Uchodźcy

Nie ma praktycznie dnia, aby w mediach nie pojawił się temat uchodźców zalewających Europę od lata 2015 roku. Szczególnie po atakach terrorystycznych lub przestępstwach z udziałem takich, czy innych imigrantów mamy prawdziwy zalew komentarzy. Także Internet aż pęka od nich w szwach. Praktycznie wszystkie artykuły nastawione są mniej lub bardziej islamofobicznie. To, co ich czytelnicy wypisują w komentarzach, dawno już przekroczyło wszelkie granice przyzwoitości, więc redakcje prawie zawsze całkowicie wyłączają ich wpisy, albo usuwają najbardziej skrajne. Nie jest to nasza polska specjalność. Podobnie jest w innych krajach. Mimo tego nawału informacji, uderza mnie jednak ich jednostronność. Autorzy praktycznie cały czas „wałkują” te same tematy: nieprzystosowania (w większości muzułmańskich) imigrantów do zachodniej cywilizacji, ich niechęć do integracji oraz wynikającą z tego frustrację, która prostą drogą prowadzi do terroryzmu. Nieco rzadziej porusza się temat przestępczości oraz korzystania z systemów opieki społecznej, czytaj: pasożytowania na nas. Najrzadziej mówi i pisze się o przyczynach tej wędrówki ludów. Jeśli już, jako przyczyny wymienia się wojny, terror, klęski głodu, dyktatury, biedę i brak perspektyw. Prawie zawsze bez wyjaśnienia skąd one się wzięły – tak jakby chodziło o katastrofy naturalne (oczywiście czasami tak jest)! Nie brakuje także teorii spiskowych, według których wszystko to jest próbą zdobycia Europy przez islam. Ich autorzy powołują się na mniej, lub bardziej prawdziwe fragmenty Koranu, przeinaczając bardzo często ich faktyczne znaczenie. Gdy popatrzy się jednak na masowość tego zjawiska i fakt, że wystąpiło ono nagle w wielu krajach, często bardzo odległych od siebie, można faktycznie odnieść wrażenie, że jest ono w jakiś sposób wywołane i sterowane. I ja także w dużej mierze podzielam ten pogląd. Nie podzielam jednak poglądu, że stoi za tym islam. Owszem, jest wiele dowodów i podejrzeń w stosunku do bogatych krajów arabskich, jednak nie sądzę, że działają one z powodów natury religijnej, a przynajmniej nie głównie religijnej.

Trzeba sobie jasno powiedzieć, że ta fala imigrantów wywołana została głównie polityką USA i ich sojuszników w NATO (nie wyłączając Polski). Krucjata przeciwko terroryzmowi, wywołana pamiętnym atakiem na WTC, przyniosła wręcz odwrotne skutki. Gdy patrzy się na jej przebieg, odnosi się nieodparte wrażenie, że cała ta niby-walka z terroryzmem, ma na celu jedynie dalszą radykalizację społeczeństw muzułmańskich i co za tym idzie, dalszy wzrost zagrożenia terroryzmem. USA z podejrzaną konsekwencją powtarzają stare błędy. W czasie sowieckiej okupacji Afganistanu w latach 80., przy pomocy Bin-Ladena, który był najpierw sojusznikiem USA, stworzyli Al-Kaidę. Co z tego wynikło – dobrze wiemy. Obecnego wroga numer 1 – Państwo Islamskie nie stworzyli wprawdzie sami, ale walnie przyczynili się do jego powstania, co ujawnił generał Wesley Clark. Jak długo wydawało się, że uda się ich skierować przeciwko Syrii (sojusznikowi Rosji), stwarzano w Iraku warunki do rozwoju tej organizacji. I znów wszystko wymknęło się z pod kontroli. A może właśnie o to chodziło? Nie bardzo chce mi się wierzyć, że takie mocarstwo jak USA, ma tak głupich analityków, którzy nie uczą się na błędach! W każdym razie zdestabilizowano cały rejon bliskiego wschodu aż po Afganistan i w dużej mierze także Pakistan. Główny cel – obalenie Assada w Syrii, wprawdzie nie został osiągnięty, ale kraj pogrążony jest w wojnie i w dużej części leży w gruzach. Z tego regionu przybywa do Europy najwięcej uchodźców.

Innym krajem, któremu udzielono „aktywnej pomocy na drodze do demokracji” była Libia. Wprawdzie nie ideał, ale był to kraj o najwyższym poziomie życia w całej Afryce. Teraz jest to państwo upadłe, bez rządu, pogrążone w wojnie domowej, którego mieszkańcy szukają schronienia w Europie. A wszystko dlatego, że Kadaffiemu zachciało się wprowadzać walutę opartą na złocie. Za rządów Kadaffiego Libia pełniła jeszcze jedną rolę – swoistego „korka”, uniemożliwiającego, a przynajmniej utrudniającego, przedostanie się uchodźców ze środkowej Afryki na teren Europy. Teraz droga przez jej terytorium stoi otworem, co mogą potwierdzić głównie Włosi, a szczególnie mieszkańcy wyspy Lampedusa.

Popatrzmy teraz bardziej na południe Afryki. Trudno wymienić tam kraj, w którym nie byłoby jakiejś wojny. Wszystkie one są przyczyną ogromnych mas uchodźców. Większość z nich pozostaje jednak na tym kontynencie. Inaczej jest z uchodźcami ekonomicznymi. Oni także są wynikiem polityki, głównie europejskiej. Jej cel jest oczywiście szczytny – rozwój gospodarczy i wzrost dobrobytu tamtejszych społeczeństw. Efekt jest jednak zupełnie odwrotny: zniszczenie miejscowego przemysłu, wprawdzie kompletnie zacofanego, ale dającego pracę, oraz wzrost bezrobocia i biedy. Czemu tak się dzieje? Jako receptę na rozwój gospodarczy zacofanych krajów, powszechnie przyjmuje się narzucony przez USA, tzw. konsensus waszyngtoński. Mimo tego, że jego efektem zawsze i wszędzie była neokolonialna zależność (patrz: Polska!) albo mniejsza lub większa katastrofa gospodarcza, i nie ma na świecie ani jednego kraju, który rozwinąłby się narzucanymi przez niego metodami, dalej jest on warunkiem udzielenia pomocy kredytowej przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy. W wypadku krajów afrykańskich doszła do tego umowa gospodarcza, narzucona im przez Unię Europejską. Przewiduje ona prawie całkowite (80-procentowe) otwarcie tamtejszych rynków dla produktów europejskich i zniesienie ceł. W „nagrodę” kraje afrykańskie otrzymały bezcłowy dostęp do rynków europejskich. Wiele krajów, w tym Kenia, początkowo odmówiło podpisania takiej umowy, gdyż obawiały się, że ich słabe gospodarki nie będą w stanie konkurować z gospodarkami europejskimi. Jednak po wprowadzeniu przez Unię Europejską ceł zaporowych na ich nieliczne produkty, poddały się. Efekty okazały się jeszcze gorsze niż przewidywania! Wątłe gospodarki tych krajów zostały zniszczone. Dodatkowo ich rolnictwo nie jest w stanie konkurować z subwencjonowanym rolnictwem europejskim. Praktycznie cała ludność mieszkająca na wsi została pozbawiona środków do życia. Umożliwiło to rozwój procesu określanego jako „land grabbing”, czyli masowego przejmowania ziemi uprawnej przez obcy kapitał, najczęściej jedynie w celach spekulacyjnych. Młode pokolenie, pozbawione źródeł utrzymania i perspektyw na lepsze życie, zaczęło masowo emigrować w kierunku Europy. Coś nam to przypomina? Prawie każdy ma w gronie rodziny lub znajomych kogoś, kto dokładnie z takich samych powodów opuścił Polskę! Nasz kraj opuściły już ponad dwa miliony obywateli! Od tamtych emigrantów różnimy się jedynie komfortowymi warunkami tej emigracji. Nie musimy z narażeniem życia przeprawiać się przez objęte wojną regiony, a potem przez morze.

Wspomniałem na początku, że podejrzewam, że obecna fala emigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki, świadomie i celowo została skierowana do Europy. Moim zdaniem nie kryje się za tym także żadna teoria spiskowa. Jest to po prostu interes jak każdy inny, wynikający z naszego systemu politycznego, gospodarczego, a przede wszystkim – systemu monetarnego. Starałem się już we wstępie, a dokładniej tutaj i tutaj wyjaśnić, że pieniądz w naszym systemie monetarnym trafia do obiegu jako dług. Jako, że jest to dług oprocentowany, jego spłata jest możliwa jedynie przy coraz szybciej (wykładniczo!) rosnącym zadłużeniu – po prostu w obiegu jest tylko tyle pieniędzy ile wzięto kredytów. Nie ma pieniędzy na odsetki. Dla ich spłaty ktoś musi jeszcze bardziej się zadłużyć (albo komuś musi zostać odebrany jego majątek). Coraz większe zadłużenie nie jest możliwe bez wzrostu gospodarczego, a ten z kolei nie jest możliwy przy zmniejszającej się liczbie konsumentów. W chwili obecnej wzrost gospodarczy jest prawie żaden, nie ma zapotrzebowania na kredyty, spada ilość pieniądza w obiegu gospodarczym, szaleje deflacja, a co za tym wszystkim idzie, zagrożona jest podstawa istnienia kapitalizmu, czyli zyski z oprocentowania kapitału. Wspominałem już także o przyczynach wybuchu wojen. W obecnej sytuacji brak jest zyskownych obiektów inwestycji dla międzynarodowego kapitału. Trzeba je więc stworzyć! Jedną z metod jest wojna. Zbrojenia, a potem zniszczenia wojenne, powodują wzrost zapotrzebowania na kredyty – a w efekcie wzrost ich oprocentowania, czyli zysków. Wywołanie wojny w Europie (na razie!) nie jest mile widziane. Próbuje się więc stworzyć tu zapotrzebowanie na kredyty w inny sposób. Między innymi właśnie przy pomocy fali uchodźców! Z punktu widzenia kapitału ma to same pozytywne efekty. Przyrost naturalny w Europie już od dawna jest niski, maleje więc liczba konsumentów i zagrożony jest wzrost gospodarczy. Nastąpił więc prawdziwy zalew analiz i propozycji metod zaradczych – na przykład tutaj albo tutaj albo tutaj. U nas jest program 500+, OECD preferuje masową imigrację. Zakłada się, że do 2050 roku zachodnia i środkowa Europa przyjmą 50 milionów (!) imigrantów. Taka masa ludzi potrzebuje wszystkiego. Począwszy od dachu nad głową (nowe domy), poprzez wyposażenie mieszkań do wyżywienia i rozrywek. Do tego wszystkiego potrzebne są pieniądze, które jak wiemy trafiają do obiegu wyłącznie jako oprocentowany kredyt! Jeśli jakiś polityk tego nie rozumie (a na pewno nie rozumie), dobrzy ludzie podpowiedzą mu co należy zrobić. Granice dla uchodźców otworzyła niemiecka kanclerzyca, większość z nich trafiła do Niemiec, tam zatem dzieje się najwięcej. Zrozumiałe więc, że jednym z pierwszych był szef niemieckiego Bundesbanku. Później do chóru tego dołączył się znany nam wszystkim „filantrop”. Najpierw pisemnie, ale że pewnie mało kto przeczytał, więc pofatygował się osobiście do Brukseli i wyłożył wszystko przed Parlamentem Europejskim. Co mówi Europie nasz „filantrop”? Na pewno o humanizmie, potrzebie pomocy… Nic z tego! Mówi o pieniądzach. Aha, że jako filantrop da te pieniądze! Nie. Pożyczy. Na wysoki procent. Przede wszystkim mówi właśnie o zapewnieniu środków finansowych na utrzymanie rzeszy uchodźców. Proponuje kwotę 15.000 Euro „na łeb” na okres dwóch lat. A skąd Europa miałaby wziąć te pieniądze? “It can raise these funds by issuing long-term bonds using its largely untapped AAA borrowing capacity, which will have the added benefit of providing a justified fiscal stimulus to the European economy.” – może zdobyć środki, wypuszczając długoterminowe obligacje, wykorzystując swoje niewykorzystane najwyższej jakości (AAA) zdolności kredytowe, co dodatkowo będzie miało korzystny efekt stymulujący dla europejskiej gospodarki (tłumaczenie moje)! W swoim piśmie nasz „filantrop” tylko raz o tym wspomniał. Widocznie jednak zorientował się, że jego propozycja nie dotarła do adresata, bo w swoim przemówieniu w Parlamencie Europejskim, wspomniał o tym trzy razy. Dodatkowo, wiedząc, że wiele europejskich banków stoi na krawędzi bankructwa, wtrącił niejako mimochodem: „Meanwhile, the banking system of continental Europe has not recovered from the earlier crisis; it will now be severely tested.” – System bankowy Europy kontynentalnej nie doszedł jeszcze do siebie po ostatnim kryzysie; jest teraz intensywnie testowany (tłumaczenie moje). Wiemy, że pieniądze mogą trafić do obiegu jedynie za pośrednictwem banków komercyjnych. Zdanie to miało zatem znaczyć: taki kredyt byłby także formą pomocy dla niestabilnego europejskiego systemu bankowego.

Należy także zdać sobie sprawę z tego, że nawet rozruchy społeczne (moim zdaniem, wcześniej czy później, nieuniknione) są korzyścią dla beneficjentów obecnego systemu monetarnego. Wiążą się one z koniecznością zwiększenia wydatków na aparat przemocy i ze zniszczeniami, do których usunięcia także potrzeba pieniędzy – czyli nowych kredytów!

Następną grupą, której uchodźcy są bardzo na rękę, są pracodawcy. Na rynek pracy trafiają setki tysięcy, głównie młodych ludzi o wysokiej motywacji, często zdesperowanych, gotowych podjąć każdą pracę. Oczywiście znów najgłośniej krzyczeli pracodawcy niemieccy. Należy tu zrozumieć niemiecką specyfikę płacową. Do końca 2014 roku pojęcie płacy minimalnej było tam nieznane. Dolną granicą była jedynie granica przyzwoitości. Obowiązująca od 2015 roku stawka minimalna (8.50 Euro brutto) jest solą w oku dla tamtejszych pracodawców – mimo, że ma wiele luk i nie obejmuje wszystkich zatrudnionych. Także mimo tego, że jest niższa niż w innych, porównywalnych krajach europejskich. Nic więc dziwnego, że natychmiast odezwały się głosy żądające zniesienia płacy minimalnej. Mimo tego, że płaca minimalna najprawdopodobniej i tak nie obejmowałaby większości imigrantów, euforia pracodawców z biegiem czasu nieco opadła. Okazało się, że ogromna większość uchodźców nie ma żadnego zawodu, a jeśli już, to w Europie kompletnie nieprzydatne. Spodziewano się ludzi lepiej wykształconych. Przyczyna tego rozczarowania jest prosta. Każdy wykształcony Syryjczyk, czy mieszkaniec innego kraju arabskiego objętego wojną, natychmiast znajdzie pracę w którymś z emiratów arabskich lub w Arabii Saudyjskiej. Za wyższą płacę niż w Europie i bez problemów językowych, kulturowych, długotrwałych formalności imigracyjnych, uznania zawodu, niepewności i (należy to sobie otwarcie powiedzieć) szykan.

Paradoksalnie uchodźcy są także na rękę politykom. I to nie tylko z partii antyimigracyjnych, jak niemiecka Alternative für Deutschland, francuski Front National, brytyjski UKIP i, co tu nie mówić, także nasz PiS! Nakręcana histeria zagrożenia terrorem, pozwala na ograniczanie swobód i praw obywatelskich bez liczenia się z oporem społecznym. Wręcz przeciwnie! Spotyka się to często wręcz ze społecznym poparciem!

Poza tym można się w wygodny sposób pozbyć politycznych przeciwników, cieszących się dużym poparciem społecznym. Popatrzmy na to, co się dzieje we Francji (piszę to w sierpniu 2016), w której w wyborach w 2017 roku bardzo duże szanse zwycięstwa ma Front National, i na to, co zrobiono z wypowiedzią szefa tamtejszych służb specjalnych, który powiedział, że bardziej boi się radykalizacji nastrojów niż terroryzmu. Natychmiast zostało to podchwycone i rzekomo Francja stoi już na progu wojny domowej. W chwili obecnej już obowiązuje we Francji stan wyjątkowy, którego przepisy de facto pozwalają prezydentowi wprowadzić tam dyktaturę! Wcale się nie zdziwię, jeśli następnym krokiem będzie, jeśli nie delegalizacja, to przynajmniej ograniczenie praw do działalności groźnego konkurenta. Podobnie może być w Niemczech. Odpowiednio nakręcona propaganda, i parlamenty w obu krajach uchwalą odpowiednie ustawy, mówiące, że działalność tych partii jest zagrożeniem ładu społecznego i bezpieczeństwa kraju! I to zarówno głosami partii rządzących, jak i opozycji! Wszyscy są w równej mierze zagrożeni.

Jako, że prawie 80% uchodźców stanowią młodzi mężczyźni, pojawiały się także (na szczęście nieliczne) pomysły wykorzystania imigrantów jako najemników. Na razie jest cicho wokół tego pomysłu, niewykluczone jednak, że za jakiś czas, ktoś sobie o tym przypomni…

Widzimy zatem, że napływ uchodźców do Europy ma wiele aspektów, które kompletnie pomija się zarówno w oficjalnych, jak i nieoficjalnych mediach. Jestem pewien, że o wielu rzeczach w ogóle nie wiemy i nie domyślamy się nawet ich istnienia!

Właściwie chciałem w tym miejscu zakończyć, ale przy powtórnym czytaniu tego, co napisałem, stwierdziłem, że muszę poruszyć jeszcze jedną kwestię – a mianowicie roli USA w kształtowaniu opisywanych wydarzeń. Często wymieniam tutaj to państwo i wskazuję na jego negatywną rolę, jaką odgrywa na arenie międzynarodowej. Czytelnik może odnieść wrażenie, że to właśnie USA i ich polityka są wszystkiemu winne. Na pierwszy rzut oka faktycznie może się tak wydawać. Musimy jednak spojrzeć na to z innej perspektywy i zrozumieć, że USA są tu tylko narzędziem w rękach kapitału. Kapitału, który nie zna pojęć takich, jak patriotyzm, przynależność narodowa, a także takich jak skrupuły czy empatia. Zna jedynie pojęcie zysku. Używam tu słowa „kapitał”, bo nie przychodzi mi do głowy żadne lepsze określenie. Oczywiście są to konkretni ludzie, którzy mają imię i nazwisko, są to także ich pomocnicy, bez których ów „kapitał” nie może się obyć. Nie zawsze są to nawet ludzie bogaci, a jedynie zarządzający cudzymi pieniędzmi, od których wymaga się efektywności w ich pomnażaniu, nie pytając o metody działania. Są to też tak powszechnie demonizowane banki. Nie stoi też za tym żaden spisek! Mam tu na myśli bezosobowy system, który wymusza pewne działania. Jak widzimy po metodach tego działania – system ze wszech miar patologiczny. System ten, nie zawsze może jednak działać bez użycia siły. Parafrazując słynne, cyniczne pytanie Stalina: „a ile papież ma dywizji?”, można powiedzieć, że w przeciwieństwie do papieża, kapitał, dla swej działalności jak najbardziej potrzebuje dywizji! W początkowym okresie istnienia kapitalizmu, były to dywizje Imperium Brytyjskiego. Gdy zaczęło chylić się ku upadkowi, zostały zastąpione dywizjami nowego imperium – USA. Oczywiście, amerykańscy marines nie idą za darmo do walki o dobro kapitału. Został stworzony cały system, który umożliwił USA czerpanie profitów z tego systemu. Oczywiście nie mam tu na myśli całego społeczeństwa amerykańskiego, ale jego przysłowiowe już 1%. Została stworzona symbioza pomiędzy kapitałem a USA. Jedno nie może istnieć bez drugiego! Dobro kapitału jest dobrem USA i odwrotnie.

Reklamy