Polska, ale jaka?

Motto:

Szli krzycząc: „Polska! Polska!” – wtem jednego razu
Chcąc krzyczeć zapomnieli na ustach wyrazu;
Pewni jednak, że Pan Bóg do synów się przyzna,
Szli dalej krzycząc: „Boże! ojczyzna! ojczyzna”.
Wtem Bóg z Mojżeszowego pokazał się krzaka,
Spojrzał na te krzyczące i zapytał: „Jaka?”
 
Juliusz Słowacki

 

Bardzo dużo mówi się obecnie o tak zwanym planie Morawieckiego, szumnie zwanym Planem na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. Tytuł piękny, cytat na stronie tytułowej jeszcze piękniejszy: Polska będzie wielka albo nie będzie jej wcale. (Józef Piłsudski). Oczywiście rząd wychwala swój plan pod niebiosa, opozycja nie pozostawia na nim najczęściej suchej nitki (to także jest oczywiste). Niestety w całej tej medialnej wrzawie brakuje mi tego, co można by określić mianem pytań podstawowych. Pytań, które powinniśmy sobie postawić już dawno, najpóźniej w roku 1989. Niestety, do tej pory jeszcze nikt tych pytań nie postawił. A są to pytania, na które odpowiedź MUSI być znana w momencie opracowywania takiego planu!

Pierwsze pytanie zawarte jest w zacytowanym na początku wierszu Juliusza Słowackiego. Jaką Polskę zamierzamy budować?
Właściwie poza pięknie brzmiącymi i niewiele mówiącymi ogólnikowymi hasłami o wolności i demokracji, nie wiemy tego do dzisiaj. Jest to zasadnicze pytanie, gdyż każdy plan rozwoju kraju musi mieć jakiś cel. Nie wystarczy powiedzieć: „Polska ma rosnąć w siłę, a ludzie żyć dostatniej” (gdzie ja to już słyszałem?). Nie zdecydowaliśmy, czy mamy być społeczeństwem klasowym (de facto już nim jesteśmy), czy egalitarnym. Czy taki plan ma zatem służyć interesom jednej klasy, czy całego społeczeństwa. Jeśli całego, to musi on być zintegrowany z systemem podatkowym, służącym wyrównywaniu dochodów, przede wszystkim jednak musiałby zawierać mechanizmy wspierania awansu społecznego. Te mechanizmy były jednak do tej pory przedstawiane jako powrót do PRL-u! Powszechnie słyszy się neoliberalne brednie, że na „rynku” każdy ma równe szanse, więc jeżeli nie potrafi ich wykorzystać, sam jest sobie winien. Same zasiłki w rodzaju programu 500+ niczego tutaj nie rozwiążą! Ich odbiorcy nadal będą pariasami, wykluczonymi ze społeczeństwa, jedynie z większą ilością pieniędzy. To przeniesie się także na ich dzieci. Jeżeli plan taki ma służyć interesom tylko jednej klasy, to za jakiś czas pozostałe klasy, na pewno w taki czy inny sposób upomną się o swój kawałek tortu. Pominięcie tego elementu i przeniesienie odpowiedzialności na wyimaginowany „rynek” jest czystym doktrynerstwem i gwarancją tego, że plan taki nie osiągnie spodziewanych celów. Z pewnością będzie społeczną bombą z opóźnionym zapłonem.
Co się dzieje, gdy nie wiemy, dokąd zmierzamy i jaki to chorąży nas prowadzi, na wesoło opisał nieodżałowany Andrzej Waligórski.

Najczęściej zadawane pytanie dotyczy jednak pieniędzy, a konkretnie skąd je wziąć. Paradoksalnie to pytanie jest ściśle związane z pytaniem pierwszym i dotyczy tak priorytetowej sprawy jak niezależność kraju. W obecnym systemie monetarnym jest to pytanie podstawowe. Tymczasem nikt nie zdaje sobie sprawy z tego, że w wypadku wydatków państwa, takie pytanie nie powinno w ogóle paść! Państwo ma przecież drukarnię pieniędzy, w formie banku centralnego! Już słyszę jazgot ze wszystkich stron, że jest to prosta droga do inflacji i katastrofy! Że bank centralny nie może finansować wydatków państwa! Że państwo musi zdobyć potrzebne pieniądze na „rynkach” poprzez wypuszczenie obligacji! Czy aby na pewno? Nikt nie pomyśli o tym, że państwo jak najbardziej pożycza pieniądze z banku centralnego, tylko przez pośredników!! Kompletnie nie informuje się społeczeństwa o tym, jak wygląda proces zadłużania się państwa i kto na nim korzysta! W skrócie wygląda on następująco: państwo ogłasza, że zamierza wyemitować obligacje (zadłużyć się) na sumę, powiedzmy, miliona PLN. Bank centralny przygotowuje (tworzy) tę sumę pieniędzy i pożycza je bankom, które zamierzają nabyć te obligacje. W fachowym języku bankowym są to main refinancing operations. Aby było jeszcze ciekawiej, banki nie muszą w takim wypadku nawet dawać, koniecznego przy innych kredytach, zastawu! Zamierzają przecież kupić bezpieczne obligacje państwowe. Następnie banki pożyczają te pieniądze państwu, kupując jego obligacje. Banki są tu jedynie pośrednikami, gdyż tylko one mają prawo nabywać obligacje bezpośrednio od państwa (a i to tylko niektóre z nich). Obligacje te, banki używają później jako niezbędny zastaw do innych kredytów, udzielanych im przez bank centralny lub sprzedają potem innym nabywcom. Dokładniej opisałem to we wstępie w rozdziałach Pieniądze i Drukowanie pieniądza. Oczywiście pożyczka dla banków jest zawsze niżej oprocentowana niż oprocentowanie obligacji! Państwo pożycza więc de facto pieniądze, które wyemitował dla niego bank centralny, najpierw bankom, tylko po to, aby następnego dnia (dosłownie!) pożyczyć je od nich na wyższy procent!! Niech mi jakiś profesor ekonomii wytłumaczy, jaką państwo odnosi korzyść w tym procederze?? Czy nie prościej, byłoby je pożyczyć bezpośrednio w banku centralnym? Na zerowy procent? Zupełnie innym pytaniem jest, jak można do czegoś takiego dopuścić!! Przecież jest to ewidentne działanie na niekorzyść społeczeństwa!! Miejsce ludzi, którzy to zaakceptowali jest w więzieniu!! Następne pytania same cisną się na usta: jakim prawem, przymus takiego zadłużania państwa, wpisano do konstytucji (Art. 220)!! Nie inaczej jest z całą Unią Europejską! Artykuł 123 Traktatu o Unii Europejskiej jednoznacznie zabrania zarówno krajom strefy Euro, jak i pozostałym, bezpośredniego finansowania przez EBC lub inne banki centralne. Także Statut Europejskiego Systemu Banków Centralnych i Europejskiego Banku Centralnego w Artykule 21, także tego zabrania.
Tu jednak wkraczamy na śliski teren… Już raz, w moim wstępie, użyłem cytatu z „Wojny i pokoju” Lwa Tołstoja. Nie mogę się powstrzymać, żeby zrobić to raz jeszcze: „общие историки только тогда будут золотом, когда они будут в силах ответить на существенный вопрос истории: что такое власть?” – historyków będzie można ozłocić, gdy będą w stanie odpowiedzieć na najważniejsze pytanie historii: co to jest władza? (tłumaczenie moje). Dzisiaj w miejsce historyków należałoby wstawić socjologów, ale w czasach Tołstoja taka dziedzina nauki jeszcze nie istniała.
Innym czynnikiem, który może uniemożliwić realizację najlepszego nawet planu, jest system bankowy. A konkretnie, czy jest on przychylny gospodarce kraju, czy nie. W tej chwili nie mamy w kraju praktycznie żadnego polskiego banku!!! Sam ten fakt, jest już skandalem do kwadratu!!! Nie wyobrażam sobie, aby zagraniczne banki były skłonne wspierać kredytami polskie firmy, które mogą być potencjalną konkurencją dla firm z ich krajów. To właśnie zagraniczne banki, poprzez odcięcie dostępu do kredytów, zniszczyły nasze stocznie.

Warto także popatrzeć na to, co robią nasi, wprawdzie nielubiani, ale zawsze sąsiedzi. Akurat w Rosji także usiłuje się reformować gospodarkę i przestawić ją z eksportu surowców na produkcję hi-tech. Niedawno, bez wielkiego rozgłosu, Putin podjął decyzję kto ma ten program przygotować. Pisał o tym William Engdahl:
In their comment, Katheon notes the major significance of the decision to drop the clearly destructive neo-liberal or free market approach of former Finance Minister Alexei Kudrin: “The Stolypin club report advises to increase the investment, pumping up the economy with money from the state budget and by the issue of the Bank of Russia. In turn, the concept of the Center for Strategic Research (Alexei Kudrin) suggested that investments should be private and the state is to ensure macroeconomic stability, low inflation, reduced budget deficit.” – w swoim komentarzu Katheon zauważa główną różnicę pomiędzy wyraźnie destrukcyjnym neoliberalnym i wolnorynkowym planem byłego ministra finansów Aleksieja Kudrina: “raport klubu Stołypina zaleca wzrost inwestycji i rozkręcanie gospodarki pieniędzmi z budżetu i emisji banku centralnego Rosji. Dla odmiany, koncepcja Centum Badań Strategicznych (Kudrina) sugerowała, że inwestycje powinny być prywatne, a rząd ma gwarantować stabilność makroekonomiczną, niską inflację i redukcję deficytu budżetowego” (tłumaczenie moje)

Dla poparcia decyzji Putina Engdahl dodaje, że:
In the current situation of severe Western economic and financial sanctions against Russia the flows of such private investment into the economy as the Kudrin camp advocates are rare, to put it gently. – w obliczu obecnych sankcji gospodarczych i finansowych wobec Rosji, szansa na dopływ takich prywatnych funduszy, jak to proponuje Kudrin, jest, delikatnie mówiąc, niewielka.

Można by tu sobie zadać pytanie, jak to się dzieje, że tylu ekonomistów uparcie proponuje metody, które są gwarancją nie rozwoju, ale upadku kraju? Mimo tego, że nigdzie się one nie sprawdziły i nawet bez fachowego przygotowania widać ich bezsens. Zrozumiemy to, gdy zajrzymy na stronę amerykańskiego rządowego biura „pomocy” dla zagranicy. Niestety, dostępne dane są w formie plików csv, które trzeba analizować przy pomocy np. Excela. Dowiemy się z nich, że w okresie od roku 1991 do 2015 amerykańscy podatnicy wydali 18.306.607.727 dolarów na „pomoc” dla Rosji. Ponad 18 miliardów dolarów! Do tego dochodzą niewiele mniejsze fundusze wszelakiej maści prywatnych „dobroczyńców” i „filantropów”. Oczywiście nie wszystkie te pieniądze, ale spora ich część poszła na wspieranie tych intelektualnych prostytutek, zwanych ekonomistami, którzy takie teorie głoszą.

Dobrze byłoby także przeanalizować, jak to się stało, że jedne państwa rozwinęły się, a inne nie. Oczywiście w każdym wypadku wyglądało to inaczej, ale na pewno znalazłoby się wiele elementów wspólnych, które można by wykorzystać u nas. Poza tym, nawet w wielu państwach rozwiniętych są regiony, które mimo pomocy, nie potrafią „odbić się od dna”. Co im w tym przeszkadza? Odpowiedź na takie pytania bardzo pomogłaby w opracowywaniu dobrego planu rozwoju kraju. Jeśli nie chce się wyważać otwartych drzwi, można przynajmniej przeczytać książkę Erika Reinerta „How Rich Countries Got Rich… and Why Poor Countries Stay Poor”.
Jeden wspólny element mogę tu wymienić. Jest nim protekcjonizm. WSZYSTKIE kraje rozwinięte przeszły przez etap protekcjonizmu. Zanim ich gospodarka była na tyle silna, że mogła przeciwstawić się zagranicznej konkurencji, była chroniona na wszelkie możliwe sposoby – z wojną włącznie! ŻADEN kraj na świecie nie rozwinął się w warunkach wolnego handlu!!! Wręcz przeciwnie, jest to pewna metoda zniszczenia własnej gospodarki! Jednym z przykładów jest nasz kraj. PiS ma niestety całkowitą rację mówiąc, że mamy status kraju neokolonialnego. Nasze umowy międzynarodowe i nasze członkostwo w Unii Europejskiej, są w tym wypadku czynnikiem prawie uniemożliwiającym rozwój gospodarczy kraju!

Jednak najważniejszym elementem przy realizacji każdego planu są ci, którzy będą go realizować, czyli społeczeństwo. Paradoksalnie jest to także element, który jak do tej pory, jest w dyskusji konsekwentnie pomijany! Zakłada się, że jesteśmy tak wspaniali, że wszystko nam się uda! Polski naukowiec odkryje to, czego nie odkryli inni, inżynier zbuduje wszystko, czego nie potrafią zbudować inżynierowie z największych światowych koncernów, a polski lotnik poleci chociażby na drzwiach od stodoły… Czy aby na pewno? Co najmniej kilka razy w roku media donoszą o spektakularnych odkryciach albo wynalazkach polskich naukowców i inżynierów. Czy któryś z tych pomysłów został wprowadzony w życie, czy powstała chociaż jedna firma lub przynajmniej jedno miejsce pracy, które byłoby tego efektem? Nic z tych rzeczy! Także prawie wszystkie fundusze innowacyjne Unii Europejskiej są marnowane i wydawane na działania pozorowane. Właściwie ich odbiorców należałoby w większej części wsadzić do więzienia za oszustwa!
W chwili obecnej jesteśmy także społeczeństwem bardzo podzielonym. Niektórzy czarnowidze widzą nawet nadciągającą wojnę domową. Wszystkie podziały w społeczeństwie są czynnikiem, który może przekreślić realizację najlepszego planu. Dodatkowo plan ten jest opracowywany przez partię, która walnie przyczyniła się do powstania tych podziałów i która dla większości społeczeństwa zupełnie nie kojarzy się z postępem, a wręcz przeciwnie – z zacofaniem. Nawet jeśli będzie to dobry plan, może on być przez społeczeństwo odrzucony albo sabotowany.

Bezpośrednio z poprzednim punktem wiąże się także niski poziom wzajemnego zaufania. Tutaj także wszyscy eksperci są zgodni – bez jego poprawy nie uda się żaden plan gospodarczy. Zanim nie wyjedziemy za granicę, nie bardzo jesteśmy w stanie zrozumieć skąd ten brak zaufania się bierze. Dopiero w innych krajach zauważamy, że ludzie są tam względem siebie uczciwsi i w konsekwencji bardziej sobie ufają. Po powrocie do kraju, skonfrontowani ze skalą cwaniactwa i pospolitych oszustw, tęsknimy za normalnością. To jest jedną z przyczyn tego, że emigranci rzadko decydują się na powrót do kraju. Nawet wtedy, gdy za granicą nie wiedzie im się najlepiej.
Nie możemy też liczyć na ochronę prawną. Pojęcie praworządności nie obowiązuje u nas ani na szczeblu rządu, ani urzędów, ani zwykłych obywateli. W efekcie nie mamy w kraju ani prawa, ani sprawiedliwości (poza partią o tej mylącej nazwie). W mediach znaleźć możemy wiele relacji o przypadkach, jak samowola urzędników zniszczyła niejedną firmę. Takie przykłady nie działają zachęcająco na potencjalnych inwestorów!

Plan Morawieckego przewiduje także wzrost roli państwa w gospodarce. Moim zdaniem jest to postulat słuszny. Jest to także jeden ze wspólnych elementów, które spotyka się analizując drogę, którą przeszły kraje rozwinięte. Warunkiem jest tutaj posiadanie przez państwo sprawnego aparatu zarządzającego. O czymś takim możemy sobie jednak pomarzyć!!! Kompetentny, a przede wszystkim uczciwy urzędnik państwowy każdego szczebla, to w naszym kraju coś zupełnie niewyobrażalnego!!! Dodatkowo, każda zmiana ekipy rządzącej, to okazja do zmian przy „korycie”. Od portiera do ministra. Na miejsce jednych skorumpowanych durniów, przychodzą jeszcze gorsi! Nie inaczej jest na najwyższych stanowiskach w państwie. O tę sytuację możemy mieć pretensje jedynie do siebie samych. Nie możemy już zwalać winy na innych i powiedzieć, że ci ludzie narzuceni nam zostali z Moskwy. Wybraliśmy ich sami! Są naszymi przedstawicielami i obrazem stanu naszego społeczeństwa.
Nie istnieje też u nas żadna merytokracja. Prawie wszystkie bardziej znaczące stanowiska są u nas obsadzane nie według kompetencji, ale w drodze korupcji, nepotyzmu i kumoterstwa.
Wspomniałem wcześniej, że nasze umowy międzynarodowe i nasze członkostwo w Unii Europejskiej, są czynnikiem PRAWIE uniemożliwiającym rozwój gospodarczy kraju. Proces rozwoju, chociaż szalenie trudny, nie jest jednak niemożliwy. Musieliby nim jednak kierować ludzie światli i kompetentni, których nie posiadamy na żadnym szczeblu zarządzania państwem! Wymagałby on także niestandardowego myślenia ekonomicznego, którego próżno szukać u naszych twardogłowych zwolenników rozwiązań rynkowych.

Ktoś może powiedzieć, że przedstawiam tu nasze społeczeństwo w czarnych barwach. Jako zbiorowisko złodziei, oszustów i kompletnych kretynów. Nie jest to moim zamiarem. Wielu z nas wyjeżdża za granicę i ma kontakty z obywatelami państw rozwiniętych. Na pewno wielu, po pewnym czasie, gdy poczują się pewniej i gdy miną kompleksy spowodowane pochodzeniem z biedniejszego kraju, dostrzeże, że nie są oni od nas mądrzejsi. Musimy zdać sobie jednak sprawę z rozmiarów naszej demoralizacji oraz naszego kompletnego nieidentyfikowania się z państwem. Między słowami państwo i ojczyzna nie ma u nas znaku równości. Ojczyzna jest dla nas czymś O CO się walczy, państwo zaś czymś Z CZYM się walczy!!! Dlatego jesteśmy wspaniali jako naród, a do niczego jako społeczeństwo. Jesteśmy także społeczeństwem indywidualistów, niedostosowanym do pracy w zespołach. Praktycznie nie posiadamy żadnej zdolności do samoorganizacji. Cecha ta jest bardzo wygodna dla każdego rządu i Kościoła, więc jeśli nie wykształcimy jej w sobie sami, nie możemy tu oczekiwać pomocy z ich strony. Każdy, kto zetknął się z metodami edukacji w krajach rozwiniętych i ma możliwość porównania ich z naszym krajem potwierdzi, że podstawową różnicą jest tamtejsza powszechna umiejętność pracy w grupach, którą kształtuje się już od najmłodszych lat. Zaś jednym z warunków przyjęcia do każdej „lepszej” szkoły lub uczelni, jest wykazanie się umiejętnością pokierowania zespołem.

Moim zdaniem, każdy plan rozwoju kraju musi na pierwszym miejscu zająć się pobudzaniem w społeczeństwie innego sposobu myślenia o własnym państwie i rozbudzaniem aktywności obywatelskiej. Bez tego niczego nie osiągniemy i nie powiedzie się najlepszy nawet plan!!! Od tego należy zacząć. Tym MUSI się zająć światły rząd, którego nie potrafimy wybrać. Tutaj kółko się zamyka…

 

Advertisements