Olśnienie

Trafiłem kilka dni temu na artykuł o nazistowskich korzeniach Unii Europejskiej. Niestety bez źródeł, czego bardzo nie lubię. Na pierwszy rzut oka nie wydawał się być dziełem zwolennika teorii spiskowych, więc zacząłem sprawdzać prawdziwość podawanych w nim informacji. Kliknąłem na kolejną stronę, jaką „wypluła” mi wyszukiwarka i już chciałem ją zamknąć, bo była nie na temat, gdy mój wzrok padł na jedno zdanie, które od razu rzucało się w oczy: „Sie schaffen es – ohne Waffen-SS” – dokonają tego bez Waffen-SS. Zdaniem tym, zapożyczonym od niemieckiego kabarecisty, niemiecka europarlamentarzystka, na swojej stronie internetowej, starała się sugerować pokojowe intencje Niemiec. Autor artykułu zastanawiał się, czy zdanie to zostanie prawidłowo zrozumiane.

Wyjaśniałem już tutaj i tutaj aktualną politykę Niemiec.
W tych tekstach, zastanawiałem się także nad irracjonalnym postępowaniem Niemiec. Nigdzie także nie spotkałem się z wyjaśnieniem, jaki ono może mieć cel. Zdanie „Sie schaffen es – ohne Waffen-SS” uświadomiło mi, że w tym szaleństwie może być metoda. Zadałem sobie dwa pytania:

Co Niemcy zamierzali dokonać przy pomocy Waffen-SS? Oczywiście podboju Europy.

Jak zamierzają tego dokonać bez Waffen-SS? Przy pomocy Euro, głupku!!!

I nagle wszystko stało się jasne! „Wykosić” zagraniczną konkurencję przy pomocy obniżki jednostkowych kosztów pracy, a potem przejąć jej majątek. W moich powyższych tekstach wyjaśniałem, że wspólna waluta, Euro, nie pozwala ani na dewaluację innych walut, ani na rewaluację waluty niemieckiej – wszystkie kraje strefy Euro mają przecież tę samą walutę. Umowy o wolnym handlu uniemożliwiają także np. wprowadzenia ceł zaporowych na niemieckie towary lub innych temu podobnych metod ochrony własnego rynku. Pomijając ewentualność wystąpienia ze strefy Euro, partnerzy handlowi Niemiec muszą zatem albo zwiększać swój deficyt w wymianie handlowej – czyli praktycznie nadal zadłużać się w Niemczech, albo przeprowadzić u siebie podobne do niemieckich „reformy” rynku pracy, które umożliwią drastyczną obniżkę płac.

I jedno i drugie nie jest takie proste. Nie można w nieskończoność zadłużać się. Przeprowadzenie reform podobnych do niemieckich także nie jest łatwe. Zastanawiałem się już wcześniej dlaczego kryteria z Maastricht wspominają jedynie o inflacji, a pomijają deflację. Doszedłem do wniosku, że widocznie w głowach architektów europejskiego systemu walutowego nie mogło się pomieścić, że jakiś rząd może świadomie zmniejszać dochody społeczeństwa, i to bezkarnie przez wiele kadencji. Piszę ten tekst w połowie maja 2016 i we Francji panuje stan wyjątkowy nie tyle z powodu zamachów terrorystycznych lub mistrzostw Europy w piłce kopanej, ile z powodu protestów społecznych (o których zarówno nasze, jak i europejskie media prawie nic nie informują!) wywołanych planami wprowadzenia „reform” zbliżonych do niemieckich. Tutaj musimy wyjaśnić sobie pewną specyfikę Niemiec, którą przeoczyli, lub której nie znali twórcy Euro. Tamtejsze społeczeństwo nie buntuje się. Niemcy sami określają się jako Kadavergehorsam – posłuszni jak padlina i robią co im się każe: „Kazali chodzić na rękach? Widocznie tak się należy!”. Pakiet reform pod nazwą Agenda 2010, wprowadzony tam w latach 2003 – 2005 spotkał się jedynie z niewielkim oporem społecznym. Dla porównania, sama zapowiedź podobnych „reform” we Francji wywołała masowe protesty społeczne i być może doprowadzi do strajku generalnego. A już na pewno doprowadzi do zmiany rządu. Jestem pewny, że podobnie zareagowałyby społeczeństwa innych krajów strefy Euro.

Nigdy nie byłem wielbicielem Margaret Thatcher, ale wszystko wskazuje mi na to, że trafnie przewidziała to, co się stanie po zjednoczeniu Niemiec. Niemcy będą zbyt silne, aby stać się „europejskimi Niemcami” i będą dążyć do stworzenia „niemieckiej Europy”. To był powód jej niechęci dla zjednoczenia Niemiec. Tym razem Niemcy faktycznie mogą to osiągnąć bez Waffen-SS! Obecna sytuacje w strefie Euro nie może trwać wiecznie. Zastanówmy się więc nad możliwymi scenariuszami dalszych wydarzeń.

  1. Pozostałe kraje strefy Euro idą „niemiecką drogą i redukują swoje jednostkowe koszty pracy. Czy coś im to pomoże? Niewiele. Umowy handlowe zawiera się zwykle na dłuższy okres czasu, poza tym Niemcom opłacało się dotychczas inwestować w modernizację swoich wyrobów, gdyż był na nie zbyt. Firmy w innych krajach walczą o przetrwanie, więc najczęściej nie robią tego – niemieckie towary są więc często nowocześniejsze i lepsze jakościowo. Paradoksalnie jednak, większość niemieckiego eksportu do krajów strefy Euro, to wcale nie żadne Hi Tech, ale proste wyroby, które do niedawna były domeną wschodniej Europy lub nawet Azji, oraz produkty żywnościowe, np. ziemniaki, mleko lub mięso, które w Niemczech, dzięki niższym kosztom pracy, można taniej przerobić, więc zwozi się zwierzęta z innych krajów do niemieckich ubojni. Niemcy dalej będą więc eksportować do tych samych krajów, jedynie w mniejszej ilości i w ciągu najbliższych lat sytuacja niewiele się tu zmieni. Nie ulega wątpliwości, że wyroby pozostałych krajów staną się konkurencyjniejsze, ale będą musiały one znaleźć odbiorców. Nie znajdą ich ani na rynku wewnętrznym, ani na rynku pozostałych krajów strefy Euro, bo dzięki „reformom” zmniejszy się siła nabywcza społeczeństw. Rynki światowe także nie są już tak chłonne jak kiedyś. W całej Europie na pewno dojdzie do recesji gospodarczej.
  2. Pozostałe kraje uginają się pod naciskiem społeczeństw i wszystko pozostaje po staremu. Wcześniej czy później ich zadłużenie osiągnie taki poziom, że nie będą w stanie go spłacić. Do czego to prowadzi – widzimy w Grecji.
  3. Jeden po drugim, kraje opuszczają strefę Euro. Na pewno zrobi to kiedyś Grecja, gdyż nie ma innego wyjścia, ale niewykluczone, że jakiś inny kraj (Francja lub Włochy?) zrobi to jako pierwszy.

Paradoksalnie wszystkie trzy scenariusze działają na korzyść Niemiec! W pierwszym przypadku recesja gospodarcza doprowadza do kłopotów finansowych zarówno państw, jak i firm. Niemcom jednak łatwiej będzie przejść przez ten okres, gdyż „leżą na materacu wypchanym pieniędzmi”. „Materace” pozostałych krajów są obecnie bardzo cieniutkie, a gdy dojdzie do wariantu drugiego (dalszego wzrostu zadłużenia) – kraje te będą, obrazowo mówiąc, „leżeć na sprężynach”! Dla czytelników, którzy nie czytali mojego wstępu, lub już zapomnieli – jeszcze raz powtórzę: każdy dług jest czyimś majątkiem! Niemcy – to znaczy zarówno niemieckie państwo, ale także banki i firmy, nie będą już potrzebowały Waffen-SS by napaść na te państwa i przejąć ich majątek w postaci firm i infrastruktury! Wszystko przejmą za długi. Jakimi sumami są w stanie obracać niemieckie firmy, obrazuje niedawna oferta przejęcia za 62 miliardy dolarów, amerykańskiego Monsanto przez niemiecką firmę Bayer! Swoją drogą taka fuzja miałaby sens. Zyklon B i Agent Orange doskonale pasują do siebie!

Scenariusz trzeci jest jeszcze bardziej korzystny dla Niemiec. Jeśli Niemcy (być może z Holandią i Austrią) jako jedyne pozostaną z Euro, jego kurs wystrzeli w górę jak rakieta! Kursy walut krajów-uciekinierów polecą w dół. Wszystko to spowoduje, że „zakupy” będą dla Niemiec jeszcze tańsze!

Oczywiście trzeci scenariusz będzie oznaczał koniec niemieckiej polityki eksportowej – wyroby „made in Germany” osiągną niebotyczne ceny. Ale nawet w tej sytuacji, Niemcy są w stanie sobie poradzić. Wystarczy, że podwyższą płace i świadczenia socjalne. Ożywią wtedy swój wygłodniały rynek wewnętrzny i w ten sposób pomogą swoim firmom. Dodatkowo wywołają (tym razem prawdziwą) inflację, która spowoduje spadek kursu Euro (lub niemieckiej marki, do której wtedy prawdopodobnie wrócą) i ułatwi eksport.

Czy możliwy jest któryś z powyższych scenariuszy? Jak najbardziej! Więcej nawet – jest prawie pewne, że któryś z nich się sprawdzi. Osobiście uważam scenariusze trzeci i pierwszy za najbardziej prawdopodobne. Czy sprawdzą się moje proroctwa dotyczące dalszych wydarzeń – to znaczy niemieckiej praktycznie kolonizacji Europy – tego nie jestem już taki pewny. Grecja jest tutaj odstraszającym przykładem. Owszem, Grecy w ogromnej części sami są winni swojej sytuacji, ale Niemcy zachowują się tam faktycznie jak oficerowie Waffen-SS, a w stosunku do greckiego społeczeństwa wykazują empatię selekcjonera na rampie w Auschwitz. Już w tej chwili prawie cała Europa jest nastawiona antyniemiecko i nastroje te mogą się jedynie tylko pogłębić. W wypadku niemieckiej próby przejęcia znaczącej części infrastruktury lub gospodarki jakiegoś kraju, może zatem dojść do nowej koalicji antyniemieckiej i wspólnej linii obrony przed niemieckimi planami kolonizacyjnymi. Niewykluczone, że pośrednio lub bezpośrednio włączą się do niej inne kraje, takie jak Chiny, Rosja lub nawet USA, którym nie w smak byłby dalszy wzrost potęgi gospodarczej Niemiec.

Tak na marginesie chciałbym tu zwrócić uwagę na dwa ciekawe aspekty polityczne.

Wszystkie najbardziej radykalne i aspołeczne „reformy” w państwach europejskich zostały wprowadzone przez rządy lewicowe! Czego w Anglii nie śmiała ruszyć nawet Thatcher, zrobili labourzyści. Niemiecka prawica także nie miała odwagi zrobić tego, co zrobili socjaldemokraci z zielonymi. Wprawdzie nie tak drastyczne jak niemieckie, ale podobne reformy, wprowadził we Włoszech rząd Matteo Renziego. Grecki lewicowy rząd zapomniał o wszystkich swoich obietnicach przedwyborczych. A teraz francuscy socjaliści, z pominięciem parlamentu, próbują przeforsować „reformy” zbliżone do niemieckich!! Gdy dołączy się do tego stopniowy zanik partii lewicowych w wielu krajach i praktycznie nieistnienie lewicy w Polsce, jest to przy coraz drastyczniejszym wyzysku i powiększaniu się nierówności społecznych, zaiste ciekawy fenomen. Coraz powszechniejsze są za to nastroje nacjonalistyczne i szowinistyczne. Wyborcy oddają swoje głosy na prawicę, coraz częściej na skrajną prawicę. Wygląda mi na to, że jest to proces chciany i ze wszech miar popierany. Dojście do władzy prawicy, a szczególnie jej skrajnej postaci, prowadziło zawsze i wszędzie prostą drogą do wojny.

Na inną ciekawą rzecz zwrócił niedawno uwagę Heiner Flassbeck. Chociaż istnieje już daleko idąca zgodność co do tego, że podstawową przyczyną kryzysu Euro jest brak wspólnej, europejskiej polityki płacowej, oraz że Niemcy wykorzystują ten fakt na własną korzyść, nikt nie porusza tego problemu na forum europejskim!!! Także protestujący we Francji obwiniają jedynie własny rząd i zamiast żądania działań dyplomatycznych w ramach unii walutowej i Unii Europejskiej, żądają od niego jedynie wycofania się z projektu „reform”, chociaż nie rozwiąże to głównego problemu!

Paradoksem jest, że za powstaniem Unii Europejskiej stał zamysł doprowadzenia do pokojowej koegzystencji narodów europejskich – głównie Francji i Niemiec. Pod względem militarnym projekt jak na razie funkcjonuje. Od zakończenia II wojny światowej żyjemy w Europie w pokoju. Euro miało być dalszym etapem tego projektu i uniemożliwić prowadzenie wojen walutowych oraz odebrać Niemcom ich „broń”, jaką była niemiecka marka. Niestety wygląda na to, że akurat Euro, z winy swojej fatalnej konstrukcji, stało się dynamitem, który w niedalekiej przyszłości może rozsadzić całą Unię Europejską. Podejrzewam, że protestujący Francuzi odpisali już Unię na straty, gdyż nie spodziewają się oni z jej strony jakiegoś konstruktywnego działania i postrzegają ją jedynie jako unię elit, oderwanych od rzeczywistości. Podobnie jak Brytyjczycy, co doskonale wyraził niedawno Irvine Welsh w swoim artykule na temat referendum o pozostaniu Wielkiej Brytanii w EU: However we vote, the elites will win the EU referendum – jakkolwiek nie zagłosujemy, to elity wygrają referendum.

PS

Akurat znalazłem chwilę czasu, aby obejrzeć ciekawą dyskusję, jaką 26 kwietnia 2016 toczyli ze sobą były grecki minister finansów Yanis Varoufakis i słynny amerykański lingwista i anarchista Noam Chomsky. Proszę zwrócić uwagę na to co mówi Varoufakis od 45 minuty dyskusji. Opisuje swoją rozmowę z niemieckim ministrem finansów Wolfgangiem Schäuble. Pyta się go, co on zrobiłby na jego miejscu. Czy zaakceptowałby dalsze pakiety oszczędnościowe, wiedząc, że w jego kraju dzieci w szkołach mdleją z niedożywienia? „Jako patriota nie” – odpowiedział Schäuble. I na dalsze pytanie o to, dlaczego zmusza innych do tego, odpowiedział: „Don’t you understand?! I did this in the Baltics, in Portugal, in Ireland, you know, we have discipline to look after. And I want to take the Troika to Paris.” – Nie rozumie pan tego? Zrobiłem to w krajach bałtyckich, w Portugalii, w Irlandii, musimy dbać o dyscyplinę. Chcę wysłać trojkę do Paryża! (tłumaczenie moje). Francuski rząd zaczyna rozumieć, że stoi pod ścianą! To wyjaśnia jego determinację przy wprowadzaniu „reform” prawa pracy. Jeśli tego nie zrobi, powtórzy się grecki scenariusz: agencje ratingowe obniżą ocenę Francji, oprocentowanie jej obligacji wzrośnie, kraj utraci płynność finansową, będzie zagrożony bankructwem a EBC, mimo swoich obietnic wykupu obligacji, „wypnie się”.

Reklamy