Sieć wolności.

Zajmijmy się teraz bliżej medium, z którego w tej chwili korzystamy – Internetem. Można śmiało powiedzieć, że Internet zmienił świat. Zmienił także ludzi. Zmienił sposób komunikacji, zmienił sposób dostępu do informacji, zmienił sposób naszej pracy. Sprawił, że świat stał się mniejszy i przez to zmienił także nasz sposób patrzenia na niego.
Zmienił nasze sposoby komunikowania się: emaile zastępują listy, selfies zastępują pocztówki. Nie musimy jechać na drugi koniec świata, aby kogoś zobaczyć – korzystamy ze Skype-a. Istnieje jeszcze radio i telewizja w dawnej postaci, ale coraz bardziej wypierane są one przez platformy w rodzaju YouTube. Telefony tylko wyglądają „po staremu” – technicznie funkcjonują już na bazie protokołów internetowych.
Są także ciemne strony tych zmian. Tracimy potrzebę kontaktów osobistych – zastępują ją media społecznościowe. Zmienia się nasz język. Wielu młodych ludzi nie potrafi już często samodzielnie napisać dłuższego tekstu oraz skupić się na przekazach dłuższych niż sms, email lub kilkuminutowy filmik na YouTube. Nie zastanawiamy się nad tym jednak, a ostrzeżenia puszczamy mimo uszu, mówiąc, że tak wygląda nowoczesność.
Można powiedzieć, że Internet jest dla nas siecią wolności. To poczucie wolności połączone jest z zaufaniem. Zawierzamy Internetowi rozmiar naszego obuwia i dane naszego konta w banku, naszą opinię o komunikacji miejskiej i opinię o nowym rządzie, nasze zdjęcia z pierwszej komunii i nasze zdjęcia z plaży nudystów. Fakty z naszego życia, które kiedyś wpisywaliśmy do pamiętnika, chowanego na dnie szuflady i niepokazywanego nikomu, dzisiaj piszemy na naszych blogach i w portalach społecznościowych – dostępnych dla wszystkich. Robimy publiczny striptiz, czasem w dosłownym tego słowa znaczeniu.
Internet zmienił zatem także nas samych. Nasz sposób myślenia, nasze poglądy na świat. Jeszcze tego nie zauważamy, jeszcze tego nie rozumiemy. Zachłysnęliśmy się nowym medium, nową zabawką, nowymi możliwościami. Nie dostrzegamy sprzężenia zwrotnego między nami i Internetem. Pojawiają się pierwsze głosy krytyczne, ale giną one w ogólnej euforii. Są kompletnie ignorowane, wyśmiewane jako konserwatyzm i wstecznictwo.

Pierwszym strzałem ostrzegawczym były rewelacje ujawnione latem 2013 roku przez Edwarda Snowdena, które rozpętały aferę  wokół działań szpiegowskich służb specjalnych wielu krajów, a w szczególności amerykańskiej agencji NSA. W Polsce nie wywołały one wielkiego echa. Ostatni link z Wikipedii jest w języku angielskim, bo nie ma nic na ten temat w języku polskim. W kraju, gdzie nadal straszy nas się SB i „teczkami”! To straszenie, jest straszeniem wilkiem z bajki o Czerwonym Kapturku! Wszystkie informacje zgromadzone przez UB i SB przez cały okres PRL-u i będące dziś pod kontrolą Policji Myśli eeeh… to znaczy IPN, są niczym, w porównaniu z ilością danych, jakie każdy z nas „produkuje” codziennie przy pomocy Internetu i telefonu komórkowego. Nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale każde nasze kliknięcie myszą, każde uderzenie w klawisz – jest protokołowane. Położenie naszej „komórki” także cały czas jest znane naszemu operatorowi i jest zapisywane w pamięci jego komputerów. Nie potrzeba smętnych panów, w nasuniętych na oczy kapeluszach, do śledzenia nas! Nie zdajemy sobie sprawy z tego, jakiej ilości informacji o nas dostarczają tak zwane metadane. Znów zamieszczam link w języku angielskim, bo po polsku nic na ten temat nie ma! Mały wycinek możliwości wykorzystania telefonów komórkowych do inwigilacji dostarczają dane z Holandii. Nie trzeba zaraz podsłuchiwać naszych rozmów, aby wiele o nas powiedzieć.
Ale wróćmy do rewelacji ujawnionych przez Snowdena i popatrzmy na dane, jakie się o nas zbiera. Każdy powie pewnie: o nas? Chyba o Amerykanach! NSA jest agencją amerykańską! Popatrzmy zatem bliżej na programy szpiegowskie tej agencji.
Pierwszym jest PRISM – program umożliwiający wywiadowi Stanów Zjednoczonych dostęp do danych zgromadzonych na serwerach największych przedsiębiorstw internetowych, jak również gromadzenie tych danych na własny użytek. Lista tych największych przedsiębiorstw internetowych obejmuje wszystkie firmy od Microsoftu, Apple, Google, Facebooka po YouTube i Skype. Korzysta z nich cały świat. Możemy sobie wyobrazić co się znajduje tylko na serwerach Facebooka! Google rejestruje wszystkie wyszukiwane na świecie hasła i dane komputerów, które to robią.
XKeyscore. To system umożliwiający prawie nieograniczone śledzenie każdego w dowolnym zakątku świata. System funkcjonuje głównie na bazie analizy metadanych zebranych z połączeń telefonicznych i ich podsłuchu oraz z połączeń internetowych. Wyszukiwane są słowa – klucze, jak np. bomba. W programie tym współpracują wywiady wielu państw.
TEMPORA. To właściwie program brytyjski, ale prowadzony wspólnie z USA. Jest jeszcze bardziej rozbudowany niż PRISM i dostarcza informacji zebranych z połączeń kablowych. Prowadzony jest przy współpracy największych firm telekomunikacyjnych.
FASHIONCLEFT wykorzystywany jest do zbierania danych od firm i operatorów niewspółpracujących z NSA.
MUSCULAR, Projekt 6, STATEROOM, Lustre są programami zbierającymi dane we współpracy z wywiadami innych państw.
Widzimy więc, że inwigilowany jest praktycznie cały świat! Wykorzystuje się tu fakt, że fale radiowe można odbierać wszędzie, główne firmy internetowe i komputerowe są firmami amerykańskimi, a sieć internetowa zbudowana jest zaś tak, że prawie wszystkie dane przechodzą przez terytorium USA. Email wysłany do kogoś oddalonego o parę ulic, przejdzie najprawdopodobniej przez któryś z węzłów na terenie USA. Niektóre działania są jak rodem z filmów science-fiction! Na przykład łodzie podwodne „podpinające” się do podmorskich kabli telekomunikacyjnych.

Pierwszym pytaniem, jakie każdemu na pewno przychodzi do głowy jest: po co to wszystko??!! Odpowiedź zawsze jest ta sama: do walki z terroryzmem. Po każdym zamachu terrorystycznym politycy reagują identycznie – żądaniami zwiększenia inwigilacji, połączonymi z ograniczeniem praw do ochrony naszych danych osobowych. Wszystko dla naszego bezpieczeństwa! Jakie są efekty dotychczasowych działań? Żadne! Nie udaremniono żadnego zamachu, nie złapano żadnego terrorysty! Owszem, wykorzystuje się te dane do „polowania” na rzekomych terrorystów. Przede wszystkim w krajach takich jak Pakistan, Somalia lub Jemen. Do tego celu stworzono program o nazwie Skynet. Na podstawie wielu kryteriów stworzono profile, które opisują schematy zachowań, którym odpowiadają terroryści: np. częsta wymiana kart SIM, krótki czas rozmów, poruszanie się głównie nocą i jeszcze wiele innych. Na tej podstawie wysyła się drony wyposażone w rakiety Hellfire i bum – tak wytypowana osoba ląduje w ogniu piekielnym. Michael Hayden, były szef NSA i CIA, nie posłużył się żadną przenośnią mówiąc: „We kill people based on metadata” – zabijamy ludzi na podstawie metadanych! Ale kto wyląduje w ogniu piekielnym, gdy razem z terrorystą jest akurat jego żona i dzieci? Albo gdy w ogóle nie jest to żaden terrorysta? Metoda taka jest bardzo nieprecyzyjna. Takie same „meta-tropy” może zostawić po sobie zarówno terrorysta, jak i handlarz narkotyków, zwykły złodziej, dłużnik ukrywający się przed wierzycielami lub żona zdradzająca męża (w krajach islamskich grozi jej ukamieniowanie). Może to być także dziennikarz. Jeden wylądował już na takiej liście „do odstrzału” – właśnie jako potencjalny terrorysta. Uratowano go w ostatniej chwili. Ilu nie udało się uratować? Nikt tego nie wie. Lista krajów, w których przeprowadza się te operacje mówi sama za siebie – nikt tam nie przejmuje się takimi drobiazgami! Po co więc cały ten kosztujący dziesiątki, a może setki miliardów, nakład sił i środków? Czemu, gdy gołym okiem widać kompletny brak efektów, zamiast ograniczać, dalej rozbudowuje się programy inwigilacji i zbierania danych? Dwa ostatnie słowa są tutaj kluczowe: zbieranie danych. W nich zawiera się praktycznie cały sens istnienia tych programów. Oczyma wyobraźni, już widzimy rzędy teczek na każdego z nas, które wykorzystane będą, jak w przypadku Bolka, gdy zajdzie taka potrzeba. Nic z tych rzeczy! Jak ujawnił Snowden, dane te były częściej wykorzystywane przez pracowników NSA do celów prywatnych, niż przez „służby”. Śledzono niewierne żony, sąsiadów, znajomych, szukano „haków” na osobistych wrogów. Tym bardziej, wzorem małego Jasia, będziemy zadawać sobie pytanie: gdzie tu sens, gdzie logika?! Czy jest to jakiś nałóg zbierania ogromnej ilości danych? Ogromna ilość danych – Big Data! Chyba prawie każdy spotkał się gdzieś z tym terminem. Jest on obecnie bardzo modny. Oczy menadżerów wszystkich firm komputerowych od razu płoną żądzą zysku na dźwięk tego określenia! Jest to rynek przyszłości. Czyżby więc o to chodziło? Wszędzie prowadzi się badania nad nośnikami do zapisywania dużych ilości danych. Oprócz dużej pojemności muszą one wykazywać się także krótkim czasem dostępu. Prowadzi się także badania nad nowymi typami banków danych i nowymi typami komputerów jak np. komputery kwantowe, sieci neuronowe oraz wiele innych. W wielu dziedzinach nauki potrzebne są banki danych, przy pomocy których można zmagazynować i zanalizować ogromną ilość danych. Ale przecież każdy polityk, gdy usłyszy, że ma wydać parę milionów na badania, dzięki którym moglibyśmy lepiej poznać budowę materii lub zmienić nasz obraz kosmosu, z pewnością powie: nie. Natychmiast jednak odbierze pieniądze biednym, chorym i starym, aby wydać je na nowe rodzaje broni. Niewyobrażalna wprost ilość danych o mieszkańcach kuli ziemskiej nie jest jednak bronią! Na pewno nie jest jednak dla naszego dobra! Po co więc to wszystko??
Zaczniemy się tego domyślać po przeczytaniu artykułu Davida Brooksa z New York Times. Już pierwsze zdania mówią wiele:

“Over the past few centuries, there have been many efforts to come up with methods to help predict human behavior — what Leon Wieseltier of The New Republic calls mathematizing the subjective. The current one is the effort to understand the world by using big data.
Other efforts to predict behavior were based on models of human nature. The people using big data don’t presume to peer deeply into people’s souls. They don’t try to explain why people are doing things. They just want to observe what they are doing.
The theory of big data is to have no theory, at least about human nature. You just gather huge amounts of information, observe the patterns and estimate probabilities about how people will act in the future.” – w ciągu kilku ostatnich stuleci było wiele prób znalezienia metod przewidywania zachowań ludzkich – co Leon Wieseltier  z The New Republic nazywa “umatematycznieniem” tego, co subiektywne. Obecnie próbuje się zrozumieć świat przy pomocy Big Data.
Inne metody przewidywania zachowań opierały się na modelach natury ludzkiej. Użytkownicy Big Data nie zamierzają zaglądać w głąb ludzkiej duszy. Nie próbują wyjaśniać motywów postępowania. Chcą jedynie obserwować co ludzie robią.
Teorią Big Data jest brak teorii, przynajmniej o naturze ludzkiej. Zbiera się ogromną ilość informacji, wyszukuje wzory zachowań i na tej podstawie określa prawdopodobieństwo tego, co ludzie będą robić w przyszłości (tłumaczenie moje).

Krócej i bardziej emocjonalnie ujął to Chris Anderson w kultowym magazynie „Wired”:
Out with every theory of human behavior, from linguistics to sociology. Forget taxonomy, ontology, and psychology. Who knows why people do what they do? The point is they do it, and we can track and measure it with unprecedented fidelity. With enough data, the numbers speak for themselves.” – Precz ze wszystkimi teoriami ludzkiego zachowania, od lingwistyki do socjologii. Zapomnijcie o taksonomii, ontologii i psychologii. Kto wie, dlaczego ludzie robią, to co robią? Ważne, że robią to, a my możemy śledzić i mierzyć to z niespotykaną dokładnością. Przy wystarczającej ilości danych, liczby będą mówić same za siebie (tłumaczenie moje).

Wiedza o tym, co zrobią rządzeni, kiedy oni sami jeszcze tego nie wiedzą! To przecież marzenie wszystkich rządzących!! Nic dziwnego, że taka masa pieniędzy i środków technicznych inwestowana jest w ten projekt. Na razie zbiera się wszystkie możliwe dane „jak leci”. Rozmowy telefoniczne, sms-y, emaile, połączenia internetowe, blogi, portale społecznościowe, wszystkie metadane, dane operatorów, itd. itp. Tylko w wyjątkowych wypadkach korzysta się z tych danych dla celów faktycznej inwigilacji. Jeszcze nie ma odpowiednich narzędzi i wbrew pozorom jest jeszcze za mało danych, aby je analizować pod kątem przewidywania czegokolwiek. Okres ich zbierania też jeszcze jest zbyt krótki, aby na ich podstawie wyciągać jakieś wnioski. Ale niektórzy wybiegają myślami jeszcze dalej i sądzą, że możliwe kiedyś będzie nie tylko przewidywanie, ale także sterowanie ludzkimi zachowaniami. Byłaby to prawdziwa cybernetyka społeczna! Big Data byłaby zatem stosowana do sterowania ludzkim zachowaniem. Sterowania procesem podejmowanych przez nas decyzji. W połączeniu z poczuciem wolności, byłoby to odebranie nam wolnej woli! Stalibyśmy się robotami! W dodatku kompletnie nieświadomymi tego faktu!!
Właściwie dzieje się to już dzisiaj! Fakt, że korzystamy jak szaleni z Internetu, jako medium, przy pomocy którego wymieniamy się informacjami, jest procesem jak najbardziej chcianym i sterowanym. Jak wyjaśniłem powyżej, dostarcza to ogromnej ilości informacji o nas i o naszym zachowaniu. O naszych myślach. Często o tym, czego sami nie jesteśmy świadomi! I są to w większości informacje niezafałszowane subiektywną opinią donosicieli. Sam fakt, że portale społecznościowe są darmowe, świadczy o tym. Jeśli coś otrzymujemy za darmo, to oznacza jedynie, że nie jesteśmy klientami, ale towarem, który jest sprzedawany. Tym towarem są nasze dane, czyli wiedza o nas. Portale otrzymują pieniądze nie tylko za wyświetlane reklamy, ale także za sprzedaż naszych danych. Dane te kupują agencje reklamowe, dla sporządzania profilów zainteresowań potencjalnych klientów i podsunięcia im pasujących reklam. Ale są to także te same dane, które interesują służby specjalne.

Następnym, pozornie niegroźnym, źródłem danych o nas, które coraz szybciej się upowszechnia, jest tak zwany Internet rzeczy Internet of Things – (IoT). Będziemy na każdym kroku szpiegowani przez pozornie niegroźne przedmioty jak samochód, lodówka, pralka, maszynka do kawy, termostat w kaloryferze lub żarówka. Wprawdzie (w większości) nie będą one wysyłać żadnych krytycznych danych, ale dane takie są tak samo niebezpieczne, jak wspomniane powyżej metadane. Nigdy nie możemy być też pewni, jakie dane są wysyłane. Wiele nowoczesnych telewizorów typu „smart TV” można sterować przy pomocy gestów. W tym celu mają one wbudowane kamery, które mogą równie dobrze rejestrować obraz pomieszczenia i przesyłać go dalej. Telewizory te są podłączone do Internetu… Kamery, będące częścią instalacji typu „smart home”, których podstawowym zadaniem jest zapewnienie bezpieczeństwa, także są podłączone do Internetu… Wiele urządzeń ma wbudowane mikrofony do sterowania głosem. One także będą podłączone do Internetu… Idealnym narzędziem do inwigilacji jest telefon komórkowy – ma mikrofon, kamerę i można go w każdej chwili zlokalizować. Z najnowszych modeli nie da się często nawet wyjąć akumulatora, aby być pewnym, że nie działa! Powszechnie pomija się także sprawę bezpieczeństwa tych urządzeń. Przed paroma laty odkryto, zmanipulowaną przez hakera, lodówkę wysyłającą spamy. Wtedy wywołało to tylko wesołość. Nie wiem, czy śmiał się także właściciel lodówki, gdy pojawiła się u niego policja.

Powoli my sami podłączamy się do Internetu. Na rynku jest już wiele urządzeń, których zadaniem jest mierzenie i kontrola funkcji naszego organizmu: ciśnienia krwi, pulsu, zawartości cukru itp. W niektórych krajach firmy ubezpieczeniowe mają już w programie zniżkowe taryfy dla klientów, którzy gotowi są nosić takie urządzenia, i których dane są przesyłane ubezpieczycielowi.

Za wyjątkiem sytuacji, gdy rozpowszechniamy np. dziecięcą pornografię, wzywamy do nietolerancji rasowej lub innej, szkalujemy kogoś – a więc przestępstw, które karane są w każdym praworządnym kraju – możemy czuć się wolnymi. Nikt nie cenzuruje naszych wpisów (ostatnio wyjątkiem są niektóre wpisy dotyczące tzw. uchodźców – moim zdaniem uzasadnionym. Wiele z tych komentarzy przekracza ustalone normy moralne). Nikt nie prześladuje nas za to, co piszemy (nie we wszystkich krajach!), do niczego nas nie przymusza. Jeśli już mowa o przymusie, możemy jedynie mówić o przymusie natychmiastowego powiadomienia o każdej błahostce, jaka nam się przytrafiła, naszego internetowego grona znajomych. Widać to najlepiej we wszystkich miejscach, gdzie siedzimy, lub stoimy bezczynnie np. w kolejkach lub środkach komunikacji publicznej. Większość ludzi pisze jakieś sms-y. I nie tylko ludzie młodzi! Można śmiało powiedzieć, że stworzony został pewien fenomen społeczny, polegający na ciągłym byciu „online”. W tytule nazwałem Internet „siecią wolności”. Czy jednak przymus, który postrzegamy jako wolność, faktycznie jest wolnością? Paradoksalnie uważamy tu przymus za wolność! Z prawdziwą wolnością nie ma to jednak nic do czynienia!

Spójrzmy na to teraz z punktu widzenia rządzących. Stworzony został perfidny system, w którym wszyscy dobrowolnie donoszą na siebie samych! Nie trzeba korzystać z agentów chodzących za kimś krok w krok, z donosów, o których nigdy nie wiadomo, czy są prawdziwe, czy tylko mają komuś zaszkodzić, przesłuchań „przed żarówą”, tortur! Bolek sam, dobrowolnie wypełnia zawartość swojej teczki i jeszcze uznaje to za oznakę swej wolności! Ten system jest o wiele bardziej efektywny, niż wszystkie systemy opierające się na otwartym przymusie i kontroli. Takie, czy inne formy przymusu, kontroli i represji są zawsze widoczne, nie da się ich ukryć przed społeczeństwem, które zawsze buntuje się przeciwko nim. Ten system odbiera mu powód do buntu. Bo też przeciwko czemu ma się buntować? Przeciwko wolności?!
Władzę można sprawować na różne sposoby. Rządzący mogą swoją wolę wymuszać przy pomocy siły. Jest to jednak zawsze oznaką słabości władzy. Wcześniej, czy później dochodzi do buntu rządzonych i końca takiej władzy. Taka forma rządów jest dla wszystkich rządzonych widoczna i zrozumiała. Rządzeni zdają sobie sprawę jakimi metodami próbuje się wymusić ich posłuszeństwo i wszelkimi sposobami przeciwstawiają się temu. Zarówno aktywnie – przez bunt, jak i pasywnie – przez bierny opór.
Wspomniałem już wcześniej o metodach rządzenia, którymi posługuje się neoliberalizm. Wmawia on nam, że sami jesteśmy kowalem swego losu. Jest to zresztą po części słuszne. Pomija jednak fakt, że zawsze jesteśmy wplątani w cały szereg czynników, na które nie mamy wpływu, począwszy od stanu zdrowia, inteligencji, charakteru, po środowisko i miejsce urodzenia, system społeczny i gospodarczy, w którym żyjemy. Często o sukcesie lub porażce decyduje zwykły przypadek! Pojedyncze przykłady powodzenia, przedstawia się jako regułę – tak jakby każdy mógł wygrać milion na loterii, jeśli tylko będzie się starał. Wspomniałem też o problemach ze zrozumieniem obecnego kryzysu, które wynikają z niezrozumienia systemu monetarnego. W to wszystko wplata się nowa forma sprawowania władzy – poprzez sterowanie ludzką psychiką. Władza nie występuje otwarcie przeciwko woli społeczeństwa, ale próbuje tą wolą sterować. Na razie są to dopiero początki, ale widać, że doskonale funkcjonują. Oczywiście na naszą niekorzyść! Ta nowa forma sprawowania władzy jeszcze nie w pełni dotarła do Polski. Poza neoliberalizmem i systemem monetarnym, mamy u nas do czynienia jedynie z pojedynczymi elementami, które zostały wprowadzone przez „rynek” i obcy kapitał. Jak w każdym państwie wyznaniowym, władza opiera się u nas na nieukrywanym przymusie i posłuszeństwie, a nie na (przynajmniej pozornej) dobrowolności i wolnej woli społeczeństwa. Dochodzi do tego jeszcze czynnik kulturowy i historyczny. Zaobserwować to możemy praktycznie we wszystkich krajach „bloku posowieckiego” – dążenie do autorytaryzmu. Paradoksalnie domagają się go same społeczeństwa! Powszechnie widoczna jest tęsknota za silną ręką „trzymającą za mordę”. Także w wielu krajach zachodnich, lewica praktycznie nie istnieje. Przyczyny tego faktu są w tych krajach jednak nieco inne niż u nas.
Tak na marginesie – powszechny dziś na świecie kryzys lewicy i lewicowego, czytaj – prospołecznego myślenia, jest w ogóle bardzo ciekawym i obszernym zagadnieniem – może kiedyś się nim zajmę.
Wróćmy jednak do tematu. Nowa forma władzy przedstawia się jako przyjazna społeczeństwu. Nie zabrania, ale kusi. Kto zna wiersz Zbigniewa Herberta „Potęga smaku”, zaczyna już rozumieć o co chodzi. Nowa władza podsuwa społeczeństwu coraz to nowe pokusy i stara się w ten sposób manipulować nim i sterować w pożądanym dla siebie kierunku. Te pokusy nie mają najczęściej nic wspólnego z dobrym smakiem, ale w końcu jest on domeną mniejszości. Metody są tak subtelne, że przez społeczeństwo niezauważalne. Popatrzmy na niektóre. Weźmy pierwszy z brzegu przykład. Nie ma urzędu cenzury i nikt bezpośrednio nie blokuje swobodnego wyrażania opinii. Jej wyrażanie nie jest także karalne. Obecny system jest kompletnym przeciwieństwem systemu Orwella. Przy bliższej analizie dostrzega się jednak powszechną wśród dziennikarzy autocenzurę. Żaden z nich jednak oficjalnie tego nie potwierdzi. W Polsce w mniejszym stopniu, ale w zachodnich mediach dochodzi do tego jeszcze poprawność polityczna. Granicę między nią, a (auto)cenzurą nie zawsze da się łatwo określić. Media społecznościowe i blogi są cenzurowane jedynie pod kątem pornografii dziecięcej i temu podobnych oczywistych i bezdyskusyjnych wykroczeń. Na inne tematy można pisać bez obawy (chyba, że mieszka się np. w Chinach, Arabii Saudyjskiej lub Iranie).
Nie blokuje się dostępu do informacji, ale próbuje się ten dostęp jak najbardziej utrudnić. Robi się to w bardzo perfidny sposób – poprzez zalew informacji. Codziennie musi być w mediach jakaś nowość. Jakaś sensacja. Jeśli jej nie ma – wymyśla się ją. Nieważne, czy jest to coś prawdziwego, czy nie – uwagę społeczeństwa trzeba pokierować na tematy wybrane przez rządzących. Ubocznym efektem takiej polityki informacyjnej jest „odzwyczajanie” społeczeństwa od dłuższego skupiania się na jakiejkolwiek informacji. Obfitość źródeł także bardzo utrudnia dotarcie do informacji prawdziwych. Często różni „nawiedzeni” podają kompletnie zmyślone, lub trudne do sprawdzenia informacje, które padając na podatny grunt, jedynie pogłębiają chaos informacyjny. Zwolennicy teorii spiskowych, którzy wszędzie widzą spiski Żydów i masonów, znajdą swoje źródła „informacji”, które specjalizują się w tym temacie. Nawet zwolennicy udziału kosmitów w sterowaniu dziejami świata, też znajdą coś dla siebie. Kiedyś takie tematy były chwilową modą (np. Däniken), dzisiaj mają spore grono stałych wyznawców, gdyż dostarcza im się coraz to nowych rewelacji. W ten sposób wszyscy oni zostaną odciągnięci od pozostałych źródeł, nie będą czuli się osamotnieni – jeśli tylu innych myśli tak samo jak ja, to widocznie tak jest. Będą mieli dość źródeł „informacji”, aby stale obracać się w zaklętym kręgu swoich poglądów. Jest to także bardzo efektywny sposób skłócenia i podziału społeczeństwa (divide et impera!). Każda grupa uzurpuje sobie monopol na prawdę i traktuje inne poglądy jako zagrożenie dla swego obrazu świata. Efektem tego jest powszechna w sieci fala nienawiści, dla której stworzono u nas nawet nazwę – hejt. Przeglądam często różne fora angielsko-, niemiecko- i rosyjskojęzyczne, ale nigdzie, poza pojedynczymi przypadkami, nie spotkałem się z tym w takiej skali jak u nas! Najwyraźniej jest to naszym narodowym fenomenem. Takim wyrazem chrześcijańskiej miłości bliźniego…
Prywatyzacja mediów także sprzyja odciągnięciu uwagi społeczeństwa od spraw istotnych i skierowaniu jej w kierunku niewybrednej (właściwszym słowem byłoby: prymitywnej) rozrywki, jaką te media preferują.
Ma to bezpośredni związek z innym elementem układanki – konsumpcją. Przestajemy myśleć jak świadomi, aktywni obywatele, którzy przy pomocy demokratycznych metod mają możliwość wpływać na funkcjonowanie państwa, i którzy – jeśli potrzeba – potrafią się zorganizować w takie czy inne grupy nacisku lub sprzeciwu. Zaczynamy myśleć jak bierni odbiorcy – konsumenci, którzy nie tylko nie mają wpływu na sprzedawane im produkty, ale dodatkowo animowani i sterowani są do kupna przy pomocy reklam i innych technik manipulacji.
Coraz trudniej jest znaleźć poważne źródła informacji, które opierają się na faktach. Nawet dużych redakcji nie stać dziś na długotrwałe poszukiwania i prowadzenie dochodzeń dziennikarskich. Poza tym stale zmniejsza się grupa odbiorców informacji wymagających intelektualnego wysiłku oraz wiedzy potrzebnej do ich zrozumienia. Z tego też powodu praktycznie nie ma już podziału na media „poważne” i „brukowe”. Te stacje i tytuły, które kierują się w stronę bardziej wymagających intelektualnie odbiorców, różnią się dziś jedynie nieco bardziej poprawnym gramatycznie językiem.
Zaciera się także granica między wiedzą a informacją. Przestajemy już rozumieć różnicę między tymi pojęciami. Połączone jest to z postępującym od wielu lat spadkiem poziomu nauczania – trochę pisałem już o tym wcześniej. Wiedza zawsze była i jest domeną sprawujących władzę. Wiele dziedzin nauki jest dzisiaj na usługach rządzących (nie mam tu na myśli polityków!). Najbardziej jaskrawym przykładem jest ekonomia, która już od dawna przestała być dziedziną nauki, a jest (powtórzę to jeszcze raz!) formą intelektualnej prostytucji. Wiele badań naukowych finansowanych jest z prywatnych źródeł, które dziwnym trafem zawsze finansują tych naukowców, którzy propagują wygodne dla nich teorie. Popatrzmy na przykład na badania nad klimatem. Wszyscy naukowcy, którzy negują wpływ człowieka na ocieplenie klimatu, nie narzekają na brak funduszy, gdyż finansowani są przez międzynarodowe koncerny energetyczne. Nie mają też problemów z dostępem do masowych mediów, które przedstawiają ich zawsze w korzystnym świetle, oczerniając równocześnie ich adwersarzy.
Multiple choice i inne formy testów, w połączeniu z odpowiednio dopasowanym programem nauczania, skutecznie “oduczają” od samodzielnej analizy i formułowania wniosków. Ludzie, którzy to potrafią, zawsze byli i są zagrożeniem dla wszystkich rządzących. Takie dziedziny nauki jak filozofia, zawsze uznawana za królową nauk, jest dziś wyśmiewana i coraz częściej znika z programów uniwersytetów! Podobnie jest z wieloma dziedzinami nauk humanistycznych, traktowanych jako niepotrzebne, bo nie da się na nich zarobić.

Nikt nie jest jeszcze w stanie powiedzieć, czy spełnią się nadzieje pokładane w technice Big Data. Moim zdaniem nie. Procesy społeczne nie są procesami liniowymi – są nieprzewidywalne. Nie wiem, czy ci, którzy mówią politykom i tym, którzy nimi kierują, że przy pomocy tej techniki, można będzie przewidywać ludzkie zachowanie, faktycznie w to wierzą. Jednak pieniądze wydane na ten cel, na pewno nie będą całkowicie wyrzucone w błoto. Na pewno korzyścią będzie powstanie nowych technik komputerowych, które, jako zbyt kosztowne, nie powstałyby na potrzeby np. nauki. Technika ta dostarczy nam z pewnością także wielu nowych informacji na temat funkcjonowania społeczeństw i zbiorowości ludzkich. Możliwa będzie dokładniejsza analiza wielu zjawisk – nie tylko natury społecznej, ale chociażby na potrzeby medycyny. Tak naprawdę jeszcze nie bardzo wiemy, do czego te dane mogą nam się przydać. Jeśli trafią w ręce odpowiedzialnych naukowców, możemy mieć z nich kiedyś ogromny pożytek. Jestem jednak prawie pewny, że tak się nie stanie. Dane te są zbyt cenne! Zarówno obecni, jak i przyszli rządzący, nie mogą być pewni, czy nie będą wykorzystane przeciwko nim.
Fachowcy od metod magazynowania danych, dostrzegli niebezpieczeństwa związane z tą techniką. Robert V. Zicari i Andrej Zwitter wystosowali list otwarty do środowiska naukowego, z apelem o odpowiedzialne korzystanie z danych, zgromadzonych techniką Big Data. Nie wiem czy świadomie, czy instynktownie, ale swoją listę pięciu zasad stosowania tych danych, rozpoczęli od „Do not harm” – nikomu nie szkodzić – odpowiednika łacińskiego „Primum non nocere” – po pierwsze nie szkodzić.

Być może jednak wydarzenia pójdą w zupełnie innym kierunku. W kierunku, o którym nie pomyśleli zarówno rządzący, jak i doradzający im naukowcy. Internet jest przecież rodzajem sieci neuronowej. Sieci, która jest w stanie samodzielnie uczyć się i organizować. I jest to także zupełnie nieprzewidywalne! Pierwotną funkcją Internetu było jedynie dostarczanie informacji. Kierunek jej przepływu był jednostronny. Obecnie, wraz z techniką Web 2, przekształca się on coraz szybciej w źródło komunikacji wszystkich ze wszystkimi. Sposób rozprzestrzeniania się informacji w Internecie, porównać można z reakcją łańcuchową przy wybuchu bomby atomowej. Efekt także może być podobny! Dochodzą do tego efekty, jakie występują przy sprzężeniu zwrotnym – informacja, uzupełniona o dodatkowe elementy, wraca do źródła. To wszystko może wywołać efekty społeczne, o jakich się filozofom nie śniło! To także potwierdza moją niewiarę w skuteczność techniki Big Data w prognozowaniu zachowań społeczeństw. Technika ta zakłada powtarzalność wydarzeń oraz możliwość wykorzystania metody ekstrapolacji do przewidywania przyszłości – szczególnie ekstrapolacji trendów. Metoda taka może być skuteczna jedynie wtedy, gdy potrafimy określić funkcję ludzkich zachowań i jej zmienne. Nie uniknie się przy tym całej masy uproszczeń i całkowicie fałszywych założeń. Metoda ekstrapolacji stosowana jest często w ekonomii. Jednym z założeń i uproszczeń, które występuje we wszystkich modelach ekonomicznych, jest istnienie „homo oeconomicus” – osobnika idealnie poinformowanego i działającego racjonalnie. Już takie założenie wyklucza jednak coś takiego jak ryzyko, którego nigdy nie da się całkowicie wyeliminować, i które jest działaniem całkowicie nieracjonalnym! Także mody i gusty są najczęściej nieracjonalne. Ileż razy kupujemy rzeczy niepraktyczne, niewygodne i niepotrzebne, tylko dlatego, że są modne? Nic dziwnego, że (jak możemy się na własnej skórze przekonać) wszystkie te piękne modele nie funkcjonują na co dzień! Jeśli kiedyś próbować się będzie podobnymi metodami przewidywać przyszłe zachowanie całych społeczeństw, to także skazane to będzie na całkowite niepowodzenie.
Dla rządzących nie będzie to jednak wielką tragedią! Zawsze będą mogli wykorzystać technikę Big Data do inwigilacji społeczeństwa i powrócić do tradycyjnych metod rządzenia – „trzymania za mordę”! Jeśli jednak do tego dojdzie, będziemy mogli mówić, że Orwell, Huxley czy Zamiatin, byli w swoich wizjach optymistami!!

Advertisements