Satysfakcja

Każdy z nas odczuwa satysfakcję, gdy sprawdzają się jego przewidywania, lub potwierdzają jego oceny. Akurat od jakiegoś czasu stykam się z potwierdzeniami moich ocen i przewidywań, ale nie odczuwam z tego powodu satysfakcji. Jedynie smutek i strach.

Zacznijmy od naszego podwórka. Akurat nasz minister od spraw za-granicznych (czytaj: od spraw za granicami rozsądku), ujawnił straszliwy dokument zdrady. Według tego dokumentu Rosja nie jest naszym odwiecznym wrogiem i na domiar złego wcale nie zamierza na nas napaść!! Więcej, współpraca z Rosją byłaby dla Polski korzystna!! Coś takiego należało więc natychmiast upublicznić i opatrzyć odpowiednim komentarzem, obnażającym nikczemną zdradę i niecne knowania poprzedniego rządu. Ujawnienie tego straszliwego dowodu zdrady, miało oczywiście na celu zdyskredytowanie opozycji. Przy okazji dowiedzieliśmy się, że to podejście do naszego odwiecznego wroga, było przyczyną wszelkich możliwych nieszczęść – od „zamachu smoleńskiego” do Majdanu! Powstrzymam się tu od dalszych komentarzy, gdyż jest to przypadek podpadający po tzw. brzytwę Hanlona: „Nigdy nie przypisuj złej woli temu, co można wystarczająco wyjaśnić głupotą”.
Pochodzę z rodziny sybirackiej. Od dziecka nasłuchałem się opowieści o „nieludzkiej ziemi”. Członkowie mojej rodziny wracali jeszcze w latach 60. z kopalń Workuty. Pamiętam, że wtedy nie wolno mi było mówić o tym w szkole. Ostatni wrócił w połowie lat 90. Wtedy wolno już było mówić, ale nikogo to nie interesowało. Niektórzy na zawsze zostali w wiecznej zmarzlinie. Nie mam więc najmniejszych powodów aby kochać Rosję. Ale wszystkie te rodzinne opowieści dały mi jednak obraz Rosji i Rosjan. Obraz, który całkowicie potwierdził się w czasie pobytów w tym kraju. Ułatwił on także kontakty z ludźmi. Rozumiałem, a przynajmniej wydawało mi się, że rozumiem ich mentalność. Dość szybko zauważyłem, że w tych rodzinnych opowieściach była masa nienawiści do systemu, ale w stosunku do ludzi przeważało współczucie. W końcu to głównie Rosjanie byli więźniami Gułagów i towarzyszami niedoli. Dłuższy czas nie miałem kontaktu z językiem rosyjskim, dlatego teraz czytanie tamtejszych stron internetowych nie idzie mi tak szybko jak bym chciał. Nie mam z tym jednak większych problemów. Rosja nie jest głównym obiektem moich zainteresowań, dlatego mile zaskoczyła mnie zbieżność moich ocen i poglądów na Rosję, z ocenami wspomnianych wyżej „Tez o polityce wobec Rosji”, opracowanych przez ludzi zajmujących się tym krajem zawodowo. Aby było śmieszniej, o całej sprawie z tym dokumentem dowiedziałem się ze strony rosyjskiego Kommersanta! Dawno już, wspominałem na moim blogu, że optymalną dla Polski, byłaby rola pomostu między Rosją a Zachodem. Jest o tym mowa także w Tezach. Co ciekawe, autorka rosyjskiego komentarza przetłumaczyła, i dużymi „bukwami” podkreśliła właśnie ten punkt! Widocznie Rosjanie także chętnie widzieliby nas w tej roli. Smutne jest to, że nikt nie dostrzega i nie rozumie tego, że rola taka byłaby lepszym gwarantem naszego bezpieczeństwa niż amerykańskie wojska stacjonujące w naszym kraju. W dodatku stacjonujące wbrew umowom NATO i Rosji! Jako pośrednik bylibyśmy potrzebni obydwu stronom. Przy okazji moglibyśmy na tym świetnie zarobić. Zdaję sobie sprawę z tego, że taka gra wymagałaby doskonałej polityki zagranicznej, której nie mamy. Wymagałaby także niezależności w tej polityce, której obecnie także nie mamy. Oczywiście nie byłoby to rozwiązanie optymalne. Ale z pewnością lepsze, niż bycie żywą tarczą dla jednej ze stron potencjalnego konfliktu, jaką jesteśmy obecnie! Nie jesteśmy żadną potęgą, która byłaby w stanie sama się obronić. Nie mamy ani niezbędnego potencjału gospodarczego, ani ludzkiego. Na sojusze także bym nie liczył. Wydatki na zbrojenia, są zatem wyrzuconymi pieniędzmi! Tych parę F-16, które tyle kosztowały, w razie wojny będzie zniszczone w ciągu kilku godzin! Zaś  „Volkssturm”, tworzony obecnie w miejsce regularnej armii, jest wymysłem kogoś, kto już dawno powinien trafić na oddział zamknięty psychiatrii!
W „Tezach” rozbawił mnie punkt IV. Autorzy wspominają w nim o swoistym kompleksie Rosji wobec Polski, który „ociera się o poczucie swoistego respektu i nawet obawy”. Wyrazem tego, ma być wprowadzone w 2004 roku nowe święto – „Dzień jedności narodowej”. Mogę to całkowicie potwierdzić! Także wielokrotnie odniosłem wrażenie, że Rosjanie odczuwają wobec Polski respekt i swoisty szacunek. Obawa, to już przesada! Jest to właściwie cecha wszystkich nacji wschodnich. Szanują one tych, od których dostały w d…. Pewnie między innymi także z tego powodu, Turcja nie uznała rozbiorów Polski. Moim zdaniem, najlepszym dowodem na respekt Rosji wobec Polski, jest jej podejście do wydarzeń w naszym kraju w okresie Solidarności – w latach 1980/81. Z żadnym innym krajem nie cackaliby się! Pamiętam dokładnie ten okres. Wydaje mi się, że było to wczoraj. Dziwiłem się wtedy, że jeszcze nie weszli, i nie było to tylko moje odczucie! Zrobili wszystko, aby tego uniknąć. Przy pomocy Kuklińskiego zadbali nawet o to, aby upewnić Zachód, że ze stanem wojennym nie mają nic wspólnego.
Ciekawe też, że takiej antyrosyjskiej fobii nie mają Czesi, którzy w roku 1968 doświadczyli z jej strony „bratniej pomocy”. Także Węgrzy, których wolnościowe aspiracje zostały w 1956 roku krwawo stłumione przez Armię Czerwoną, nie obawiają się rosyjskiej napaści. Obydwa kraje nie obawiają się głośno mówić o swoim niezadowoleniu z powodu antyrosyjskich sankcji! Nasza rusofobia jest właściwie przypadkiem dla psychiatrii.
Mało kto o tym wie i nic się o tym nie mówi, ale bez Polski nie byłoby w obecnej Rosji wielu dziedzin nauki! Psychologia, socjologia i wiele innych nauk społecznych, były w ZSRR ze względów ideologicznych kompletnie odizolowane od świata. Nie miały dostępu do zagranicznych źródeł i tamtejszych wyników badań. Ratunkiem była Polska. U nas takiego zakazu nie było. Radzieccy naukowcy uczyli się więc polskiego, aby korzystać z polskich źródeł, które nie były w ZSRR zakazane. Często były to tłumaczenia publikacji zachodnich. Mogli też przyjeżdżać na kongresy do Polski, na które przyjeżdżali także naukowcy z Zachodu. Wielu z tych ludzi jest z pewnością jeszcze aktywnych zawodowo. Na pewno opowiadali też o tym swoim rodzinom, uczniom i współpracownikom. Prowadząc mądrą politykę, moglibyśmy więc mieć w Rosji całkiem sporą grupę światłych i często wpływowych, życzliwych nam ludzi.

O ile dokument MSZ wywołał u mnie smutek z powodu niewykorzystania szans na korzystną dla naszego kraju politykę, to inne dokumenty i informacje, na które się niedawno natknąłem, napawają mnie lękiem.

Lękiem, gdyż inni też powoli zaczynają dostrzegać rzeczy, przed którymi już dawno ostrzegałem.

Odbiciem nie tylko moich lęków, są nastroje panujące na całym świecie. W ich badaniu specjalizuje się Agencja Edelman. Od wielu lat publikuje ona analizy badań globalnych nastrojów społecznych. Tegoroczna analiza nie daje powodów do radości! Szef i założyciel agencji określił sytuację jednoznacznie – jako implozję zaufania społecznego! Jedynie 15% z badanych społeczeństw uważa, że nasz system (społeczny, prawny i gospodarczy) prawidłowo funkcjonuje! Aż 53% uważa, że nie, a 32% nie ma na ten temat zdania. Ciekawostką są dobre oceny w Chinach (jedynie 23% źle ocenia) i całkiem niezłe w Rosji (mimo sankcji 48% złych ocen). Katastrofalnie oceniono media! Aż 59% zapytanych, bardziej wierzy wyszukiwarce internetowej niż „normalnym” mediom głównego nurtu! Co by o nim nie mówić, ale Donald Trump miał całkowitą rację, mówiąc do CNN, jako do przedstawiciela mediów: „You are fake news!” Właściwie poza datą, trudno dziś znaleźć w codziennych doniesieniach jakąś prawdziwą wiadomość. To wprost niewiarygodne, ale jestem przekonany, że w czasach PRL-u mniej było kłamstwa, a przede wszystkim było ono o wiele inteligentniejsze!
Gdy popatrzy się na inne dane zawarte w powyższym raporcie, można dojść do wniosku, że taki poziom niezadowolenia występuje jedynie w okresach przedrewolucyjnych! Nic więc dziwnego, że ci, którzy mają najwięcej do stracenia, czynią już odpowiednie przygotowania. Jedni zbroją się, inni gromadzą zapasy, jeszcze inni budują bunkry, są tacy, którzy wolą bezludne wyspy na Pacyfiku. Steven Seagal uważa, że najbezpieczniej będzie mu w Rosji. Ma już nawet jej obywatelstwo!
Nie inaczej widzą obecną sytuację sami politycy. Michaił Gorbaczow określił to bez owijania w bawełnę: „wygląda na to, że świat przygotowuje się do wojny”. Dennis Kucinich, były członek Izby Reprezentantów Kongresu USA, wyjaśnia nawet, jaka jest przyczyna tych przygotowań: biznes. A najbliższy doradca Donalda Trumpa, Steve Bannon, przewiduje, z kim USA będą wojować w najbliższych latach. Faktycznie, początkowe buńczuczne pokrzykiwania nowego prezydenta USA i jego administracji wskazywały, że możliwymi obiektami militarnego zaangażowania USA będą Chiny i Iran. Wszystko jednak może się jeszcze zmienić. Wprawdzie na razie nic na to nie wskazuje, ale jeszcze mogą ziścić się marzenia naszych podżegaczy wojennych i dojdzie do konfliktu z Rosją. Ze swojej funkcji zrezygnował właśnie, uznawany za „przyjaznego” Rosji, Michael Flynn – doradca do spraw bezpieczeństwa. W Departamencie Stanu także przeprowadzana jest obecnie czystka, jakiej USA nigdy nie widziały. Odchodzi wielu doświadczonych ludzi i nie bardzo wiadomo, kto przyjdzie na ich miejsce. Trump także inaczej zaczyna mówić o Chinach. Jego ostatnią rozmowę z Xi Jinpingiem, określono jako „extremely cordial”. Wygląda na to, że ktoś wytłumaczył Trumpowi, że Chińczycy trzymają go za jaja i wystarczy, że ścisną, a inaczej będzie śpiewać!
Trudno jest w tej chwili przewidywać dalsze kroki amerykańskiego prezydenta i jego administracji. Są one zbyt niespójne. Na razie nie widać w nich jakiejś myśli przewodniej. W lawinie dekretów, wydawanych przez Trumpa, jest wiele takich, które można śmiało nazwać idiotycznymi (nie muszę ich wymieniać – robią to media), jest także wiele sensownych (o nich media nie piszą). Do tych sensownych należy między innymi „osuszenie bagna lobbingu”. Sądzę, że likwidacja tzw. „Dodd-Frank Act”  – ustawy nadzorującej banki i mającej zapobiec ich bankructwom, także należy do tych sensownych posunięć; zwłaszcza, że w tle przewidziane jest przywrócenie zlikwidowanej w 1999 roku przez Billa Clintona ustawy „Glass-Steagall Act”, która zabraniała bankom spekulowania na giełdzie oszczędnościami swoich klientów. Na uwagę zasługuje także fakt spotkania Trumpa z Tulsi Gabbard, która także popiera powtórne wprowadzenie tej ustawy. Fakt tego spotkania jest z wielu względów bardzo interesujący! Gabbard zasiada w Kongresie z ramienia Demokratów. W ostatnich wyborach zwalczała Hillary Clinton i popierała Bernie Sandersa. Wielu obserwatorów widzi w niej kandydatkę demokratów w następnych wyborach. Jest autorką projektu ustawy zabraniającej używania pieniędzy podatników do finansowania terrorystów – „Stop Arming Terrorists Act”, która utrudniłaby finansowanie Państwa Islamskiego przez USA. Tuż przed spotkaniem z Trumpem wróciła z Syrii, gdzie spotkała się (o zgrozo!) między innymi z Assadem. Sytuacja w tym kraju była także tematem rozmowy z Trumpem. Fakt, że zasięga on opinii takich osób, daje wiele do myślenia.

Ale najciekawsze będą obiecane, prospołeczne działania nowego prezydenta, głównie miejsca pracy. Jak na razie dominuje „ręczne sterowanie” – pokrzykiwanie na koncerny produkujące za granicą. Pojawiają się jednak pierwsze oznaki kierunku przyszłych posunięć. Obniżka cen za deregulację. Jednak kluczowe jest pytanie: skąd weźmie pieniądze na obiecaną modernizację infrastruktury USA, będącej w opłakanym stanie. Ma to być główne źródło obiecanych, nowych miejsc pracy. Przedwyborcze hasła Trumpa, były typowe dla konserwatystów: deregulacje i obniżki podatków. Czyli dalszy wzrost astronomicznego już zadłużenia kraju. Jeśli będzie się tego trzymać, można od razu przejść do następnego pytania: co zrobi, gdy zorientuje się, że to nie funkcjonuje. Bo na pewno nie będzie funkcjonować! Jedyne rozsądne działanie – obniżka, lub nawet likwidacja podatków od niskich wynagrodzeń i drastyczna podwyżka od wysokich – jest nierealne. Nierealna będzie więc także reelekcja w następnych wyborach. Tego nie lubi żaden rządzący! A ten rządzący i ludzie, którzy za nim stoją, nie należą do elity władzy w USA. Trump startował wprawdzie z ramienia republikanów, ale tak naprawdę ani on, ani jego środowisko nie wydają się być trzonem tej partii. Owszem, jeśli wygrali wybory, muszą mieć ogromne wpływy i dysponować ogromnymi pieniędzmi. Ale coś „jest z nimi nie tak” i w dodatku nikt nie chce wyraźnie powiedzieć co! Komuś musieli nadepnąć na odcisk! Wydaje mi się, że zaczynam rozumieć o co chodzi, ale to zbyt obszerny temat. Postaram się wkrótce o tym napisać.
Zauważyliście Państwo, co się dzieje w mediach wokół nowego amerykańskiego prezydenta? Tę nagonkę na niego? W naszych mediach nie jest to może aż tak widoczne, ale w innych krajach przybiera to już formę swoistej fobii! A zastanowiliście się Państwo, jakie są tego przyczyny? Co on takiego złego zrobił? Przecież większość zarzutów, jakie mu się stawia, jest po prostu śmieszna!! Owszem, nie świadczą o nim dobrze, ale kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem. A co robią media? Rozdmuchują jego opowiastki, jak wsadzał dziewczynom rękę pod spódnice, a przemilczają fakt, że jego rywalka do fotela prezydenckiego, miała tajemnice państwowe, na kompletnie niezabezpieczonym prywatnym serwerze w piwnicy swego domu! Fakt, że w końcu wykradziono te tajemnice (podobno serwer był kompletnie niezabezpieczony i mógł to zrobić nawet początkujący haker), wykorzystano do zrobienia z Trumpa agenta Rosji. Całą masę sensacji, dowodów oszustw i manipulacji wyborczych, afer i brudów, które były w wykradzionych danych, po prostu przemilczano!!

Zarówno Trump, jak i ludzie, którzy go popierają, to skrajna prawica. To środowisko, gdy raz dorwie się do władzy, tak łatwo jej nie odda i nie cofnie się przed niczym dla jej utrzymania. Widać to na przykładzie naszego kraju. Wprawdzie USA nie są demokracją, ale tamtejsze społeczeństwo, a przynajmniej jego elity intelektualne, są lepiej zorganizowane i tak łatwo nie dopuszczą do łamania prawa, jak to się dzieje u nas. Nie bardzo widzę także możliwość „przekupienia” społeczeństwa amerykańskiego jakimś programem 500+. De facto władzę w USA sprawuje tamtejsza oligarchia. Większość jej przedstawicieli nie zalicza się do skrajnej prawicy, więc jeśli sprawy zajdą za daleko, z pewnością obali ten rząd. Co jednak będzie, jeśli uznają, że ta skrajna prawica jest bardzo użyteczna dla ich interesów i zechcą wykorzystać ją do „brudnej roboty”? Już raz tak było z niejakim Adolfem Hitlerem….

Zastanawiam się nad tym wszystkim już od dawna, jeszcze od czasu kampanii wyborczej. I nie mogę dojść do żadnych konkretnych wniosków. Ktoś wyraźnie stara się zrobić z Trumpa wariata. A ja nie lubię, jak przy tej okazji ktoś robi wariata ze mnie!!
Już na początku kampanii zauważyłem, że to, co wypisuje się o nim w mediach, nijak nie pasuje do tego, co mówili o nim ludzie, którym zdarzyło się z nim zetknąć. Wszyscy opisywali go, jako kogoś, kto najpierw wysłuchuje wielu opinii, a potem podejmuje decyzje. Owszem, wspominali o różnych dziwactwach, ale kto ich nie ma! Z pewnością jest to egoman i człowiek trudny we współżyciu, ale daleko mu do wariata!
W odróżnieniu od swoich poprzedników, sam napisał swoje przemówienie inauguracyjne! Proszę je sobie przeczytać. Nie napisał je głupek, jakim przedstawiają go media! Wprawdzie daleko mu do klasy przemówień Kennedy`ego, ale jest w nim trochę podobieństwa do nich. Oby nie skończył jak Kennedy! Jeszcze przed inauguracją brano to pod uwagę!
W tym przemówieniu cały czas przewija się motyw oddania władzy społeczeństwu. Czyżby jej do tej pory nie miało!? Pojawia się także coś, co daje nadzieję:
We will seek friendship and goodwill with the nations of the world, but we do so with the understanding that it is the right of all nations to put their own interests first.
We do not seek to impose our way of life on anyone, but rather to let it shine as an example. We will shine for everyone to follow.” – Będziemy się kierować przyjaźnią i dobrą wolą wobec innych krajów, ale przy zrozumieniu, że każdy kraj ma prawo na pierwszym miejscu stawiać swój własny interes. Nie będziemy narzucać naszego sposobu życia komukolwiek, chcemy raczej by świecił on przykładem. Tak, aby inni chcieli podążać naszą drogą.
To całkowicie odbiega od tego, co USA robiły do tej pory i w dodatku jest przyznaniem się do tego!

Mamy przed sobą elementy układanki. Niestety nie mamy pudełka od niej i nie wiemy, jaki obrazek ona przedstawia. Wiemy, że brakuje wielu elementów tej układanki. Jest też wiele elementów z innych pudełek. To, co już możemy zobaczyć przedstawia albo piękny widok, albo ruiny. Nie wiemy, czy są to zasadnicze elementy naszego obrazka, czy pochodzą one może z innych pudełek. Za jakiś czas, gdy znajdziemy więcej elementów naszej układanki, może zobaczymy coś ciekawszego.

 

Advertisements