Emerytury

Na moim blogu wyłączyłem komentarze. We wstępie wyjaśniam dlaczego. Jeden z czytelników dotarł jednak do mnie okrężnymi drogami. Przy wymianie maili padł temat emerytur. Uznałem, że jest to bardzo ciekawy, ważny i dlatego warty poruszenia temat. Chciałbym więc mu podziękować za jego podsunięcie. Akurat kilka dni temu odkryłem przypadkiem artykuł na ten temat, więc mimo braku czasu zdopingowałem się i spróbuję wyjaśnić kilka najczęściej spotykanych nieporozumień i kłamstw, które narosły wokół tego tematu.

W czasie rozmów ze znajomymi zorientowałem się już dawno, że nawet wykształcone osoby nie mają zielonego pojęcia jak funkcjonuje nasz system emerytalny. Powszechne jest przekonanie, że ZUS „przechowuje” nasze składki i wypłaca je nam po przejściu na emeryturę. Inni sądzą, że składki te są w jakiś sposób inwestowane. Wszyscy są jednak jednomyślni w jednej kwestii: ZUS „marnuje” te pieniądze! Ten stan niewiedzy jest najwidoczniej na rękę naszym władzom, gdyż poza jedną stroną, nigdzie nie spotkałem się z przystępnym, zrozumiałym dla każdego opisem jego funkcjonowania. Sposób informowania w pozostałych mediach także nie pozwala na zorientowanie się, jak funkcjonuje system emerytalny. Podejrzewam, że dziennikarze, którzy się na ten temat wypowiadają, także nie mają o tym zielonego pojęcia!

Na początek wyjaśnijmy sobie genezę powstania sytemu emerytalnego. Za jego ojca uważa się powszechnie niemieckiego kanclerza Ottona Bismarcka, który w 1889 roku wprowadził w Niemczech system ubezpieczeń społecznych – między innymi także ubezpieczeń emerytalnych. Ich celem było uspokojenie społeczeństwa. Dobro poddanych było tylko efektem ubocznym tych reform. Władzę nic one nie kosztowały. Poddani sami za wszystko płacili, władza jedynie wydała odpowiednie przepisy, zorganizowała aparat urzędników (opłacanych przez płacących składki) i zapewniła sobie spokój i wdzięczność ze strony poddanych, wmawiając im, jaka jest dla nich dobra. System ten, praktycznie w niezmienionej formie, przetrwał do dziś i został przejęty przez wiele krajów, między innymi Polskę. System bazuje na solidarności pokoleniowej i, jak trafnie napisał autor wspomnianego wyżej artykułu, jest systemem repartycyjnym, czyli systemem redystrybucji – nasze składki nie są ani nigdzie „przechowywane”, ani inwestowane, lecz są natychmiast wypłacane jako bieżące emerytury. Inne systemy emerytalne opierają się na zasadzie inwestowania wpłacanych składek i wypłacania emerytur z zysków przynoszonych przez te inwestycje. Istnieją także systemy będące mieszanką obydwu systemów.

Który system jest lepszy? Praktycznie zaraz po 1989 roku rozpoczął się w Polsce proces obrzydzania „starego” systemu emerytalnego. Najpierw nieśmiało, później coraz głośniej zaczęto ogłupiać (dokładnie takiego określenia należy tu użyć) społeczeństwo. Nie było o to trudno. Wmawiano społeczeństwu, że system ten jest spadkiem po PRL, co jest kompletną bzdurą, gdyż powstał on w kapitalizmie. Ale nawet autor artykułu określa go jako socjalistyczny! To wystarczało, aby go zdyskredytować w oczach społeczeństwa. Nie wspomnę już o tym, że wychwalając pod niebiosa nowy system emerytalny mamiono ludzi zyskami z inwestycji, kompletnie pomijając fakt, że nie każda inwestycja musi być zyskowna. Niektóre przynoszą straty, które mogą spowodować obniżenie, a nawet utratę emerytury! Potem przyszły pamiętne reklamy z emerytami pod palmami. „Ukoronowaniem” tego procesu było powstanie OFE. Premier rządu, który zrobił całą tę hecę, został nagrodzony „fuchą” w Brukseli.

Jak powszechne jest niezrozumienie funkcjonowania systemów emerytalnych świadczy także wspomniany na początku artykuł. Autor wprawdzie nie rozstrzyga w nim sprawy wyższości jednego z nich, trzeba nawet uczciwie przyznać, że nie pomija ryzyka straty związanego z systemem kapitałowym, skupia się jednak wyłącznie na demografii. Jest to właściwie jedyny konkretny argument przeciwko systemowi redystrybucji. Ale jak się zaraz przekonamy, argument bardzo oszukańczy! Autor pośrednio przyznaje także, że nasz obecny system monetarny nie daje bezpiecznej możliwości samodzielnego oszczędzania na przyszłą emeryturę. Niestety poza grą na giełdach i inwestycjami w złoto lub nieruchomości w Singapurze nie ma on nic sensownego do zaoferowania dla przeciętnego Kowalskiego zatrudnionego na umowie śmieciowej. Poza tym w artykule dominuje demagogia nie poparta rzeczowymi argumentami.

Wróćmy jednak do naszych systemów emerytalnych… Podstawową rzeczą, którą pomijają zwolennicy systemu kapitałowego, jest fakt, skąd biorą się pieniądze na emerytury. Twierdzą oni, że pieniądze ze składek pracują na przyszłe emerytury. Trochę żyję już na tym świecie, niejedno już widziałem, jednak nigdy i nigdzie nie widziałem pracujących pieniędzy! Wszędzie widziałem pracujących ludzi!! I tu dochodzimy do sedna sprawy. Czy jest to system oparty na redystrybucji, czy system kapitałowy, pieniądze na dzisiejsze emerytury MUSI wypracować pokolenie będące aktualnie w wieku produkcyjnym. Albo będą to pieniądze w formie składki, będącej częścią wynagrodzenia, albo będzie to wypracowany (przez tych samych ludzi!!) zysk od zainwestowanego kapitału!! Przypatrzmy się także bliżej, jak funkcjonuje system kapitałowy. W teorii powinien on wypłacać emerytury z zysków od kapitału. W praktyce byłoby to jednak dość skomplikowane, więc od pewnego momentu, zainwestowany kapitał pozostaje nienaruszony, a emerytury wypłaca się z bieżących składek – identycznie jak w systemie redystrybucyjnym! Jak się nie obrócić, d… zawsze z tyłu. To jest element wspólny obydwu systemów. Nie odkrywam tutaj Ameryki. W Niemczech – ojczyźnie redystrybucyjnego systemu emerytalnego – zastanawiano się na początku lat pięćdziesiątych, czy nie należy przejść na system kapitałowy. Tamtejsze kasy emerytalne mają pewien kapitał, który nie służy do wypłat emerytur, lecz jest traktowany jako rezerwa na wypadek nieprzewidzianych zaburzeń w dopływie składek. Ten kapitał przepadł w czasie wojny. Jeden z ekonomistów – Gerhard Mackenroth, wyjaśnił wtedy, że przecież zarówno pieniądze, jak towary i usługi, których potrzebują emeryci, muszą zostać wytworzone na bieżąco. Bieżące wydatki muszą być pokryte z bieżących dochodów. Z punktu widzenia gospodarki kraju, system kapitałowy jest więc identyczny z systemem redystrybucyjnym, obarczony jest jednak większym ryzykiem i kosztami zarządzania, dlatego więc pozostano przy systemie redystrybucji. Wtedy taka decyzja była możliwa, gdyż ówczesny świat wyglądał zupełnie inaczej. Nie istniał jeszcze „sektor finansowy”. Giełdy były nudnym miejscem, gdzie niewiele się działo i handlowano prawie wyłącznie akcjami. Wszechobecne dzisiaj „produkty finansowe” uległy zapomnieniu po Wielkim Kryzysie (tak, tak, wszystkie opcje i inne rzeczy były znane już w latach dwudziestych ubiegłego wieku!). Nie było żadnej grupy nacisku i korupcji władzy. Można więc było podjąć racjonalną decyzję. Kapitałowy system emerytalny istniał głównie w USA i także funkcjonował inaczej niż dziś. Ówczesne fundusze emerytalne nie spekulowały na giełdach, nie kupowały także państwowych obligacji. Kupowały akcje firm i z dywidend wypłacały emerytury. Były wtedy największymi inwestorami. Pracownicy stawali się więc pośrednio współwłaścicielami firm, w których pracowali! Aha, to wszystko działo się nie w komunistycznej NRD, ale w kapitalistycznych Niemczech Zachodnich – wtedy NRF.

Musimy także poruszyć temat efektywności obydwu systemów. Trzeba uczciwie przyznać, że wszystkie pomyje, jakie autor wylał na rząd i ZUS są słuszne. Należałoby wylać ich jeszcze więcej! ZUS jest faktycznie beczką bez dna. Nie jest to jednak winą systemu emerytalnego, ale jego organizacji, będącej pochodną organizacji całego państwa. Wysokie koszty utrzymania ZUS-u są niestety wynikiem wysokiego poziomu niekompetencji, korupcji, kumoterstwa i nepotyzmu w naszym kraju! Królewsko opłacane posadki w zarządach państwowych instytucji i spółek (w tym także ZUS-u), są łupem każdej partii po wygranych wyborach. Niższe szczeble także nie są obsadzane na podstawie kompetencji, ale takich czy innych „układów”. To wszystko sprawia, że podobnie jak całe państwo, także instytucja ZUS-u jest kosztowna i nieefektywna. Na świecie koszty zarządzania redystrybucyjnych systemów emerytalnych wynoszą przeciętnie ok 1,5 do 3 procent ilości wpłacanych składek, koszty systemów kapitałowych – ok. 10 – 20 procent. Także wszelakiego rodzaju przywileje branżowe nie wpływają na efektywność polskiego systemu. Możemy tu mieć jednak pretensje nie do systemu, ale wyłącznie do siebie, że jako społeczeństwo tolerujemy taki stan rzeczy, nie dbamy o swój własny interes i wybieramy jako naszych przedstawicieli niekompetentnych i skorumpowanych karierowiczów. Niestety ci ludzie są odbiciem stanu umysłowego i moralnego naszego społeczeństwa, dlatego nie użyłem cudzysłowu przy słowie przedstawiciele.

Jesteśmy społeczeństwem indywidualistów i dlatego nie potrafimy zrozumieć, że bezpieczniej jest żyć w systemie społecznej solidarności. Niestety, wszechobecna neoliberalna propaganda dodatkowo pogłębia ten sposób myślenia. Mówimy sobie: po co będę płacić na emeryturę lub ubezpieczenie chorobowe, jeśli jestem zdrowy, a do emerytury mogę nie dożyć? Nie ja, ale inni będą z tych pieniędzy korzystać! Ale nawet taka psychopatyczna zwolenniczka egoizmu, jak Ayn Rand, gdy zachorowała na raka, operowała się na koszt społeczeństwa – z systemu Medicare! Jak możemy unikamy płacenia składek ubezpieczeniowych, a potem skamlemy, że emerytura jest niska i nie mamy z czego żyć na starość oraz psioczymy na system opieki zdrowotnej. Nikomu nie chce się nawet pomyśleć, że sami nigdy nie bylibyśmy w stanie zaoszczędzić takiej ilości pieniędzy, aby nie tylko móc z nich żyć na starość, ale jeszcze pokryć koszty leczenia. Dlatego głosujemy na kretynów, którzy nam coś takiego wmawiają!

Z drugiej strony trzeba także przyznać, że cały proces niszczenia systemu emerytalnego jest sterowany odgórnie. Tworzy się coraz więcej prawnych możliwości tworzenia miejsc pracy, gdzie nie płaci się żadnej, albo bardzo niskie składki emerytalne, które nie zapewniają praktycznie żadnej emerytury w przyszłości. System ściągania składek, także daje pracodawcom wiele możliwości oszustwa poprzez ich nieściąganie i niepłacenie do ZUS-u. Dodatkowo brak miejsc pracy w kraju i niskie zarobki, zmuszają ludzi do emigracji. Zmniejsza się w ten sposób liczba płatników składek. No i wreszcie dochodzi do tego wszystkiego czynnik demograficzny! Praktycznie codziennie słyszymy, że społeczeństwo się starzeje, że jak tak dalej pójdzie, jeden pracujący będzie „utrzymywał” jednego emeryta itd., itp. Nie da się zaprzeczyć, że są to argumenty niepozbawione podstaw. Jak już jednak wcześniej wspomniałem, są to także argumenty w dużej mierze oszukańcze. Każdy zdrowo myślący człowiek zada sobie pytanie: jeżeli już teraz brakuje miejsc pracy, to przy postępującej automatyzacji i komputeryzacji, będzie ich z biegiem czasu jeszcze mniej. Potrzeba będzie nie więcej, ale mniej rąk do pracy! Większa ilość dzieci, oznacza zatem większą ilość przyszłych bezrobotnych, których także trzeba będzie utrzymywać! Wrzawa medialna wokół tego tematu, nakręcana jest głównie przez środowiska pracodawców, dla których im większa armia bezrobotnych, tym większa konkurencja o miejsca pracy i tym większy nacisk na obniżkę płac. Poza tym obawiają się oni także spadku ilości konsumentów, a więc także zysków. Ale jest jeszcze jeden element, który jest konsekwentnie przemilczany przez wszystkich krytyków ZUS-owskiego systemu emerytalnego. Jest nim wydajność pracy. Popatrzmy na dzisiejsze fabryki. Jeszcze niedawno po zakończeniu pracy wylewały się z nich tłumy pracowników. Dzisiaj wychodzi ich niewielka grupa. Wielkość, a przede wszystkim wartość produkcji jest jednak większa niż dawniej! Ale na całym świecie, od co najmniej dwudziestu lat, ten wzrost wydajności pracy nie przekłada się na wzrost płac! Jest całkowicie zgarniany przez kapitał! Nie mamy dzisiaj problemu ani w ilości wytwarzanych dóbr, ani wielkości wypracowanego kapitału. Wbrew pozorom nie mamy także problemu demograficznego! Mamy problem redystrybucji, który jest efektem systemu monetarnego! Jak próbuję wyjaśnić na tym blogu, to właśnie nasz system monetarny powoduje coraz szybszą koncentrację coraz większego kapitału, w ręku coraz mniejszej grupy ludzi. Jak długo tego nie zrozumiemy i nie zmienimy, nie pomogą żadne „reformy” sytemu emerytalnego.

Reklamy