Neoliberalna nowomowa

Zastanawialiście się Państwo kiedyś nad językiem, którym się posługujecie? Nad naszą mową ojczystą? Prawdopodobnie zrobiło to niewielu z was. Trudno się temu dziwić. Jest to temat dla fachowców. Ja do tych fachowców się nie zaliczam, więc nie zamierzam tu szerzej rozwodzić się nad tym tematem, zwłaszcza, że dla prawie wszystkich czytelników byłby on zbyt nudny. Pragnę tylko zwrócić uwagę na pewną cechę obecnego języka: mówi on coraz mniej. Żyję na tym świecie już dość długo. Przeżyłem parę okresów w historii świata i naszego kraju, ale nigdy, nawet w okresie cenzury, nie spotkałem się z czymś takim. Paradoksalnie, właśnie w tym okresie, komunikacja międzyludzka była najefektywniejsza! Pokolenie, które tego nie przeżyło, nie jest w stanie tego zrozumieć. Nie rozumie, czemu niewinnie brzmiące teksty, były wówczas tępione i można było za nie nawet wylądować w więzieniu. Po prostu one coś mówiły. Ci którzy je mówili, lub pisali, chcieli przy ich pomocy coś przekazać, a ich odbiorcy rozumieli ten przekaz. Nie jest to tylko moje odczucie. Oglądałem kiedyś program z Wojciechem Młynarskim, który po pokazaniu mu fragmentów jego koncertu z lat 70., powiedział: „wtedy publiczność rozumiała, o czym śpiewam”. Dzisiaj nie ma języka. Mowie odebrało mowę. Z jednej strony przybyło nam wiele nowych słów. Wokół nas panuje straszny szum. Szum medialny. Z drugiej strony panuje niemota (mało znane i rzadko używane słowo, dlatego link do SJP). Nie cisza, nie milczenie, ale właśnie niemota. Cisza i milczenie mogą bardzo wiele powiedzieć. Mają one swój język. Swoją formę wyrazu. Nie bez powodu mówi się o wymownym milczeniu. Niemota jej nie posiada. A szum może nam przekazać co najwyżej informację. Ale nie wiedzę. Także informacja i wiedza to nie jest to samo! Wiedza jest ściśle związana z czasem. Już naszym praprzodkom, nic nie dawała informacja o tym, że za wzgórzem pasie się mamut, jeśli nie posiadali, zdobytej z biegiem czasu, wiedzy o tym, jak go upolować. Wiedza tworzy pomost pomiędzy przeszłością a teraźniejszością, a nawet przyszłością. Informacja żyje jedynie chwilą. Także posiadacz wiedzy i posiadacz informacji różnią się między sobą. Wiedza potrzebuje doświadczenia. Wynika z niego. Posiadacza wiedzy nazywany mędrcem. Nigdy nie nazwiemy nim posiadacza informacji. Dlatego też dzisiaj, na każdym kroku mamy do czynienia z dyletantami. A miejsce mędrca zajął celebryta!
Myli się także ten, kto myśli, że dotyczy to jedynie naszego kraju. Znam parę języków. W epoce Internetu i telewizji satelitarnej ma się dostęp do mediów na całym świecie. Mam więc podstawy, aby powiedzieć, że jest to proces ogólnoświatowy. Natychmiast ciśnie się na usta pytanie o przyczyny tego procesu. Także o to, dlaczego nikt o nim nie mówi? Ani nie informuje o nim, ani go nie wyjaśnia. Jaki to wirus wszystkich nas zaraził?

Z pewnością każdy też zadawał już sobie co najmniej raz pytanie o to, czy są na świecie siły kierujące wydarzeniami w skali globalnej – krótko mówiąc, zza kulis rządzące światem. Bo istnienie takich sił mogłoby w najprostszy sposób wszystko wyjaśnić. Z pewnością każdy zetknął się także z twierdzeniem, że są to Żydzi, masoni, iluminaci, żydokomuna … Lista jest dość długa. Żaden rozsądny człowiek nie traktuje jej jednak poważnie!
Ale z drugiej strony, gdy spojrzymy na tło i przebieg pewnych wydarzeń, nie możemy się oprzeć wrażeniu, że ktoś musiał nimi jednak sterować. Że lista rzekomych przypadków i zbiegów okoliczności jest zbyt długa, aby można ją było wyjaśnić rachunkiem prawdopodobieństwa. W tym momencie wkraczamy na śliski teren teorii spiskowych. Jak inaczej jednak, niż przy pomocy takiej teorii, można na przykład wyjaśnić, że każdy amerykański prezydent, który próbował coś majstrować przy systemie monetarnym (także JFK zalicza się do nich), został albo zamordowany, albo nagle i niespodziewanie umarł? No cóż, przypadki chodzą po ludziach… Te śmierci wplatają się jednak w dość długi ciąg wydarzeń, które doprowadziły w końcu do powstania amerykańskiego systemu rezerwy federalnej, czyli banku centralnego. Wszystko to zostało wielokrotnie opisane. Osobiście polecam opis z książki „The Lost Science of Money” Stephena A. Zarlengi. Można go także znaleźć w wydanej w Polsce książce „Wojna o pieniądz” Song Hongbinga, ale jest on „efekciarski” i „upiększony”, w porównaniu z suchymi faktami podanymi w książce Zarlengi. Przy wszystkich temu podobnych wydarzeniach mamy całą masę poszlak, ale prawie żadnych dowodów. Z drugiej jednak strony, sądy, przy braku dowodów, nieraz już skazywały ludzi na podstawie podobnych poszlak. Ma to nawet swoją nazwę: proces poszlakowy. A o prawnikach nie mówi się, że są zwolennikami teorii spiskowych!
Przypadek amerykańskiego banku centralnego jest dość dobrze udokumentowany. Znamy kulisy jego powstania i śmiało możemy powiedzieć, że okoliczności i przebieg tego procesu, spełniają wszystkie kryteria, aby określić je mianem spisku. Mimo, że z biegiem czasu nabrało znaczenia ogólnoświatowego, było to jednak działanie na skalę lokalną. Czym innym jest jednak działanie na skalę globalną. Czy możliwe jest takie działanie? Wpływanie na bieg wydarzeń, a nawet na sposób myślenia całej ludzkości? Odpowiedź jest krótka: tak! Więcej! Jest to działanie kompletnie niewidoczne.
Wszyscy natychmiast wyobrażają sobie w takiej sytuacji jakieś tajne stowarzyszenie, którego członkowie, pod groźbą najstraszniejszych kar, zobowiązują się do zachowania tajemnicy. Nic z tych rzeczy!! To stowarzyszenie jest jak najbardziej jawne! Nazywa się „Stowarzyszenie Mont Pelerin”. Jego członkowie stworzyli coś, co nie udało się nikomu przedtem: stworzyli najbardziej skuteczną w historii ludzkości ideologię – neoliberalizm. Właśnie „skuteczność” jest tutaj słowem – kluczem, wyjaśnię za chwilę dlaczego.
Już przy wyjaśnieniu samej nazwy tej idei natkniemy się na problemy. Gdyby pominąć przedrostek „neo” i zapytać wiele osób o znaczenie słowa „liberalizm” otrzymalibyśmy wiele odpowiedzi. W języku pojęć politycznych jest to słowo-worek, do którego każdy wrzuca, co mu się żywnie podoba. Różnice w odpowiedziach byłyby jeszcze większe, gdyby zadać to pytanie ludziom w wielu krajach. W naszym kraju poglądy liberalne w sprawach społecznych kojarzą się z wolnościami osobistymi i tolerancją – czyli są bardziej lewicowe. Ale w gospodarce oznaczają sprzeciw wobec interwencji państwa i zdanie się na mechanizmy rynkowe – a więc poglądy typowe dla prawicy. Gdyby poruszać się na zachód i dalej zadawać to pytanie, to odpowiedzi na nie będą coraz bardziej lewicowe. Dla amerykańskich liberałów, interwencja państwa w gospodarkę jest jak najbardziej pożądana.
Sytuacja zmieni się, gdy będziemy pytać o pełną nazwę. Pytane osoby najczęściej nie będą potrafiły podać różnicy. Powiedzą, że liberalizm i neoliberalizm, właściwie oznaczają to samo. A co się stanie, gdy zadamy to pytanie neoliberałowi z krwi i kości? Odpowie nam zapewne, że określenie to, jest wymysłem lewaków, nieudaczników i frustratów. „Deplorables“ – jak ich określiła Hillary Clinton. Jeszcze dosadniej ujął to Michaił Chodorkowski w jednym z wywiadów: „If a man is not an oligarch, something is not right with him. Everyone had the same starting conditions, everyone could have done it.” – jeśli ktoś nie jest oligarchą, to coś z nim jest nie tak. Na starcie mieliśmy równe szanse, każdy mógł nim zostać (tłumaczenie moje).

Więcej o neoliberalizmie pisałem już wcześniej w moim wstępie, w częściach NEOLIBERALIZM, PRZYSZŁOŚĆ oraz INTELEKTUALNY ZASTÓJ. Dla tych, którzy ich nie czytali lub zapomnieli, polecam je jako uzupełnienie tego tekstu albo przypomnienie.

Czy jest to ideologia korzystna dla ludzkości? Czy oznacza ona powszechne szczęście i dobrobyt? Nie! Dlatego użyłem w jej wypadku słowa „skuteczna”, gdyż mimo tego, niezauważalnie i praktycznie bez oporów rozprzestrzeniła się niemalże na całym świecie. Co doprowadziło do takiego fenomenu? Jak to możliwe, że ideologia, która jest przyczyną wielu wojen, kryzysów, niewyobrażalnego rozwarstwienia społecznego, postępującego zubożenia coraz szerszych warstw społecznych, niszczenia środowiska naturalnego i wielu innych nieszczęść, zupełnie niezauważalnie i bez oporu osiągnęła taki sukces? Przez swoją perfidię! I między innymi właśnie przez swoją niezauważalność. Wszystkie poprzednie ideologie były szalenie prymitywne. Opierały się na przemocy i strachu. Takie działanie nie pozostaje niezauważone i musi wywoływać opór społeczny. Z III zasady dynamiki wiemy, że każdej akcji towarzyszy reakcja. Twórcy neoliberalizmu kompletnie zrezygnowali z tego elementu. Nikt nikogo do niczego nie zmusza. Nie ma nawet żadnej cenzury – krytyka nie jest (otwarcie!) tępiona. Zamiast tego jest kuszenie. Wprawdzie nie są to „kobiety różowe, płaskie jak opłatek lub fantastyczne twory z obrazów Hieronima Boscha” z wiersza Zbigniewa Herberta, ale wolność. Etymologicznie, nowy liberalizm powrócił zatem do swego pierwotnego znaczenia: słowo „liberalizm” pochodzi od łacińskiego liber – wolny. Oczywiście nikt oficjalnie tego nie przyznaje, ale jest to jedynie iluzja wolności. Przypomina ona nieco słynne stwierdzenie Henry Forda odnośnie koloru jego Modelu T: „Any customer can have a car painted any color that he wants so long as it is black” – klient może otrzymać samochód w każdym kolorze, jaki sobie życzy, o ile będzie to kolor czarny. Jesteś wolny. Możesz robić co chcesz, ale jeśli nie dopasujesz się do warunków, które my dyktujemy, zdechniesz z głodu! Masz zatem wolny wybór.
Gdy zapoznamy się z ubóstwem intelektualnym tej ideologii, przyjdą nam na myśl słowa z dalszego ciągu wspomnianego już wiersza Herberta: „retoryka […] parciana, […] łańcuchy tautologii, parę pojęć jak cepy”. Sam Hayek zdawał sobie z tego sprawę i postulował, aby nie spieszyć się z wyjściem do szerokiej publiczności, zanim ideologia ta nie opanuje głównych uniwersytetów.
No właśnie! Jak to się stało, że mimo swego intelektualnego ubóstwa, ideologia ta jest tak skuteczna! I jak to jest możliwe, że mimo jej tragicznych skutków dla świata, jej pozycja jest nadal niezagrożona. Więcej, nie ma dla niej żadnej alternatywy! Czyżby jej postulaty były faktycznie zgodne z prawami natury, co sobie uzurpuje? Oczywiście nie! Po prostu skutecznie nie dopuszcza się do powstania takich alternatyw. Powie jednak ktoś, że napisałem przecież, że nie ma żadnej cenzury i dopuszczalna jest krytyka. To prawda. Ale jest z nią podobnie jak z wolnością: możesz pisać co chcesz, i tak niczego to nie zmieni. Ze swoim przekazem dotrzesz jedynie do niewielkiego kręgu odbiorców. Większość i tak nic z tego nie zrozumie. Monopol i środki na powszechne głoszenie i upowszechnianie jedynie obowiązującej „prawdy” mamy my! Ulżyj więc sobie i pisz!

Ale przejdźmy wreszcie do wyjaśniania tych tajemniczych mechanizmów, które umożliwiły najpierw upowszechnienie, a teraz bezalternatywność tej ideologii.
Słowem-kluczem jest tutaj „kapitał”. Ale nie w sensie marksistowskim! A przynajmniej nie całkiem marksistowskim.

Na marginesie, i dla rozwiania nieporozumień: fakt, że czasami cytuję Marksa, nie oznacza, że jestem marksistą. Powołuję się na niego tylko wtedy, gdy ma on rację. Cytują go wtedy nawet sami neoliberałowie. Ale nie jestem marksistą! Marksizm jest ideologią, która wprawdzie wiele wniosła do dorobku intelektualnego ludzkości, wyjaśniła wiele rzeczy, ale jej czas bezpowrotnie minął. Nie znaczy to jednak, że nie można wykorzystać jej uniwersalnych elementów. Nie jestem zwolennikiem żadnej z głównych ideologii, gdyż nie uwzględniają one konieczności zmiany systemu monetarnego. To jest moim zdaniem podstawa wszelkich zmian. Bez niej wszystko zostanie po staremu.
Jak wyżej wspomniałem, parę razy użyłem już w tym blogu słowa „kapitał”, bo nie przyszło mi do głowy żadne lepsze. Nie wiedziałem także jak, unikając długiego i zawiłego tłumaczenia, jakoś bliżej zdefiniować, co opisuje to słowo. Akurat jestem po lekturze książki Hansa-Jürgena Krysmanskiego „0,1%. Das Imperium der Milliardäre”. Autor, niemiecki socjolog (niestety niedawno zmarły), był jednym z niewielu osób, które w naukowy sposób zajmują się grupą ludzi, o której prawie nic nie wiemy – miliarderami. Klasę tą znamy jedynie ze sławnej listy najbogatszych ludzi świata oraz prasy bulwarowej, zajmującej się problemami typu: który ma najdłuższego (chodzi o jacht). Nikt nie analizuje natomiast takich spraw jak np. sposób myślenia tych ludzi, ich sposób życia, a przede wszystkich ich oddziaływanie na resztę społeczeństwa, a właściwie społeczeństw, gdyż ich majątki pozwalają im na oddziaływanie ogólnoświatowe! Poglądy tych ludzi reprezentują całe możliwe spektrum – od skrajnie prawicowych, po (paradoksalnie!) skrajnie lewicowe. Różne jest też ich nastawienie do posiadanego majątku. Jedni jedynie go pomnażają i uważają, że jest to ich prywatna sprawa. Inni, w taki, czy inny sposób, przeznaczają jego część na cele charytatywne. Jeszcze inni próbują sami wpływać na politykę i organizacje o wszelkiej możliwej orientacji. Autor zwraca także uwagę, że już same listy tych ludzi są mylące, gdyż nie da się dokładnie określić ich majątków. Są także niepełne. Wielu ludzi, o których nieoficjalnie wiadomo, że powinni znaleźć się dość wysoko na tych listach, albo skutecznie ukrywa swoje majątki, albo aktywnie przeciwdziała umieszczeniu tam swoich nazwisk. Listy te nie uwzględniają też np. dyktatorów, skorumpowanych polityków, handlarzy bronią, handlarzy narkotyków, bossów mafii i innych temu podobnych ludzi. Majątki tych przestępców, nieznanych i pozostających w cieniu, na pewno nie są mniejsze, a ich sposób wpływania na politykę jest często skuteczniejszy niż osób z „oficjalnych” list.
Szalenie ciekawy jest opis, jak ci ludzie organizują się, aby „wespół w zespół” wzmocnić swoje oddziaływanie i skuteczniej osiągnąć wspólne cele. Nie wszystkie cele są jednak wspólne. Jedynym wspólnym celem jest zachowanie przy życiu systemu, który pozwala im pomnażać majątki. Poza tym wszyscy walczą między sobą o coraz mniejszy łup. Często przedstawia się Darwinizm w formie pożerających się wzajemnie, coraz mniejszych ryb. W obecnym świecie pozostały już jedynie tylko te największe ryby, które się wzajemnie pożerają. Te małe (klasa robotnicza i klasa średnia) zostały już pożarte.
Ciekawa intelektualnie, chociaż moim zdaniem w większości błędna i niepełna, jest marksistowska analiza obecnego kapitalizmu, stosunków społecznych i roli klasy miliarderów. Krysmanski przeprowadził ją w oparciu o przemyślenia Fredrica Jamesona na temat „Kapitału” Marksa. Zawsze warto zapoznać się z poglądami innych, nawet jeśli się z nimi nie zgadzamy.

Książka jest godna polecenia i warta przetłumaczenia na język polski. Ze względu na swój naukowy charakter, nie jest ona jednak przeznaczona dla szerokich mas odbiorców.

Wiele ciekawych materiałów na temat obecnych struktur władzy, można znaleźć na stronie Krysmanskiego, na jego macierzystym uniwersytecie w Münster.

Ale przede wszystkim w książce tej znalazłem tabelę, która w doskonały sposób obrazuje to, co rozumiem pod słowem „kapitał”, dlatego (po niewielkich modyfikacjach) skorzystam z niej tutaj.

Formy własności kapitału
Typy bogactwa Mechanizmy władzy Oddziaływania
Miliarderzy Elity funkcyjne Powiązania klasowe
Kapitał gospodarczy
Zasoby pieniężne Akumulacja kapitału na rynkach finansowych Nacisk na wzrost dochodów poprzez obniżkę płac i świadczeń socjalnych
Nacisk wierzycieli na zadłużone państwa Redystrybucja na korzyść wierzycieli, „dojenie” podatników
Przekształcanie zasobów pieniężnych w kapitał swiatopoglądowy i kulturowy Obsadzanie stanowisk, forsowanie interesów, wpływ na sposób przedstawiania rzeczywistości przez media
Lobbing Wplyw na decyzje polityczne i prawne
Korupcja Wpływ na demokratyczne procesy podejmowania decyzji i ich destrukcja
Fundacje Wspieranie wybranego światopoglądu, projektów, organizacji, badań naukowych, doprowadzanie do erozji sfery dóbr publicznych
Prywatne bezpieczeństwo, własna ochrona, najemnicy Prywatyzacja polityki zagranicznej i bezpieczeństwa publicznego
Srodki produkcji, przemysł Akumulacja kapitału poprzez produkcję i uslugi Kontrola rozwoju gospodarczego
Nierówności społeczne między pracodawcami i pracobiorcami
Wyzysk
Globalizacja. Przenoszenie produkcji i usług do innych krajów, outsourcing Nacisk na związki zawodowe i politykę
Prywatyzacja usług publicznych Wymuszenie wyższych opłat za usługi publiczne (woda, transport, wywóz śmieci, edukacja, opieka zdrowotna itp.)
Likwidacja państwa opiekuńczego, brak kontroli rynkowej nad usługami publicznymi
Nieruchomości i grunty Dochody z wynajmu i pachtu Wpływ na planowanie i rozwój miast, i osiedli, zabudowa niszcząca krajobraz
Redystrybucja majątku poprzez wynajem i pacht
Land grabbing” – wywłaszczanie rolników (glównie w krajach trzeciego świata)
Majątek konsumpcyjny Konsumpcja w celach reprezentacyjnych Alienacja, podział klasowy, zwiększanie dystansu od niższych warstw społecznych
Zwiększenie poczucia przynależności do innej sfery i srodowisk społecznych
Kapitał kulturowy
Nauczanie (zinternalizowane) Tworzenie rzekomych elit i kumoterstwo Prywatyzacja wiedzy
Reprodukcja elit rządzacych poprzez elitarne wykształcenie (niekoniecznie na wysokim poziomie, ale zgodne z obowiązującymi dogmatami)
Reifikacja Tworzenie rzeczywistości społecznej Przedstawianie korzystnych dla rządzacych procesów, jako prawa natury
Mitologizacja elit rządzacych Legitymizacja władzy poprzez politykę kulturową (np. „wszelka władza pochodzi od Boga”)
Kapitał kulturowy Definicja i przekazywanie dziedzictwa kulturowego własnej klasy Wybiórcze traktowanie dziedzictwa kulturowego (np. wyższość kultury szlacheckiej nad kulturą ludową)
Kontrola dostepu do niektórych dóbr kultury Ostentacyjna demonstracja wyższości i dystansu od reszty społeczeństwa
Kapitał kulturowy wynikający z przynależności klasowej (np. tytuł szlachecki, herb, znane historyczne nazwisko) Symbol statusu socjalnego i kulturowego Kontrola awansu społecznego
Kapitał socjalny
Zasoby wynikające z powiązań socjalnych lub rodzinnych (np. dynastie, klany, kluby) Wzajemne wspomaganie w osiąganiu przywilejów, korzyści itp. Zachowanie statusu elity
Niedopuszczenie ludzi z zewnątrz
Nieformalne mechanizmy sprawowania władzy, erozja demokracji

 

Mając do dyspozycji powyższą tabelę, może łatwiej mi będzie wyjaśnić pewne rzeczy.

Decydującą rolę w ekspansji neoliberalizmu odegrał moim zdaniem kapitał kulturowy, a szczególnie zinternalizowane nauczanie oraz reifikacja. Obydwa słowa są mało znane, więc znów linki objaśniające ich znaczenie. O internalizacji nauki pisałem już parę razy. Określiłem ją nawet formą intelektualnej prostytucji. Proces ten nie byłby możliwy, gdyby nie możliwości oddziaływania na kadrę naukową uniwersytetów. Możliwości te posiada właśnie klasa ludzi zamożnych. Praktycznie wszystkie uniwersytety, które uważa się za elitarne, są uniwersytetami prywatnymi. Utrzymują się z bardzo wysokiego czesnego oraz z pieniędzy zamożnych darczyńców, którzy w ten sposób pośrednio zdobywają na nie wpływ. Sami darczyńcy lub ich środowisko, są także właścicielami mediów, które określają zasady, na których określana jest ranga uniwersytetu i ranga naukowca. Oczywistym jest, że kryteria oceny nie są obiektywne! Ludzie ci, mają zatem możliwość wpływania na opinię publiczną, a co za tym idzie, także na praktycznie całe środowisko naukowców. Głos i poglądy profesora Oxfordu, Cambridge, Harvardu, Yale, czy innego uniwersytetu z „górnej półki”, mają więc większy ciężar, niż profesora „podrzędnej” uczelni. Nic więc dziwnego, że polemika tych ludzi często nie jest brana pod uwagę. Najczęściej zresztą nawet boją się oni ją podejmować. Niepostrzeżenie dochodzi zatem do „uznawania wartości, norm, poglądów itp., narzucanych początkowo z zewnątrz, za własne” – czyli do internalizacji nauki!
Proces ten znajduje odbicie w mediach. Tam też wszyscy mówią jednym głosem. Nie ma wymiany myśli i poglądów. I nie jest tu potrzebna żadna cenzura! Wszyscy cenzurują się sami, nawet nie zdając sobie z tego sprawy! To jest właśnie przyczyna tego, o czym pisałem na początku – degeneracji języka jakim się posługujemy.

Pisałem już we wstępie, w części PRZYSZŁOŚĆ, że nawet papież Franciszek dostrzegł, że neoliberalna ideologia (ciekawe, że nie nazwał jej po imieniu!) traktowana jest już właściwie jak religia. Nikt też nie śmie podważać „boskich” praw rynku. Na co dzień, nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, ile rzeczy postrzegamy jako prawa natury, mimo tego, że nimi nie są. Takie jak prawo ciążenia. Weźmy na przykład oprocentowanie. Jakie to prawo natury mówi nam, że kredyt musi być oprocentowany? Przez stulecia wbito nam do głów, że tak ma być i teraz nie możemy sobie nawet wyobrazić, że mogłoby być inaczej! Traktujemy to jako rzecz oczywistą, jak fakt, że rzucony w górę kamień, spadnie z powrotem na ziemię. Podobnie jest ze stosunkami międzyludzkimi. Instynktownie traktujemy osoby bogate, jako lepsze od nas. Wszystkie podziały społeczne także traktujemy jako prawa natury. Tymczasem powstają one zawsze w wyniku użycia przemocy – pośredniej, lub bezpośredniej. Posiadanie większego majątku, jest w tym wypadku pośrednim użyciem przemocy. Instynktownie wiemy, że ktoś majętny ma większe możliwości zaszkodzenia nam, niż osoba uboga. Zjawiska, które sami stworzyliśmy, postrzegamy jako dane nam odgórnie prawa natury. To właśnie jest reifikacja – „proces, w wyniku którego jednostka społeczna postrzega zjawiska i procesy społeczne, tak jakby były one pozaspołeczne, niezależne od działań społecznych”. To także przebiega niezauważalnie!

Do tej pory wprowadzanie każdej nowej idei dokonywało się mniej lub bardziej gwałtownie. Burzono stary porządek, często wyrzynano jego obrońców i na to miejsce budowano nowy, z nowymi ludźmi. Następowało to w wyniku rewolucji, albo ewolucji. Procesy te były jednak zawsze zauważalne. Przemiany neoliberalne dokonały się w większości w wyniku niezauważonej ewolucji. Pomijam tu przypadki takie jak Chile. W krajach Europy wschodniej, także w naszym, był to, mimo wszystko, proces ewolucyjny, ale wbrew pozorom, także niezauważalny. Owszem dostrzegaliśmy zmiany, ale na półkach sklepowych. Nie dostrzegaliśmy zmian w nas samych i kompletnie ich nie rozumieliśmy! Nawet ludzie wykształceni nie rozumieją ich do dziś! Traktowaliśmy okres PRL-u jako coś nienormalnego, zmiany po roku 1989 były i są przez nas postrzegane jako powrót do „normalności”.

Z pewnością wiele osób zadaje sobie teraz pytanie, czy możliwe jest odejście od tej, tak destrukcyjnej, ideologii. Moim zdaniem, nie! Klasa, która wprowadziła ją w życie, skutecznie blokuje możliwości wszelkich zmian. Wspomniałem w poprzednim poście, że ewentualną szansą byłby upadek USA i niemożność pełnienia przez nie roli globalnego policjanta. Ale wtedy wszystko może się zdarzyć! I kto zajmie miejsce USA? Nie wiemy także, co tak naprawdę dzieje się w Rosji. Jeszcze większą zagadką są Chiny. Obydwa kraje mają swoją klasę oligarchów – miliarderów. Trudno jednak powiedzieć, w jakim stopniu ta klasa związana jest ze „starą” oligarchą z Europy i USA. Czy są to powiązania jedynie biznesowe, czy także inne. Nie wiemy także jakie wpływy ma ta klasa w swoich krajach. Na pewno korumpuje polityków. Ale czy są oni marionetkami w jej ręku – tak jak jest to już w innych krajach? Przypadek Chodorkowskiego daje wiele do myślenia. Wywiad z jednym z rosyjskich oligarchów, jaki parę lat temu ukazał się w New York Times, także rzuca trochę światła i pozwala przypuszczać, że nie jest jeszcze tak daleko. Jeszcze… Zniszczenie tej klasy, a przynajmniej widoczne ograniczenie jej wpływów, z pewnością przysporzyłoby w obu krajach sporo popularności politykom, którzy zdecydowaliby się na taki krok. Pytanie tylko, czy mieliby oni chęci, a przede wszystkim możliwości, zrobienia tego.
W obydwu krajach, oświata ciągle jeszcze jest w ręku państwa i oligarchia nie ma na nią wielkiego wpływu. Nie bardzo wiemy jednak, jaką wiedzę zdobywają tamtejsi studenci i jak myślą. Ogromna liczba studentów chińskich, studiuje na zachodnich uniwersytetach. Także tych elitarnych. Co zrobią ze zdobytą tam wiedzą? Społeczeństwo Rosji, jest po okresie jelcynowskim i wywołanej przez Zachód „rewolucji” na Ukrainie bardzo krytycznie, a przede wszystkim nieufnie nastawione do Zachodu i nie jest zbyt chętne do przejmowania tamtejszych idei. W Chinach prawie odeszło już pokolenie „skażone” rewolucją kulturalną Mao. Coraz bardziej widać poczucie dumy z sukcesów kraju. Chińczycy są mistrzami w kopiowaniu. W ich kulturze i światopoglądzie nie jest to nic zdrożnego, wręcz przeciwnie – jest to wyraz szacunku dla mistrza. Ale po okresie uśpienia, budzi się w nich świadomość, że są jedną z najstarszych kultur na świecie i właściwie nie muszą nikogo kopiować! Podobnie jest w Indiach. Oglądałem kiedyś reportaż o Chinach, w którym tamtejsi studenci z przejęciem opowiadali o czytanych tekstach liczących kilka tysięcy(!) lat. Nie mieli z tym najmniejszych problemów. Język i pismo niewiele się przez ten czas zmieniły! Okazuje się, że w Chinach są ogromne biblioteki, pełne takich tekstów i prawie zupełnie niezbadane! Jak wpłyną one na światopogląd i sposób myślenia obecnych pokoleń?

Czy tego chcą, czy nie chcą, zarówno Chiny, Indie jak i wiele innych państw w Azji, skazane są na alternatywne systemy gospodarcze, społeczne i ideologie odmienne od neoliberalizmu. Obecny system, wymuszający coraz szybszy wzrost gospodarczy, nie jest w stanie, bez zniszczenia środowiska naturalnego, funkcjonować w miliardowych społeczeństwach! Zaczyna brakować nawet powietrza do oddychania. I nie jest to wcale przenośnia! [1]  [2]  [3]  [4].
Tania siła robocza także przestaje być potrzebna. Postępująca coraz szybciej automatyzacja, powoduje likwidację wielu zawodów i związanych z nimi miejsc pracy [5] [6]. Miliony ludzi, pozbawione środków do życia, są niewyobrażalną beczką prochu! Neoliberalizm, a przede wszystkim obecny system monetarny, blokują nawet myślenie o alternatywnych systemach gospodarczych i społecznych, mogących rozwiązać ten problem!  Jestem przekonany, że jedną z pierwszych propozycji będzie jakaś forma eutanazji „niepotrzebnych” ludzi.

Jak wszystkie inne ideologie, także i neoliberalizm przeminie. Paradoksalnie, sam się zniszczy! Dlaczego tak sądzę? Bo poprzez internalizację nauki pozbawia się on możliwości krytycznego spojrzenia na siebie. Nie jest w stanie stworzyć żadnej alternatywy, bo oznaczałaby ona likwidację mechanizmów bogacenia się obecnej elity! Nie jest też w stanie dostrzec procesów autodestrukcji i przeciwdziałać im. Do takich procesów zaliczyć należy osiągnięcie granic możliwości coraz szybszego wzrostu gospodarczego oraz nieuwzględnianie „czynnika ludzkiego” – granic wytrzymałości coraz bardziej wyzyskiwanych obywateli. Zarówno pociągający za sznurki, jak i ich marionetki – politycy, oderwani są od rzeczywistości. Jak na dawnych dworach królewskich, żyją otoczeni „doradcami”, pochlebcami, potakiwaczami i błaznami. Dla poddanych mają rady typu „jak nie macie chleba, to jedzcie ciastka!” albo „zmień pracę i weź kredyt”. Potem mówią o niewdzięczności ludu i dziwią się, że lądują na szafocie …

Jednak podstawowym czynnikiem destrukcyjnym jest system monetarny. To on, wcześniej czy później, wszystko rozp…oli (przepraszam, ale moim zdaniem jest to niestety odpowiednie słowo)! Potem będzie można uprzątnąć gruzy i zbudować coś nowego.

Pytanie tylko, czy będzie miał kto te gruzy uprzątać…

 

Reklamy