Pokój kosztuje zbyt wiele!

I znów zupełnie przypadkiem trafiłem w Internecie na coś, co wzbudziło moje zainteresowanie. Nie będę tu komentował artykułu, bo nie on mnie zainteresował. O autorze mogę jedynie powiedzieć, że dość nieźle orientuje się w obecnej sytuacji. Dowodem na to jest chociażby fakt, że zna i rozumie znaczenie unijnej dyrektywy 2014/59/EU, o której już wcześniej pisałem. Błędnie jednak uważa, że to, co się dzieje na świecie, to tylko „chwilowe, przejściowe” (skąd my to znamy?) kłopoty. Ale bardziej zaciekawiły mnie komentarze do tego artykułu. A była ich cała masa! Nie wiem czemu, ale w trakcie ich przeglądanie przypomniał mi się „Powrót taty” Mickiewicza i słowa zbójcy: „Z początku porwał mię śmiech pusty, a potem litość i trwoga”. Ci ludzie z całą powagą dyskutowali o systemach wypełniania kuponów totolotka! Z tym bowiem można porównać „grę na giełdach”. Artykuł podsunął mi jednak pomysł na próbę wyjaśnienia tego, do czego może doprowadzić nasz system monetarny, gdyż – powtórzę to jeszcze raz – jest on podstawową przyczyną naszych kłopotów.

We wstępie do mojego bloga opisałem jak skonstruowany jest obecny system monetarny, dlaczego nie może on wiecznie funkcjonować i skazany jest na nieuchronny kolaps. Winne są prawa matematyki, które w przeciwieństwie do wyimaginowanych „praw rynku”, istnieją naprawdę.

Na pewno każdy zna to uczucie. Rozglądamy się wokół siebie, i kompletnie nie rozumiemy co się dzieje. Takie wrażenie można odnieść obecnie, gdy patrzymy na to, co dzieje się na świecie. Może nie wszyscy się teraz nad tym zastanawiają. Bardziej jesteśmy zajęci powszechnymi teraz (marzec 2016) w mediach komentarzami do zawartości teczki rzekomego Bolka i analizami tego, co akurat Prezes kazał zrobić lub powiedzieć Niby-Premier lub Niby-Prezydentowi. Nie mam tu zamiaru zawracać sobie tym głowy! Jest to burza, już nawet nie w szklance, ale w naparstku wody. Dużo ważniejsze jest to, co dzieje się gdzie indziej. A dzieją się rzeczy dziwne, a ciekawe. Krótko mówiąc świat stoi przed dylematem: kolaps systemu monetarnego, albo wojna. W XX wieku ludzkość dwa razy stała przed podobnym wyborem i za każdym razem wybrała wojnę. Dla światowej finansjery był to wtedy wybór oczywisty. Wtedy parę milionów ofiar mniej, czy więcej nie miało (oczywiście tylko dla finansjery!) większego znaczenia. Dzisiaj sytuacja wygląda nieco inaczej. Pierwszy raz w historii ludzkość dysponuje technicznymi możliwościami samozagłady. Trzecia wojna światowa byłaby ostatnią w dziejach ludzkości. Cynicznie można by powiedzieć: do trzech razy sztuka. Pozornie wybór jest więc prosty. Pozory jednak mylą. Jako, że do tej pory zawsze wybierano wojnę, światowego kolapsu systemu monetarnego jeszcze nie „przerabialiśmy”, w dodatku jest on nieunikniony i wszystko wskazuje na to, że – chcemy czy nie – zakończy się on także wojną. Stoimy wiec przed dylematem młodego człowieka, słyszącego na swoje pytanie „mam się żenić, czy nie”, odpowiedź doświadczonego kolegi: „cokolwiek zrobisz, źle zrobisz”.

Jak już wspomniałem, we wstępie do mojego bloga staram się wyjaśnić, że źródłem naszych obecnych problemów jest niewłaściwie skonstruowany system monetarny. Tragedią jest też, że cała niby-nauka, jaką jest ekonomia (nazywam ją formą intelektualnej prostytucji), uważa pieniądz jedynie za neutralną jednostkę miary. Kompletnie ignoruje jego wpływ na system gospodarczy, pośrednio także na system polityczny i społeczny.

Podałem także inną od obowiązujących definicję kapitalizmu. Według mnie kapitalizm to system polityczny, społeczny i gospodarczy, którego celem jest zapewnienie dochodów posiadaczom kapitału. Dochodów, które wynikają tylko z samego faktu posiadania owego kapitału.

Dochody te, zapewnia właśnie między innymi obecny system monetarny, w którym pieniądz może trafić do obiegu jedynie w formie oprocentowanego długu. Długu zaciągniętego właśnie u posiadaczy kapitału. Jako, że w obiegu znajduje się jedynie tyle pieniędzy, ile zostało pożyczone, nie ma możliwości zwrotu tego długu z procentem. Jedyną możliwością jest zaciągnięcie jeszcze większego długu. To z kolei wymusza stały wzrost gospodarczy. Z powodu szybko postępującego nadmiaru kapitału nad coraz mniejszą ilością potencjalnych dłużników, dochodzi do nacisku na wysokość stopy oprocentowania długów – i co za tym idzie jej obniżkę. To z kolei powoduje spadek dochodów kapitalistów. Jako, że wzrost gospodarczy przebiega liniowo i w dodatku nie może trwać wiecznie, oprocentowanie długów rośnie zaś wykładniczo, musi w pewnym momencie dojść do nieuchronnego kolapsu tak skonstruowanego systemu monetarnego. Po prostu poziom długów osiągnie niespłacalne rozmiary. W coraz szybszym tempie (wzrost wykładniczy!) zbliżamy się do tego momentu.

To czego nie dostrzegają, albo nie chcą dostrzec „naukowcy”, dostrzegł i trafnie określił szwajcarski teolog Karl Barth. W swojej „Dogmatyce kościelnej” pisze on: „Wo nicht der Mensch, sondern das zinstragende Kapital der Gegenstand ist, dessen Erhaltung und Mehrung der Sinn und das Ziel der politischen Ordnung ist, da ist der Automatismus schon im Gang, der eines Tages die Menschen zum Töten und Getötetwerden auf die Jagd schicken wird.” – tam, gdzie podmiotem działalności systemu politycznego jest nie człowiek, ale oprocentowany kapitał, tam obecny jest automatyzm, który pewnego dnia uruchomi proces wzajemnego zabijania się ludzi (tłumaczenie moje). Jako teolog pisał to „od serca” i pewnie nie rozumiał tego automatyzmu, ale trzeba powiedzieć, że jego spostrzeżenie jest niestety trafne.

Spróbujmy sobie teraz odpowiedzieć na pytanie: dlaczego wojna miałaby być alternatywą dla kolapsu systemu monetarnego? Najkrótszą i najbardziej cyniczną odpowiedź na to pytanie, podało w grudniu 1988 roku czasopismo klientów niemieckich kas oszczędnościowych – „Sparkasse”. Zacytowało ono swój własny numer z roku 1891, gdzie wyjaśniano przyczyny ówczesnego niskiego oprocentowania wkładów oszczędnościowych. Informowano wtedy czytelników, że (cytuję za Helmutem Creutzem):

Die Ursache für das Sinken des Zinsfußes wird vorzüglich darin gefunden, daß die besonders rentablen Kapitalanlagen großen Maßstabes heute erschöpft sind und nur Unternehmungen von geringer Ergiebigkeit übrig bleiben.” – Przyczyny obniżki stopy procentowej należy szukać w fakcie wyczerpania szczególnie dochodowych źródeł inwestycji i pozostaniu do dyspozycji jedynie źródeł nisko dochodowych (tłumaczenie moje). Ówczesny system monetarny znajdował się wtedy mniej więcej na obecnym etapie. Pismo wyjaśniło także, co należałoby zrobić, aby odwrócić ten trend:

„… die neuen Länder, beispielsweise Afrika, sehr rasch durch europäische Kapitalien erschlossen werden, damit einem solchen Sinken begegnet werde.” – europejski kapitał musi inwestować w nowych krajach, na przykład afrykańskich, aby zapobiec dalszemu spadkowi (tłumaczenie moje). Autor tego tekstu wiedział jednak, że pomoże to jedynie na krótki okres czasu, więc szczerze przyznał, że:

Nur ein allgemeiner europäischer Krieg könnte dieser Entwicklung Halt gebieten durch die ungeheure Kapitalzerstörung, welche er bedeutet.” – jedynie ogólnoeuropejska wojna i wywołane nią ogromne zniszczenie kapitału, może zahamować dalszy spadek oprocentowania (tłumaczenie moje). Autor wszystko trafnie przewidział. Rzesza Niemiecka najpierw starała się zdobyć jak najwięcej kolonii w Afryce, a w roku 1914 przystąpiła do realizacji dalszej części przepowiedni – rozpętując pierwszą wojnę światową.

Może ktoś zadać teraz pytanie: co ma piernik do wiatraka? W jaki sposób zniszczenia wojenne mogą wpłynąć na wzrost oprocentowania!? Zrozumiemy to, gdy popatrzymy na to, co wydarzyło się w marcu 2011 roku w Japonii. Nie wybuchła tam wprawdzie wojna, ale spora część kraju została zrujnowana przez trzęsienie ziemi a potem przez tsunami, które nastąpiło w jego wyniku. Ucierpiała infrastruktura kraju oraz przemysł. Zniszczenia były takie, jak po wojnie. Wszyscy sądzą, że kurs waluty każdego kraju zależy od jego rozwoju gospodarczego. Jeśli kraj ma silny przemysł, dobrą infrastrukturę – kurs jego waluty jest wysoki. Jak powiedziałoby Radio Erewań: w zasadzie tak jest. Jeśli więc, jak w wypadku Japonii, duża część przemysłu i infrastruktury uległa zniszczeniu, to co powinno stać się z kursem jej waluty? Instynktownie każdy powie: poleciał w dół. Nic bardziej błędnego! Popatrzmy co się stało z kursem japońskiej waluty. Raptownie wzrósł! Co było przyczyną tego z pozoru irracjonalnego trendu? Kilka razy wspominałem już, że Japonia walczy od dłuższego czasu z recesją i deflacją. Zapotrzebowanie na kredyty jest tam praktycznie zerowe, gdyż w takiej sytuacji nikomu nie opłaca się inwestować. Odpowiednio niskie jest więc oprocentowanie kapitału – z powodu jego ogromnej nadwyżki nad popytem na niego. Sytuacja była więc podobna do tej opisanej powyżej w niemieckim czasopiśmie. Nie było opłacalnych obiektów inwestycji. Zniszczenia były więc dla finansjery darem niebios! Tak samo jak po wojnie trzeba było odbudować kraj, więc wzrosło zapotrzebowanie na kredyty, a z nim także ich oprocentowanie! Wojna jest jeszcze lepszym „programem nakręcającym koniunkturę”, gdyż w jej przypadku dochodzą koszty uzbrojenia i jej prowadzenia, można więc jeszcze więcej na tym zarobić. Widzimy więc, że dla światowej finansjery pokój jest na dłuższą metę po prostu zbyt kosztowny! „Niestety” katastrofy naturalne nie zdarzają się wszędzie i codziennie, więc naturze trzeba pomóc! Nic więc dziwnego, że jak grzyby po deszczu, mnożą się nam w ostatnich latach konflikty zbrojne. Na razie są to głównie wszelakiego rodzaju „kolorowe rewolucje”, ale ich kolejność i rozmieszczenie pozwalają na określenie celu, do którego ma prowadzić cała ta zabawa – do wojny z Rosją. Jak przed każdym konfliktem, towarzyszy temu odpowiednia machina propagandowa, której celem jest przekonanie społeczeństw, że to ofiara jest agresorem. Właściwie wojnę tę już mamy! Jak widać wymyślono nawet nazwę „wojna asymetryczna” dla jej określenia. Czemu zatem nie otwarta wojna? Należy sobie powiedzieć, że USA wcale nie mają zamiaru otwarcie atakować Rosji. Zdają sobie sprawę z tego, że byłoby to szaleństwo! Wyraźnie powiedział to, w omówionym przeze mnie wcześniej wystąpieniu, George Friedman. Celem USA jest destabilizacja Rosji – poprzez destabilizację albo jej części, albo byłych republik, które jak Ukraina stały się niepodległymi państwami, albo państw z Rosją graniczących, albo też, jak w wypadku Syrii, państw w taki czy inny sposób z Rosją związanych. Destabilizacja Rosji umożliwiłaby wtedy osiągnięcie właściwego celu – zainstalowanie w Moskwie posłusznego sobie rządu i przejęcie kontroli nad rosyjskimi bogactwami naturalnymi. Byłoby to odpowiednikiem wspomnianej na początku kolonizacji Afryki i na pewien czas odsunęłoby w czasie kolaps systemu.

Jak na razie Rosja nie dała się sprowokować i wciągnąć w żadną awanturę. Działania USA odnoszą wręcz odwrotny skutek! Rosjanie stali się jeszcze bardziej nieufni wobec Zachodu, poparcie społeczeństwa i popularność Putina wzrosły (tego nie mówi się oficjalnie, ale przyznaje się półgębkiem, bardzo niechętnie). Rosja w błyskawicznym tempie, które było prawdziwym szokiem dla Zachodu, zmodernizowała także swoją armię. Oczywiście, to ostatnie przedstawiane jest jako dowód na agresywną politykę Moskwy, ale gdy spojrzy się na to bez uprzedzeń, można śmiało powiedzieć, że w obecnej chwili silna rosyjska armia jest gwarantem pokoju światowego. Jak długo jest skuteczną przeciwwagą dla amerykańskiego imperializmu, odstrasza go od bardziej agresywnych działań. Nie jestem rusofilem (rusofobem także nie!) i jeszcze parę lat temu nie przypuszczałbym, że kiedyś będę tak myślał i że napiszę takie słowa! Jak już tu wielokrotnie wspomniałem, staram się weryfikować prawdziwość informacji i w moich ocenach nie kierować się uprzedzeniami. Rząd USA nawet nie ukrywa, że jest organizatorem prawie każdej „kolorowej rewolucji”. Nie ukrywa także nawet przed Rosjanami, że to on zorganizował „rewolucję” na Ukrainie i nawet informuje ile go kosztowało jej wywołanie. Aby się o tym przekonać nie trzeba się przeprawiać na drugą stronę Atlantyku – wystarczy parę kliknięć myszą. Jeśli więc ktoś pisze o rosyjskiej inwazji na Ukrainę (a tylko to mówi i pisze się w naszych mediach), to albo jest kompletnie zaślepiony nienawiścią, albo po prostu świadomie, bezczelnie kłamie! Zadziwiająca jest jedynie postawa społeczeństwa, które w sporej części w te kłamstwa wierzy.

Musimy sobie także wyjaśnić jak funkcjonują wszystkie przewroty wywołane rzekomo przez społeczeństwo. Oczywiście w każdym wypadku potrzebny jest pewien potencjał niezadowolenia. Nie musi on być zbyt duży, musi to być jednak znacząca grupa ludzi, która zdolna jest skupić wokół siebie innych niezadowolonych. Musi to być także grupa zdolna do samoorganizacji. Jeśli nie jest do tego zdolna, trzeba jej w tym pomóc. Znamy to dobrze z własnego podwórka! Polskie protesty robotnicze i studenckie z lat 1952, 1968, 1970 i 1976 zostały szybko stłumione przez władzę, gdyż były spontaniczne i niezorganizowane. Poparcie (ciche) większości społeczeństwa nie wystarczyło. Dopiero, gdy w roku 1980 robotnicy uzyskali wsparcie sił potrafiących pokierować procesem samoorganizacji, władzy nie udało się już tego procesu zahamować. Oczywiście wszystko to kosztuje! Warunkiem powodzenia jest więc majętny sponsor. Polscy opozycjoniści, przy ówczesnym czarnorynkowym kursie dolara, kosztowali grosze. Powszechne poparcie społeczne nic nie kosztowało. Teraz spłacamy głodowymi płacami w zachodnich firmach ten „dług wdzięczności”. Inaczej jest obecnie. Amerykańscy podatnicy musieli za „Majdan” zapłacić 5 miliardów dolarów. Do tego dochodzą sumy wyłożone na stół przez innych „dobrych ludzi”. Jaki był tego efekt? Widzieliśmy to w telewizji. Nie próbowano tego nawet ukrywać! Bo i po co? Ciemny lud i tak nic z tego nie rozumiał i wszystko kupował. To były zorganizowane, dobrze wyszkolone bojówki, liczące parę tysięcy ludzi. A sprzedawano nam bajeczkę, że był to gniew społeczeństwa. Właściwie mówiono prawdę. To był gniew społeczeństwa. Ale niezorganizowany gniew społeczny prowadzi zawsze do anarchii. Ten gniew społeczny był zorganizowany. Był także pokierowany. Wprawdzie nie w tym kierunku, którego społeczeństwo by sobie życzyło, ale to inna sprawa. Wiadomo także było, kto obejmie jaką funkcję po zakończeniu całej awantury. Gdy inne siły próbowały się wtrącać, szybko zostały przywołane do porządku (fu.. the EU!). Patrzyliśmy na to, nic z tego nie rozumiejąc! Szczytem obłudy jest więc pomstowanie na Rosję, że zakazuje działalności takiej czy innej fundacji, działającej na jej terenie dla wspierania różnych „szczytnych celów”. Rosyjscy przywódcy nie są idealni, ale przynajmniej nie biorą przykładu z naszych, i nie pozwalają przehandlować swojego kraju i jego bogactw.

Wspomniałem już wcześniej o kompletnym przemilczaniu roli pieniądza przez „naukę”, czyli ekonomię. Inną dziedziną nauki (nie jestem pewny, czy też nie użyć cudzysłowu) jest historia. Tu jednak można udzielić częściowego rozgrzeszenia. W moim wstępie przedstawiłem książkę A. Zarlengi „The Lost Science of Money”. Podczas jej lektury zaskoczyło mnie, że prawie każde przełomowe wydarzenie w dziejach świata, miało bezpośredni związek z rozwojem systemów monetarnych. Powstanie starożytnego Rzymu i jego upadek, rozwój Bizancjum, wzrost znaczenia państw-miast włoskich, a szczególnie Wenecji, rozwój gospodarczy Holandii a potem Anglii, w końcu powstanie Stanów Zjednoczonych. Jestem pewien, że gdyby nauka o historii bardziej zainteresowała się tym tematem, moglibyśmy zupełnie inaczej patrzeć na dzieje świata. Niestety brak jest w chwili obecnej ludzi z niezbędną fachową wiedzą. Dlatego też nie mamy prawie żadnych prac na ten temat. Do nielicznych wyjątków można tu zaliczyć prace Ravi Batry ale niestety w jego książkach jest to jedynie temat marginalny. Jedyną książką, z którą się zatknąłem, która próbuje przedstawić wydarzenia historyczne w połączeniu z pieniędzmi, jest „Conjuring Hitler: How Britain and America Made the Third Reich” Guido Giacomo Preparaty. Szczerze mówiąc mam mieszane uczucia co do tej książki. Nie wiem jak ją ocenić. Od strony merytorycznej nie można jej wiele zarzucić. Zawiera masę faktów połączonych w logiczną całość. Wszystko po prostu „trzyma się kupy”. Ale… autor twierdzi, że za dojściem Hitlera do władzy, więcej – zarówno za wybuchem pierwszej, jak i drugiej wojny światowej oraz za wybuchem rewolucji październikowej stał spisek anglo-amerykańskiej finansjery, angielski dwór królewski i koła militarne. Spisek miał za cel zapobiec zbliżeniu Niemiec i Rosji. Jest to zatem klasyczna teoria spiskowa! No, może nie całkiem klasyczna. W klasycznej teorii spiskowej tworzy się najpierw teorię, a potem dopasowuje się do niej fakty. Tutaj autor podaje najpierw fakty (całą masę faktów!), i potem na ich podstawie tworzy teorię. Ta teoria pasuje w dodatku jak ulał do strategii Stanów Zjednoczonych, podawanej w oficjalnych dokumentach amerykańskich, książkach m. in. Zbigniewa Brzezińskiego czy we wspomnianym już wystąpieniu Georga Friedmana. Pisałem o tym już wcześniej. Książka Preparaty opisuje po prostu jakimi metodami tę strategię wcielano w życie. O tych metodach (poza metodami militarnymi, bo ich nie da się ukryć), podane wyżej źródła milczą jak zaklęte. I może najważniejsze: Klasyczne teorie spiskowe pomijane są przez „poważnych” naukowców milczeniem. Po prostu – z głupotą się nie dyskutuje. Tutaj autor spotkał się z pełną wściekłości reakcją! Wygląda więc na to, że wsadził kij w mrowisko. Gdy przypomnimy sobie także ile teorii, uznawanych pierwotnie za spiskowe, okazało się prawdą, także inaczej na tę książkę spojrzymy. A przede wszystkim: z czym kojarzy się nam spisek? Z ludźmi będącymi członkami jakiejś tajnej organizacji, spotykającymi się potajemnie w odludnych miejscach, do tego często dorabia się (szczególnie w filmach) jakąś mroczną ceremonię – na przykład ofiarę z dziecka lub dziewicy. Swój plan spisują w tajnym dokumencie, który podpisują własną krwią i ukrywają w podziemiach jakiegoś zamku… Oczywiście żartuję! Preparata pisze wyraźnie, że te plany powstały w zaciszu angielskich klubów, w przerwach na kawę i cygaro albo szklaneczkę whisky. Przypomnijmy sobie teraz pojęcie „think tank”. Nie używa się go w kontekście teorii spiskowych. Ale jaka jest różnica między posiedzeniami takiego grona i spotkaniami w londyńskim klubie? Jedynie w otoczce. Swoją drogą dobrze byłoby się także zastanowić nad różnicą między spiskiem a ideologią. Moim zdaniem różnią się one jedynie ową tajemniczością. Spisek jest zawsze tajny. Zwolennicy jednej ideologii nie potrzebują żadnych tajnych spotkań, więcej – często nie muszą się znać, nawet wiedzieć o swoim istnieniu, aby osiągnąć wspólny cel! A celem może być chociażby doprowadzenie do wojny! Wystarczy, że każdy będzie „robić swoje” (przepraszam za to nadużycie znanej piosenki). Takie nieskoordynowane działanie może się jednak łatwo wymknąć spod kontroli. Dlatego wolałbym wierzyć w teorię spiskową, bo „Ultimately the root of any conspiracy theory is a strong desire to believe that someone, somewhere, is competent at what they’re doing.” – w końcu źródłem każdej teorii spiskowej jest silne pragnienie wiary w to, że ktoś, gdzieś jest kompetentny i wie co robi (tłumaczenie moje).
Obrazowo kapitalizm można porównać do sfory psów. Walczą między sobą o kość – zyski. Łaszą się do tych, którzy mogą im kość rzucić – polityków ustalających korzystne przepisy i ekonomistów tworzących pasujące teoryjki. Rzucają się na tych, którzy chcą im kość zabrać. Jedne wbijają zęby, inne tylko warczą i szczerzą kły, jeszcze inne stoją i patrzą. Ale żaden nie spuszcza kości z oka, gotów rzucić się na nią, gdy zostanie upuszczona. Działają razem, ale nie w jakiś umówiony, skoordynowany sposób.

Powtórzę jeszcze raz: nie potrafimy zrozumieć jak funkcjonuje obecny kapitalizm. Przyzwyczajeni jesteśmy do myślenia, że za każdą decyzją muszą stać konkretne osoby. Tymczasem większość decyzji politycy podejmują pod przymusem okoliczności. Czasy mężów stanu dawno minęły. Ten przymus jest bezosobowy. Można go porównać do przymusu założenia ciepłego ubrania, gdy jest zimno. Jest to zatem władza nad nami wszystkimi, sprawowana przez abstrakcyjne struktury społeczne, gospodarcze, a przede wszystkim system monetarny. Cały sposób myślenia NAS WSZYSTKICH jest podporządkowany i wynika z tego systemu! Jesteśmy niewolnikami czegoś, co sami stworzyliśmy, nie widzimy tego, więc i nie potrafimy się od tego uwolnić!!

Cały ten proces działania systemu monetarnego można przedstawić schematycznie:

Diagram-system_monetarny_small

Ktoś na pewno powie: to niemożliwe! Świat nie jest rządzony przez idiotów! Mamy przecież fachowców. Oni na pewno widzą co się dzieje i mają w zanadrzu jakiś sposób, o którym nie wiemy! Niestety nie zauważam nigdzie tych rzekomych fachowców. Nie spotkałem się także nigdzie z jakąkolwiek propozycją metody wyjścia z tej sytuacji. Nawet mało sensowną! Jedynym wyjściem byłoby ogólnoświatowe porozumienie. Ale wszyscy wiedzą, że jest to nierealne, więc nawet tego nie proponują!

Nie szukajmy też winnych. Nie musimy ich szukać. Winni jesteśmy my wszyscy!!! Popatrzmy na własne podwórko. Kto rządził i rządzi naszym krajem. Skorumpowani idioci i psychopaci!!! Nikt nam ich nie narzucił, nie przywiózł w teczce. Wybraliśmy ich sami! Nie inaczej jest w innych krajach. W zależności od kraju, mniej lub bardziej dba się jedynie o pozory. W większości krajów ci przywódcy nie zostali narzuceni. Są lustrzanym odbiciem społeczeństw. Nas wszystkich. Wszystko wskazuje też na to, że ci wielcy przywódcy światowi kierują się maksymą Szwejka: „jak było, tak było, ale jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było”.

I znowu przyszły mi do głowy słowa poety, tym razem Bułata Okudżawy i jego wiersz/piosenka „Trzy miłości”, którą kiedyś często śpiewało się przy ogniskach:

Pierwsza wojna, pal ją sześć, to już tyle lat
Druga wojna – jeszcze dziś winnych szuka świat
A tej trzeciej co chce przerwać nasze dni
Winien będę ja, winien będziesz ty

 

Reklamy