A ty patrzysz i nie widzisz…

Każdemu na pewno zdarzyło się już na coś patrzeć i nie widzieć. Właśnie złapałem się na tym, że od jakiegoś czasu patrzę na elementy pewnej układanki i nie widzę co ona przedstawia. Ale przejdźmy do wyjaśnień…

Mimo uspokajających wiadomości jest sprawą pewną, że czeka nas kolejny kryzys finansowy. Czy nastąpi on za parę dni, tygodni, miesięcy czy lat – nikt tego nie może przewidzieć. Jednak rządy wielu krajów i instytucje w rodzaju Międzynarodowego Funduszu Walutowego, już się na to przygotowują. Nie wiem czy te przygotowania są w jakiś sposób skoordynowane, ale z poszczególnych decyzji, aktów prawnych i dyskusji wyłania się obraz tego, w jaki sposób decydenci zamierzają walczyć z nadchodzącym kryzysem. A obraz ten jest dla nas bardzo niepokojący!

Przypomnijmy sobie najpierw jak walczono z kryzysem z roku 2007/2008. Krótko mówiąc, gdy największe banki stały na krawędzi bankructwa, państwa, w taki czy inny sposób, przejęły ich długi. Mówiąc dokładniej, zadłużyły się, aby przejąć ich długi. Spowodowało to gwałtowny wzrost zadłużenia niektórych państw i wzrost ich deficytów budżetowych. Dla niektórych państw strefy Euro, operacja ta omal nie zakończyła się katastrofą. Szczególnie Grecja, Hiszpania, Irlandia i Portugalia odczuły to najboleśniej. Sytuację Grecji opisałem już wcześniej. W dużym stopniu można powiedzieć, że Grecy sami są sobie winni, prowadząc przez wiele lat bardzo nierozsądną politykę, ale pozostałe kraje miały przed kryzysem wyrównane budżety i niewielkie zadłużenie. Pod tym względem stały lepiej niż na przykład Francja a nawet Niemcy! Tak więc w skrócie można powiedzieć, że na całym świecie rządy krajów (czytaj podatnicy) przejęli długi banków. Udziałowcy i wierzyciele banków nie ponieśli większych strat. Operację tę potocznie określa się jako bailout (albo bail-out).
Wyjątkiem była Islandia, która powiedziała: długi banków są długami banków. Jeśli „nieomylne prawa rynku” doprowadziły te banki do bankructwa, więc niech bankrutują! Tak też się stało. Niektórzy Islandczycy stracili wprawdzie swoje oszczędności, ale przeciętny obywatel nie ucierpiał. Głównymi klientami islandzkich banków byli zresztą cudzoziemcy (głównie Anglicy), zwabieni wysokim oprocentowaniem wkładów. Islandia była wyjątkiem pod jeszcze innym względem – paru szefów banków trafiło do więzienia!
Jeszcze innym wyjątkiem był Cypr. Zabezpieczeniem cypryjskich banków były greckie obligacje, których wartość błyskawicznie spadła i postawiła tamtejsze banki przed groźbą bankructwa. Ze względu na wielkość kraju, rząd cypryjski nie był w stanie przejąć długów tamtejszych banków. A były to niebagatelne sumy! Banki cypryjskie zawsze pośredniczyły w handlu Rosji (a wcześniej ZSRR) z Zachodem. W bankach miało swoje konta także wielu rosyjskich oligarchów. Z tego względu zdecydowano się na użycie tych pieniędzy do ratowania banków! Potocznie określa się to jako bail-in. Tak więc to wierzyciele ponieśli główne koszty ratowania banków.

Gdy wybuchł obecny kryzys, politycy i ekonomiści na całym świecie prześcigali się w zapewnieniach, że konieczne są zmiany systemowe, które nie dopuszczą do kolejnego kryzysu. Czy takie zmiany przeprowadzono? NIE!!! Jeszcze gorzej – z powodu zaniechania takich zmian przez politykę, banki centralne na całym świecie zmuszone były do interwencji. Interwencje te, głównie poprzez obniżkę oprocentowania i skup obligacji, rzuciły na rynki ogromną ilość kapitału spekulacyjnego, który tylko pogorszy nadchodzący kryzys!
Jak zatem widzimy, dotychczasowe metody walki z kryzysem zostały wyczerpane. Państwa wyczerpały już swoje możliwości dalszego zadłużania. Jakie narzędzia szykują wobec tego decydenci? Teraz pora wrócić do mojej układanki.

Z pierwszym elementem tej układanki mamy praktycznie cały czas do czynienia. Chodzi o ciągłe „reformy” rynku pracy. Krótko mówiąc, chodzi o to, aby nasze coraz niższe zarobki, umowy śmieciowe, wydłużenie okresu pracy itd. wpływały na wzrost kursów na giełdach. Oczywiście wszystko to dla naszego dobra!

Drugim elementem układanki jest dokument Międzynarodowego Funduszu Walutowego „Taxing Times” jeszcze z roku 2013. Przewiduje on różne możliwości „dokręcenia śruby” podatkowej. Oczywiście nie w wypadku naprawdę dużych dochodów! Jedną z propozycji jest jednorazowy podatek majątkowy np. od nieruchomości. Każdy posiadacz jakiejkolwiek nieruchomości musiałby zapłacić od niej jednorazowy podatek. Często dodatkowo do spłacanego kredytu.

Przejdę teraz do cięższej artylerii. Jest nią pięknie brzmiąca „Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady 2014/59/UE z dnia 15 maja 2014 r. ustanawiająca ramy na potrzeby prowadzenia działań naprawczych oraz restrukturyzacji i uporządkowanej likwidacji w odniesieniu do instytucji kredytowych i firm inwestycyjnych”. Wielu krajom (w tym Polsce) nie spieszyło się z jej wprowadzeniem, więc zostały pogonione batem. O co chodzi w tej dyrektywie. Między innymi o „instrument umorzenia lub konwersji długu”. O jaki dług chodzi? Każdy myśli (zresztą słusznie) o pieniądzach pożyczonych przez bank, od innej instytucji finansowej. Nas, klientów banku to zatem nie dotyczy. Czy aby na pewno? Wyjaśnijmy sobie pojęcie „klient banku”. Gdy przychodzimy do banku na przykład z banknotem stuzłotowym i prosimy o jego rozmienienie na drobne, to jesteśmy klientami banku? Oczywiście! Jeśli jednak owe sto złotych wpłacamy na nasze konto? Czy dajemy te pieniądze bankowi? Nie. Bank zobowiązuje się je zwrócić (z procentem)! Dajemy więc bankowi pożyczkę. Stajemy się jego WIERZYCIELEM! Nasze pieniądze stają się długiem banku! W tej dyrektywie chodzi zatem o nasze pieniądze, czyli opisane powyżej „bail-in”! Dyrektywa przewiduje, że nienaruszona zostanie suma gwarantowana (obecnie sto tysięcy euro). Dla większości Polaków jest to niebotyczna kwota. Dyrektywa powyższa dotyczy zatem jedynie niewielkiej grupki osób w Polsce. W wypadku Polski chodzi jednak o coś innego. Kraj nasz praktycznie nie posiada własnych banków. Wszystkie banki o swojsko brzmiących nazwach należą do banków zagranicznych. I to one będą ratowane polskimi pieniędzmi! Jak do tej pory w ustawodawstwie wszystkich krajów Unii nie było podstaw prawnych do użycia pieniędzy dłużników/klientów do ratowania banków. Nie było ich także na Cyprze. Cypr został zmuszony do uchwalenia w ekspresowym tempie odpowiednich przepisów, a na ten okres banki zostały zamknięte. Aby uniknąć powtórki z rozrywki, przewidująco uchwala się zatem już dzisiaj odpowiednie przepisy we wszystkich krajach Unii!

Ale jest jeszcze cięższy kaliber! Od jakiegoś czasu jakiś kolejny „ekspert” wyskakuje z pomysłem likwidacji gotówki (przykład 1, przykład 2, przykład 3, przykład 4).
Wszystkie te propozycje zostają okraszone odpowiednimi chwytnymi argumentami, które do złudzenia przypominają bajeczki o obronie przed terroryzmem, a które służą jedynie naszej inwigilacji! Mówi się na przykład o uniemożliwieniu prania brudnych pieniędzy. To prawda. Ale dotyczy to tylko drobnych przestępców. Wszelakiego rodzaju mafie robią to już dzisiaj przy pomocy banków i bez udziału gotówki. Szacuje się, że tylko przy pomocy sportu „pierze” się na świecie rocznie co najmniej 120 miliardów dolarów. Do obrotu takimi sumami nikt nie używa gotówki! Dużo większe sumy przechodzą przez banki, firmy ubezpieczeniowe i fundusze inwestycyjne. Tam też nikt nie dostarcza takich sum w workach ani w walizkach! Innym argumentem jest walka z pracą „na czarno”. Ale i to utrudnienie da się ominąć. Już od dawna drugą obowiązującą „jednostką rozliczeniową” w Polsce jest pół litra… Trudnym do obalenia argumentem jest wygoda. To prawda, że mała karta płatnicza jest wygodniejsza i pod pewnymi względami bezpieczniejsza niż plik banknotów.
Przyjrzyjmy się jednak dokładniej, co za tym wszystkim się kryje. Na początku musimy sobie postawić zasadnicze pytanie: czy to, co znajduje się na naszych kontach w banku, to są pieniądze? W moim wstępie, w punkcie „PIENIĄDZE”  wyjaśniłem, że NIE! Z prawnego punktu widzenia pieniędzmi jest tylko gotówka i sumy będące na kontach banków komercyjnych w banku centralnym. A sumy te są wielokrotnie niższe od sum na naszych kontach! Żaden bank na świecie nie jest w stanie wypłacić wszystkich pieniędzy swoich klientów! Sumy na naszych kontach bankowych mówią jedynie: tyle pieniędzy jest nam winien bank. Ale tylko teoretycznie!!! Likwidacja gotówki pozbawia nas zatem dostępu do PRAWDZIWYCH pieniędzy!!!
Ktoś powie – ja i tak prawie nie używam już gotówki, więc jest mi to obojętne.
Postawmy sobie zatem jeszcze jedno pytanie: co się kryje za tą propozycją? Na pewno chęć obniżki kosztów. Wyeliminowanie gotówki z obiegu pozwoli zaoszczędzić ogromne sumy wszystkim instytucjom finansowym i handlowym. Ale to nie wszystko! Wspomniałem wcześniej o planach wykorzystania sum na kontach klientów do ratowania banków. Zabezpieczeniem klientów (wierzycieli) banków przed taką ewentualnością byłoby wcześniejsze podjęcie w gotówce swoich oszczędności. Takiej możliwości zostalibyśmy pozbawieni!
Wypłata oszczędności w gotówce byłaby zabezpieczeniem także przed ujemnym oprocentowaniem kont. Na razie dopiero kilka, mało znaczących banków na świecie wprowadziło coś takiego. Jestem pewien, że w miarę postępu deflacji, będzie to coraz powszechniejsze. Sądzę, że pierwszym krajem w Europie, który tego dokona będą Niemcy. Od ponad dziesięciolecia panuje tam deflacja. Dochody społeczeństwa spadają, konta bankowe „puchną” od oszczędności, banki nie wiedzą już co z tymi pieniędzmi robić, a handel narzeka, że klienci coraz mniej kupują. Ujemne oprocentowanie kont oszczędnościowych zmuszałoby zatem ludzi do wydawanie pieniędzy, a nie do ich oszczędzania. Byłoby zatem w pewnym sensie wprowadzeniem pieniędzy według pomysłu Silvio Gesella. Gotówka pod materacem nie byłaby ujemnie oprocentowana. Nawet zerowe oprocentowanie tak przechowywanych pieniędzy, byłoby w tym wypadku zyskiem.

Jest jednak jeszcze jeden powód, dla którego państwa bardzo chętnie zlikwidowałyby gotówkę. W październiku 1979 roku Uniwersytet w Georgtown zorganizował konferencję, na której grupa naukowców zastanawiała się nad najefektywniejszym sposobem kontroli obywateli. Zaproponowane przez nich rozwiązanie jest dziś powszechnie stosowane w postaci wszelakiego rodzaju kart płatniczych i kredytowych! Powszechne w mediach i u wielu naszych polityków straszenie nas UB z czasów PRL-u jest wobec tego, co nosimy w naszych kieszeniach, straszeniem wilkiem z bajeczki o Czerwonym Kapturku!! Jeśli dołożymy do tego telefony komórkowe i internet, to można śmiało powiedzieć, że Orwell, ze swoimi wizjami roku 1984, był optymistą!

Ciekaw jestem także, jak rozwiązany zostanie inny dylemat prawny związany z likwidacją gotówki. Mało kto wie, że wcale nie musimy akceptować przelewu, lub innej operacji bezgotówkowej, jako formy zapłaty. Nikt nie ma prawa jednak odmówić, gdy opłata ma zostać dokonana przy pomocy gotówki! Jak już wcześniej wspomniałem, tylko ona ma prawo nazywać się oficjalnym środkiem płatniczym. Jeśli ten przepis zostanie zmieniony, wirtualne pieniądze tworzone przez banki, uzyskałyby praktycznie status oficjalnego środka płatniczego. Czyli status, jaki ma obecnie jedynie gotówka! Banki stałyby się zatem de facto i de jure emitentami pieniądza! To prawo ma w każdym normalnym kraju jedynie bank centralny!!

Warto więc z uwagą śledzić dalszy rozwój wydarzeń!!

Reklamy