Co się wokół nas dzieje…

We wprowadzeniu (spis treści po lewej stronie), starałem się wyjaśnić tło systemowe obecnych wydarzeń na świecie. Moim zdaniem jest to fatalnie skonstruowany światowy system monetarny. Prawie wszystkie obecne wydarzenia, wynikają bezpośrednio lub pośrednio z oddziaływanie tego systemu na gospodarkę i politykę wszystkich krajów na świecie.

Tak się złożyło, że zarówno po wschodniej, jak i po zachodniej stronie naszej granicy dzieją się w ostatnich miesiącach rzeczy szalenie dla nas ważne. Wydarzenia te mogą, bardziej niż nam się wydaje, zaważyć na przyszłości naszego kraju. Niestety, w obydwu przypadkach nie jesteśmy informowani o tym, co się właściwie dzieje. W wypadku wojny domowej na Ukrainie jest to „normalne” – w czasie każdej wojny, prawda jest pierwszą ofiarą. Trochę inaczej jest z kryzysem Euro. Tu ukrycie prawdy jest łatwiejsze, gdyż prawie nikt się nią nie interesuje.

Zacznijmy może od tego, co dzieje się bezpośrednio za naszą wschodnią granicą. Zrozumienie tego nie będzie łatwe. Nasza „wrodzona” nienawiść do Rosji i bezgraniczne (oraz bezkrytyczne) uwielbienie dla USA stoją temu na przeszkodzie. W psychologii określa się to mianem błędu poznawczego.

Tak na marginesie – aby uprzedzić tych, którzy zaraz przypiszą mi jakieś sympatie prorosyjskie – pochodzę z rodziny sybirackiej. Moi krewni leżą gdzieś w wiecznej zmarzlinie. Wychowałem się na opowieściach tych, którym udało się wrócić z tego piekła. Staram się być po prostu obiektywny i nie kierować się emocjami. Mamy takie, a nie inne położenie geograficzne. Sąsiadów sobie nie wybieraliśmy, więc wypadałoby żyć z nimi w zgodzie, a nie wdawać się w cudze awantury. Zamiast tego należałoby kierować się maksymą: gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. Wbrew pozorom, w interesie Polski jest stabilna Rosja i przyjazne (ale nie poddańcze!) z nią stosunki. Wymachiwanie szabelką przed nosem atomowego mocarstwa świadczy tylko o naszej głupocie! Nie chcemy przyjąć tego do wiadomości, ale mentalnie bliżsi nam są Rosjanie niż społeczeństwa Zachodu. Lepiej się po prostu rozumiemy. Z kolei my lepiej rozumiemy Zachód niż Rosjanie. Często się o tym mówi, że Polska mogłaby pełnić rolę pomostu między Zachodem a Rosją, ale nic się w tym kierunku nie robi. W końcu lepiej, żeby przez nasz kraj przejeżdżały zachodnie i rosyjskie towary, niż wojska! Wręcz przeciwnie, obecna polityka naszego rządu może doprowadzić do tego, że kiedyś, zamiast pomostu, możemy być raczej postrzegani jako przeszkoda, którą w taki czy inny sposób należy usunąć! Nasi politycy śnią sny o potędze i o wyprawie na Moskwę u boku NATO. Najbardziej przerażające jest jednak, że sporej części naszego społeczeństwa też marzy się wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną (z 50 białymi gwiazdami)! A zagrzewana jest do tego nawet z kościelnych ambon! I nie jest to wcale wyłącznie „elita intelektualna narodu” spod znaku klubowych szalików i kijów bejsbolowych. Ma rację Andrzej Stasiuk – czas jest marny!

Przede wszystkim musimy sobie uświadomić, że wojna na Ukrainie jest elementem wojny USA z Rosją. Ukraińcy są tylko ofiarami, nierozumiejącymi do czego są wykorzystywani. Na razie wojna ta prowadzona jest obcymi rękami, ale Kongres, w połączeniu z Ukraine Freedom Support Act, upoważnił już prezydenta USA do atomowego ataku na Rosję. Ciarki przechodzą po plecach, bo uchwała ta, zawiera podobne „argumenty i dowody” jak te, które służyły do legitymizacji ataku na Irak. Ile w nich było prawdy – dokładnie wiemy (niestety po fakcie i po śmierci wielu naszych żołnierzy). Weźmy na przykład tylko drugi akapit:
Whereas the Russian Federation’s invasion of, and military operations on, Ukrainian territory represent gross violations of Ukraine’s sovereignty, independence, and territorial integrity and a violation of international law, including the Russian Federation’s obligations under the United Nations Charter” – w obliczu inwazji i operacji militarnych Federacji Rosyjskiej na terytorium Ukrainy, stanowiących rażące pogwałcenie jej niepodległości i integralności terytorialnej oraz prawa międzynarodowego, łącznie ze zobowiązaniami Rosji dotyczącymi Karty ONZ (tłumaczenie moje). Wystarczy tylko wejść na stronę OSCE, aby zorientować się, że jest to kłamstwo! Podobnie jest z innymi, podobnymi „argumentami” w tym tekście!
Rosja odpowiada nową doktryną obronną, umożliwiającą użycie broni nuklearnej wyłącznie w celach odwetowych. NATO organizuje już manewry przyjaźni w pobliżu rosyjskich granic, w dodatku na terytorium i z udziałem państwa niebędącego członkiem NATO. Rosja odpowiada na nie wrogimi manewrami w pobliżu granic państw-członków NATO. Samoloty natowskie wykonują loty krajoznawcze wzdłuż granic Rosji, samoloty rosyjskie wykonują prowokacyjne loty wzdłuż granic państw NATO… Wszystko to przy wtórze ogłupiającej propagandy usiłującej nam wmówić, że Putin z kałachem w ręce, stoi już u naszych granic.

Spróbujmy zatem wyjaśnić sobie niektóre z kłamstw, jakimi jesteśmy na co dzień karmieni.

Na pierwszym miejscu należy umieścić kłamstwo, że to Rosja prowadzi wojnę z Ukrainą. Faktycznie to rząd Ukrainy prowadzi wojnę z częścią swego narodu. Amerykańskich podatników kosztowało to pięć miliardów dolarów – bo tyle wydały USA na wywołanie wojny domowej na Ukrainie. Victoria Nuland (f… the EU), do spółki z ambasadorem USA na Ukrainie, ustaliła kto ma być nowym prezydentem Ukrainy! Oddelegowano tam nawet „American Woman” jako ministra (ministrę?) finansów. Jakby tego jeszcze było mało, amerykański generał dekoruje amerykańskimi medalami, rannych ukraińskich żołnierzy.

Przypomnijmy sobie, jak przebiegały inne, podobne, operacje USA. W czasie okupacji Afganistanu przez ZSRR, USA najpierw stworzyły, a potem wspierały talibów, ostatnio robiły to samo z bojownikami państwa islamskiego w Iraku (jak długo wydawało się, że będą walczyć tylko przeciw prorosyjskiej Syrii), a w międzyczasie wspierały całą masę podobnych, mniej znanych struktur w różnych częściach świata. Co z tego wynikło – dobrze wiemy. A teraz pod naszym bokiem wspierają i zbroją banderowców przeciwko Rosji! Nawet boję się myśleć, jak to się skończy! Już słyszę jazgot ze wszystkich stron – jak śmiem obrażać ukraińskich patriotów walczących o niepodległą Ukrainę! Ci „patrioci” wcale nie ukrywają kim są! Trzeba tylko spojrzeć na ich program. Wystarczy przeczytać tylko punkt VI tego programu, aby ciarki przeszły po plecach! USA też nawet nie udają niewiedzy o swoim „sojuszniku”. Świadczy o tym na przykład wynik głosowania nad rezolucją ONZ nr A/C.3/69/L.56 z listopada 2014. Rezolucji o przeciwdziałaniu gloryfikacji nazizmu, obejmującej także nazistowskich kolaborantów – między innymi właśnie banderowców. Popatrzmy na wyniki głosowania. Przeciwko głosowała Ukraina, USA i Kanada. W tych dwóch ostatnich krajach schroniło się po wojnie najwięcej banderowców. Zapyta się ktoś – jak głosowała Polska? WSTRZYMAŁA SIĘ OD GŁOSU! To tak, jak nasrać na groby tysięcy ofiar rzezi wołyńskiej! A wszystko dlatego, że rezolucję firmowała między innymi Rosja. Swoją drogą, w kraju, tak okrutnie doświadczonym przez nazizm jak Polska, nie spotkałem w mediach ani słowa o tej rezolucji!!! Czyżby znów otwarto urząd na ulicy Mysiej (urząd cenzury)? Innymi ofiarami tej wojny są pasażerowie malezyjskiego samolotu, zestrzelonego nad Ukrainą. Cisza medialna, jaka zapadła na ten temat, może mieć tylko jedno wytłumaczenie: niezaprzeczalne dowody niewinności separatystów. Niewykluczone, że jakaś „komisja Macierewicza” pracuje już nad bajeczką pasującą do obrazka.

Tu znów muszę wyjaśnić: Ukraina ma jak najbardziej prawo do niepodległości i należy jej się z naszej strony pomoc i poparcie. Ale prawdziwa niepodległość musi oznaczać korzyść dla społeczeństwa Ukrainy, a nie międzynarodowego kapitału i nie może opierać się na ludobójstwie! Musimy być świadomi tego, kogo wspieramy i co z tego może dla nas wyniknąć! Na szczęście większość społeczeństwa Ukrainy nie chce mieć nic do czynienia ani z tą wojną, ani z tymi „patriotami”, którzy ją (za obce pieniądze) wywołali. Świadczy o tym masowa odmowa stawienia się do poboru, nawet kosztem utraty pracy i bardzo częste dezercje z armii (skoro nawet nasze zakłamane media, choć półgębkiem, ale przyznają to, musi to być zjawisko masowe). Ale niestety, na razie wszystko wskazuje na to, że znów powtórzy się scenariusz z talibami.

Niektóre doniesienia medialne mogłyby być nawet śmieszne, gdyby nie były straszne. W czasie tej wojny, strona ukraińska usiłuje na wszelkie sposoby przypodobać się Niemcom. Robią to przypominając niemiecko-ukraińskie „braterstwo broni” z czasów II wojny światowej. W publicznej niemieckiej telewizji można było zobaczyć z jakimi to znakami walczą żołnierze sławetnego batalionu „Azow”, którzy wcale nie ukrywają, że ich wzorem jest batalion „Nachtigall”, który był częścią SS-Galizien! A już całkiem bez wazeliny obszedł się ukraiński premier Jaceniuk i w wywiadzie telewizyjnym określił kontrofensywę Armii Czerwonej w czasie II wojny światowej, jako inwazję na Ukrainę i Niemcy! Wszystko to wywołało w Niemczech skutek odwrotny do zamierzonego. Powszechne oburzenie opinii publicznej i kompletną nieufność społeczeństwa do oficjalnej wersji wydarzeń na Ukrainie.

A kto walczy po drugiej stronie? Tu odpowiedź jest trudniejsza. Oficjalna wersja mówi: prorosyjscy separatyści. Na pewno są i tacy wśród nich. Jednak większość z nich wcale nie ma zamiaru iść drogą Krymu. To Ukraińcy, a nie Rosjanie, i marzy im się niepodległa, ale sprawiedliwa Ukraina. Nie stoi za nimi jakaś jednolita wizja tej Ukrainy, ale łączy ich wspólna niechęć do oligarchów i do faszystów z zachodniej Ukrainy.
Bo Ukraińcy wcale nie są jednolitym narodem! Historia ich podzieliła, i te podziały ciągle są żywe. Nieraz walczyli też przeciwko sobie. Pierwszy z brzegu przykład. Gdyby rozwinąć kretyńską wypowiedź naszego ministra spraw zagranicznych, o tym, kto wyzwalał Auschwitz, należałoby powiedzieć, że prawdziwym skandalem było niezaproszenie wyzwolicieli. Bo byli to właśnie ci „prorosyjscy separatyści” ze wschodniej Ukrainy walczący w szeregach Armii Czerwonej. Zaproszono natomiast oprawców – przedstawicieli Niemiec i ich dawnych sojuszników z zachodniej Ukrainy!

Drugim, często słyszanym kłamstwem jest twierdzenie, że rosyjska aneksja Krymu wywołała wojnę na Ukrainie. To kłamstwo składa się z dwóch części. Przejęcie Krymu przez Rosję było konsekwencją wcześniej rozpoczętej wojny domowej na Ukrainie. Drugą częścią kłamstwa jest forma, w jakiej się to odbyło. Nie była to żadne aneksja. Krym nigdy nie miał nic wspólnego z Ukrainą. W 1783 doku Katarzyna II przyłączyła Chanat Krymski do Rosji. Ukrainiec Chruszczow, w pijanym widzie, dołączył go zaś do Ukrainy – jako republiki radzieckiej. Zamieszkany jest głównie przez Rosjan i Tatarów. Tamtejsze społeczeństwo, czując się zagrożone wojną na Ukrainie, przeprowadziło referendum, w którym prawie jednogłośnie wypowiedziało się za przyłączeniem do Rosji. Zachodnie media nawet nie próbowały sugerować, że referendum było sfałszowane! Tylko kompletni idioci uwierzyliby w taką brednię. Aby było śmieszniej nadzorowali je nawet zaproszeni zachodni obserwatorzy! Inna sprawa, że Rosja tak, czy inaczej musiałaby w sprawie Krymu zareagować. W Sewastopolu znajduje się ogromna baza floty czarnomorskiej i żaden rozsądny przywódca nie zostawiłby czegoś takiego na łup wroga.

Kolejnym kłamstwem, a równocześnie sprytnym manewrem dyplomatycznym i propagandowym, jest zapraszanie Putina na wszystkie konferencje na temat Ukrainy. Ma to sugerować, że ma on kluczową rolę w rozwiązaniu tego konfliktu. Wbrew temu, co mówi propaganda, nie ma żadnych dowodów na udział rosyjskich wojsk po stronie separatystów. Nie ma też żadnych dowodów na dostawy rosyjskiej broni dla nich. Na pewno otrzymują oni jednak taką, czy inną pomoc ze strony Rosji i w ich szeregach walczą też wszelakiej maści rosyjscy „ochotnicy”, ale wpływ Putina na nich jest tylko pośredni. On nimi nie kieruje, ale stara się wykorzystać ich do swoich celów. Podstawowym celem jest obrona Rosji. Po rozpadzie Układu Warszawskiego i ZSRR, NATO, wbrew zawartym umowom, przesunęło się bezpośrednio do granic Rosji. Teraz próbuje włączyć w swoje struktury Ukrainę, a na to Rosja nie może już pozwolić! Tak jak USA nie mogły sobie pozwolić na zainstalowanie sowieckich rakiet na Kubie. To porównanie ilustruje naszą obłudę w ocenie tego konfliktu! Z drugiej jednak strony Putin i Rosja wcale nie mają zamiaru anektować Ukrainę, lub w taki czy inny sposób, stawiać pod znakiem zapytania jej niepodległość. Na pewno zadowolą się „finlandyzacją” Ukrainy. Finlandia nie chciała być zagrożeniem dla Rosji, i nawet Stalin zostawił ją w spokoju! Na pewno nie inaczej postąpiliby obecni przywódcy rosyjscy. Wiedzą oni dobrze, że budowanie imperium na wzór Stalina, polegające na podporządkowywaniu sobie kolejnych państw, to tylko ogromne koszty i kłopoty. Możemy spać spokojnie! Wbrew temu, czym straszą nasi podżegacze wojenni, Rosja nas nie zaatakuje. Nie opłaca jej się to! Świadczy o tym także struktura armii rosyjskiej. Każdy znawca powie, że jest to struktura obronna! Natomiast struktura i wyposażenie armii USA mówi wyraźnie, że nastawiona jest ona na agresję.

O tym, jakie są przyczyny „niechęci” USA do Rosji wspomniałem już trochę we wprowadzeniu. Postaram się wyjaśnić to kiedyś dokładniej.

Reklamy