Klej czy dynamit – część 4

Wiemy wszyscy, że Niemcy są w chwili obecnej „mistrzem świata” w eksporcie. W poprzednich odcinkach starałem się wyjaśnić kryjący się za tym mechanizm. Wspomniałem także o kłopotach, jakie mają niemieckie banki. Po prostu nie wiedzą one co zrobić z tą masą pieniędzy, jaka wpływa do nich w formie dochodów z owego eksportu. Unia Europejska chce ułatwić im życie. We wspomnianym już wcześniej „Raporcie pięciu prezydentów”  znajdziemy dwa elementy tej pomocy: unię rynków kapitałowych i unię bankową. W międzyczasie opracowano już bardziej szczegółowe plany   . Obydwie „unie” stanowiłyby w zamyśle projektodawców zabezpieczenie przed przyszłymi kryzysami. Stworzyłyby także mechanizmy do przezwyciężenia obecnego kryzysu. Cele są jak zwykle wzniosłe, że zacytuję:

– zwiększenia inwestycji dla wszystkich przedsiębiorstw, w szczególności MŚP         [małych i średnich przedsiębiorstw], oraz dla projektów w zakresie infrastruktury;
– przyciągnięcia większej liczby inwestycji do UE z reszty świata; oraz
– zapewnienia większej stabilności systemu finansowego poprzez poszerzenie źródeł finansowania.

Co chwilę powołują się także na pozytywne doświadczenia z USA. Według projektodawców:

“Truly integrated capital markets would also provide a buffer against systemic shocks in the financial sector and strengthen private sector risk-sharing across countries” – naprawdę zjednoczone rynki kapitałowe byłyby buforem zabezpieczającym przed szokiem systemowym w sektorze finansowym i rozszerzą prywatny podział ryzyka, na wiele krajów (tłumaczenie moje).

Popatrzmy zatem, jakie to mechanizmy proponują projektodawcy. Zaraz w początkowej części „Zielonej księgi” znajdziemy zdanie: „opracowywać wnioski mające na celu wspieranie sekurytyzacji wysokiej jakości i odciążenie bilansów banków tak, aby mogły udzielać kredytów”. Jeśli ktoś przeczytał mój wstęp, być może przypomni sobie słowo SEKURYTYZACJA i co to takiego jest. Kto nie przeczytał, znajdzie to tutaj. Właśnie sekurytyzacja, była głównym elementem, który umożliwił bankom oszukiwanie klientów i przelanie na nich ryzyka, co w konsekwencji doprowadziło do kryzysu w roku 2008. Teraz proponuje się wprowadzenie takiego samego mechanizmu u nas. Szczytem cynizmu i bezczelności jest tu powoływanie się na doświadczenia amerykańskie! Właśnie one wskazują, że uwolnienie banków od odpowiedzialności za sprzedawane „produkty finansowe” jest otwarciem furtki do tworzenia baniek spekulacyjnych i wszelakiego rodzaju oszustw.

Także inny argument za unią finansową jest co najmniej dziwny: „when a country is hit by an economic shock, cross-border flows should enable its residents to lend or borrow to offset the shock (credit market channel of risk sharing)” – gdy jakiś kraj popadnie w kryzys gospodarczy, międzynarodowy przepływ kapitału umożliwi jego mieszkańcom dostęp do kredytów umożliwiających przezwyciężenie tego kryzysu (tłumaczenie moje). Jak do tej pory było zawsze odwrotnie – kapitał uciekał z dotkniętego kryzysem kraju. Autorzy projektu nigdzie nie wyjaśniają, dlaczego tym razem miałoby być inaczej.

Można by czepiać się jeszcze wielu szczegółów, ale nie chce mi się o nich pisać, bo wygląda na to, że cały ten projekt i tak szlag trafi. Na szczycie przywódców Unii w grudniu 2015 roku Niemcy praktycznie go zablokowały. Oficjalnie ma on poczekać do wyborów w Niemczech i we Francji, czyli do końca 2017 roku, ale nieoficjalnie mówi się o jego śmierci. Według niemieckiej kanclerzycy, priorytet ma w tej chwili ratowanie banków, przede wszystkim we Włoszech. Akurat pod koniec 2015 roku wyszły na jaw ich kłopoty, a na początku 2016 roku Włosi poznali na własnej skórze działanie dyrektywy 2014/59/UE, o której już wspomniałem, i którą oczywiście nikt się nie interesował. 130.000 akcjonariuszy i 12.500 klientów (wierzycieli) banków straciło łącznie 750 milionów Euro. Jeden z klientów, któremu w ten sposób „oczyszczono” konto popełnił nawet samobójstwo. Wywołało to całą falę oburzenia we Włoszech a premier Renzi na szczycie w Brukseli dał upust swojej złości i ostro skrytykował niemiecką politykę.

Ciekaw jestem co się będzie działo, gdy w kłopoty popadnie największy niemiecki bank – Deutsche Bank. Od dłuższego czasu ma on już kłopoty, które jak tylko można są tuszowane, ale które już nie bardzo daje się ukryć.

Reklamy