Odpowiedzi na pytania

Jak już wspominałem, rzadko korzystam z polskich stron internetowych – ze względu na ich stronniczość i niski poziom. Czasami robię jednak wyjątki, bo zdarzają się strony całkiem niezłe. Jedną z nich jest Independent Trader. Wprawdzie strona poświęcona jest głównie giełdzie, która kompletnie mnie nie interesuje, ale co jakiś czas ukazują się tam całkiem przyzwoite artykuły na inne tematy. Wpisałem nawet do nich parę moich komentarzy. Wadą strony jest niepodawanie źródeł, ale nie oznacza to, że podaje ona wiadomości z takiej, czy innej „loży” lub od „mędrców Syjonu”. Strona jest komercyjna, więc trudno się dziwić, że nie chce się dzielić z czytelnikami źródłami swych informacji. Jak do tej pory, nie znalazłem tam żadnych wątpliwych lub fałszywych informacji. Nie zawsze się zgadzam z wnioskami, jakie autorzy artykułów wyciągają z tych informacji, ale każdy ma prawo do swoich poglądów.

Zauważyłem, że czytelnicy tej strony odkryli także mojego bloga. Niedawno jeden z nich przy pomocy forum, zadał mi parę pytań. Uznałem, że pytania są na tyle ważne i ciekawe, że postanowiłem zapoznać z nimi pozostałych czytelników. Niestety, zadał mi je tuż przed moim urlopem, więc dlatego odpowiadam na nie z dużym opóźnieniem, za które przepraszam.

Oto te pytania:

settembrini
@Waterski

Dziękuję, że poświęcił pan tyle czasu na cennego bloga. Czyta się naprawdę z przyjemnością. Z racji braku komentarzy pozwolę sobie tutaj przekazać moje uwagi, myślę że z korzyścią również dla tego forum.

  1. Nie rozumiem dlaczego reset systemu monetarnego ma skutkować aż użyciem broni nuklearnej. Już dzisiaj możemy obserwować, że wystarczy zdestabilizować ekonomicznie państwo i posadowić obcy rząd bez otwartego konfliktu na masową skalę. Jak pisał Machiavelli, terror należy stosować z umiarem w zależności od potrzeb. Czym większy terror, tym mniej panuje się nad jego przebiegiem. To jest specyfika konfliktów XXI wieku, że walkę prowadzi się poza sceną, a to co widzimy na zewnątrz to tylko odpryski. Świetnym tego przykładem jest rozłożenie na łopatki Japonii w latach 90′. Użyto do tego giełdy, co opisuje Hongbing w Wojnie o pieniądz. Żaden żołnierz nie zginął, ciekawe ilu Japończyków w ogóle zdaje sobie sprawę co się wydarzyło.

To co teraz obserwujemy z Rosją, czyli przypieranie do ściany sankcjami i próby wyrwania Ukrainy nie muszą skutkować eskalacją na miarę III Wojny Światowej. Wystarczy, aby jego rywale uznali, że Putin przegrał i jest za słaby, konkurencja zorganizuje pucz i posadowi się nowego Jelcyna na Kremlu i nastąpi cytując mistrza „wesoły oberek” zachodniego kapitału na bezkresach największego państwa świata. Mając Rosję w garści Chiny przegrywają w przedbiegach.

  1. Druga sprawa, to pogląd, że reset nastąpi w gwałtowny niekontrolowany sposób. Jeżeli w 2008 roku FED był w stanie przelać biliony $ (równowartość zniszczeń II WS), aby ratować rynek przed efektem domina, to dlaczego nie miałby tego zrobić ponownie? Na pewno wyciągnęli wnioski z tej lekcji, nawet jeśli nie wszystko poszło jak powinno. Władcy kapitału mają rozrysowane do przodu różne scenariusze i swoich oficerów co to realizują zadania (patrz Soros). Do tego dochodzi finansowanie różnych think tanków, fundacji, sponsorowanie najlepszych uczelni, itd. Po prostu mają najlepszych ludzi, informację i zasoby. Z tego względu naiwne wydaje się sądzić, że duże niekontrolowane wydarzenia w świecie jeszcze mają miejsce. Potwierdza to lektura G. Friedmana – Następna dekada.

Ale byłaby niespodzianka, gdyby system monetarny podziałał jeszcze naście lat, tłumiąc dług inflacją – jak sugeruje Trader21 – bez skokowej aprecjacji złota.

Inni czytelnicy dołożyli swoje głosy w dyskusji:

zieloniutki
@settembrini

„Wystarczy, aby jego rywale uznali, że Putin przegrał i jest za słaby, konkurencja zorganizuje pucz i posadowi się nowego Jelcyna na Kremlu”
no właśnie chodzi o ten CZAS pomiędzy: „jego rywale uznali że przegrał” a „zorganizuje pucz”
oraz CZAS pomiędzy: „zorganizuje pucz” a „posadowi się nowego Jelcyna na Kremlu”
w tym CZASIE można nacisnąć wiele guzików …

3r3
@settembrini
„Ale byłaby niespodzianka, gdyby system monetarny podziałał jeszcze naście lat, tłumiąc dług inflacją – jak sugeruje Trader21 – bez skokowej aprecjacji złota.”

A kto przez te naście lat będzie niewolnikiem?
I nie zbuntuje się?

Przejdźmy teraz do odpowiedzi.

Jak już wcześniej pisałem, wszystkie poprzednie resety systemu monetarnego dotyczyły mniejszych sum. Można także powiedzieć (chociaż brak badań na ten temat), że były w dużej mierze planowane i przeprowadzane z rozmysłem. Wojna była zawsze metodą ukrycia kolapsu systemu monetarnego i katastrofy gospodarczej, która jest tego następstwem. Obecny reset próbuje się odwlec wszelkimi możliwymi sposobami. Ale „wojna z terrorem”, wszelakiej maści kolorowe rewolucje, wojny asymetryczne i inne pomysły, to za mało, aby ukryć nadciągającą, nieuchronną katastrofę. Jak już wspomniałem, pierwszy raz w historii, ludzkość dysponuje technicznymi możliwościami samozagłady – reset według dawnego scenariusza byłby za bardzo ryzykowny. Nie sądzę także, aby istniały obecnie na świecie jakieś elity, które byłyby w stanie zorganizować taki reset i pokierować nim. Obecny świat jest dużo bardziej skomplikowany, zbyt wielu jest aktorów i zbyt różne są ich interesy, aby mogli oni działać wspólnie, lub by mogła powstać w ich gronie na tyle silna grupa, która byłaby w stanie narzucić swą wolę innym. Inna jest też świadomość społeczeństw, większy dostęp do informacji. Coraz więcej ludzi na świecie zaczyna, jeśli nie rozumieć, to przynajmniej przeczuwać prawdziwe przyczyny obecnego kryzysu. Procesy, jakie w obecnym świecie zachodzą, nie są procesami liniowymi, więc zarówno dla czynnych uczestników, jak i dla nas, czyli obserwatorów, są zupełnie nieprzewidywalne. Każdy scenariusz jest możliwy. Także ten najgorszy. Ludzkość w drodze ewolucji osiągnęła etap rozwoju intelektualnego, który umożliwił jej stworzenie narzędzi samozagłady. Niestety, ta ewolucja nie wykształciła w naszej psychice hamulców moralnych, uniemożliwiających ich użycie. Ten najgorszy scenariusz jest wysoce prawdopodobny także z innego względu: pierwszy raz w historii może być zagrożona pozycja klasy rządzącej, a nawet podstawy jej istnienia. Wszystkie poprzednie resety powodowały jedynie przesunięcia w górę lub w dół, jednak nie zmieniały podziału władzy. Dzisiaj nie można wykluczyć takiej sytuacji. Każdy myśliwy wie, że najbardziej niebezpieczne jest ranne zwierzę. Także każdy bokser najbardziej boi się przeciwnika, który wie, że przegrywa. Wtedy staje się on nieobliczalny.

Settembrini trafnie zauważa, że dzisiejsze wojny prowadzi się inaczej. Że istnieją inne metody, którymi można zdestabilizować państwo i osadzić w nim posłuszny sobie rząd. Podaje też (bardzo trafnie) przykład Japonii. Metody te nie wchodzą jednak w grę w wypadku Rosji i Chin. To także zwiększa ryzyko najgorszego scenariusza. Oba kraje nie są tak „zazębione” ze światowym systemem gospodarczym i walutowym jak Japonia. Poza tym obydwa te kraje mają własne, niezależne systemy monetarne, własne banki centralne i własne banki komercyjne, w mniejszym stopniu powiązane ze światowym systemem bankowym i bardziej odporne na ataki z jego strony. Gospodarki obydwu krajów nie są też tak uzależnione od globalnego kasyna gry – giełdy. Rosja z powodzeniem wykorzystuje te fakty do obrony przed sankcjami. Dostrzegają to obserwatorzy zachodni. Dostrzegają także nieskuteczność sankcji. Rosja zamierza nawet wykorzystać sankcje do modernizacji własnej gospodarki!

Nie wyobrażam sobie także, jak w chwili obecnej, można by osadzić w Rosji nowego Jelcyna. Putin, wbrew temu, jak przedstawiają go nasze media, nie jest żadnym dyktatorem! Ma autentyczne, ogromne poparcie społeczne. Zresztą całkowicie zasłużone! Nie musi fałszować wyborów! Zakończył okres jelcynowskiej Wielkiej Smuty, ustabilizował państwo, zakończył rozkradanie bogactw kraju przez Zachód i ukrócił samowolę oligarchów (chociaż zostawił w spokoju ich majątki). Przede wszystkim jednak, wyzbył się złudzeń Gorbaczowa i Jelcyna, co do dobrej woli Zachodu i zmodernizował armię, która znowu stała się postrachem (chociaż jest to czasem widziane inaczej [1]  [2]  [3]). Rosjanie dobrze zdają sobie z tego wszystkiego sprawę! Wyzbyli się kompleksów i nie mają takiego bałwochwalczego stosunku do Zachodu, a szczególnie do USA, jaki widzi się w naszym kraju. Dobrowolnie nie pozwolą sobie na powtórzenie scenariusza ukraińskiego i na osadzenie na Kremlu zachodnich marionetek. Taka próba mogłaby nawet spowodować dojście w Rosji do władzy kogoś mniej umiarkowanego niż Putin. Gdy przeglądam rosyjskie portale internetowe i fora dyskusyjne, dość często spotykam tam właśnie krytykę Putina za to, że jest za miękki i idzie na zbyt wiele ustępstw. Dostrzega się to szczególnie w wypadku Ukrainy. Dla wielu Rosjan aneksja Krymu to za mało. Nie rozumieją, czemu Putin pozwala Zachodowi na zawłaszczanie Ukrainy i domagają się zakończenia tego procederu przy pomocy rosyjskiej interwencji. Nie ma także potencjału społecznego niezadowolenia dla rosyjskiego „Majdanu”. Rosjanie wiedzą, że Putin jest dla nich darem niebios. Tu automatycznie ciśnie się na usta pytanie, czemu niebiosa obdarzyły nasz, rzekomo tak chrześcijański kraj, kompletnymi durniami? Rosja doszlusowała także do zachodnich standardów prawnych i wprowadziła u siebie kontrolę działalności wszelakiego typu „piątych kolumn” Zachodu. Na czarnej liście znalazł się także nasz dobrze znany „filantrop” Soros i jego Open Society Foundations. Akurat trafiłem niedawno na doskonałe opracowanie, oparte na oficjalnych materiałach rządu USA, pokazujące skalę amerykańskiego zaangażowania w działalność amerykańskich instytucji pozarządowych w Rosji. Naprawdę, niezmiernie rzadki obecnie przykład świetnego dziennikarstwa!!

Owszem, istnieje w Rosji opozycja wobec Putina, ale jest ona zbyt słaba, aby mu zagrozić. Są także oligarchowie, których nie można lekceważyć. Ale armia i „służby” w Rosji nie są tak powiązane i zależne od kapitału jak to jest w krajach zachodnich, w ekstremalnej formie w USA. Owszem, są korumpowane, ale stoją murem za obecną władzą i nie pozwolą jej zmienić na prozachodnią.

Zarówno Rosja, jak i Chiny coraz pewniej poruszają się na parkiecie międzynarodowej polityki. Szczególnie Rosja ma w tej dziedzinie ogromne doświadczenie. W swojej historii zawsze prowadziła doskonałą politykę zagraniczną. Na przykładzie Syrii widać wyraźnie, że narodowym sportem w USA jest strzelanie, a w Rosji gra w szachy. Można podziwiać, jak Rosja rozgrywa tam partię szachów i jak przy pomocy jednej figury – Kurdów, wprowadziła chaos, doprowadzając do skłócenia głównych figur przeciwnika – USA i Turcji. [1] [2] [3] [4] [5]

Nie tylko moim zdaniem, to nie Ukraina, ale właśnie Syria jest w chwili obecnej najbardziej zapalnym punktem świata. Porażka polityki USA w tym kraju, może mieć wpływ na cały Bliski Wschód i co za tym idzie – na cały świat. Niestety w naszych mediach mało jest rzetelnych informacji i analiz na ten temat. Dominuje prymitywna, antyrosyjska propaganda. Jeśli ktoś chciałby pogłębić swoją wiedzę, polecam stronę http://www.voltairenet.org/pl . Niestety, nie wszystkie artykuły są tłumaczone na język polski. Najciekawsze są po francusku, angielsku i niemiecku. Autorzy muszą mieć dobre źródła informacji, gdyż jak do tej pory, prawie wszystkie ich przewidywania sprawdziły się.

Także Chiny czują się coraz pewniej. Przykładem są wyspy Spratly. Chiny budują na nich instalacje wojskowe – głównie lotniska. Po co to robią? Tu należy najpierw wyjaśnić sobie część amerykańskiej strategii bezpieczeństwa. USA przejęły brytyjską maksymę „rule the waves”  – panowania na morzach, zakładającą, że kontrola morskich szlaków komunikacyjnych zapewni im bezpieczeństwo. Jak do tej pory nie mieli z tym większych problemów. Jednakże Chiny przestają już biernie akceptować fakt, że obce mocarstwo może w każdej chwili zablokować główne szlaki handlowe na Morzu Południowochińskim i praktycznie uniemożliwić im zarówno eksport swoich towarów, jak i import surowców, głównie ropy.

Należy dołożyć do tego inne fakty:

– Wymuszenie na USA przyjęcia chińskiego Yuana do koszyka walut wchodzących w skład Specjalnych praw ciągnienia (ciekawe kto tu ma prawo kogo i za co ciągnąć?).
– Jakby tego było mało, Chiny stworzyły Asian Infrastructure Investment Bank (AIIB)  – Azjatycki bank inwestycyjny, będący odpowiednikiem Międzynarodowego Funduszu Walutowego i bezpośrednią konkurencją dla niego.
– Dodatkowo, aby uniezależnić się od dróg morskich, Chiny promują projekt Nowego Jedwabnego Szlaku, który mógłby być zalążkiem przyszłej ogromnej strefy gospodarczej, obejmującej Azję, Europę i Bliski Wschód.

Te, i cała masa innych działań Chin i Rosji przekracza możliwości interwencji Stanów Zjednoczonych. Dochodzą do tego jeszcze ich wewnętrzne problemy gospodarcze, polityczne i coraz bardziej widoczne napięcia społeczne. Kraj już od dawna jest bankrutem. Gdy nie da się już tego dłużej ukrywać, dolar natychmiast utraci pozycję światowej waluty rozliczeniowej. Szacuje się, że ok. 30% amerykańskiego PKB wynika właśnie z tego faktu. Gdy PKB jakiegoś kraju spada o ułamek procenta, podnosi się straszny lament. Spadek chociażby tylko o 10% z pewnością doprowadziłby w USA do wojny domowej!

Kapitał traci w coraz szybszym tempie konieczne oparcie militarne, jakie zapewniały mu do tej pory USA. A na horyzoncie nie ma alternatywy. To także może doprowadzić do sytuacji, że nie będzie już dla niego innego wyjścia, jak tylko odpalenie rakiet strategicznych. Rosja wydaje się to rozumieć, dlatego postępuje bardzo ostrożnie i nie daje się sprowokować. Ale jej też sytuacja może wymknąć się spod kontroli. Trudno powiedzieć, czy rozumieją to Chiny…

Co to wszystko może oznaczać? Chociażby to, że kapitał będzie miał ograniczoną możliwości wpływania na światową myśl ekonomiczną. W Azji, a głównie w Indiach, słychać już coraz częściej głosy, że należy opracować systemy ekonomiczne, wolne od przymusu stałego wzrostu gospodarczego. Nie wiem, czy pomysłodawcy wiedzą, czy tylko boją się powiedzieć, że nie da się tego osiągnąć przy zachowaniu obecnego systemu monetarnego, bazującego na oprocentowanym długu. Gdy na to wpadną, albo przestaną się bać, może to uruchomić lawinę pomysłów i krajów chcących je zastosować. Te kraje mogą się skryć pod rosyjskim lub chińskim parasolem ochronnym. I nie będzie już amerykańskich lotniskowców, które mogłyby temu przeciwdziałać! To byłby gwóźdź do trumny kapitalizmu. Kapitalizmu, którego moją definicję podałem we wstępie:

Kapitalizm to system polityczny, społeczny i gospodarczy, którego celem jest zapewnienie dochodów posiadaczom kapitału. Dochodów, które wynikają tylko i wyłącznie z samego faktu posiadania owego kapitału.

Settembrini wspomina „Wojnę o pieniądz” Hongbinga. W Chinach takie książki i poglądy nie ukazują się bez zgody Partii. Kto wie, czy nie jest to pierwszy krok tego procesu. Tak na marginesie, nie mam najlepszego zdania o tej książce. Osobiście znam lepsze pozycje. Książka Hongbinga jest za bardzo efekciarska. Nie wszystkie, podane w niej informacje, są prawdziwe (są to najczęściej mało znaczące drobiazgi). Jednak w odróżnieniu od np. „The Lost Science of Money” Zarlengi, lub „Das Geld-Syndrom” Creutza, jest do przełknięcia przez przeciętnego czytelnika. Pod tym względem dobrze spełnia swoje zadanie.

Przejdźmy do drugiego pytania. Jest faktem, że kapitał wpływa na niektóre wydarzenia na „rynkach”, ale nie na wszystkie. Jest to niemożliwe. Jak wspomniałem już na początku, stopień złożoności zachodzących tam procesów jest zbyt duży i są to procesy nieprzewidywalne. Nic dziwnego, że algorytmy programów komputerowych, które próbują przewidywać kursy giełdowe, oparte są na teorii chaosu. Efekty ich działania są praktycznie żadne. Nie istnieją też żadni „władcy kapitału”! To zwykły mit. Musieliby być nadludźmi!

Owszem, machlojki takie, jak ta z Japonią, późniejsza z Koreą czy niedawna z krajami strefy Euro, są spektakularne i sprawiają wrażenie omnipotencji ludzi, którzy za nimi stoją. Jednak jest to tylko iluzja! Wszyscy ci masters of the universe są bezsilni wobec obiektywnych praw matematyki, które w końcu doprowadzą do kolapsu całego systemu monetarnego. Przy pomocy takich, czy innych sztuczek, mogą jedynie przedłużać agonię. Jeszcze parę lat, parę miesięcy, parę dni… W końcu wyczerpią się pomysły, albo wyczerpie się cierpliwość społeczeństwa.

Jeśli chodzi o tych najlepszych ludzi… Sytuacja tutaj jest kompletną paranoją! Ci rzekomo najlepsi ludzie zostali sztucznie wykreowani przez kapitał. Bo kto decyduje o kryteriach tego rankingu? Po prostu głosili teoryjki, które były dla niego wygodne! Nikt nie sprawdza, czy funkcjonują one w praktyce!! Wystarczy, że brzmią na pierwszy rzut oka logicznie, a jeszcze lepiej, gdy dochodzi do tego parę wzorów matematycznych. Wszyscy ci laureaci niby-Nobla, profesorowie, eksperci czy guru giełdowi kompletnie zawiedli w czasie ostatniego kryzysu. Przed nadchodzącą katastrofą ostrzegali ludzie będący poza tym środowiskiem! Wyśmiewani przez nie! Przy pomocy stworzonego przez siebie środowiska pseudonaukowców kapitał stara się stworzyć „naukowe” uzasadnienie dla czerpanych przez siebie korzyści, czyli pasożytowania przy pomocy systemu monetarnego na efektach pracy społeczeństwa! Każda usłużna intelektualna prostytutka, która wyskoczy z nową teoryjką starającą się to uzasadnić, jest natychmiast okrzykiwana gwiazdą ekonomii, nagradzana tytułami, stanowiskami, otrzymuje granty na dalsze „badania”, bierze udział w prestiżowych kongresach, wygłasza wysokopłatne odczyty itd., itp. Doprowadza to do sytuacji, że ludzie ci stali się niewolnikami tego systemu. Nie widzą świata poza nim. Nie potrafią inaczej myśleć. Zawsze, gdy oglądam jakiś program, w którym występują tego typu ludzie, przeżywam deja vu. Czuję się jak na wykładach z marksizmu-leninizmu. Przyszłych inżynierów dręczono tym kiedyś na studiach. Siedziałem wtedy i myślałem: czy ten człowiek wierzy w to, co mówi?? Dwójmyślenie jest więc nie tylko domeną komunizmu!

Najtragiczniejsze w tej sytuacji jest jednak to, że w efekcie takiego działania, nie tylko kapitał, ale my wszyscy, nie mamy narzędzi, przy pomocy których moglibyśmy rzetelnie opisać i zanalizować panujący nam miłościwie system ekonomiczny i monetarny. Nie wiemy nawet, czy w ogóle możliwe jest stworzenie takich narzędzi! Nauka, zwana szumnie ekonomią jest fikcją!! Dochodzi do tego z jednej strony brak dostępu do wielu informacji, z drugiej strony ich zalew. Dlatego też nikt nie jest w stanie przewidzieć, jaki będzie dalszy ciąg wydarzeń. Niestety nie czytałem „Następnej dekady” Friedmana, ale z doświadczenia wiem, że wszystkie książki i teorie, które starały się przewidzieć przyszłość, nie sprawdziły się. Friedman żyje z przewidywania przyszłości i musi się umiejętnie sprzedać. Ze względu na jego dostęp do wielu źródeł, dużo ciekawsze są jego analizy obecnej sytuacji. Czego to już nie przewidywano. Nawet koniec historii!! Dlatego wszystko jest możliwe. Nawet to, że obecny kryzys potrwa jeszcze kilkanaście lat.

Spróbuję jednak pobawić się w wyrocznię i odpowiedzieć na pytanie, czy możliwe jest stłumienie długu inflacją. Jak mawiało Radio Erewań  – w zasadzie tak, ale…

Jako pierwsze „ale” jeszcze raz muszę tu powtórzyć: każdy dług jest czyimś majątkiem. Długi 99% społeczeństwa są majątkiem tego przysłowiowego już 1% najbogatszych. Proszę ich zapytać, czy byliby oni skłonni zrezygnować z tego majątku?? Zamiast bawić się w wywoływanie hiperinflacji o niewyobrażalnych rozmiarach (wątpię, czy programy komputerowe w bankach, przystosowane są do pracy z takimi liczbami), prościej byłoby, gdyby ten 1% darował długi. Efekt byłby ten sam, a wizerunek tych ludzi ogromnie by na tym zyskał. Nie wierzę jednak, że ci ludzie będą skłonni darować długi albo zaakceptować wywołanie hiperinflacji. Osobiście przewiduję, że będą próbowali przeforsować raczej wariant grecki – „konfiskatę” całego majątku społecznego za długi. Wtedy jedynie powietrze do oddychania (na razie) będziemy mieć za darmo.

I drugie „ale”… Długi wielu państw znajdują się także w rękach innych państw. USA winne są Chinom 1,185 biliona dolarów. Nieco mniejsze sumy winni są Japonii i Niemcom (nie będę wspominać o długach za ropę, jakie mają w krajach arabskich). W wypadku wywołania hiperinflacji, także te długi zostałyby zredukowane. Czyli zredukowany zostałby także majątek krajów-wierzycieli. Ciekawe jak zareagowaliby Chińczycy i inni wierzyciele na taki krok? Tutaj znowu lądujemy przy scenariuszu z głowicami nuklearnymi…

Trochę czasu zajęło mi wyszukanie wypowiedzi Tradera na ten temat. Sugeruje on, że można by ostrożnie, przy pomocy inflacji, jedynie zredukować dług do akceptowalnych rozmiarów. Na pierwszy rzut oka brzmi to rozsądnie i technicznie jest to możliwe. Pisałem niedawno o „pieniądzu helikopterowym”. Jednak nie wyobrażam sobie, aby przy obecnym zadłużeniu było to możliwe do przeprowadzenia w praktyce. Wystarczy popatrzeć na sumy, o które chodzi. Główną przeszkodą jest jednak znowu matematyka. W naszym systemie monetarnym zadłużenie rośnie wykładniczo. Na obecnym etapie jego wzrostu, gdy krzywa jest już prawie pionowa, nie „dogonimy” tego długu niewielką inflacją, zwłaszcza, że byłaby ona czynnikiem jeszcze bardziej przyspieszającym ten wzrost! Aby osiągnąć jakiś widoczny efekt, znowu lądujemy przy hiperinflacji…

Jednak ostrożne wywołanie niewielkiej inflacji przy pomocy „pieniądza helikopterowego”, nie byłoby wcale takie głupie, jak się to na pierwszy rzut oka wydaje. Byłby to jeszcze jeden sposób na przedłużenie agonii systemu monetarnego. Kto wie, czy nie zostanie on wkrótce wypróbowany właśnie w Japonii. Dlaczego tam? Większość japońskiego długu, w odróżnieniu od innych krajów, nie opuściła Japonii. Jedynie 8,4% jest w posiadaniu inwestorów zagranicznych. Jeśli w tym eksperymencie coś pójdzie nie tak, nie wywoła to większych reperkusji międzynarodowych. „Helikopter Ben” próbował nawet niedawno przekonać Japończyków do tego pomysłu. Nie zdziwiłbym się, gdyby w akcie rozpaczy zechcieli go wypróbować.

 

Reklamy