właśnie do wspomnianej przez autora „hobbesowskiej wojny wszystkich ze wszystkimi”. Słowo „wojna”, neoliberalizm zastępuje jednak lepiej brzmiącym słowem „konkurencja”. Polem bitwy zaś jest „rynek”.
Autor nie dostrzega także, tworzącej się oddolnie, tożsamości europejskiej. Jest to dla mnie oczywiste. Jesteśmy nadal „nowi” i „obcy” w Europie. My nie rozumiemy jej i ona nie rozumie nas. Jesteśmy też biedniejsi i z tego powodu zakompleksieni. Sposób postrzegania Europy przez Niemca, Francuza, Holendra czy Austriaka jest zupełnie inny. Brak granic, wspólna waluta, możliwość pracy, studiowania, kontakty prywatne, mieszane małżeństwa, kupno domu lub mieszkania letniskowego gdziekolwiek w Europie, jest dla nich oczywistością. W rozmowach prywatnych, czy w komentarzach na stronach i forach internetowych, wyczuwa się wyraźnie, tworzącą się, a właściwie istniejącą tam już, europejską tożsamość. Społeczeństwa tamtejsze nie są przeciwne zjednoczonej Europie, ale przeciwne są NIEDEMOKRATYCZNEMU SPOSOBOWI, w jaki to zjednoczenie jest narzucane! Podobnie, jak to jest u nas z państwem i ojczyzną, oni identyfikują się z Europą, ale nie identyfikują się z Unią. Niestety, wszystko wskazuje na to, że Unia Europejska w niedługim czasie się rozpadnie. Będzie wielką tragedią, jeśli ta, wątła na razie, tożsamość zostanie zniszczona!
Ale wróćmy do naszego artykułu. Rozbawił mnie fakt, że autor, najwyraźniej nieświadomie, jednym tchem wymienił socjaldemokratów, czyli lewicę, i neoliberałów. Potwierdził to, co pisałem powyżej o „lewicowym” neoliberalizmie! Całkiem trafnie, choć z dużą dozą zdziwienia, opisuje także obecną walkę neoliberałów z rosnącym oporem społecznym. Nie rozumie, że neoliberalizm przestał być już ideologią i stał się religią, co wyjaśniam w moim wstępie. Papież Franciszek to dostrzegł! W swojej encyklice Evangelii Gaudium pisze wyraźnie: „Stworzyliśmy nowych bożków. Kult starożytnego złotego cielca (por. Wj 32, 1-35) znalazł nową i okrutną wersję w bałwochwalstwie pieniądza i w dyktaturze ekonomii bez ludzkiej twarzy i bez naprawdę ludzkiego celu.” Autor najwyraźniej podziela także mój pogląd, że to właśnie zadaniem państwa, a nie rynku lub „sieci”, jest szeroko rozumiana polityka społeczna. W sumie jednak, mimo drobnych potknięć i zabawnego zdziwienia swoimi (trafnymi zresztą) wnioskami, artykuł jest ciekawy i wart polecenia.

W tym momencie, samorzutnie ciśnie się na usta pytanie: jakie skutki będzie miał proces powrotu do idei państw narodowych? Dla naszego kraju, dla Europy, dla świata? Czy w ogóle taki proces jest możliwy? Czy globalizacja nie zaszła już zbyt daleko? Czy ogólnoświatowa sieć powiązań gospodarczych, a przede wszystkim kapitałowych, nie stwarza tu przeszkody nie do pokonania. Osobiście uważam, że powrót do takich państw narodowych jak kiedyś, nie jest już możliwy, ale mogę się mylić. Nikt, poza zwolennikami teorii spiskowych, tego nie wie. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można jednak przewidzieć skutki takiego procesu.

W wypadku naszego kraju nie wygląda to różowo. Wyraźnie widać, że nie potrafimy zbudować swojego państwa, gdyż nie jesteśmy w stanie wyłonić na naszych przedstawicieli ludzi światłych i uczciwych. Wbrew pozorom, są tacy wśród nas! Mimo opisanych wyżej tendencji społecznych, nie sądzę, że zbudujemy państwo faszystowskie. Na przeszkodzie stoi nasza skłonność do partactwa, indywidualizm, brak dyscypliny i, koniecznej w faszyzmie, solidarności społecznej. Najprawdopodobniej gwałtownemu przyspieszeniu ulegnie, widoczny od wielu lat, inny proces – nasi „talibowie z pod znaku krzyża” przekształcać będą państwo wyznaniowe, którym już jesteśmy, w totalitarne państwo wyznaniowe. Taką „chrześcijańską” Arabię Saudyjską, albo przynajmniej, jak to genialnie określił Wojciech Młynarski, „demokrację policyjno-wyznaniową”. Oczywiście nie odbędzie się to bez oporu społecznego. „Rewolucja parasolek” to pokazała. Niestety, nie widać na horyzoncie żadnych sił, które mogłyby tym oporem pokierować. Jeśli dojdą do tego miliony, zmuszonych do powrotu do kraju, zdesperowanych i pozbawionych perspektyw emigrantów, którzy zdążyli już przywyknąć do innego życia, może być niewesoło. Niezależnie od tego, czy poleje się krew, czy nie, staniemy w obliczu politycznej pustki. Staniemy się, podobnie jak dziś Ukraina, państwem upadłym. Jeśli do tego rozpadnie się Unia Europejska, proces ten z pewnością ulegnie jeszcze większemu przyspieszeniu. Nie musi to jednak oznaczać, że jako państwo, znikniemy z mapy Europy, chociaż nie da się tego wykluczyć. Sądzę, że „otrzymamy” jakiś marionetkowy rząd i będziemy źródłem taniej siły roboczej dla reszty Europy oraz „strefą buforową” na wypadek konfliktu z Rosją. Strefą, którą w razie konieczności, na tysiące lat przekształci się w nuklearną pustynię. Pisałem o tym w poprzednim wpisie. Chyba staję się już zwolennikiem teorii spiskowych, ale czy to nie dziwne, że praktycznie równocześnie wyciekły informacje dyskredytujące przywódców dwóch największych ruchów opozycyjnych? Nagła cisza i brak protestów Unii, przeciw łamaniu prawa w Polsce, także jest zastanawiająca. Merkel po cichu spotyka się z Kaczorem… Coś mi tu śmierdzi. Czyżby ktoś także przewidywał, że pójdziemy w tym kierunku i ułatwiał nam to?

Na świecie, efektem umacniania państw narodowych, będzie z pewnością powszechny wzrost protekcjonizmu. Każde państwo będzie się starało chronić własną gospodarkę. Widać to wyraźnie w działaniach nowej administracji amerykańskiej. Ale nawet ona jest bezsilna wobec międzynarodowych koncernów. Trump może sobie na nie pokrzykiwać, ale jeśli koszty produkcji w USA będą wyższe niż w Bangladeszu, to i tak miejsca pracy wywędrują z USA. Chyba, że USA dostosuje się płacami i przepisami do Bangladeszu. Ale chyba nie o to chodzi nowej amerykańskiej administracji? Nie pomogą też żadne cła na np. chińskie produkty, bo Chińczycy wprowadzą cła na produkty amerykańskie! Wprowadzenie barier dla przepływu kapitału jest dzisiaj niewyobrażalne.

Nie bardzo też widzę, co zyskają gospodarki krajów np. Unii Europejskiej na jej rozpadzie. Owszem, jeśli rozpadnie się także wspólna waluta (na co wszystko wskazuje), to na fakcie tym na pewno początkowo stracą Niemcy, zyskają natomiast pozostałe państwa. Ale nawet to nie jest takie pewne, o czym już, przed prawie rokiem, pisałem.

Wiem, że ocieram się w tym momencie o teorię spiskową, ale wiele faktów wskazuje mi na to, że powrót do państw narodowych i odradzanie się nacjonalizmów, jest procesem chcianym i popieranym przez wiele sił. Sił, które wszelkimi możliwymi sposobami dążą do wojny. Wyraźnie widać, że neoliberalizm nie spełnił pokładanych w nim nadziei, więc trzeba wrócić do wypróbowanych metod. Wywołanie wojny wśród państw narodowych, jest dziecinnie proste. Wszyscy komentatorzy analizują do upadłego procesy polityczne i społeczne. Nie wiem, czy z niewiedzy, czy oszukują nas świadomie, ale przedstawiają nam oni te procesy, jako oddolne ruchy społeczne. Że niby, jak na Ukrainie, ludzie byli w takim stopniu zdeterminowani, że czara goryczy społecznego niezadowolenia przelała się i naród obalił rząd. Podobnie było rzekomo w wypadku innych „kolorowych rewolucji”. Tymczasem, zawsze i wszędzie, są to ruchy zorganizowane, sterowane i, przede wszystkim, przez kogoś finansowane! Przez jakieś wewnętrzne lub zewnętrzne siły! Faktycznie spontaniczne zrywy, jak np. „Ocuppy Wall Street”, szybko same wygasają. Chyba, że są komuś na rękę i przejmie nad nimi kontrolę. Owszem, nastroje społeczne mają wpływ na rządzących i ich decyzje. Ale tymi nastrojami można sterować. W zależności od potrzeb, można je wywoływać, przekierowywać, wyciszać lub tłumić siłą. I nie muszą to zaraz być rewolucje. Może to być utworzenie nowej partii lub dojście do władzy kogoś takiego jak Trump.

Ale wszyscy zapominają, lub świadomie przemilczają, najważniejszą siłę, która tym wszystkim steruje: pieniądz i ludzi, którzy za nim stoją. To jest kluczowy element łamigłówki! Jak na razie trudno jest cokolwiek przewidywać. W obecnych światowych wydarzeniach jest zbyt wiele znaków zapytania. Przede wszystkim jednak, o wielu rzeczach po prostu nie wiemy. Za kulisami tego teatru (a może cyrku), trwa ostra walka o to, kto ma wejść na scenę i jaką sztukę (lub sztuczkę) odegrać. Wyraźnie widać to obecnie w USA. Niestety, nie mamy wglądu za te kulisy i możemy obserwować jedynie ruchy kurtyny. Nie mamy innego wyjścia, jak czekać i obserwować to, co się wydarzy. I niestety, nie spodziewajmy się, że będzie to zajęcie nudne!!

Advertisements