Pogłębianie dna

Wspomniałem w poprzednim odcinku, że w wypadku Grecji zastosowano ciekawą metodę „ratunku”. Na dnie, zamiast odskoczni, postawiono koparkę, która to dno jeszcze bardziej pogłębiła. Każdy, z wyjątkiem tonącego, uśmiałby się z takiej metody! Ale, aby zrozumieć, że w tym szaleństwie jest metoda, musimy odpowiedzieć na pytania: kto tu właściwie jest tym tonącym, kogo on za sobą może w otchłań pociągnąć i przede wszystkim – kogo chcemy ratować.

Odpowiedź na pierwsze pytanie jest jasna – tonącym jest Grecja. Odpowiedź na drugie pytanie także nie jest trudna – pociągnąć może za sobą wierzycieli. Aby odpowiedzieć sobie na trzecie pytanie i przystąpić do akcji ratunkowej, musimy najpierw wyjaśnić sobie kim są ci wierzyciele.

Załóżmy, że byliśmy uważnymi obserwatorami. Widzieliśmy jak Grecja stała na krawędzi zatłoczonego pomostu, ledwo utrzymując równowagę. Tłum na pomoście napierał na Grecję, a nowi przybysze chcieli jeszcze na ten pomost wejść. Grecja wołała: wchodźcie! Wszystko skończyło się tak, jak się skończyć musiało. Grecja wpadła do wody, pociągając za sobą swoich wierzycieli i wszyscy zaczęli się w wodzie kotłować wołając o pomoc. Na ratunek ruszyły trzy motorówki. Widzimy rzucane koła ratunkowe i słyszymy okrzyki „ratujmy Grecję”! Akcja się kończy. Motorówki odpływają. Podpływamy do miejsca wypadku i co widzimy? Grecja jest w wodzie i dalej tonie. Żadnego koła ratunkowego w pobliżu, a na szyi Grecji dodatkowo wisi wielki kamień! Rozglądamy się dookoła i na brzegu widzimy uratowanych właśnie wierzycieli. I to nie w mokrych łachach! Elegancko ubrani popijają drogiego szampana i podjadają kanapeczki z kawiorem! Tak obrazowo można by opisać „akcję ratunkową” przeprowadzoną przez trzy „motorówki”: Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Europejski Bank Centralny i Komisję Europejską!

Popatrzmy zatem na owych wierzycieli. Cała ta „tragedia grecka” rozpoczęła się na początku 2010 roku, więc minęło już trochę czasu i mało kto pamięta szczegóły. W Polsce i tak nikt się tym nie interesował – co nas obchodzą jacyś Grecy! Zachodnie media były wtedy pełne wiadomości na ten temat. Jednak wszędzie pisano enigmatycznie o „wierzycielach”. Nigdzie nie można było znaleźć szczegółów na ich temat. Jednym z wyjątków był brytyjski „The Guardian”. Tymi tajemniczymi wierzycielami były więc głównie banki! Czyli były to owe efektywne, prywatne instytucje, działające według nieomylnych praw rynku, które lekką rączką udzielały faktycznie już bankrutującemu krajowi dalszych kredytów! Popatrzmy teraz na szczegóły owej sławetnej „akcji ratunkowej”. Nawet w polskich mediach informowano wtedy o nocnych posiedzeniach szefów rządów i wyciąganych w ostatniej chwili kolejnych miliardach Euro. Wyciąganych jak królik z cylindra. W magiczny sposób! A sumy te przyprawiały o zawrót głowy! Dość powiedzieć, że do 2013 roku „wpompowano” w Grecję 207 miliardów Euro! W niezbyt wielki kraj z niecałymi 11 milionami mieszkańców. Media informowały wtedy o lekkomyślności i lenistwie Greków. Każdy obywatel innych krajów strefy Euro wściekał się więc, myśląc, że te pieniądze idą na to, aby przeciętny Grek, zamiast pracować, mógł siedzieć w tawernie i popijać Ouzo. Bo tak miej więcej przedstawiano wtedy życie Greków. Równocześnie informowano o masowych zwolnieniach w Grecji, obniżkach płac, rent i emerytur, drastycznych cięciach w wydatkach na oświatę i służbę zdrowia, praktycznej likwidacji opieki socjalnej… U każdego myślącego człowieka wzbudziłoby to wątpliwości – „coś tu k… nie gra”! Na co właściwie idą te pieniądze! Tak było też u przedstawicieli austriackiego ATTAC-u. W iście mrówczej pracy wykazali oni, że prawie 77 procent tych pieniędzy trafiło do wierzycieli! W dodatku Grecja nie dostała tych pieniędzy w podarunku, lecz na kredyt! Czyli, jak w mojej opowieści o tonących, zostawiono ją w wodzie, doczepiając jeszcze dodatkowy kamień w formie owych kredytów! Z wody wyciągnięto więc tylko wierzycieli, a na dodatek jeszcze solidnie wynagrodzono im ową kąpiel, której w dużej mierze sami byli winni! Celem całej tej akcji nie było więc uratowanie Grecji, ale banków!

Wyjaśnijmy sobie także, skąd wzięły się owe miliardy. W wypadku Międzynarodowego Funduszu Walutowego jest to jasne – ze składek członkowskich wszystkich 188 krajów. Wypłacane są w formie sztucznej „waluty” – specjalnych praw ciągnienia (swoją drogą, kto tu ma prawo kogo i za co ciągnąć?). W wypadku EFSF i ESM wygląda to trochę inaczej. Tylko niewielka część pieniędzy pochodzi od krajów członkowskich. Reszta pochodzi z obligacji emitowanych przez te instytucje. Obligacje te wykupywane są przez instytucje finansowe (głównie właśnie banki), a spłacane są przez kraje, którym udzielono pożyczek. Jeśli taki kraj ich nie spłaca, gwarantem są pozostałe kraje strefy Euro, i to one je spłacają.

Na początku 2010 roku długi Grecji (293 miliardy Euro) znajdowały się praktycznie w 100 procentach w rękach prywatnych instytucji finansowych. Nie znalazłem nigdzie nowszych danych, ale na początku roku 2013 długi Grecji (273 miliardy Euro) były już tylko w 25 procentach w rękach prywatnych. W chwili obecnej jest to na pewno jeszcze mniej. Za resztę odpowiadają europejscy podatnicy. W pośredni sposób my także!

Reklamy