Panowanie nad światem – cz.2. Inne rodzaje broni.

We wspomnianym w części pierwszej wystąpieniu Georga Friedmana mówi on o geopolitycznych aspektach amerykańskiej polityki. Że jej głównym celem jest niedopuszczenie do „dogadania się” Niemiec (a właściwie należałoby powiedzieć – zachodniej Europy) i Rosji. Takie „połączenie sił” mogłoby stanowić przeciwwagę dla światowej dominacji USA. Wspomniałem też, że dużo ciekawsze jest to, czego nie powiedział. Oprócz sił, które za tymi decyzjami stoją (a nie są to wcale politycy!), nie wspomniał on także o innych rodzajach „broni” jaką dysponuje USA. Użyłem cudzysłowu, gdyż nie chodzi tu ani o ilość czołgów, ani rakiet z głowicami jądrowymi. Aby zrozumieć intencje USA i w ogóle to, o czym będę dalej pisać radzę przeczytać najpierw mój wstęp, a przynajmniej części „New economy” oraz „Przyszłość”.

Wiemy dobrze z codziennych wiadomości, że Rosja w ramach rewanżu za zachodnie sankcje nie chce kupować między innymi naszej żywności. Mniej jednak mówi się o tym, co skłoniło Rosję do takich kroków. Wiadomo, że sankcje. Ale jakie? Na czym one polegają? Wspomina się coś o bankach, kartach kredytowych rosyjskich oligarchów, chaosie na moskiewskiej giełdzie, masowym wykupywaniu towarów i spadku kursu rubla. W międzyczasie wszystko trochę się ustabilizowało (łącznie z kursem rubla, który znów zaczął rosnąć). Aby zrozumieć trochę dokładniej co się za tym wszystkim kryje, musimy zrozumieć, że dzisiejsza gospodarka jest gospodarką światową. Że żadne państwo z normalną gospodarką nie może funkcjonować w oderwaniu od reszty świata. A gospodarka nie może funkcjonować bez możliwości wzajemnych rozliczeń między państwami i ich podmiotami gospodarczymi. Kto dokonywał już jakiejś międzynarodowej operacji finansowej zetknął się na pewno z terminem SWIFT. Jest to skrót od Society for Worldwide Interbank Financial Telecommunication – Stowarzyszenie na rzecz Światowej Międzybankowej Telekomunikacji Finansowej. W tej chwili jest to praktycznie monopolista w światowych rozliczeniach finansowych. Chociaż nie jest to instytucja amerykańska, jej siedziba nie leży także w USA – ale w Belgii, jest także instytucją niezależną, nie zdarzyło się jeszcze, aby nie uległa amerykańskim „prośbom o przysługę”. Do tej pory chodziło o walkę z terroryzmem oraz z takimi państwami jak Iran i Korea Północna. Teraz jednak chodzi o Rosję. Jak do tej pory nie chodzi o zablokowanie wszystkich rosyjskich międzynarodowych transakcji finansowych. Na celowniku znalazło się jedynie kilka rosyjskich banków, w których konta mają oligarchowie będący w dobrej komitywie z Putinem (i rzekomo sam Putin). To jednak wystarczyło, żeby wprowadzić w panikę „rynki finansowe”. Agencje ratingowe (oczywiście bez wyjątku amerykańskie) dołączyły swoją cegiełkę obniżając poziom oceny Rosji. Do tego dochodzi jeszcze pozostałość po systemie z Bretton Woods – dolar nie jest już wprawdzie międzynarodową „jednostką miary”, pozostał jednak dalej jednostką rozliczeniową. Prawie wszystkie rozliczenia międzynarodowe odbywają się przy jego pomocy.

Dla osób, które chciałyby pogłębić temat, polecam dwa doskonałe artykuły: kto zna angielski – artykuł w Newsweeku, dla znający niemiecki polecam artykuł w Die Zeit. Autorzy bardzo dobrze opisali w nich, na czym polega dzisiaj prowadzenie wojny przy pomocy pieniądza.

O co w tym wszystkich chodzi… Bezpośrednie prowadzenie wojny z równorzędnym sobie mocarstwem atomowym byłoby nierozsądne. Rozpoczęta przy pomocy broni konwencjonalnej wojna, wcześniej, czy później przekształci się w wymianę ciosów przy pomocy rakiet z głowicami atomowymi. Należało więc znaleźć sposób na takie uderzenie przeciwnika, aby go zabolało, a równocześnie nie używać do tego celu klasycznych środków militarnych. Taka wojna jest praktycznie niewidoczna dla opinii publicznej. W telewizji nie pokazuje się maszerujących żołnierzy, startujących samolotów, atakujących czołgów, eksplodujących bomb, nie mówiąc już o ciałach poległych żołnierzy. Taka wojna nie zabija, a właściwie należałoby powiedzieć – nie zabija bezpośrednio. Powodować może jednak większe straty gospodarcze niż niejedno bombardowanie! Celem takiej wojny nie jest zabijanie, ale właśnie „jedynie” powodowanie strat gospodarczych. Jej celem jest dobrobyt przeciwnika. A ten dobrobyt jest bezpośrednio zależny od możliwości nieograniczonego przepływu kapitału. Cały świat opleciony jest dzisiaj siecią „kanałów”, którymi przepływają pieniądze pomiędzy podmiotami gospodarczymi. Ponad 10.000 banków w ponad dwustu krajach połączone jest tymi kanałami. Jeśli zablokujemy któryś z nich, firmy z nim połączone nie będą mogły ani kupować, ani sprzedawać. Banki nie obsłużą swoich klientów. Karty kredytowe staną się tylko kawałkami plastiku. Kto ma możliwość blokować ten systemem, dysponuje ogromną władzą! Pośrednio może taka wojna także zabijać! Gdy prowadzono ją przeciw Iranowi, spowodowała ona brak podstawowych lekarstw w kraju i skutek odwrotny do zamierzonego – ludność zamiast obrócić się przeciw rządowi, solidaryzowała się z nim.

Jak już wspomniałem, SWIFT jest organizacją niezależną i chociaż to się jeszcze nie zdarzyło, może odmówić współpracy z USA. Wtedy może dojść do użycia przez Stany Zjednoczone „broni masowego rażenia”, czyli dolara. Wspomniałem wyżej, że jako pozostałość po systemie z Bretton Woods, jest on w tej chwili podstawową jednostką rozliczeniową. Prawie wszystkie transakcje międzynarodowe (ponad 90 procent) rozliczane są w dolarach. Jeśli rosyjska firma kupuje coś w Brazylii, ruble przeliczane są najpierw na dolary, a potem z tych dolarów na reale. Operacja ta musi zostać dokonana na terytorium USA! Amerykanie nie są w tym wypadku zdani na czyjąś łaskę. To świat zależny jest od nich!

Rosja nie jest jednak bezbronna. Na dodatek ma sojuszników, do spółki z którymi może bardzo boleśnie ugodzić USA! Głównym sojusznikiem Rosji stają się Chiny. Trudno jest jednak powiedzieć czy to Chiny stają się sojusznikiem Rosji, czy Rosja staje się sojusznikiem Chin. Od dłuższego już czasu Chiny starają się o przyznanie im w światowej polityce statusu, odpowiadającego ich potencjałowi gospodarczemu, militarnemu i ludzkiemu. Chyba najwyraźniej widać to w dążeniu Chin do przyjęcia ich waluty (obok dolara, Euro i Jena) do koszyka walut tworzących sztuczną „walutę” Międzynarodowego Funduszu Walutowego – specjalnych praw ciągnienia (swoją drogą, kto tu ma prawo kogo i za co ciągnąć?). Jak do tej pory spotykało się to z odmową USA. Odpowiedzią Chin na ten afront, było stworzenie w 2014 roku Asian Infrastructure Investment Bank (AIIB) – Azjatyckiego banku inwestycyjnego, będącego odpowiednikiem Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Początkowo jego członkami były jedynie mniej znaczące gospodarczo państwa azjatyckie. USA skutecznie starały się „obrzydzić” innym państwom członkostwo w tej organizacji. Nawet Rosja nie bardzo paliła się do członkostwa. Jednak w 2015 roku pękła tama strachu i praktycznie wszystkie znaczące gospodarczo kraje świata zgłosiły swój akces. Nawet najwierniejszy sojusznik USA – Polska! Jedynie obrażone USA pozostały na zewnątrz. Wprawdzie USA zgodziły się już na wprowadzenie yuana do owego koszyka, ale lawina została uruchomiona!

Inną bronią Rosji i Chin jest także rezygnacja z dolara, jako jednostki rozliczeniowej. Obydwa kraje zawarły z wieloma swymi partnerami gospodarczymi dwustronne umowy rozliczeniowe. Na czym one polegają opisałem w swoim wstępie w części „Wpływ na teorie”. Mówiąc w skrócie: partnerzy ustalają pomiędzy sobą kursy rozliczeniowe swoich walut i każde państwo płaci w swojej walucie swoim eksporterom. Chiny – chińskim firmom, w yuanach, a ich partner – np. Rosja – rosyjskim firmom, w rublach. Warunkiem jest wyrównany bilans handlowy. Szczególnie Chiny chętnie korzystają z takiego systemu rozliczeń. Także zawarta w październiku 2014 roku umowa na dostawy rosyjskiego gazu do Chin, przewiduje ten system rozliczeń.

Ale jest jeszcze inna metoda „zaszkodzenia” dolarowi i USA. Skuteczność tej metody można porównać do ataku atomowego! Jak na razie jest ona w sferze plotek. Co jakiś czas pojawia się pogłoska, że Rosja zamierza stworzyć nową walutę opartą na złocie! Że pogłoski te mają podstawy można się było przekonać już dawno. W licu 2009 roku na szczycie G8 we Włoszech Dimitri Miedwiediew pokazał nawet nową monetę tej waluty. Według rosyjskiej Wikipedii miałaby się ona nazywać Ałtyn albo Ewraz. Że coś się dziwnego w Rosji dzieje i są już jakieś przecieki do instytucji finansowych, świadczy także zupełnie niewiarygodna rada banku Goldman Sachs, aby kupować rosyjskie obligacje! To tak, jakby Pentagon radził amerykańskiej armii – kupujcie rosyjskie MIG-i!! Ostatnio w światowych mediach coraz więcej jest plotek, jakoby także Chiny zamierzały emitować własną walutę opartą na złocie! Że może być to prawdą, świadczy między innymi zakup przez Chiny akcji największego światowego producenta złota.

Jakie miałoby to znaczenie międzynarodowe? Waluta oparta na złocie natychmiast zajęłaby opuszczone przez dolara miejsce w systemie z Bretton Woods! Stałaby się zatem automatycznie podstawową walutą rozliczeniową w handlu światowym! Dolar stałby się zatem walutą podrzędną. Jak każda inna. W przeciwieństwie do USA, co do których od początku było wiadomo, że nie są w stanie na dłuższy czas zagwarantować pokrycia w złocie dla swojej waluty – i co za tym idzie jej stabilności, nie można tego powiedzieć zarówno o Rosji, jak i o Chinach. Ich nowe waluty byłyby zatem najprawdopodobniej stabilniejsze od dolara. Oczywiście mam tu na myśli dolara z początkowego okresu obowiązywania układu z Bretton Woods. Że stabilniejsze od obecnego jest oczywiste! Akcja taka, byłaby zatem bardzo bolesna dla USA. Więcej! Taka akcja może doprowadzić do bankructwa USA! Właściwie należałoby powiedzieć, że nie do bankructwa (USA już od dawna jest bankrutem) ale do niemożności dalszego ukrywania tego faktu. Jest to zatem bardzo niebezpieczna gra! We wspomnianym wyżej moim wstępie, starałem się wytłumaczyć w części „New Economy”, jaką rolę dla gospodarki amerykańskiej odgrywa dolar, a właściwie jego rola światowej jednostki rozliczeniowej, oraz co może się stać, gdy USA utracą tę możliwość oddziaływania na gospodarkę światową. Oczywiście USA i w tym przypadku nie są całkowicie bezbronne. Ciągle jeszcze mają ogromny potencjał gospodarczy. Mają też ogromny potencjał naukowy. Mają też wystarczającą „masę krytyczną”, która umożliwiłaby im samodzielny rozwój. Aby te atuty wykorzystać, musiałaby się jednak diametralnie zmienić gospodarka i polityka amerykańska. Praktycznie zaraz po drugiej wojnie światowej, coraz większą rolę zaczął w niej odgrywać tzw. „kompleks przemysłowo-wojskowy”. W tej chwili jest to dominująca gałąź amerykańskiej gospodarki. Krótko mówiąc, USA potrzebne są do życia coraz to nowe wojny! Tylko one nakręcają tam koniunkturę gospodarczą! Kluczowym pytaniem jest w tym momencie: czy ta cała machina zbrojeniowa jest w stanie przestawić się na produkcję cywilną? Moim zdaniem nie. Nie w całości, albo przynajmniej w znaczącej części. Innym pytaniem jest, czy politycy w USA są w stanie ograniczyć wpływy tego wpływowego lobby na losy kraju i jego obywateli? Tu także odpowiedź musi być negatywna. Są od niego kompletnie zależni, a los prezydenta Kennedy’ego działa na nich odstraszająco. Innym działem gospodarki USA całkowicie zależnym od obecnej roli dolara jest tak zwany „sektor finansowy” – w języku potocznym Wall Street. On także straciłby praktycznie rację bytu. Jego możliwości oddziaływania na politykę USA są identyczne z możliwościami sektora zbrojeniowego.

Gdy patrzy się na to, co się w tej chwili na świecie dzieje, uważnemu obserwatorowi przychodzi do głowy pytanie: czy wszyscy uczestnicy wydarzeń wiedzą co robią! Szczególnie, gdy analizuje się działania USA, można mieć co do tego duże wątpliwości. Szczególnie działania w stosunku do Rosji, sprawiają wrażenie, że USA same zakładają sobie pętlę na szyję! Nie wiem, czy wynika to z nadmiernej pewności siebie, z niewiedzy czy z braku wyobraźni. Typowałbym kombinację tego pierwszego i ostatniego. Jak inaczej można wytłumaczyć fakt, że USA same pchają Rosję w objęcia Chin? Że nie widzą lub nie rozumieją, że sojusz rosyjsko-chiński jest dla nich dużo większym zagrożeniem niż sojusz europejsko-rosyjski! Wprawdzie Rosja jest w chwili obecnej jedynym państwem, które jest w stanie zniszczyć USA (a co za tym idzie także świat), ale już niedługo innym takim państwem będą Chiny! Rosja jak na razie, jest jednak państwem przewidywalnym, czego o Chinach nie da się (jeszcze?) powiedzieć! Rosja także nie sprawia wrażenia, że pali się do sojuszu z Chinami. Na razie ogranicza się do pięknie brzmiących deklaracji, ale wkrótce mogą za nimi pójść konkrety. Militarnie Chiny są jeszcze słabsze, ale gospodarczo znacznie przerastają Rosję. Chińczycy nie dorównują jeszcze Rosji w technice rakietowej i lotniczej, ale za parę lat sytuacja ta na pewno ulegnie zmianie. Na razie Rosja nie bardzo chce udostępnić Chinom na przykład technologie rakietowe, które umożliwiłyby niszczenie amerykańskich lotniskowców (czego USA obawia się jak ognia), ale jeśli zostanie przez USA przyparta do muru, pewnie to zrobi. Chiny już na to liczą. Sprzedaż systemów rakietowych Iranowi, jest także wyraźnym sygnałem, że Rosja przestaje się liczyć z amerykańskimi życzeniami.

Także Chiny stają się coraz bardziej pewne siebie. Wyraźnie widać to w konflikcie o wyspy (właściwie należałoby powiedzieć skały) na Morzu Południowochińskim.

Niektóre amerykańskie środowiska już postulują zmianę strategii USA wobec Chin. Inni przewidują nawet, że trzecia wojna światowa rozpocznie się od konfliktu między Chinami i USA!

Na razie mamy na świecie dwa mocarstwa atomowe, z których każde z osobna jest w stanie zniszczyć świat. Za kilka lat na pewno dołączą do nich Chiny. Do tej pory gwarantem istnienia ludzkości była „równowaga strachu”. Ale do tej pory inne były także konflikty między tymi mocarstwami. Były one zrozumiałe praktycznie dla każdego. Można je było rozwiązać na drodze negocjacji dyplomatycznych. W tej chwili powstała sytuacja, w której można zniszczyć przeciwnika bez ataku milionów żołnierzy i odpalania rakiet. A najniebezpieczniejszy jest przeciwnik przyparty do muru, który nie ma już innego wyjścia, jak tylko „pójść na całość”! Czy politycy i ich doradcy zdają sobie sprawę z tej sytuacji? Z tego, że ich decyzje mogą uruchomić procesy, które mogą doprowadzić przeciwnika do takiego stanu. Nie jestem tego pewny! Mało kto na świecie zdaje sobie sprawę z tego, jaką beczką prochu jest obecny system monetarny. Do tej pory spotkałem się jedynie może z kilkunastoma, i to jedynie prywatnymi, komentarzami na ten temat. Więcej piszę na ten temat w moim wstępie, gdzie staram się wyjaśnić podłoże kulturowe, a szczególnie naukowe tego problemu.

Reklamy